Więcej Nordic Walking aby żyć dłużej

Buty i ubiór

poniedziałek, 31 marca 2014

Celowo opóźniłem napisanie tej notki by dać czas do zapoznania się z opiniami innych. Są one zazwyczaj w podobnym tonie i różnią się tylko niektórymi szczegółami.  Zanim przejdę do konkretów napiszę jedną ogólną uwagę. Otóż wydaje mi się, że jakość produktów (jako całość) przeznaczonych do biegania, oferowanych w Lidlu powoli, ale systematycznie wzrasta. Wprawdzie trudno mi bezpośrednio ocenić jakość systemów zastosowanych w butach i wzrost ich walorów użytkowych, jednak rzuca się w oczy wyraźna poprawa na płaszczyźnie designu. Pierwsze modele w kolorystyce biało/szarej przeszły metamorfozę w kolejnych kolekcjach i teraz ich urzekająca i intensywna kolorystyka "zachęca do założenia i pognania w siną dal".

Poszczególnym modelom butów dla rozróżnienia nadałem rzymskie numery. 

Running Crivit  I - model z 2011 roku. Cena 60 zł.

Zakupione na początku marca 2011. Pierwsze użycie 8.03.11.

Przebieg:

Bieg - 156,16 km

Nordic walking - 496,05 km

Razem : 652,21 km 

Oto jak się obecnie prezentują:

bcb1

bcb2

bcb3

Buty były dwukrotnie prane ręcznie. Na zdjęciach są szaro przybrudzone, przy zakupie były bardziej białe.

Running Crivit  II - model z 2011 roku. Cena 60 zł.

Zakupione w lipcu 2011. Pierwsze użycie 27.07.11.

Przebieg:

Bieg - 293,03 km

Nordic walking - 332,79 km

Razem : 624,82 km 

Tak obecnie wyglądają:

bcb4

bcb5

bcb6

Te buty były także prane ręcznie. Przy zakupie były już bardziej szare, więc tu ewentualne przybrudzenie zawsze było mniej widoczne.

Porównując te dwa modele z 2011 roku da się zauważyć pewną różnicę w budowie. Te pierwsze są jak gdyby smuklejsze. W części śródstopia można zauważyć jakby zwężały się w kształt zaokrąglonego czubka. Te drugie są bardziej owalne w śródstopiu i o 3 mm szersze w podeszwie w tym miejscu. Patrząc na podeszwę także można zauważyć, że połączenie pięty ze śródstopiem jest w modelu I węższe niż w modelu II. Model I jest też około 7-8 mm niższy od II.  Z tego co pamiętam i co jeszcze odczuwam teraz (biorąc pod uwagę, że buty mają podobny przebieg) model II miał i ma jakby lepszą amortyzację, co może potwierdzać minimalnie grubsza podeszwa. Zauważyłem też, że model zielony ma jakby bardziej przezierne oczka wentylacji niż model II. To widać wyraźnie choćby patrząc do wnętrza buta na wpadające do niego światło poprzez cholewkę. Domyślać się można, że wentylacja tych pierwszych jest nieco lepsza niż modelu II, ale z kolei gdy przyszło mi w modelu I maszerować odcinek trasy po suchej drodze żużlowej stopy miałem czarne po zdjęciu skarpet.     

Running Crivit  III niebieskie - model z 2013 roku. Cena 65 zł.

Zakupione 11 lipca 2013. 

Przebieg:

Bieg - 64,04 km

Nordic walking - 112,05 km

Razem : 176,09 km 

Na zdjęciach jak "nówki sztuki".

bcn1

bcn2

bcn3

Running Crivit  III zielone - model z 2013 roku. Cena 65 zł. Nabyte po przecenie za 39 zł. 

Zakupione 13 września 2013. 

Przebieg:

Bieg - 27,10 km

Nordic walking - 250,14 km

Razem : 277,24 km 

Także prezentują się jeszcze jak nowe:

bcz1

bcz2

bcz3

bcz4

Modele z 2013 roku są bardzo podobne. Podeszwa jest identyczna. Różnią się jedynie krojem cholewki. Ta z zielonych butów opina moją stopę jakby zgrabniej. Na zdjęciach tego nie widać ale przy niebieskich pojawiają się fałdki po zasznurowaniu. Podobnie jak w kolekcji 2011 zauważyłem też, że tu akurat model zielony ma bardziej przezierne oczka wentylacji niż model niebieski. 

Opis butów zaczerpnięty z informacji podanych przez producenta:

• Materiał wierzchni: przepuszczający powietrze mesh łączony z wytrzymałym syntetykiem

• Miękka wewnętrzna część buta z wyściełanym brzegiem cholewki dla przyjemnego uczucia podczas noszenia

• Anatomicznie uformowana wyciągana wkładka z systemem wentylacji Air-Vent dla przyjemnego klimatu stopy

• Zintegrowana podeszwa i pad EVA dla wygodnej amortyzacji przy dobrym prowadzeniu stopy

• Stabilizator śródstopia Carbonlite dla lepszego trzymania w bucie

• Wchłaniająca uderzenia międzypodeszwa z pylonu ze zintegrowanymi elementami amortyzującymi

• Podeszwa wielowarstwowa z wkładką żelową

• Profilowana i antypoślizgowa podeszwa TPR dla optymalnej przyczepności

• Odblaskowe elementy zapewniające lepszą widoczność 

Czytając przytoczone recenzje w poprzedniej notce można zauważyć, że niektóre cechy butów są jednak różnie postrzegane przez różnych recenzentów. Wynika to przede wszystkim z tego, że jak wielokrotnie podkreślałem buty i nasze stopy to sprawy bardzo indywidualne. Różną mamy budowę i wrażliwość stopy, a to nie są buty robione na miarę.

Tu warto dodać, że wadą niektórych kolekcji jest brak pełnej rozmiarówki. To znaczy:

• bywa, że rozmiary są co drugi numer

• nawiązując do w/w często rozmiary damskie kończą się na numerze 40 a męskie rozpoczynają od 42

• bywa, że rozmiary męskie kończą się na 45

Na szczęście akurat w kolekcjach, z których zamierzałem kupić buty, zawsze dostępny był rozmiar 41 i dzięki temu coś na temat butów Crivit mogę napisać.

Poza szczegółami anatomicznymi na pewne różnice zdań recenzentów miało chyba wpływ ich nastawienie do tych butów. Jeśli ktoś właściwie odczytał ich przeznaczenie, to wypowiadał w większości pozytywne opinie, jeśli ktoś był nieco uprzedzony, jego ocena była bardziej surowa. Wracając do przewiewności butów Crivit, w połączeniu z lekkością oceniam ją bardzo dobrze. To ich duży plus w sezonie wiosenno/letnim przy wysokiej temperaturze powietrza. Buty dobrze leżą na stopie, są wygodne, mają dość dobrą amortyzację. Z przodu mają wystarczająco dużo miejsca na palce, a miękki zapiętek nie obciera stopy. Generalnie buty w ogóle nie obcierają i nie powodują żadnego bólu przy użytkowaniu. Kupiłem je do biegania, ale znacznie więcej w nich maszeruję NW. Szczególnie lubię w nich maszerować, gdy jestem zmuszony robić to po twardej nawierzchni czyli bruku i asfalcie. Jedyny przypadek, gdy "poczułem" te buty to były zawody Nordic walking przy dość dużym upale i dystansie 20 km. Wówczas lekko odparzyłem boczną część jednej pięty. Ale być może był to mój błąd, bo wybrałem wówczas ten model z jakby mniejszą wentylacją.

Z innych właściwości tych butów warto jeszcze odnotować nierozwiązujące się sznurowadła. Niektórzy narzekają, że te ostatnie są nieco za długie, ale nikomu nie odmawia się przecież prawa do ich skrócenia, a zawiązanie na dwie kokardki lub jak ja często robię, włożenie końcówek pod zaciągnięte sznurówki też w niczym nie przeszkadza.

Trudno mówić jeszcze o zużyciu butów z kolekcji 2013, to są na razie niewielkie przebiegi. Buty z kolekcji 2011 zbliżają się zapewne do momentu, gdy ich właściwości jednak ulegną zauważalnemu pogorszeniu (ktoś określił ich normalną żywotność na około 800 km, a stan wyniszczenia na 1200 km), aczkolwiek poza pewnym starciem podeszwy i pewnym "wyklepaniem" amortyzacji nic istotnego się z nimi nie dzieje. Nawet zapiętki są jeszcze w bezurazowym stanie.

Z porównania przebiegów modeli z danego roku widać też, że te które częściej wykorzystywałem podczas biegania mniej były eksploatowane podczas Nordic walking i odwrotnie. Ten podział zrodził się chyba dość naturalnie z uwagi być może na to, że te używane do NW wybieram jakby z większą wentylacją. Wynika to z prostego do wytłumaczenia faktu, że maszeruję na dużo dłuższych dystansach, gdzie marsze trwają zazwyczaj około 2 godzin, natomiast biegam na dystansach zazwyczaj krótszych gdzie czas trwania takiego treningu mieści się na ogół w ciągu 30 minut. Stąd ewentualny dyskomfort spowodowany ciut mniejszą wentylacją jest tu pomijalnie niezauważalny. Poza tym wydawało mi się, że Crivit II jakby miały lepszą amortyzację i lepsze trzymanie się podłoża podczas biegu niż Crivit I. Z kolei przy zakupie modeli z 2013 roku w pierwszej kolejności kierowałem się wrażeniem wizualnym. Niebieski kolor bardzo mi pasował, stąd w pierwszej kolejności te buty zakupiłem. I myślę, że podobnymi względami kierowała się większość klientów kupujących te buty bowiem model zielony można było zakupić po kolejnych przecenach za 55 zł, 39 zł (od września) i ostatecznie nawet za 29 zł - ale już tylko pojedyncze pary w najmniej popularnej numeracji.

Wszystkich butów nadal używam, z tym że naturalne jest że te mający większy przebieg są bardziej zużyte, a te nowsze ze względu choćby na bardzo atrakcyjny design stały się bardziej ulubionymi i częściej teraz wykorzystywanymi.

Podsumowując można by napisać, że buty przeznaczone są najlepiej, ale nie tylko, dla początkujących biegaczy, najlepiej z prawidłową budową stopy, najlepiej do biegania krótszych dystansów (około 5 km), ale umożliwiające bezproblemowe przebiegnięcie 10 km także w dobrym tempie. To, że niektórzy biegają w nich maratony czy ultramaratony, nie należy traktować jako najlepszy wybór, aczkolwiek udane próby świadczą zapewne bardziej na korzyść butów, niż pokpiwanie malkontentów dowodzić ich wad.

Jeśli ktoś jeszcze chce poczytać trochę opinii o tych butach, zapraszam na największe forum biegowe.   

MaratonyPolskie.pl_buty z Lidla

czwartek, 27 marca 2014

Na wstępie zaznaczę, że zupełnie nie widziałem najnowszej kolekcji butów tej marki, ani tym bardziej ich nie użytkowałem. Tak więc nie jest to wpis reklamujący te buty, a jedynie uzupełnienie pewnej luki, którą popełniłem 3 lata i niespełna rok temu.  

buty lidl

Kupując pierwszą parę butów do biegania z Lidla nie myślałem, że przyjdzie mi napisać jakąkolwiek recenzję tych butów. Byłem wówczas początkującym biegaczem, którym zresztą czuję się po dziś dzień. Nadal biegam głównie krótsze dystanse, gdzie na czoło wybija się dystans 5 km, ale mam też zaliczonych kilka ładnych dyszek. Niemniej czuję się mało kompetentny by recenzować jakiekolwiek buty biegowe. Obiecałem jednak w którymś ze wpisów, że uzupełnię tę lukę w opisie sprzętu jakiego używam. Gdy zacząłem systematycznie biegać (styczeń 2011) nie miałem żadnych bardziej lub mniej profesjonalnych butów do biegania. Korzystałem z butów do "walkingu" nomen omen zakupionych w 2009 roku ... do Nordic walking ...w Lidlu. I przez pierwsze dwa miesiące głównie z nich korzystałem. Gdy na początku marca 2011 roku zakupiłem pierwszy egzemplarz butów do biegania z Lidla, nie chwaliłem się tym faktem na blogu, bo niby czym miałbym się chwalić? Niektórzy biegacze po dziś dworują sobie z tych butów twierdząc, że wolą w Lidlu kupować warzywa. Odpowiedziałbym im, że kupowane warzyw w Lidlu, a nie na rynku warzywnym, jest tak samo trafnym wyborem jak kupowanie butów sportowych w Lidlu, a nie w sklepie sportowym. Ja jednak te buty kupiłem z zupełną premedytacją i bez chwili wahania. Wiedziałem, że nie będę w nich biegał maratonów, bo maratonów w ogóle nie będę biegał w żadnych butach. A przystępna cena (około 60 zł) powodowała, że ryzyko w obliczu biegania na 5 km nie było duże. Wprost przeciwnie, zadowolenie z tych pierwszych butów było na tyle duże, że gdy w lipcu pojawiła się kolejna edycja tych butów w przystępnej cenie, również się nie wahałem. I tak skracając historię "przebiegłem" w butach z Lidla trzy lata życia. Oczywiście mimo, że były one przeznaczone do biegania, korzystałem z nich także podczas marszów Nordic walking. A że tych marszów  jest generalnie dużo więcej niż biegania, więc i kilometrów w sumie przemaszerowałem znacznie więcej niż przebiegłem. Nie będę zanudzał opisem wszystkich cech jakie mają te buty. To można wyczytać w licznych recenzjach, które pojawiły się w necie w przeciągu ostatnich trzech lat. Poniżej podaję linki do niektórych z nich:   

Opinie raczej na tak:

grudzień 2011:

biegajznami

lipiec/sierpień 2013:

pawelbiega

poznanbiega

runtheworld

biegamblog

Opinia raczej na nie:

dajciemiwygrac

Test porównawczy podobnie tanich butów:

polskabiega

Zgadzam się z większością opinii wyrażonych w tych recenzjach. Do podstawowych cech odniosę się w kolejnym odcinku, w którym przedstawię też konkretne statystyki kilometrażowe poszczególnych modeli/egzemplarzy, których używam.

czwartek, 20 marca 2014

Zima już chyba za nami ostatecznie i definitywnie. Myślę więc, że nadszedł czas na ostateczne podsumowanie testu tych butów. Nie napiszę w tej notce niczego odkrywczego. W trakcie użytkowania butów potwierdziło się wszystko to co napisałem po wykonaniu pierwszych marszów. Zima była bardzo łagodna w tym roku. Jedynie czego mi zabrakło do ostatecznego potwierdzenia opinii, to marszu w głębokim śniegu, nieudeptanym, takim w którym cholewka jest narażona przez 1,5 -2 godziny na kontakt z wilgotnym osadzającym się na niej śniegiem. Należy jednak sądzić, że nie wpłynęłoby to na zmianę oceny nieprzemakalności tych butów. Przecież maszerowałem w warunkach daleko bardziej inwazyjnych wilgotnościowo, bo w padającym deszczu. Jednak nie były to wówczas marsze na dłuższych dystansach. W trakcie dalszych testów nie prowadziłem już tak szczegółowych zapisków podczas każdego marszu jak na początku. Cały czas czekałem na uderzenie zimy z dużą ilością śniegu. To nie nastąpiło. Muszę więc oprzeć się na tym co zapamiętałem oraz zapisałem przy dwóch dłuższych marszach, które zaliczyły te buty. Tak w ogóle starałem się zimą maszerować właśnie w nich, gdyż z reguły było albo mokro, albo zmarzlina. Do tego miały mi służyć te buty, więc starałem się je maksymalnie wykorzystać.  

19 styczeń

Pogoda: temperatura -4 °C, pełne zachmurzenie bez opadów

Dystans: 16,85 km

Nawierzchnia podłoża:

- twarda - długość łączna około 2 km

- naturalna - długość łączna około 14,85 km

Warunki podłoża: Ścieżki naturalne zmarznięte, na chodnikach oblodzenia - szklanka 

Średnie tempo marszu: 9:10/km, prędkość 6,5 km/h

Czas trwania treningu: 2 godziny 34 minut.

Marsz z kijami poprzedzony był, wcześniejszym marszem w tych butach po chodniku na dystansie 3,21 km. I było to pod tym względem niejako najdłuższe użycie butów i w trakcie marszów i w ogóle (wcześniej miałem je na sobie kilka godzin "w codziennym użyciu" podczas drogi do szkoły i pobytu w niej. W marszu łącznie więc należałoby rozpatrywać dystans 20,06 km, a czas 3 godziny 9 minut. W całkowitym użyciu tego dnia był to łącznie czas pełnych 7 godzin (z około 2,5 godzinną przerwą w trakcie). Podczas marszów największą niedogodnością była szklanka na chodnikach. Brak opadów nie wpływał na sprawdzenie nieprzemakalności butów. Natomiast jakoś nie zauważyłem by moje stopy jakoś specjalnie się spociły, mimo, że albo w nich maszerowałem, albo przebywałem w pomieszczeniu o temperaturze +20°C. W każdym razie skarpety po zdjęciu butów były suche i nie stwierdziłem, by było inaczej we wnętrzu obuwia. 

20 styczeń

Pogoda: temperatura -4 °C, pełne zachmurzenie, marznący deszcz i śnieg przez większość czasu treningu (około 2 godzin)

Dystans: 18,73 km

Nawierzchnia podłoża:

- twarda - długość łączna około 2 km

- naturalna - długość łączna około 16,73 km

Warunki podłoża: Ścieżki z pokrywą śnieżną, zmarznięte błoto, miejscowe oblodzenia zarówno na chodnikach jak i na ścieżkach. 

Średnie tempo marszu: 8:47/km, prędkość 6,8 km/h

Czas trwania treningu: 2 godziny 44 minut.



To najdłuższe użycie testowanych butów w marszu ciągłym. Przez około 2 godziny padał marznący deszcz oraz śnieg. Warunki na chodnikach początkowo były lepsze niż poprzedniego dnia, gdyż szklanka została w miarę opanowana. Natomiast kolejny opad powodował, że warunki pogarszały się z minuty na minutę i na chodnikach, i na naturalnych ścieżkach na odkrytym terenie. W lesie te opady były mniej dokuczliwe i dla nieprzemakalności butów, i dla śliskości podłoża, i dla ogólnego odczuwania tej niesprzyjającej aury. Także tego dnia mimo długotrwałego narażenia na opady buty nie przemokły.

Pozwolę sobie jeszcze na zaprezentowanie jednego treningu, z uwagi na ekstremalnie dobre warunki pogodowe jak na okres zimowy.

8 luty

Pogoda: temperatura +8 °C, częściowe zachmurzenie a nawet dość słonecznie, brak opadów.

Dystans: 16,75 km

Nawierzchnia podłoża:

- twarda - długość łączna około 2 km

- naturalna - długość łączna około 14,75 km

Warunki podłoża: Ścieżki i chodniki suche. 

Średnie tempo marszu: 8:43/km, prędkość 6,9 km/h

Czas trwania treningu: 2 godziny 25 minut.

Nie ma właściwie nic szczególnego w tym marszu poza tym, że dystans jego nie należał do najkrótszych, a temperatura w której odbywał się trening chyba najwyższa z odnotowanych przeze mnie. W tej temperaturze także nie stwierdziłem, by odprowadzanie wilgoci z wnętrza butów było niezadowalające. Skarpety po treningu były suche.

Czas na ostateczne podsumowanie.

Jak już napisałem wcześniej, wszystkie podstawowe cechy, które brałem pod lupę w testach, a wypunktowane we wcześniejszych notkach, potwierdziły się. Żałuję jednak, że mogłem tak rzadko narażać buty na ekstremalnie mokre warunki. Tu pozostaje pewien niedosyt. Po jakimś szczególnie mocnym zabłoceniu i kąpaniu w wodno-błotnistym podłożu, buty czyściłem wilgotną szmatką i spryskiwałem preparatem przeznaczonym do konserwacji membrany Novadry. Robiłem to profilaktycznie, a nie z powodu jakichś widocznych przemakań.  

Łącznie w butach przemaszerowałem 362,79 km. W tym z kijami 332,28 km, a bez kijów 30,51 km. 

Są to buty przede wszystkim turystyczne. To nie są buty przeznaczone i najlepsze do Nordic walking. Do tego są jednak zbyt ciężkie. Nie znaczy to jednak, że nie można w nich maszerować z kijami nawet na długich dystansach. Sprawdzają się przede wszystkim w ciężkich warunkach pogodowych. W takim celu je zakupiłem i tu moje oczekiwania spełniły w 100%, jako buty tanie i odporne na wilgoć pod różną postacią. Na pewno też bardziej je lubię na ścieżce naturalnej niż na chodniku. W tym ostatnim przypadku używałem ich tylko w przypadku pokrywającej go pokrywy ścieżno-lodowo-błotnej. Wydaje mi się też, że znacznie lepiej można je wykorzystać zimą. Zapewniają właściwy komfort dla stóp. Stopy nie marzną, nie pocą się nadmiernie i nie ulegają zawilgoceniu na skutek przecieków. Nie wiem jednak  jak będą zachowywać się latem przy temperaturze np. 30 °C. Czy zapewnią wówczas właściwą oddychalność i odprowadzenie wilgoci z wnętrza buta? Raczej nie będę tego próbował, na ciepłe dni mam mnóstwo innych butów, i przemakalnych, i niełatwo przemakalnych. Chyba najwyższą temperaturą w jakiej używałem tych butów było wspomniane wyżej plus 8 stopni. I chyba na tym poprzestanę.

Pytanie jeszcze, czy ujawniły się jakieś istotne wady lub uszkodzenia? Generalnie nie, ale...

To co jest jedną z najczęstszych oznak wyraźnego zużycia, czyli wycieranie zapiętków. W jednym z butów stwierdziłem lekkie, jednak widoczne przetarcie, na razie bez "wypatroszenia", a więc zapewne nie pogarszające komfortu użytkowania. Jednak należy podejrzewać, że będzie się ono pogłębiało z każdym kolejnym kilometrem. Dlatego też między innymi odstawiam te buty do szafy na następną zimę.   

baq

Na koniec jeszcze jedna uwaga. W butach tych nie starałem się chodzić w tempie startowym podobnym do tego z zawodów. Owszem pojedyncze kilometry udawało się pokonywać w czasie około 8 minut, ale generalnie nie forsowałem w nich ostrego tempa przez długie kilometry. To raczej nie są buty do ścigania.

PS I ostatnia już naprawdę uwaga ... dla Sławka. Nie jestem przekonany, czy są to właściwe buty dla planowej przez Ciebie długiej wędrówki w porze letniej. Trzeba by ich spróbować w warunkach zbliżonych tzn. minimum kilka razy dzień po dniu w temperaturach przekraczających zdecydowanie 20 stopni, na dystansach przynajmniej około 20-25 km. Ale buty są dość tanie, więc ewentualny zakup i sprawdzenie - do przemyślenia. Jeśli się nie sprawdzą, to pozostaną jak najbardziej do wykorzystania w okresie jesienno-zimowym.

 

środa, 11 grudnia 2013

Dzień trzeci - 8 grudzień

Część 1.

Pogoda: temperatura 3 °C, brak wyraźnych opadów deszczu, raczej jakby opad wilgoci i pojedynczych płatków mokrego śniegu

Dystans: 7,22 km

Nawierzchnia podłoża:

- twarda - długość łączna około 2 km

- naturalna - długość łączna około 5,2 km

Warunki podłoża: Ścieżki generalnie białe, ubity mokry śnieg przez biegaczy, spacerujących i opad niewielkiego deszczu, miejscowe oblodzenia zarówno na chodnikach jak i na ścieżkach, miejscami błoto pośniegowe na obu rodzajach nawierzchni. 

Średnie tempo marszu: 9:39/km, prędkość 6,2 km/h

Marsz bez użycia czołówki mimo panujących ciemności. Takie warunki marszu można polubić, a w każdym razie są do zaakceptowania przy odpowiednim obuwiu. Podobnie jak poprzednio nie starałem się narzucać szybszego tempa. Ze względu na wyrównane warunki na całej długości dystansu tempo również bardzo wyrównane: od 9:40 - 9:49/km poza 6 kilometrem, który pokonałem nieco szybciej 9:13/km. Tego dnia dodatkowo sprawdzałem współdziałanie stuptutów z tymi butami. Więcej o tym w podsumowaniu dnia. Poniżej zapis treningu: 

 

Część 2.

Pogoda: temperatura 4 °C, regularny deszcz padający od dłuższego czasu

Dystans: 6,65 km

Nawierzchnia podłoża:

- twarda - długość łączna około 2 km

- naturalna - długość łączna około 4,6 km

Warunki podłoża: błoto pośniegowe i błoto gliniasto - ziemiste, stojąca woda na ścieżkach zmieszana z błotem i śniegiem, grząsko, olbrzymie kałuże, ścieżki niemal czarne, tylko niewielkie fragmenty bardzo mokrego topniejącego śniegu, mokra trawa ubita i wysoka.  

Średnie tempo marszu: 9:54/km, prędkość 6,1 km/h

Warunki bardzo trudne dla nieprzemakalności butów , zazwyczaj takich unikam i nie trenuję, chyba że muszę. Konieczność marszu z włączoną czołówką - po białym śniegu nie zostało prawie śladu. Wąskie ścieżki leśne nieco zagłębione w stosunku do poboczy wypełnione stojącą wodą niemal po kostki. Raz wdepnąłem w niezauważoną dziurę wypełnioną wodą i mocno chlupnęło pod stopą. Najbardziej ekstremalne warunki w rejonie Mostu Królowej Jadwigi. Bardzo grząsko, z braku widocznego sensownego obejścia olbrzymiego rozlewiska-kałuży musiałem świadomie kilka kroków zrobić w wodzie po kostki. Wyraźny wpływ warunków podłoża na średnie tempo marszu. Było ono wyraźnie wolniejsze i bardziej zróżnicowane na poszczególnych kilometrach: od 9:31/km w najdogodniejszych warunkach do 10:43/km w najgorszych.

Podsumowanie trzeciego dnia.

Nieprzemakalność: biorąc pod uwagę warunki - wzorowa. Stopy (skarpety) suche i ciepłe, brak śladów przemoczenia i wnętrze butów suche. 

Stabilność i antypoślizgowość - bardzo dobra. Przy dostosowanym do warunków tempie marszu brak poważniejszych poślizgów zarówno na śniegu jak i w błocie. Wyraźnie widoczne mniejsze tempo podczas drugiej trudniejszej części.

Zdjęć butów nie robiłem ze względu na dość dobre ich umycie na końcowym odcinku naturalnego podłoża i wystukaniu resztek błota na ostatnim kilometrze twardej nawierzchni. Stuptuty chyba były bardziej opryskane błotem.

st

Współpraca ze stuptutami - wzorowa. Używane przeze mnie stuptuty nie mają podwiązania pod podeszwą. Ich mocowanie oparte jest na dolnej gumie ściągającej oraz haczyku zaczepionym do sznurówki. W związku z tym bywa, że mają one tendencję do podsuwania się w górę odsłaniając kostkę. W związku z tym by tą wadę zminimalizować, wymagają bardzo starannego założenia, powiedziałbym nawet że z bardzo dużą pieczołowitością. Mimo tego zdarza się, że jeden lub oba stuptuty trzeba poprawiać podczas marszu z różną częstotliwością, nieraz co 3-5 km, ale bywa że i co 0,5-1 km. Podczas obu części marszu nie musiałem ich ani razu poprawiać co dobrze wróży także dla marszów na dłuższych dystansach.

Dzień czwarty - 9 grudzień

Część 1 i część 2.

Pogoda: temperatura 4 °C, brak opadów atmosferycznych, brak silnego wiatru.

Dystans:

- cz.1 -7,02 km

- cz.2 - 6,66 km

Nawierzchnia podłoża (cz.1 + cz.2):

- twarda - długość łączna około 2 + 2  km

- naturalna - długość łączna około 5 + 4,7  km

Warunki podłoża: chodniki wilgotne przesychające, podobnie ścieżki naturalne, miejscami błoto jako pozostałość roztopów i opadów, miejscami grząsko, podmokła wysoka trawa i ubita mokra trawa.

Średnie tempo marszu:

cz.1 - 8:55/km, prędkość 6,7 km/h

cz.2 - 8:54/km, prędkość 6,7 km/h

Wyraźnie daje się zauważyć pewne przyzwyczajenie stóp do nowych butów. O ich rozchodzeniu trudno jeszcze mówić, ale coraz bardziej czuję adaptowanie się do nich. Objawiło się to poprzez bezproblemowe zwiększenie tempa marszów, w obu bardzo wyrównanych częściach. Można powiedzieć, że oba zbliżone dystanse przeszedłem jak zegarek. Część 2-gą dokładnie taką samą jak poprzedniego dnia pokonałem o ponad 6 minut szybciej, a jakoś niespecjalnie ścigałem się z czasem. Najgorsze warunki w okolicy Mostu Królowej Jadwigi. Tu jak zwykle trzeba było uważać, by nie umoczyć za bardzo butów, tym bardziej, że maszerowałem bez stuptutów i była możliwość wlania wody do wnętrza.

Podsumowanie czwartego dnia.

Warunki postawione nieprzemakalności nie były trudne ale buty bez membrany zapewne przemoczyłbym na najtrudniejszym 200 metrowym odcinku. Stabilność potwierdzona brakiem ślizgania w warunkach o dużej wilgotności podłoża. Bezpieczeństwo przed uderzeniami o wystające przeszkody kolejny raz potwierdzone.

 


Podsumowanie pierwszego czterodniowego testu.

Pokonany dystans: 48,63 km.

- z kijami 42,53 km

- bez kijów 6,10 km

Warunki użytkowania: bardzo zróżnicowane, od wilgotnego podłoża po śnieg, błoto, wodę i oblodzenia.

Użytkowanie także podczas opadów atmosferycznych o charakterze ciągłym przez godzinę.

Użytkowanie na podłożu bardzo mokrym o charakterze ciągłym - dwukrotnie (błoto i woda lub śnieg) przez godzinę. 

Nieprzemakalność - zachowana

Stabilność na śliskim podłożu - zachowana przy odpowiedniej do warunków ostrożności

Zabezpieczenie palców przed uderzeniami - pełne 

Nierówności podłoża - wyczuwalne tylko na tyle by zachować bezpieczeństwo

Współpraca ze stuptutami - wzorowa  

Buty stopniowo adaptują się do moich stóp. Brak obtarć i innych dolegliwości. Wygoda na poziomie dobrym, mam nadzieję na tendencję wzrostową. Oddychalność potwierdzona w trudnym do określenia zakresie. W warunkach zimowych oddychalność jest na pewno lepsza (może raczej jej brak mniej jest dokuczliwy) niż w upalne lato. Tak jak przeczuwałem ze względu na podeszwę buty bardziej nadają się w teren o naturalnym podłożu, niż na twarde nawierzchnie. Ale gdy chodniki pokryje śnieg ich użycie jest jak najbardziej uzasadnione. Pierwsze wrażenia są pozytywne aczkolwiek zaznaczę jeszcze, że mimo różnych bardziej lub mniej trudnych warunków, nigdy podczas testów celowo nie brodzę w strumykach i nie wybieram najbardziej oblodzonych fragmentów trasy, dzięki czemu każdemu potencjalnemu użytkownikowi pewnie łatwiej będzie dojść do podobnej oceny.


 




wtorek, 10 grudnia 2013

Nie wytrzymałem i nie czekając na śnieg postanowiłem zrobić pierwszy test nowych butów. Do tej pory miałem różne przypadki pierwszego kontaktu z nowymi butami. Były takie, które od pierwszego założenia niosły niemal same. Nie wymagały one tzw. rozchodzenia, od razu gotowe były do sporych wyzwań i podejrzewam, że nawet na zawodach na bardzo długim dystansie sprawdziłby się znakomicie w pierwszym użyciu. Były i takie, które wymagały długiego, bardzo powolnego tzn. z dużymi przerwami rozchodzenia i przyzwyczajania do nich moich stóp. Jedne z nich dostosowywały się do mnie nawet tak długo, że zapomniałem napisać ich recenzji. Kiedyś będę musiał to nadrobić. Zawsze jednak, do każdych butów podchodzę z pewną nieufnością tzn. nie szarżuję na pierwszym treningu. Na najwięcej mogę pozwolić sobie kupując kolejny model ... butów (najczęściej do biegania) w Lidlu. Tutaj mam w kolekcji w sumie 5 par i raczej niczym zaskoczyć mnie nie mogą, chyba jedynie tym, że są coraz lepsze (recenzję tych butów też jestem winien). Nie ulega dla mnie wątpliwości, że zakupione buty Arpenaz 100 Novadry Quechua będą wymagały pewnej adaptacji do moich stóp. Jak długiej nie wiem, ale jest ona konieczna choćby z tego względu, że przez ostatnie miesiące dominujące w użyciu były u mnie bardzo lekkie i miękkie buty do biegania. Testowane są natomiast dość solidne, i przy tym nieco sztywniejsze niż ostatnio używane.

Nie omieszkałem przeczytać przytoczonej przez Sławka Marusińskiego recenzji tych butów.


http://lesnydziad.pl/buty-arpenaz-100-novadry-recenzja/

Było to już po ich pierwszym użyciu więc coś już mi się zgadzało. Przed opisywaniem własnych wrażeń nie lubię czytać czyichś, by nie być zbytnio ukierunkowany, ale uznałem, że nie wpłynie to na moją zresztą obiektywną zazwyczaj opinię.  Od razu zaznaczę, że buty te potraktuję nieco w sposób szczególny. Zazwyczaj dla każdych butów sportowych prowadzę ewidencję ich użycia poprzez portal run-log. Dzięki temu wiem nie tylko ile kilometrów przeszedłem i przebiegłem w każdych butach, ale także kiedy to zrobiłem i mogę odtworzyć także warunki atmosferyczne jakie panowały podczas każdego treningu w wybranych butach. Robiłem to dotąd jednak tylko dla aktywności Nordic walking i dla biegania. Zwykłe marsze (bez kijów) i spacery pomijałem, bowiem ich statystyczna wielkość nie przekracza zazwyczaj 200 km rocznie, co przy kilku używanych rodzajów buta daje po kilkanaście do kilkudziesięciu km rocznie na parę. Uznałem, że jest to pomijalnie mała wielkość do setek czy tysięcy pokonywanych km. Jednak buty Arpenaz Quechua będę być może (zależy jaka będzie zima) także często używał do tych zwykłych marszów. Stąd postanowiłem dla tych butów prowadzić tę rozszerzoną statystykę o marsze bez kijów. Inna sprawa, że biegać raczej w nich nie zamierzam, więc ta akurat statystyka chyba odpadnie.  

Wszystkie opisane marsze podczas pierwszych testów były dwuczęściowe tzn. na zasadzie tam i z powrotem. Przedzielone były kilkugodzinną przerwą i czasem warunki pogodowe, i nawierzchni przez ten czas zmieniały się diametralnie.

Długość dystansu podawana jest w oparciu o pomiar GPS w telefonie komórkowym i aplikację Endomondo. Pomiar oceniam na dość dokładny, nie raz pokonywałem te trasy i wyniki nie odbiegały wyraźnie od zarejestrowanych. Nie było też podczas nich gwałtownych anomalii działania GPSa.

Nawierzchnia podłoża wszystkich marszów NW:

- twarda -początek i koniec marszu - kostka brukowa, płyty chodnikowe, asfalt

- naturalna - cześć zasadnicza, środkowa marszu - ścieżki leśne, ścieżki wydeptane w trawie (ziemno-piaszczyste), trawa udeptana, trawa wysoka, ścieżki szutrowe z naturalnymi naleciałościami.

Nawierzchnia podłoża marszów bez kijów - tylko twarda.

Dzień pierwszy - 5 grudzień

Część 1.

Pogoda: temperatura 2 °C, silny wiatr zwłaszcza w porywach (skutek nadciągającego orkanu Ksawery). Brak opadów.

Dystans: 8,48 km

Nawierzchnia podłoża:

- twarda - długość łączna około 2 km

- naturalna - długość łączna około 6,5 km

Warunki podłoża: duża wilgotność, miejscami niewielkie błotko.

Średnie tempo marszu: 9:38/km, prędkość 6,2 km/h

Pierwszy marsz bez przygód. Nie forsowałem mocnego tempa. Chciałem przyzwyczaić stopy do tych butów i je jak najlepiej poznać. Marsz rozpocząłem w zapadających ciemnościach i na 4 kilometrze była to już prawie noc. Wzrok powoli adaptował się do tych warunków i nie włączałem czołówki. Można powiedzieć, że sprawdzałem odporność butów na niespodziewane uderzenie lub nadepnięcie na wystającą przeszkodę. Buty dają poczucie bezpieczeństwa przy kontakcie z wystającymi korzeniami i uderzenie nie powoduje odczuwalnego bólu, wszystko na siebie bierze but. Także nie miałem zastrzeżeń co do stabilności także na nierównościach.

Część 2.

Pogoda: temp. 1 °C, silny wiatr zwłaszcza w porywach, opady deszczu i deszczu ze śniegiem niezbyt intensywne

Dystans: 6,5 km

Nawierzchnia podłoża:

- twarda - około 2,2 km

- naturalna - około 4,3 km

Warunki podłoża: mokro z kałużami, błoto w niektórych miejscach nieco gliniaste.

Średnie tempo marszu: 9:32/km, prędkość 6,3 km/h

Padający między dwoma częściami treningu deszcz spowodował, że wilgotne ścieżki zamieniły się w ścieżki błotne. Głębokie nocne ciemności spowodowały konieczność użycia czołówki także po to, by nie wdepnąć przypadkowo w głęboką kałużę. Buty przeszły pierwszy test na nieprzemakanie przy opadach niezbyt intensywnych i błocie nieekstremalnym, ale chlupoczącym często pod stopami. Wybrałem też część trasy biegnącą wałem przeciwpowodziowym. Niestety gliniaste błoto tu panujące wygnało mnie głębiej w las. Niewielki opad podczas marszu był trudny do określenia, ale białe łachy na fragmentach ścieżek dowodziły, że w deszczu była domieszka śniegu.  

baq1

Podsumowanie pierwszego dnia:

Buty nie przemokły, ale w takich warunkach byłoby to całkowicie dyskwalifikujące buty jako nieprzemakalne. Stabilność i bezpieczeństwo to cechy wybijające się tego dnia. Tempo obu części bardzo porównywalne mające na celu rozchodzenie butów.

Po drugiej części marszu buty wyglądały tak:

aq2 

aq3

aq4

aq5

aq6

Po zdjęciach widać, że dominujące było błotko na szczęście niezbyt głębokie. Mokra nawierzchnia chodnika na ostatnim kilometrze dość dobrze umyła spodnią część podeszwy.

Dzień drugi - 7 grudzień

Marsz bez kijów, tylko nawierzchnie twarde.

 Część 1(tam) i część 2 (z powrotem) .

Pogoda: temp. 1 °C, brak opadów w trakcie marszu

Dystans:

cz.1 - 3,13 km

cz.2 - 2,97 km

Warunki podłoża: chodniki oblodzone, zaśnieżone, zmarznięty śnieg, błoto pośniegowe, śnieg ubity cienką warstwą z prześwitującymi miejscami kostki brukowej, częściowa gładka szklanka (z prześwitami czystego chodnika) na odcinku około 400 m, także lód chropowaty, miejscami kałuże wody.

Średnie tempo marszu:

cz.1 - 10:07/km, prędkość 5,9 km/h

cz.2 - 10:17/km, prędkość 5,8 km/h

Tym razem warunki wilgotnościowe postawiły przed butami wyższy poziom poprzeczki. Można też było sprawdzić zachowanie butów na śliskiej nawierzchni. Obie cechy wypadły bardzo pozytywnie. Na częściowej szklance, podczas marszu dość pod górę, na niewielkiej pochyłości wyczuwalny poślizg palców przy krokach trafiających na czysty lód. No ale tu pomogłyby tylko kolce. Zachowanie pięty przy stawianiu kroku stabilne, bez poślizgów. Jednak przy schodzeniu po szklance w dół dużo łatwiej o poślizgnięcie. Obie części marszu przedzielone kilkugodzinnym przebywaniem w pomieszczeniu o temp. powyżej 20 °C.

Podsumowanie drugiego dnia:

Nieprzemakalność: zachowana, stopa sucha i ciepła po marszu.

Stabilność podczas marszu na śliskiej nawierzchni poprawna i zadowalająca lub nawet dobra, na szklance bezpieczniej pod górkę. 

Oddychalność: stopień trudny do określenia, ale w jakimś zakresie chyba działa.

Mimo trudnych warunków tempo marszu ponadprzeciętne lekko mnie zaskoczyło. 

środa, 04 grudnia 2013

Buty zakupiłem dość przypadkowo można powiedzieć, że nawet okazyjnie. Ba, wcale nie miałem zamiaru tego robić. Postanowiłem przezimować sezon tylko w starych butach. Ale pewien niepokój budziła nieprzemakalność tych starych butów. No cóż niektóre są już nieźle wysłużone. Jedne mają popękane szwy, inne mają popękaną membranę z powodu długotrwałego użytkowania. Zakupione w ubiegłym roku Salomony są znakomite pod wieloma względami, jednak też już są nieco sponiewierane (1294 km marszu NW i 89 km biegania). Poza tym one okazały się najmniej nieprzemakalnymi z wszystkich moich membranowych butów. Dzięki temu można ich było z powodzeniem używać także latem, gdyż z kolei ich oddychalność była najlepsza. Coś za coś, jak to się mówi. No więc tak nieśmiało śledziłem ofertę butów wodoodpornych, ale nie chciałem w nie inwestować dużej kasy. Pierwsza okazja pojawiła się w Lidlu. Oferta butów do biegania reklamowanych jako wodoodporne nie do końca okazała się trafiona. Na zdjęciach wyglądały bardzo atrakcyjnie, w rzeczywistości okazały się nieco "plastykowe". Ale decydująca była rozmiarówka. Damskie kończyły się na numerze 40, a męskie rozpoczynały się od 42. Brak numeru 41 spowodował, że próbowałem się wbić w szare (nie wiem dlaczego akurat tak mało atrakcyjna kolorystyka) damskie 40-ki, bo w jaskrawo niebieskich męskich kajakach o numerze 42 czułem się jak katamaran.

Przeglądałem jakiś czas temu ofertę internetową w Decathlonie i tu najtańsze buty turystyczne (o typowych nordicach można zapomnieć) kosztowały 150 zł. Ale były wówczas tylko w wersji damskiej ??? Nie wiem dokładnie dlaczego tak zakwalifikowane (pewnie rozmiarówka), bo powiedziałbym, że buty sportowe są teraz raczej uniseks niż dla konkretnej płci. Będąc w pobliżu sklepu wstąpiłem by obejrzeć konkrety. Okazało się że oprócz wersji "beżowej" damskiej jest także wersja czarna "męska". Oczywiście oprócz tej wersji najtańszej obejrzałem też droższe o 100 zł wersje, ale tych w ogóle nie brałem pod uwagę, bo pewnie wolałbym dołożyć jeszcze stówę do trekkingowych Salomonów. W tych najtańszych największy opór budził dość "toporny" bieżnik podeszwy. Odłożyłem buty na półkę rezygnując z zakupu. No i już miałem wychodzić, gdy nagle ujrzałem wydzieloną parawanikami wąską półkę - taki komin na dwie kolumny butów. Na parawanikach napisy -50, -20%. Z ciekawości podszedłem bliżej i ...

Ujrzałem niebiesko-czarno/grafitowe buty turystyczne.

bq1

bq2

Gdy się im przyjrzałem zorientowałem się, że to ten sam model co te najtańsze, tylko że w daleko atrakcyjniejszym kolorze. A do tego cena ... obniżona o 4-y dyszki, czyli jedyne 110 zł. No, teraz łaskawszym okiem obejrzałem butki, przymierzyłem, przespacerowałem się ... i kupiłem. Na razie nie będę ich recenzował, bo żadnego marszu jeszcze nie odbyłem, poczekam na śnieg czy większą słotę. Więc tylko zamieszczę opis, zdjęcia i komentarz.      

Buty Arpenaz 100 Novadry QUECHUA

Są to buty turystyczne niskie, a więc z mojego punktu widzenia podstawowy warunek przydatności także do Nordic walking.

OPIS SPRZEDAWCY:

Przeznaczenie: do uprawiania turystyki po łatwych szlakach w średniogórzystym terenie podczas każdych warunków pogodowych. Najtańsze z nieprzemakalnych butów. 

Mocne strony

Przyczepność: Kauczukowa podeszwa Essensole z 4 mm wypustkami bieżnika. Podeszwa bardziej trwała niż TPR lub TR.

ESSENSOLE

Twoje zdrowie opiera się na Twoich stopach ! 

Amortyzacja: Technologia Circular System (CS) na wysokości pięty. Dobra amortyzacja.

Nieprzemakalność: Wodoodporna i oddychająca membrana Novadry.

NOVADRY

Lekkość: 830 g para w rozmiarze 41

Skład:

wierzch: poliester;

bq4

podszewka: materiał tekstylny;

podeszwa: kauczuk z wstawką z pianki EVA na pięcie.

bq


Ograniczenia w użytkowaniu:

Nieodpowiednie do trekkingu.

Przy jednym z opisów znalazłem też taką wzmiankę: 

Przewodnik testował buty podczas wycieczki na Mont Blanc (165 km i ok. 10 000 m różnicy poziomów) przez 15 dni z rzędu w sierpniu 2010 r. Uwaga! Celem testu było sprawdzenie produktu w skrajnych warunkach. Nie zalecamy tych butów do wchodzenia na Mont Blanc mniej doświadczonemu turyście.

Komentarz:

Nie wiem jaki był wynik wspomnianego wyżej testu, ale skoro o nim wspomniano, to buty po nim pewnie nadal nadawały się do użytku. Co do lekkości to trudno uznać je za mistrza w tej dziedzinie (Salomony trekkingowe - para około 120 g mniej) ale nie są kulą u nogi (wyżej notowane i 6 krotnie droższe buty turystyczne innej marki ważą 850 g w rozmiarze 44.). Dość intrygująco zabrzmiało stwierdzenie - nieodpowiednie do trekkingu, ale pewnie autor miał na myśli tylko trudne warunki górskie i klimatyczne. Co do innych istotnych cech to zauważyć można wzmocnienie w części palcowej oraz stwierdzić bezproblemowe zginanie podeszwy buta w części śródstopia. Część piętowa przy tym sprawia wrażenie dość stabilnej. Dość toporne wrażenie sprawia bieżnik podeszwy, przynajmniej w porównaniu do subtelnych bieżników bardziej markowych butów, ale może akurat sprawdzi się to w śniegu, a w przypadku błota może łatwiej będzie go oczyścić ze względu na większe przerwy między wypustkami.   

Na koniec refleksja dotycząca informacji internetowej sklepu Decathlon. Otóż jest ona daleka od ... nie, nie pomyślałem nawet o doskonałości. Mówię od zwykłej poprawności.

1.Kupiłem buty w sklepie, w którym tych butów nie ma w żadnym rozmiarze.

Fałsz - są od numeru 37 do 42 lub 43 (nie pamiętam) oprócz teraz już - 41.

2. Kupiłem buty o numerze, którego nie było i nie ma w żadnym sklepie "D" w Poznaniu.

Fakt, że ostatnią parę, więc teraz to faktycznie prawda.

3. Kupiłem buty w cenie, której nie ma w ofercie, w cenie niższej o 26% od najniższej ceny oferowanej.

Te same buty w Swadzimiu są i mają nadal cenę 150 zł, przynajmniej wg internetu.

Kupiłem więc buty "widmo" i kilka razy dziennie sprawdzam czy je mam, czy to był tylko sen. Na ile był to udany zakup przekonam się tej zimy. Do zakupu nikogo zachęcać nie będę, chyba, że ktoś już postanowił wydać kasę na te za 150 zł. Na Franowie w Poznaniu jest jeszcze kilka rozmiarów po dwie pary w każdym, oprócz 41 - za 110 zł. (Stan na 3 grudnia 2013). Istotna uwaga to - buty oferowane są jako damskie, więc lepiej sprawdzić czy buty będą dobre nie tylko na długość, ale i na szerokość śródstopia - myślę, że tu też może być jakaś różnica w przeznaczeniu dla danej płci. 

czwartek, 20 czerwca 2013

Opisując te buty:

http://nordicwalkingmk.blox.pl/2012/08/Buty-XR-CROSSMAX-GUIDANCE-CS-opis.html

(jeżeli link nie działa proszę szukać w zakładce "buty i ubiór" wpis z sierpnia 2012)

pisałem, że do nich wrócę by podzielić się wrażeniami po ich dłuższym okresie użytkowania. 10 miesięcy to bardzo długi okres i w tym czasie miałem okazje być z tych butów zarówno bardzo zadowolony jak i czasem nieco zdegustowany. Zacznę może od zalety. Otóż buty okazały się bardziej przyjazne do stosowania także latem niż zupełnie nieodpowiednie do tego (poza naprawdę mokrymi i chłodnymi warunkami) buty z membraną gore-tex.   Membrana climashield jest moim zdaniem bardziej przewiewna i w ciepłe dni przy lekkim deszczu lub na bardzo mokrym podłożu można ich z powodzeniem używać. Ale to co jest zaletą latem bywa, że jest wadą zimą. Nic w przyrodzie nie ginie można by powiedzieć. Przy bardzo mokrych warunkach (bardzo mokre śnieżne podłoże przy padającym deszczu, roztopy) membrana niestety niekiedy przepuszcza wilgoć do środka. Nie jest to przemakanie powodujące chlupotanie w bucie, jednak kilkukrotnie po zdjęciu któregoś buta zauważałem, że skarpetka jest w jakimś miejscu mokra lub wilgotna. Najczęściej było to na krawędzi stopy i wygląda to tak, jakby połączenie podeszwy z cholewką było najbardziej felerne. Jednak od razu dodam, że w trakcie marszu nie było to odczuwalne i nie powodowało żadnego dyskomfortu. Właściwie to można powiedzieć, że zgadza się to z opisem i bardziej postawiono na wentylację niż wodoodporność. Byłem ciekaw jak buty będą zachowywać się przy schodzeniu z góry. I tu już pierwsze wrażenia podczas zawodów w Barlinku przekonały mnie, że system Sensifit i Sensiflex zapewniają dobry komfort w takich warunkach. Potwierdziło się to także podczas zawodów w Polanicy-Zdrój, gdzie dość karkołomne zejście było w tym roku na dodatek dość śliskie i mokre. Tu od razu można dodać, że podeszwa Contagrip również doskonale sprawdziła się na tamtym bardzo nierównym podłożu. But jest dość uniwersalny muszę przyznać i zupełnie nie potwierdza opinii, że jak coś jest do wszystkiego to jest do niczego. Dobra amortyzacja powoduje, że w butach maszeruje się i biega dobrze nie tylko po nierównym i śliskim terenie ale także po asfalcie. W tych butach asfalt daje się bardziej "lubić" o ile można go w przypadku NW w ogóle lubić. Z tą odpornością na śliskie nawierzchnie oczywiście też jednak bywa różnie i przy gołoledzi na pewno już nie jest tak różowo. Tu niestety należy wyczuć jaka śliskość nawierzchni będzie jeszcze dobra dla tych butów, a która już mniej.

Jeszcze dwa zdania o sznurówkach. Bez wątpienia to znakomite i wygodne rozwiązanie. Największa zaletą jest szybkość sznurowania i brak możliwość rozsznurowania w trakcie marszu lub biegu. Zacisk działa bardzo dobrze i nie rozluźnia się, ale oczywiście zaciągając sznurówkę trzeba uważać by nie zrobić tego za mocno - duży ucisk na stopę, lub za luźno - wysuwanie się pięty

Buty mają już dość znaczący przebieg. Oczywiście mimo, że są to buty biegowe, ja znacznie więcej używałem ich do marszów Nordic walking niż do truchtania, na ale taka forma treningu jest w moim przypadku przeważająca i tego nie zamierzam zmieniać. W butach przemaszerowałem z kijami 1238 km oraz przebiegłem 80 km. Łączny przebieg wynosi więc 1318 km. Proporcja marszów do biegów odpowiada mniej więcej moim średniorocznym przebiegom.

Co się zużyło, zniszczyło, uległo uszkodzeniu? Wizualnie z zewnątrz nic. Ale wewnątrz wyściółka na zapiętkach uległa uszkodzeniu. W prawym bucie przetarcia są większe niż w lewym.

bsp1bsp2

Poza tym przetarciu uległy także wyściółka wewnętrzna i membrana w okolicy dużego palucha tak w jednym jak i w drugim bucie. Ta druga wada wydaje się szczególnie istotna w aspekcie kolejnej zimy. Na razie przetarcia nie spowodowały na szczęście żadnych obtarć stóp. Co będzie dalej czas pokaże.  

Podsumowując muszę zaznaczyć, że zimą czasem żałowałem, iż nie wybrałem niskich butów tekkingowych, które pewnie starczyłyby na 2-3 sezony suchych stóp w niemal każdych warunkach, jednak w aspekcie zawodów NW na pewno nigdy mnie nie rozczarowały. Zawsze były pewnym i niezawodnym elementem wyposażenia. Przyszedł czas jednak by je zacząć oszczędzać.   

 


środa, 27 marca 2013

Nigdy nie czułem potrzeby zakupu tego elementu odzieży. Po prostu wystarczały mi czapki różnego typu oraz chusty wielofunkcyjne typu Buff. Tej zimy zrezygnowałem niemal zupełnie podczas treningów z softshellowej czapki z daszkiem z wyciąganymi nausznikami. Przy silnym mroźnym wietrze otwór w tylnej części czapki powodował bardzo dotkliwe uczucie zimna. Przy bardzo niskich temperaturach stosowałem po prostu zimową czapę,

o5

a przy cieplejszych chustę Buff najczęściej założoną jako czapkę z podwójną warstwą. Możliwe wówczas było także przykrycie uszu ale dość cienką warstwą.

o6

Jednak czasem gdy założyłem ciepłą czapę i później chciałem troszkę bardziej pohulać to ... pociłem się niemiłosiernie. Zdjąć ją wówczas było ryzykowne, bo głowa już spocona na mrozie, i mogło się to źle skończyć. Czasem też, gdy ubrałem samego buffa, było mi zbyt zimno zwłaszcza na pierwszych 2-3 kilometrach, a to przecież bywało niemal pół godziny marszu, więc trochę długie te mało komfortowe warunki cieplne. No i tu właśnie przychodzi z pomocą tytułowa opaska, którą otrzymałem jako upominek za trzeci bieg w cyklu "Biegaj z Chevrolet Szpot". Jest ona wykonana z typowego materiału mającego chronić przed utratą ciepła czyli polyestru w postaci popularnego "polaru". Jest mała, więc w przypadku gdy nam w niej za ciepło możemy zdjąć i schować do kieszeni. Z zimową czapką tego nie zrobię chyba, że wezmę plecaczek, a w nim buffa. Tymczasem w przypadku opaski zakładam ją razem z chustką chroniącą czubek głowy i gdy się bardzo zgrzeję mogę z niej łatwo zrezygnować. Opaska jest tak wyprofilowana by chronić uszy. Początkowo zakładałem ją pod chustę.

o1

o2

Ale po przymiarce przed lustrem uznałem, że całość lepiej się prezentuje gdy buff jest pod opaską. No i jest to praktyczniejsze, bo przecież łatwiej będzie ją zdjąć w razie potrzeby.

o3

o4

Jak dla mnie jest to super rozwiązanie przy choćby ostatnio panujących temperaturach 0°  ÷ -3°C oraz w odkrytym terenie, gdzie z uwagi na wiatr temperatura odczuwalna może być nawet o kilka stopni niższa. Polecam ... wszystkim organizatorom zawodów, aby pomyśleli czasem o czymś konkretnym w pakiecie startowym, co się może przydać podczas biegania i uprawiania NW, a nie musi wiązać się z dużym wydatkiem. I naprawdę nie musi to być zaraz opaska Nike czy Adidas, ona ma być praktyczna i nie musi być droga.


poniedziałek, 28 stycznia 2013

Przyszła pora na test zimowy. Wprawdzie rozpocząłem go jeszcze jesienią ale pory roku są teraz tak elastyczne, że nie kalendarz ale aura jest właściwie decydująca. Śnieg w Poznaniu spadł na początku grudnia. Nie było wówczas dużych mrozów jednak niska temperatura pozwalała by pokrywa śniegu utrzymywała się przez pewien czas.  

tkz2

 

11.12.2012 Temperatura -1°C, prawie bezwietrznie, zachmurzenie całkowite, padający niezbyt intensywny drobny śnieg. Pokrywa śnieżna na ścieżkach.

Wybrałem się tego dnia stosunkowo późno na trening by przetestować chodzenie nad Wartą bez czołówki na ścieżkach pokrytych śniegiem.

Pod kurtką bielizna termoaktywna z długim rękawem. Na nogach leginsy wersja zimowa. Na głowie Buff, rękawiczki Leki Summer Shark Long (z pełnymi palcami).

Trasa tradycyjna wzdłuż brzegu Warty, teren całkowicie odkryty. Śnieg prószył podczas marszu bardzo słabo i praktycznie nawet nie był odczuwalny. Był jednak doskonale widoczny w światłach lamp ulicznych. Przemoknięcie kurtki nie było też możliwe nawet jakbym 3 godziny hasał z kijami. Tempo marszu bardzo wolne jak na mnie - takie zapoznawcze. Poza tym przecież jednak nie włączałem czołówki więc poruszałem się w ciemnościach rozświetlanych przez śnieg. 

Dystans treningu 9,60 km, prędkość 5,7 km/h, tempo 10:34/km. Przebywanie na powietrzu 1 godz. 45 minut.


Później przyszła odwilż i aura zrobiła się typowo jesienna. Dopiero w styczniu już w kalendarzowej zimie pogoda stopniowo zaczęła podążać w kierunku oczekiwanej o tej porze roku.

04.01.2013 Temperatura 3°C, pełne zachmurzenie, deszcz.

Ubiór: bielizna termoaktywna z długim rękawem. Na nogach leginsy wersja zimowa, na głowie Buff, rękawiczki Leki Summer Shark Long (z pełnymi palcami). I oczywiście testowana kurtka softshellowa.

Dwa marsze tego dnia odbywały się wprawdzie w aurze jesiennej. Jednak umieściłem je tu ze względu na opady deszczu, podczas których także przecież chciałem przetestować wodoodporność kurtki. Ale nie ubierałem kurtki po to by chodzić po deszczu. Deszcz złapał mnie w połowie pierwszego marszu i nie miałem wyboru musiałem dojść do końca.

Przemaszerowałem podczas tej części 7,02 km. Średnia prędkość marszu to 6,7 km/h, tempo 8:58 min/km. Długość przebywania na powietrzu to 1 godz. 3 minuty.

Po kilkugodzinnej przerwie już w porze nocnej wybrałem się w marsz powrotny i tu już deszcz padał niemal przez cały czas. Jego nasilenie jednak było zmienne. Od gęstej mżawki, przez pokapywanie, aż do kilkuminutowych przerw w opadach. Te nasilenia oceniłbym odpowiednio na 50 % , 40%, 10% czasu trwania marszu.    

Tym razem przemaszerowałem 6,61 km. Średnia prędkość marszu to 7,0 km/h, tempo 8:30 min/km. Długość przebywania na powietrzu to 56 minut.


11.01.2013 Temperatura 1°C, bezwietrznie i częściowe zachmurzenie.

W moich testach nie mogło zabraknąć bardzo długiego marszu liczącego niemal 20 km. Ponieważ warunki były dość sprzyjające więc tego dnia zaordynowałem sobie i kurtce taką właśnie próbę.

Ubiór podobny jak poprzednio: bielizna termoaktywna z długim rękawem. Na nogach leginsy wersja zimowa, na głowie Buff, rękawiczki Leki Summer Shark Long (z pełnymi palcami).

Jak zwykle pomaszerowałem nad Wartę i dalej w stronę Dębiny. Z początku nie zamierzałem zbytnio podkręcać tempa jednak około 4 kilometra stwierdziłem że gdyby wyniosło ono około 9 min/km byłbym bardzo zadowolony. Przyspieszyłem więc kroku od 5 kilometra wkrótce zacząłem osiągać międzyczasy znacznie przekraczające moje oczekiwania. Dość powiedzieć, że czas kolejnych 10 kilometrów był bardzo zbliżony do czasu, który osiągam na zawodach (1 :20) a moje średnie tempo było wówczas równe 8 min/km. Kontynuowałem je także na kolejnych kilometrach w rezultacie również mogłem być zadowolony z tempa całego treningu. Tutaj nadmienię że mimo tak sportowego w rezultacie treningu, zamierzałem maszerować rekreacyjnie a nawet przewidując dłuższe przebywanie na mrozie wziąłem mały plecak i termos z herbatą. Z gorącej herbaty oczywiście skorzystałem podczas kilkuminutowej przerwy w trakcie marszu na około 12 kilometrze.

Podczas testu przemaszerowałem 19,44 km. Średnia prędkość marszu to 7,1 km/h, tempo 8:25 min/km. Długość przebywania na powietrzu to 2 godz. 50 minut. 


20.01.2013 Temperatura -8°C, częściowe zachmurzenie. Wiatr odczuwalny tylko z naprzeciwka. Pokrywa śnieżna na ścieżkach.

Mój ubiór był tego dnia pełną wersją zimową. Kurtka softshellowa + bielizna termoaktywna w wersji zimowej na górze. Nogi - leginsy wersja zima + kalesony termoaktywne. Na głowie zwykła zimowa czapa, rękawiczki exel nordic walker.

Po tygodniowej przerwie i maszerowaniu wokół Malty wróciłem na nadwarciańskie ścieżki zahaczające o Dębinę.

tkz1

Tu okazało się że zostały one nawet nieźle udeptane przez sobotnio-niedzielnych spacerowiczów i biegaczy. Zza chmur przezierało momentami słońce co nastrajało optymistycznie do długiego maszerowania. Mój test składał się z dwóch części przedzielonych kilkuminutową przerwą. W pierwszej części podczas marszu fotografowałem i nagrywałem krótkie filmy z moim udziałem. Stąd musiałem kilkakrotnie rozstawiać aparat foto na statywie i cofać się po 100 m w celu nagrania swojego marszu.

tkz4

Wskutek tego zarejestrowane tempo na endomondo nie odpowiada rzeczywistej prędkości samego marszu, którą można odczytać z wykresu.

Ta cześć testu miała 7, 26 km długości. Średnia prędkość zarejestrowana 6,0 km/h, tempo 9:59 min/km. Jednak rzeczywista prędkość marszu była około 6,5 km/h.

Druga część testu to powrót z Dębiny i w zasadzie jednostajny marsz przedzielony krótką przerwą na rozciąganie.

tkz3

Tutaj w drugiej połowie tej części dopadł już mnie zmrok i ostatnie kilometry pokonywałem w ciemnościach bez czołowki.

Ta część testu miała 6,86 km długości. Średnia prędkość to 6,7 km/h , tempo 8:56 min/km.

Razem przemaszerowałem podczas tego testu ponad 14 km ze średnią prędkością 6,6 km/h przebywając łącznie 2 godz. 30 min na mrozie, z tego 2 godz15 min. w ruchu. 


22.01.2013 Temperatura -9°C, pełne zachmurzenie, padający śnieg, pokrywa śnieżna na ścieżkach 

Ubiór - pełna wersja zimowa.

Ten test był bardzo podobny do tego opisanego poprzednio. Różnica polegała na tym że obie części przedzielone były kilkugodzinną przerwą. Poza tym po kolejnych opadach śniegu ścieżki zostały nieco przysypane co odbiło się na tempie marszów. Podczas pierwszej części testu również kręciłem filmiki z moim udziałem co wydatnie przełożyło się na zarejestrowane średnie tempo marszu.

 

Poza tym druga część testu odbywała się nocą w zupełnych ciemnościach na dużej części trasy (około 4,5 km) co również nie sprzyjało zawrotnej prędkości.

Pierwsza, popołudniowa część miała długość 7,38 km. Pokonałem ją ze średnią zarejestrowaną prędkością 5,23 km/h, tempem 11:29 min/km. Rzeczywista prędkość marszu była jednak bliska 6 km/h. Czas przebywania na mrozie 1 godz. 45 minut z tego 1 godz 25 minut w ruchu.

Druga, nocna cześć miała długość 6,51 km. Pokonałem ją ze średnią prędkością 6 km/h tempem 10:04 min/km. Czas przebywania na mrozie 1 godz i 5 minut cały czas w ruchu.


26.01.2013 Temperatura -9°C, częściowe zachmurzenie. Miejscami wiatr obniżający odczuwalną temperaturę do -15 °. Pokrywa śnieżna na ścieżkach.

Ubiór - pełna wersja zimowa ze zmianą bielizny termoaktywnej z zimowej na zwykłą.

Test składał się z 3 części marszu i nieprzerwanego przebywania na mrozie. Szczegółowo marsze opisałem tutaj: http://nordicwalkingmk.blox.pl/2013/01/Biegaj-z-Chevrolet-Szpot-styczen-2013.html

I część rozgrzewkowa:

Dystans 4,02 km, prędkość 6,4 km/h, tempo 9:27/km, czas przebywania na mrozie 38 minut

II część sportowa:

Dystans 5,43 km, predkość 7,7 km/h, tempo 7:50/km, czas przebywania na mrozie 42,5 minuty

 III część uspokajająca:

Dystans 4,03 km, prędkość 6,5 km/h, tempo 9:11/km, czas przebywania na mrozie 37 minut

Łącznie przebywałem na mrozie około 2 godzin i 35 minut, z tego około 2 godzin w ruchu. Przerwy były równomiernie rozłożone i trwały po kilkanaście minut. Rozgrzewałem się też w tym czasie ćwiczeniami i herbatą, dzięki czemu nie zdążyłem nigdy ostygnąć tak, by odczuwać nadmierne zimno.


27.01.2013 Temperatura -6°C, częściowe zachmurzenie. Miejscami wiatr obniżający odczuwalną temperaturę do -10 °. Pokrywa śnieżna na ścieżkach.

Ubiór - pełna wersja zimowa ze zmianą koszulki termoaktywnej na zwykłą wersję bez ocieplenia.

Tego dnia testowałem także długość działania baterii w telefonie komórkowym podczas użytkowania aplikacji endomondo, po zmianie ustawień na jak najbardziej energooszczędne. Dlatego mój trening musiał być długi w czasie. To przełożyło się oczywiście także na dystans, choć nie szedłem w myśl "ile zdążę przejść w określonym czasie". Założyłem bardzo umiarkowane tempo na poziomie prędkości 6 km/h. No i udawało mi się to do 5 kilometra. Później jednak ze względu na odczuwalne zimno przyspieszyłem i kolejne 5-tki zamiast w 50 minut pokonywałem w 45 minut. Na trasie zrobiłem 2 krótkie przerwy po około 7 minut by ogrzać się od środka herbatą. Test komórki wypadł rewelacyjnie. Po niemal 3,5 godzinie działania wskaźnik baterii ani drgnął.

Dystans 20,53 km, prędkość 6,5 km/h, tempo 9:14/km, czas przebywania na mrozie 3 godziny 23 minuty, z tego 3:10 w ruchu.

Pora na podsumowanie zimowego użytkowania. Znów skoncentruję się na podstawowych trzech cechach.

Jesli chodzi o oddychalność materiału to mógłbym powtórzyć to co napisałem wcześniej. Tutaj warto wziąć pod uwagę, że przy temperaturach powyżej zera podczas sportowego marszu w kurtce softsellowej możemy spocić się jak mysz. Dlatego lepiej takie tempo narzucić w drugiej - końcowej części treningu. Te spostrzeżenia dotyczą także innych kurtek softshellowych, których używałem. Dodam tu, że przy dużym mrozie, w pełnym rynsztunku zimowym, nie przeszkadza to w osiąganiu bardzo dobrych wyników sportowych. Sam sprawdziłem to na trasie 5,4 km, na której pobiłem życiówkę z czerwca 2011 o przeszło minutę.

Jeśli chodzi o wodoodporność to kurtka została poddana zarówno opadom śniegu jak i deszczu. Oczywiście nie robiłem prób na zasadzie ile kurtka wytrzyma, bo nikt specjalnie w takiej kurtce na deszcz wychodzić nie powinien. Zapewnia ona jednak komfort (przy nierzęsistym i nieulewnym deszczu) przynajmniej kilkudziesięciu minut na znalezienie schronienia przed opadami. 

Jeśli chodzi o wiatroszczelność to kurtka w pełni chroni przed zimnym i przenikliwym wiatrem. Przy mroźnym wietrze bardziej musimy zatroszczyć się o odkryte części ciała czyli twarz oraz o dłonie i odpowiednie rękawiczki.

Dalej nie będę powtarzał jesiennych wniosków, bo te się potwierdzają przy każdym treningu. Bardzo dobrze sprawdzają się sznureczki przy zamkach błyskawicznych.

ktz5

Czego można by sobie życzyć ? Może jeszcze większej staranności w wykończeniu. Zauważyłem bowiem, że nici mogą czasem puszczać. U mnie zauważyłem to w jednym miejscu. Nie mogłem tego niczym zahaczyć prócz dłonią a pazurków ostrych nie mam. Musiała więc nić być zbyt słaba.

ktz6

Kurtka godna polecenia i dla mnie stała się kurtką ulubioną mimo, że posiadam inną kurtkę o dużo lepszych parametrach. Nigdy nie było mi w niej ani za zimno ani za gorąco (mimo że niejeden raz się nieźle spociłem) Chciałbym ją jeszcze częściej używać, ale oszczędzając ją by dotrwała testu zimowego bez prania, ograniczyłem nieco jej jesienne użytkowanie. Jednak przemaszerowałem w niej już w sumie kilkaset kilometrów i podtrzymuję tezę, że na jesienno-zimowe nordicowanie jest to najlepsze rozwiązanie. 

 

poniedziałek, 19 listopada 2012

Aura zrobiła się późnojesienna, a nawet można by powiedzieć zimowa. Temperatura spadła do niewielu stopni powyżej zera, a nocą mamy nawet przymrozki. Oto kilka jesiennych treningów w testowanej kurtce.

27.10.2012 Temperatura 2°C, lekki wiatr, zachmurzenie całkowite, padający niezbyt intensywny drobny śnieg z mżawką.

Tego dnia biegałem dość lekko ubrany w Parkrunie i nieco zmarzłem na rowerze. Po południu wybrałem się na trening z kijami. Pod kurtką bielizna termoaktywna z długim rękawem. Na nogach leginsy wersja zimowa. Na głowie Buff, rękawiczki Leki Summer Shark Long (z pełnymi palcami).

klidl

Trasa tradycyjna wzdłuż brzegu Warty, teren całkowicie odkryty. Tutaj wiatr może sobie pohulać. Na szczęście nie jest mocny. Jednak jest przenikliwie zimny. Idąc pod wiatr kurtkę zapinam niemal pod szyję. Po nawrocie, gdy wiatr wieje w plecy nieco rozpinam ją od góry by zapewnić lepszą wentylację. Tu dygresja, otóż gdy idziemy, biegniemy pod wiatr to ten wiatr nas schładza, gdy idziemy lub biegniemy z wiatrem, ten nas może rozgrzewać. W zimny dzień może trudno mówić o rozgrzewaniu wiatrem, ale gdy jest on lekki to wiejąc w plecy odczucie jest takie jakby było bezwietrznie, czyli faktycznie odczuwamy, że jest nam cieplej. Gdy się odwrócimy zimny wiatr dociera we wszelkie nieosłonięte zakamarki stąd naturalną rzeczą jest największe uszczelnienie ubioru przed zimnym wiatrem i zapięcie zamka pod szyję. Śnieżek prószył podczas marszu delikatnie, zamieniając się momentami w mżawkę. Trudno tu było o przemoknięcie, ale mokry opad potęgował odczucie zimna, zwłaszcza na nie osłoniętej twarzy. Na głowie tylko chustka Buffa, trochę zaryzykowałem ale chodziłem tak już zimą, tyle że krótki dystans. Tym razem też nie był to jakiś super długi marsz jednak trwał niemal 1,5 godziny. Dystans treningu 9,720 km, prędkość 6,7 km/h, tempo 8:57/km.

 


28.10.2012 Temperatura 2°C, bezwietrznie i bezchmurnie.

To był trening nocny z czołówką na głowie. Ubrany byłem dokładnie tak samo jak poprzedniego dnia. Tym razem żadnego chłodzenia wiatrem, więc kurtka rozpięta niemal do połowy zamka. Tym razem oprócz testowania kurtki chodziło mi także o wypróbowanie miejsca na ewentualne treningi przy świetle latarki i poświaty z oświetlenia mostów. Na powódź się nie zanosi w tym roku więc chyba zimą będę zaglądał na ten fragment mojej trasy treningowej także po zmroku. Dystans treningu 9,800 km, prędkość 6,6 km/h, tempo 9:03/km.

 


29.10.2012 Temperatura 3°C, pełne zachmurzenie, opadająca mgła i zapadające ciemności. Wiatr odczuwalny tylko z naprzeciwka.

Kurtka softshellowa i pozostałe części garderoby dokładnie takie same jak w poprzednio opisanych treningach. Początkowo duże zachmurzenie szybko zmieniło się w całkowite. Dodatkowo w trakcie treningu zaczęła opadać mgła, która gęstniała z minuty na minutę. Na trzecim kilometrze zorientowałem się, że planowany przeze mnie dystans treningu spowoduje, że ostatnie kilometry będę pokonywał już praktycznie w nocnych ciemnościach. Dlatego zwiększyłem tempo marszu by jednak tych ciemności bez czołówki zażywać jak najkrócej. Doszedłem też do wniosku że należy coś zrobić być nakrycie głowy podczas dłuższych marszów było cieplejsze. Głową uchodzi z nas 40% ciepła więc przy dłuższym przebywaniu w niskich temperaturach lepiej się nieco bardziej spocić niż za bardzo zmarznąć. Dystans marszu 13,290 km, prędkość 6,91km/h, tempo 8:41/km.

 


30.10.2012 Temperatura 3°C, pełne zachmurzenie, deszcz-mżawka, przenikliwy wiatr.

Ubiór jak poprzednio z tym że na głowę oprócz Buffa założyłem dodatkowo czapkę z daszkiem. Dystans przewidywałem taki jak poprzedniego dnia więc postanowiłem lepiej zabezpieczyć się przed utratą ciepła poprzez słabo zakrytą głowę. Wiatr niezbyt silny ale bardzo dokuczliwy przenikającym chłodem. W sumie stwierdziłem że bardzo trudne warunki podyktowałem testowanej kurtce bo maszerowałem dotąd cały czas po odkrytym terenie. W poprzednich sezonach dużo moich zimowych tras przebiegało jednak w lesie i tylko niewielkie odcinki 2-3 kilometrów były podobne do tego co ostatnio chodziłem po 10 i 13 km. Postanowiłem więc tym razem po 6,5 kilometrach wejść do lasu by nieco odetchnąć od wiatru. Tu niestety od 7-go kilometra dopadła mnie mżawka. Wprawdzie w nawet niezbyt gęstym lesie pierwsze krople przejmowały jeszcze niezupełnie pozbawione liści korony drzew ale jednak wkrótce na kurtce pojawiła się mgiełka kropelek wilgoci. Pomyślałem, że kurtka na pewno poradzi sobie z takim niewielkim opadem nawet jeśli będę jeszcze maszerował przez godzinę a trzy ostatnie kilometry znów będą na całkowicie otwartym terenie. Dopiero jak wyszedłem na ostatni kilometr marszu na most Królowej Jadwigi zorientowałem się, że ta mżawka była jednak całkiem "mokra". Ulice i chodniki mocno świeciły wilgocią. Kurtka jednak nie przemokła. Dystans marszu 13,700 km, prędkość 6,67 km/h, tempo 9:00/km.

Pora na małe podsumowanie jesiennego użytkowania.

Na początek trzy najważniejsze cechy. Oczywiście trudno mi w pełni ocenić oddychalność materiału. To mogę na razie tylko skwitować stwierdzeniem, że nie widzę różnicy w tym względzie w porównaniu do innych tego rodzaju kurtek, których używałem. Koszulka termiczna pod kurtką w moim przypadku jest zawsze mokra, ale też intensywność mojego marszu jest zwykle większa niż przeciętna. Tutaj nie spodziewajmy się tego, że oddychalność będzie tak duża, że wilgoć natychmiast z nas całkowicie odparuje. 100% odparowanie wilgoci gwarantowałaby kurtka, która byłaby jej ... brakiem, a wówczas na pewno zerowa byłaby ochrona przed wiatrem i deszczem. Tu na pewno musi być pewien kompromis, aby kurtka posiadała obie cechy w zakresie optymalnym dla aktywności ruchowej. Poza tym wilgoć produkujemy przez cały czas uprawiania tej aktywności a więc to co ewentualnie z nas odparuje przez materiał kurtki natychmiast uzupełniane jest poprzez nasz dalszy wysiłek. Jeśli chodzi o wodoodporność to kurtka nie była jeszcze poddana jakimś bardziej intensywnym opadom. Jednak przy ponad półgodzinnej niezbyt intensywnej mżawce kurtka nie przemokła. Gdyby to był deszcz to pewnie najlepiej byłoby jednak poszukać jakiegoś schronienia, zwłaszcza jeśli czekała by nas jeszcze kilkudziesięciominutowa wędrówka. Co do wiatroszczelności to sporo chodziłem po odkrytym terenie. Wprawdzie wiatr nigdy nie był zbyt silny, jednak zawsze był on przenikliwie zimny. Tu dało się odczuć te walory kurtki zwłaszcza gdy zamek zaciągnąłem pod samą szyję. Wówczas zrozumiałe jest, że wyraźnie wzrastała odczuwalność ochrony przed wiatrem - czułem się momentami jakby w elastycznym pancerzyku osłaniającym przed zimnym wiatrem.

Kurtkę użytkuje się z poczuciem dużego komfortu. Jest wygodna, miękka, nie krępuje ruchów także przy szerokim zakresie wymachu ramion przy odepchnięciu kijami za biodrem.

Kolor kurtki jest rewelacyjny. Zwłaszcza da się to odczuć w tej smutnej szarej porze roku. Po prostu swym radosnym kolorem zaprasza do aktywności na świeżym powietrzu.

Bardzo praktyczna jest kieszeń napoleońska. Ma ona dla mnie duże znaczenie. Tutaj mogę schować telefon z włączoną aplikacją endomondo. Dotychczas użytkowane kurtki softshellowe nie miały tego udogodnienia (jedna nie ma żadnej takiej dodatkowej kieszeni, druga ma kieszeń w rękawie na przedramieniu, ale to nie to samo). Jednak funkcjonalność takiej kieszeni znam z posiadanej kurtki polarowej i dlatego bardzo się ucieszyłem z tego rozwiązania zastosowanego w testowanej kurtce. Telefon może w niej bezpiecznie spoczywać, a inne potrzebne rzeczy chusteczki, gumowe nakładki na groty czy inne drobiazgi mogą znaleźć miejsce w innych kieszeniach, dzięki czemu wszystko co akurat potrzebujemy łatwiej znaleźć.

Ogólnie więc oceniam kurtkę bardzo pozytywnie. Robię to po przejściu w niej w sumie 122 km w czasie 18 godz i 22 minut. Może nie jest to powalający wynik, jednak nie testuję tu przecież jej długości użytkowania, a po prostu jej komfort i przydatność dla przeciętnego użytkownika.  

 

wtorek, 23 października 2012

11 październik 2012 - Test nr 1

Pierwszy marsz NW w testowanej kurtce. Kilka dni wcześniej używałem jej jako kurtki ocieplającej przed i po zawodach. I tu zdała egzamin, jak było do przewidzenia. Narażona była przy tym także na działanie deszczu. Pisałem już o tym przy okazji relacji z imprezy, że przez 4 godziny kurtka był skrapiana deszczem. Oczywiście w miarę możliwości chroniłem się przed opadami pod namiotami, gdyż nie zależało mi na wyznaczeniu granicy jej wodoodporności. Myślę że kiedyś jeszcze mnie deszcz złapie na treningu i wówczas to będzie bardziej obiektywny test, niemniej wstępnie uznałem, że ta właściwość kurtki powinna odpowiadać oczekiwaniom. No i teraz zrobiłem pierwszą próbę podczas marszu. Dzień pochmurny po opadach deszczu i temperatura 10° C. Można przy takiej pogodzie rozważyć już ubranie kurtki softshellowej. Tym bardziej, że ma to być dla mnie zupełna rekreacja podczas rekonwalescencji. Podobnie jeśli wybieramy się na jakiś rajd, podczas którego na pewno trafią się dłuższe przerwy i zapewne, podczas którego tempo będzie dalekie od sportowego, można taką kurtkę spokojnie ubrać przy takiej pogodzie. Pod kurtkę ubieram tylko bieliznę termiczną z krótkim rękawkiem. Spodnie to letnie leginsy. Zakładany dystans od 5 do 7 km w zależności od tego czy pojawi się dokuczający ból lewej nogi. Trening jest całkowicie indywidualny, więc tempo mogę podyktować w sposób zupełnie dowolny. Na początku ruszam dość wolno i ostrożnie, gdyż nie chcę się za bardzo spocić. Zamek kurtki rozpinam do wysokości pępka, by zapewnić większą wentylację. Po kilkuset metrach tempo wzrasta. Jestem złakniony wysiłku po ostatniej przymusowej przerwie w ulubionej aktywności. Po trzech kilometrach nie czuję żadnego bólu, więc mogę spokojnie zaryzykować maksymalny planowany dystans. Tempo jest już na tyle wysokie, że zamiast rekreacji zrobił się już lekki trening. Tak idę już do końca. Ostatecznie pokonałem niespełna 7 km w czasie 1godz I 2 minut. Prędkość średnia 6,6 km/h, średnie tempo 9:05 min/km. No i trochę się spociłem. Koszulka mokra na plecach, kurtka lekko wilgotna od środka. Trochę przesadziłem z intensywnością marszu w tych warunkach, choć nie czułem żadnego dyskomfortu z powodu zawilgocenia górnej części garderoby. Tutaj trudno stwierdzić na ile zadziałały właściwości oddychające kurtki. Po prostu na tym to polega, że wilgoć przechodzi od warstw wewnętrznych na zewnątrz odzieży i jeśli już się spocimy, i mamy na sobie termoaktywną odzież, to mimo, że sama odzież jest wilgotna to jednak nasza skóra pozostaje sucha. Tu mała porada. Jeśli kurtka zrobi się wilgotna wewnątrz, a tak jest zawsze gdy włożysz trochę wysiłku w trening, i jeśli zatrzymasz się gdzieś na herbatę w kawiarence i masz możliwość zdjąć kurtkę (temperatura na to pozwala) warto w celu szybszego wysuszenia wywinąć warstwę wewnętrzną (w tym rękawy) na zewnątrz.  Jeśli jednak zmoknę to najpierw czekam aż kurtka dobrze ocieknie i obsuszy się z zewnątrz. Ten pierwszy marsz nie był dla mnie ani odkrywczy ani zaskakujący, potwierdziło się wszystko to co poznałem podczas używania innych kurtek softshellowych. Pierwszy test zaliczony.  

Dodam małe wyjaśnienie dlaczego publikuję to dopiero dzisiaj. Otóż liczyłem, że po tym pierwszym użyciu kurki wkrótce nastąpią kolejne i wpis będzie o pierwszych wrażeniach z kilku marszów.  Jednak pogoda jest na tyle sprzyjająca lżejszej odzieży, że póki co jej używam. Skoro już jednak napisałem, to com napisał publikuję.

środa, 03 października 2012

Oczywiście wszystkie opisane przeze mnie stroje są tylko pewną propozycją. Niektóre elementy ubioru można w pewnych przypadkach zastąpić innymi. Ważne mogą być też dodatki, które ten strój uzupełniają i pełnią rolę ochronną przed różnymi niekorzystnymi warunkami. Kurtkę softshellową można w pewnych warunkach z powodzeniem zastąpić kurtką polarową. Ma ona podobne walory oddychające jak softshell jednak o wodoodporności czy nieprzemakalności możemy zapomnieć. Gdy mamy pewność, że nie będzie padać jak najbardziej jest to więc możliwe. W innym przypadku nasiąknie jak gąbka i nie dość, że będzie mokra to jeszcze trochę cięższa. Ja wykorzystuję taką kurtkę jako uzupełnienie np. podczas podróży na zawody, rajdy, gdy poranek jest bardzo rześki.

Ważnym dla mnie elementem ubioru jest nakrycie głowy. Początkowo nie przywiązywałem do tego wagi. Latem jednak zacząłem stosować chustki wiązane na głowę oraz czapeczki z daszkiem (widać je na zdjęciach we wcześniejszych wpisach). I tak się przyzwyczaiłem, że praktycznie bez tego elementu nie uprawiam NW. W porze ciepłej chroni przed słońcem, komarami i muszkami, w porze zimnej przed mrozem. Z tymi komarami to ciekawa rzecz, bo w zasadzie przed ukąszeniem to chustka nie ochroni. Żądła komarów potrafią ją przebić bez problemu, ale z uwagi na moją łysą głowę chustka chroni przed przylepianiem się muszek do tejże łysiny. Jak kto ma włosy to ich nie czuje, ja jednak nie lubię podczas marszu NW co chwilę przecierać ... czoła.

ud12ud12

Czapki z daszkiem mogą być różne : całkiem zwykłe, oddychające i przewiewne z siateczką, czy softshellowe na zimę. Wszystkie je stosowałem i stosuję.

Czapka softshellowa jest bardzo praktyczna zimą. Gdy mróz mocno "daje po uszach" można je ochronić opuszczanymi nausznikami normalnie chowanymi wewnątrz czapki. 

ud1

ud2

Wcześniej zimą przy dużym mrozie stosowałem też najzwyklejszą zimową czapę "bez pompona", co też widać na jednym ze zdjęć zamieszczonych w temacie "zima". 

W przypadku zawiei śnieżnych i dużego mrozu może przydać się przypinany do kurtki softshellowej kaptur. Wersja z odpinanym kapturem jest bardzo praktyczna, gdyż w zasadzie używam go bardzo sporadycznie i w innych przypadkach stanowi zbyteczny balast.

ud5 

Latem używam zwykłych czapek z daszkiem lub np. wersji z siateczką w tylnej części.

ud3

ud4

Najbardziej ulubionym nakryciem głowy jest dla mnie chusta typu Buff. Piszę typu bo tak najczęściej są one nazywane. Ja taką chustę zakupiłem pod wiele mówiącą nazwą chusta wielofunkcyjna.

ud7

Taka chusta sprawdza się na głowie zarówno latem jak i zimą. I to również widać na zdjęciach zamieszczonych we wcześniejszych wpisach. Zresztą z czasem "dorobiłem" się i oryginalej chusty Buff.

 ud8ud9

Można ją także założyć jako opaskę na głowę, czapkę, rodzaj szalika na szyję i jako wiele innych może mniej potrzebnych dodatków. Gdy nie miałem jeszcze czapki softshellowej z opuszczanymi nausznikami taką chustę założyłem kiedyś także pod zwykłą czapkę z daszkiem.

 ud6

Najczęściej takie chusty stosuję jako wiązane na głowie specjalnym bardzo prostym węzłem.

   

Kolejnym ważnym elementem ubioru są rękawiczki. Tutaj przypomnę o rękawiczkach Cool Liner. Wpis:  

http://nordicwalkingmk.blox.pl/2010/03/Cool-Liner-druga-skora.html

Od dwóch sezonów jednak stosuję najczęściej rękawiczki zintegrowane z paskami kijów NW. Są one w dwóch wersjach z palcami krótkimi i palcami długimi. I tu powiem, że praktycznie zaspokajają one ochronę dłoni tak latem przed obtarciami jak i zimą przed mrozem nawet do -15°C. Opisałem je tutaj:  

http://nordicwalkingmk.blox.pl/2010/03/Prawdziwa-rekawiczka-czyli-pasek-Nordic-Walking.html

Może dziwić, że rękawiczki mające w nazwie "letnie" stosuję także zimą, ale przy intensywnym treningu i poprawnej technice "z pompowaniem dłoni" zimno (przy -15) odczuwam tylko przez pierwsze 1,5 kilometra czyli nie dłużej niż 12-15 minut.  

Gdy jeszcze nie miałem tych zintegrowanych rękawiczek używałem zimą rękawiczek Exela oraz tradycyjnych pasków. Jest to dla mnie zawsze alternatywa przy dużych mrozach.

ud10

ud11

W początkowym okresie uprawiania NW wiosną i latem stosowałem czasem także rękawiczki rowerowe z krótkimi palcami.

Jest jeszcze jedna jedna rzecz, która może się przydać w naszym ubiorze. Skoro rękawiczki chronią dłonie, to przyda się też coś co ochroni stopy przed ... kamyczkami wpadającymi do buta latem i śniegiem wpadającym zimą. Ja stosowałem do tej pory tylko nieprzemakalne stuptuty zimą. Ich opis można znaleźć w dziale Akcesoria.  

wtorek, 02 października 2012

Zima... właściwie trzeba tu dodać także późną jesień i przedwiośnie. Prawdopodobnie też taką jesień miała na myśli osoba zadająca tytułowe pytanie. A że czasem i początek wiosny jest "zimowy" nie muszę chyba specjalnie nikogo przekonywać. Przed tym zimnym okresem czekają nas na pewno najpoważniejsze zakupy. Spodnie letnie zastąpione muszą zostać wersją zimową z warstwą ocieplającą. I to by było na tyle jeśli chodzi o nogi. Praktycznie wystarcza mi to do temperatury - 15°C bez żadnego problemu. Wprawdzie zakupiłem także długie kalesony termoaktywne, ale praktycznie używałem ich tylko przy niskiej temperaturze w zestawie ze spodniami w wersji letniej. O krótkich - bokserkach (także w wersji termoaktywnej choć niekoniecznie) tutaj nie będę się rozpisywał, gdyż jest to także w wersjach letnich ubioru dla mnie raczej niezbędny element higieny ubioru niż warstwa ocieplająca, choć niewątpliwie koniec naszych pleców ociepla. Przy temperaturze poniżej -20°C raczej nie maszeruję, ale jakby co, to z kalesonami jestem przygotowany. Na górę jako pierwszą warstwę zakładam bieliznę termiczną w trzech wersjach: zwykła - krótki rękaw, zwykła - długi rękaw, ocieplona - długi rękaw z wysoką stójką zapinaną na zamek błyskawiczny. Jako drugą, a właściwie ostatnią warstwę zakładam kurtkę softshellową. Tu mam do wyboru na chwilę obecną trzy egzemplarze. Pierwsza z kurtek jest nieprzemakalna i oddychającą o bardzo wysokich parametrach. By ją nieco oszczędzić w ubiegłym roku wyposażyłem się w softshell z marketu z jednej z popularnych sieci. Tu trudno mówić o jakichś konkretnych parametrach oddychalności i nieprzemakalności. Raczej kurtka jest wodoodporna tzn. krople do pewnego momentu spływają po powierzchni, jednak na pewno przy dłuższym rzęsistym deszczu kurtka może przemoknąć. Trzeci egzemplarz - najnowsza kurtka której test ukaże się na blogu, prawdopodobnie ma podobne "parametry" do tej drugiej, choć jest bardziej miękka (mniej sztywna), więc ciekawi mnie jak będzie z tą wodoodpornością. Kurtka bardzo rzadko jest u mnie warstwą trzecią. Dzieje się tak czasem podczas dojazdu na rajd NW. Wówczas jako warstwę drugą stosuję cienką bluzę polarową. Tak więc zimą mój ubiór wygląda następująco:

I ZESTAW ZIMA - PODSTAWOWY przy temperaturze poniżej 8°C

1) spodnie biegowe ocieplane (jedna warstwa)

2) bielizna termiczna w trzech wersjach (krótki rękaw, długi rękaw, długi rękaw ocieplana) + kurtka softshellowa (dwie warstwy)

uz1

uz2

uz3

uz4

II ZESTAW ZIMA - UZUPEŁNIAJĄCY (praktycznie tylko przed i po aktywności)

1) jak wyżej

2) bielizna termiczna w dwóch wersjach (krótki lub długi rękaw) + cienka bluza polarowa + kurtka softshellowa (trzy warstwy) 

uz6

 uz5

Pora na pewne podsumowanie. Otóż często słyszy się rady, że najlepiej ubierać się zimą na cebulkę. Należy tu jednak zachować pewien umiar. Bo jeśli ubieramy się na aktywność, to naprawdę nie ma sensu zakładać więcej warstw niż trzy (ja zakładam zwykle dwie), nawet gdy jesteśmy zmarzluchami. Natomiast jeśli impreza polega głównie na siedzeniu przy ognisku i zajadaniu kiełbasek to ... tu mam mniejsze doświadczenie, ale pewnie jak usiądziemy odpowiednio blisko ogniska to też trzy warstwy powinny wystarczyć. Wiem z doświadczenia, że osoby rzadziej i mniej systematycznie uprawiające Nordic walking ubierają się często za ciepło. Po prostu nie przechodzą płynnie przez wszystkie temperatury i warunki pogodowe, raz idą przy 25°C, a za dwa tygodnie muszą już zmierzyć się z temperaturą np. 13°C. Gdy po kolejnych dwóch temperatura jest jeszcze bliższa zera, robi się duży problem. A naprawdę jest duża różnica między staniem na przystanku komunikacji miejskiej, a uprawianiem NW przy tych niższych temperaturach. Następuje wówczas konieczność zdejmowania niektórych zbędnych części odzieży, obwiązywania się nimi w biodrach itp. To potem też rzutuje na naszą przyjemność z uprawiania Nordic walking. Wyciągajmy więc odpowiednie wnioski z nieudanych wyborów i bądźmy aktywni systematycznie. To ułatwia wiele spraw. 

Jesień 2009

uz7

Zima 2010 - Rusałka

uz10

Przedwiośnie 2010 - nad Wartą

uz12

Zima 2011 - Olszak

uz11

Zima 2012 - Rusałka - rajd NW GP Poznania

uz8

uz9  

Ale to jeszcze nie koniec ...

poniedziałek, 01 października 2012

No tu jest sprawa najprostsza. Jak napisałem, na początek można spróbować w "byle czym".

Rok 2009:

Chłapowo

ul1

gdzieś między Karwią i Jastrzębią Górą

ul2

okolice Strzeszynka

ul7

Później jednak zaczynamy, także pod wpływem udziału w zawodach, ulepszać nasz zestaw odzieży i dostosowywać go tak by zapewniał jak największy komfort w użytkowaniu. Pierwsze lato przechodziłem w koszulkach bawełnianych. Jednak gdy nadeszła kolejna wiosna i zbliżał się start w kolejnych zawodach, zakupiłem pierwszą koszulkę techniczną. Potem były następne, bo przy mojej częstotliwości treningów nie sposób chodzić w jednej. Spodnie początkowo tylko długie. Później zakupiłem także wersję 3/4 na ciepłe lato. Te krótsze spodnie wykorzystywałem początkowo w ograniczonym zakresie głównie z obawy przed komarami, które tam gdzie maszeruję ... od dzieciństwa pamiętam ... cięły zawsze dość dotkliwie. Później raz, że pewnie trochę przyzwyczaiłem się do ukąszeń, dwa że chodząc szybciej dawałem komarom mniej szans do skutecznego krwiopijstwa, w każdym razie tego lata spodnie 3/4 stały się obowiązkowym elementem ubioru. Tak więc najbardziej popularny strój latem jest następujący:

ZESTAW LATO - przy temperaturze od około 17° C  wzwyż

1) koszulka techniczna z krótkim rękawem

2) spodnie biegowe o długości 3/4

unwl1

Używam go zarówno podczas mocnych treningów jak i spacerów rekreacyjnych czy rajdów. Czasem mogę włożyć spodnie długie ale to zdarza się ostatnio bardzo rzadko.

Rok 2010:

Strzeszynek

ul4

Puszczykowo

ul12

Rok 2012:

ul3

Rok 2011:

Swarzędz "Chód po miód"

ul5


niedziela, 30 września 2012

Zacznę chronologicznie tak jak to ze mną było. Wiosna - myślę o takiej ciepłej i słonecznej wiośnie oczywiście bo ten okres marcowy to taki w zasadzie jest przejściowy i tu trzeba jakiś kompromis znaleźć i ubrać się bądź zimowo, bądź wiosennie. Ja zaczynałem, gdy była piękna i sucha wiosna i był początek kwietnia. Tak nie zawsze jest niestety i nieraz dopiero pod koniec kwietnia robi się cieplej. Pierwsze o czym pomyślałem w ubiorze to spodnie. Spodnie dresowe miałem dość grube i już po pierwszych marszach wiedziałem, że jak jeszcze mocniej przygrzeje, nie nadadzą się. Kupić cienki dres ? Wydało mi się bez sensu. Widziałem, że biegacze stosują obcisłe leginsy i ten rodzaj spodni wydał mi się najodpowiedniejszym. I oto akurat w jednym z marketów znanej sieci, pojawiły się spodnie dla biegaczy w bardzo przystępnej cenie. Praktycznie niczym nie ryzykowałem bo mogło być tylko lepiej. I faktycznie bardzo szybko przekonałem się że jest to dla mnie idealne rozwiązanie. Nigdy nie miałem żadnych obtarć podczas używania takich spodni. Bardzo szybko zakupiłem też drugi egzemplarz podobnych spodni ale już w "profesjonalnym" sklepie sportowym. Z górną częścią ciała nie było żadnego problemu. Miałem bardzo dużą ilość koszulek bawełnianych i je postanowiłem wykorzystać.

uwj1

W chłodniejsze dni dodatkowo zakładałem rozpinaną koszulę turystyczną z długim rękawem. Z czasem dokupiłem lekką kurtkę dla biegaczy z odpinanymi rękawami i stosowałem ją już jesienią.

Obecnie podstawowym moim ubiorem na wiosnę i jesień są następujące zestawy:

I ZESTAW WIOSNA/JESIEŃ przy temperaturach około 8-16 ° C

1) długie spodnie biegowe (wersja letnia).

2) Koszulka (bieliźniana) termoaktywna z długim rękawem + koszulka techniczna z krótkim rękawem.  

uw1

II ZESTAW WIOSNA/JESIEŃ przy temperaturach około 8-16 ° C

1) jak wyżej

2) koszulka (bieliźniana) termoaktywna z krótkim lub długim rękawem + lekka kurtka biegowa z odpinanymi rękawami.

uw5

Tu dodam, że rękawów z kurtki nie odpinam raczej gdy pod spodem mam krótki rękaw, ale gdy mam długi rękaw to jak przygrzeje, mogę to zrobić w trakcie treningu. Ponieważ koszulkę z długim rękawem mam w dwóch wariantach: zwykłą i ocieplaną te dwa zestawy są faktycznie w pięciu wersjach, a jeśli jeszcze uwzględnię, że kurtka może być kamizelką to w ... siedmiu.

uw3

uw4

Oczywiście temperatury tu podaję bardzo przybliżone, bowiem ważne jest też jaka temperatura jest odczuwalna, bo może być tu też wpływ i wiatru, i wilgoci po deszczu. No i tak ściśle nie patrzę na termometr przed ubraniem się - raczej robię to na wyczucie.  

Można by tu jeszcze dodać kolejny wariant ubioru możliwy do założenia. Otóż na górę mogę założyć oprócz koszulki bieliźnianej, cienką bluzę polarową, no ale tak jeszcze nie chodziłem. Ten cienki polar zresztą wykorzystuję w inny sposób, o czym napiszę w notce o zimie.

Przy temperaturze nieco wyższej niż 16° C na górę stosuję wariant letni, czyli koszulkę techniczną z krótkim rękawem, a przy temperaturze już około 18-20° C wkładam także krótsze leginsy o długości 3/4.

Oczywiście cały czas stosuję też zasadę by ubiór dostosować też do intensywności treningu i jeśli to będzie samotny mocny trening ubieram się lżej, a gdy to jest marsz w towarzystwie czy np. rajd to ubieram się w cieplejsze warstwy odzieży.

I żeby to pokazać w praktyce, mój ubiór podczas październikowego Rajdu z okazji 10-lecia INWA:

uw7

Góra : ocieplana bluza bielizny termoaktywnej ze stójką + letnia koszulka techniczna.

Dół : spodnie biegowe wersja letnia.

czwartek, 27 września 2012

Ktoś zapyta, dlaczego zaczynam od najbardziej "ekstremalnej" formy uprawiania Nordic walking ? I dlaczego poświęcam temu cały artykuł, a nie wplatam tej wiedzy do poszczególnych pór roku. Otóż myślę, że tak jak technologie kosmiczne z czasem wprowadzane są do codziennego życia tak i wynalazki sportowe wykorzystywane są, i znakomicie nadają się do uprawiania rekreacji. Dlatego więc ten najbardziej intensywny sposób uprawiania NW postanowiłem potraktować oddzielnie. Podczas rekreacji możemy ewentualnie zdjąć zbędny element odzieży lub zakończyć trening jeśli nam za zimno. Tutaj niewłaściwy wybór może rzutować na wynik i szkoda by było zejść z trasy, bądź tracić czas na przebieranie-rozbieranie/ubieranie.

Sezon startowy w zawodach Nordic walking trwa oczywiście przez cały rok. Jednak dla mnie najważniejszy jest okres od kwietnia do października. Tylko w tym czasie biorę udział w zawodach NW. W miesiącach zimowych albo uczestniczę w rajdach NW, albo trenuję. Natomiast zdarza mi się wystartować w zawodach biegowych. Myślę jednak, że mając dość różnorodny asortyment ubiorów z pewnością mógłbym bez problemu wystartować także w zawodach NW przy każdej temperaturze i pogodzie. Ponieważ jednak faktycznie tego nie robię, nie będę tu opisywał w jaki sposób ubrać się zimą na zawody. Myślę, że przeczytawszy wszystkie artykuły każdy będzie mógł coś dla siebie wybrać i odpowiednio skompletować elementy odzieży.

Mój strój startowy także ewaluował w czasie. Początkowo zawsze chodziłem w długich spodniach biegowych, więc czyniłem to także podczas zawodów. Gdy nie miałem jeszcze technicznych koszulek stosowałem koszulki bawełniane. Było to dwukrotnie w 2009 roku (koniec sierpnia i połowa września).

unws1

Przez cały rok 2010 chodziłem nadal w długich spodniach ale już stosowałem koszulki techniczne z krótkim rękawem.

maj 2010 Barlinek

unws6 

sierpień 2010 Gniezno

unws7

Proszę zwrócić uwagę na następujący przykład: czterech zawodników na starcie w pierwszej linii Mistrzostw Polski w Gnieźnie 2010 jest zupełnie różnie ubranych.

unws2

Widzimy tu od lewej Jacka Urbanowicza ubranego zupełnie na krótko (koszulka nawet bez rękawków) a obok ks. Jacka Dziela ubranego na długo. Ja mam długie spodnie i krótki rękaw koszulki, Romek Bednarek z kolei krótki rękaw i spodnie tzw. ¾ czyli za kolana. Te same zawody ta sama temperatura i cztery różne warianty. Tak więc dowodzi to tego jak różnie możemy odczuwać zimno i ciepło, i jak różnie potrafimy się ubrać, aby sobie zapewnić najlepszy komfort uprawiania sportu.

unws3

W październiku 2010 roku na Finale Pucharu Polski, gdy temperatura praktycznie nie przekraczała 10° C, pod koszulkę techniczną ubrałem koszulkę bieliźnianą termoaktywną z długim rękawem.

unws5

A podobny wariant stosował już choćby ten jeden z zawodników (w żółtej koszulce) we wcześniejszych cieplejszych zawodach w Gnieźnie.

 unws4

Z kolei ks. Jacek tym razem górę ubrał krótszą niż w Gnieźnie.

unws10

Widać więc , że większość z nas szukała optymalnego dla siebie wariantu ubioru na każdą pogodę.

W roku 2011 dokonałem zasadniczej zmiany w ubiorze letnim. Mianowicie zacząłem ubierać spodnie krótkie nie zakrywające kolan oraz zacząłem wykorzystywać długie skarpety kompresyjne.

unws8

Te dłuższe skarpety oprócz swej podstawowej funkcji pełnią również pewną rolę chroniącą przed uderzeniami kamyczków i ziaren piasku, które podczas szybkiego marszu tną czasem po łydkach. O ile jeszcze podczas pierwszych zawodów ubierałem spodnie długie to od zawodów w Pakości ubierałem się na krótko niemal do końca. Dopiero w październiku znów ubrałem spodnie długie. W roku 2012 od samego początku, czyli pierwszych dni maja chodzę w zawodach na krótko. Jest to mój podstawowy strój na zawody przy temperaturze od około 15°C wzwyż.

unws9 

Niewykluczone jest jednak, że na ostatnie zawody w październiku założę spodnie długie lub np. 3/4.


 

Ktoś zapytał : jak się ubrać na nordic jesienią i zimą ? Niewątpliwie o ile w ciepłe dni lata można (na początek) chodzić w byle czym, o tyle w dni mroźne zimą, nie jest to już takie oczywiste.

ubNW

Bo chodzi o taki komfort uprawiania aktywności by nie było nam za zimno, ale też by jak najbardziej zniwelować skutki pocenia się podczas ćwiczeń. Podczas mojej pierwszej zimy uprawiania NW napisałem cykl artykułów na ten temat. Dla ułatwienia odszukania ich tym, którzy właśnie poszukują odpowiedzi podaję linki:

http://nordicwalkingmk.blox.pl/2010/01/My-sie-zimy-nie-boimy-trzy-warstwy-w-Nordic.html

http://nordicwalkingmk.blox.pl/2010/01/My-sie-zimy-nie-boimy-Warstwa-druga.html

http://nordicwalkingmk.blox.pl/2010/01/My-sie-zimy-nie-boimy-Warstwa-trzecia.html

Wówczas opierałem się na moim aczkolwiek niewielkim jeszcze wówczas doświadczeniu, to jednak była to praktyka połączona z wiedzą podawaną teoretycznie w różnych publikacjach. Teraz moje doświadczenie jest znacznie większe, a i temat zdecydowałem się potraktować bardziej kompleksowo, a więc podać przykłady ubioru na każdą porę roku. Można też te pierwsze moje artykuły potraktować jako podbudowę teoretyczną, a te które teraz napiszę, jako konkretne przykłady do wykorzystania w praktyce. W tym wszystkim należy wziąć pod uwagę jeszcze dwie bardzo istotne sprawy. Pierwsza to, to że sposób odczuwania ciepła i zimna jest też sprawą bardzo indywidualną. Dla jednego może być temperatura na długi rękaw termoaktywnej koszulki, a ktoś inny założy polar. Nie bez znaczenia jest też intensywność naszego marszu i to jest ta druga sprawa. Pamiętam pierwsze zawody Pucharu Polski Nordic Walking w Koszalinie w 2010 roku. Był 24 kwietnia i dzień był dość rześki, a start w godzinach przedpołudniowych, gdy słońce nie było jeszcze wysoko na niebie. Większość trasy była też zacieniona lasem. Na nogach miałem długie leginsy biegowe (wersja letnia), a na górę ubrałem techniczną koszulę z krótkim rękawem. Długie spodnie wynikały nie tylko z temperatury, wówczas chodziłem tak po prostu przez cały rok – nawet latem (zimą -wersja zimowa spodni). Natomiast krótki rękaw pamiętam, że zdziwił Karola Waruszewskiego,

unw8

którego spotkałem tam po raz pierwszy osobiście (wcześniej znaliśmy się tylko internetowo). No ale ja tak mam, że zawsze przy dużej intensywności tracę dużo płynów i koszulka jest zawsze jak wyjęta z pralki.

unw9

Tu również spodziewałem się także, że słońce będzie coraz wyżej i będzie coraz mocniej przygrzewało, więc nie chciałem po drodze zrzucać zbędnych elementów odzieży. I faktycznie już na pierwszym okrążeniu przy wejściu na Górę Chełmską rozgrzałem się tak dobrze, że był to dla mnie strój najbardziej optymalny. I jeszcze inny przykład tym razem z innej dyscypliny, a mianowicie biegania. Startując w GP Poznania w biegach przełajowych daje się zauważyć wśród biegaczy tak duże różnice w ubiorze, że widząc niektórych z nich, większość ludzi dostaje gęsiej skórki.

unw5

Otóż wielu, zwłaszcza ci najszybsi, ubrani są nawet przy trzaskającym mrozie i śniegu niemal jak latem, zupełnie na krótko. Ja biegam zawsze „na długo” w letnich spodniach i bieliźnie termoaktywnej na górze. Tę górę uzupełniam albo koszulką techniczną albo lekką kurtką, w której można też odpiąć rękawy. Ale widuję osoby jeszcze cieplej ubrane ode mnie. To tyle wstępu. W następnych artykułach pokażę różne warianty ubioru, w którym uprawiam Nordic walking we wszystkich porach roku. Jednak od razu zaznaczę, że wyposażenie kompletowałem sukcesywnie. Po prostu trudno od razu zrobić zakupy na cały rok, gdy nie wiemy jeszcze jak uprawianie NW będzie smakowało przy różnej pogodzie. Lepiej więc stopniowo dokupować elementy odzieży i cieszyć się z każdego udanego wyboru. Dla doświadczonych Nordic walkerów nie będzie tu pewnie nic ciekawego, ale jeśli zechcą zamieścić jakieś komentarze to może unaoczni to początkującym, jak różnie możemy do tego tematu podchodzić. Na początek przedstawię sposób ubierania podczas sezonu startowego w zawodach Nordic walking, a więc podczas aktywności można powiedzieć uprawianej najbardziej intensywnie.

ubnw

Cały cykl tematów zamieszczam w kategorii "Buty i ubiór" choć mógłbym zakwalifikować go jako "Porady". Jednak proszę by w takim odczytaniu artykułów nie traktować tego jako jedyną dobrą receptę, bo jak zaznaczyłem nasze poczucie ciepła i zimna są pewnie tak różne jak poczucie słodyczy i goryczy. Jest to więc raczej pewna wskazówka, a nie wzór. Zupełnie inna sprawa jest też taka, że jeśli ktoś systematycznie śledzi mój blog to widzi na bieżąco jak chodzę ubrany. Jeśli jednak ktoś zaczyna dopiero uprawiać NW i wcześniej nie był aktywnym fizycznie, to może to będzie dla niego jakiś poradnik.  

wtorek, 04 września 2012

Kurtka prezentuje się bardzo atrakcyjnie i sprawia wrażenie funkcjonalności.

kl1

Zgodnie z deklaracją producenta ma następujące właściwości:

• 3-warstwowy system Softshell nie przepuszcza wiatru, nie wchłania wody

• BIONIC FINISH® ECO - cienka, krystaliczna struktura chroni tkaninę przed wodą i zabrudzeniami

• oddychający materiał

• jest wodoodporna

• i wiatroszczelna

Kurtka posiada:

• wewnętrzną kieszeń

• elastyczne wzmocnienia na łokciach

• regulowane mankiety na rzep

Wyróżniono ją:

• certyfikatem Tekstylia Godne Zaufania

Do wyboru są:

• dostępne wersje: z kapturem lub wysokim kołnierzem wykończonym miękkim polarem

Kurtki wykonane są z:

• materiał: 100% poliester

Rozmiary :

• damska: S-L

• męska: M-XL

• dziecięca: 110-152

Kurtka testowana przeze mnie jest w rozmiarze L i ma bardzo ładny niebieski kolor. Dotychczas chodziłem w kurtkach czarnych, więc ta wprowadzi nieco żywszego koloru do moich marszów.

kl2

kl3

Materiał jest bardzo miękki więc kurtka dopasowuje się do sylwetki. W środku kurka wyściełana jest cienkim polarem, który zapewni utrzymanie odpowiedniej temperatury. Oprócz kieszeni tzw. napoleońskiej, ma dwie boczne kieszenie także zapinane na zamek, oraz dwie wewnętrzne boczne kieszenie bez zapięcia.

kl9

Kieszeń napoleońska będzie bardzo praktyczna np. dla telefonu komórkowego z aplikacją endomondo.

kl4

Tył kurtki nie jest jakoś specjalnie przedłużony, ale długość i krój jest taki, że  przy podniesieniu ramion zapewniona jest dostateczna osłona nerek. Wewnątrz, u dołu kurtka ma suwakowy ściągacz co zapewnia odpowiednie dopasowanie. Wysoki kołnierz zapewni dobrą osłonę od wiatru. 

 kl5

kl6

kl7

kl10
Oczywiście jeszcze jest za ciepło by zacząć ją użytkować podczas treningów Nordic walking. Jednak nie mogłem sobie odmówić jej przymiarki i sprawdzenia jak zachowuje się podczas tak charakterystycznego dla naszej aktywności,  dużego zakresu wymachu ramion. Kurtka nie krępuje ruchów, czujemy się w niej swobodnie i komfortowo.

kl11

kl8

Mogę tak powiedzieć jednak na razie jeszcze z dużą rezerwą, ale pierwsze wrażenie z przymiarki jest jak najbardziej pozytywne i kurtka ma wszystkie chyba potrzebne cechy dla produktu dla aktywnych Nordic walkerów. Zobaczymy jak będzie dalej.

kl12

 

PS. Więcej zdjęć z sesji fotograficznej z przymiarki kurtki pojawi się wkrótce w Galerii - Albumy nr 2

 

piątek, 31 sierpnia 2012

Do końca lata jeszcze 3 tygodnie, ale jeśli ktoś chce być aktywny ruchowo i uprawiać Nordic walking przez cały rok, musi o tym czym prędzej pomyśleć. Niemal dwa lata temu napisałem takie oto jesienne porady:

http://nordicwalkingmk.blox.pl/2010/11/Jesienne-nordicowanie.html

Kończy się czas, gdy mogliśmy chodzić w "byle czym". Bo latem oczywiście też jest wskazane stosowane sportowej odzieży, ale nie jest to warunek konieczny. Najczęściej na początku wystarczą dobre buty, przewiewne koszulki, krótkie spodenki i można ruszać w drogę. Ale zimą bez profesjonalnej odzieży uprawianie aktywności ruchowej na świeżym powietrzu z przyjemności może stać się utrapieniem. Właściwie kompletowanie odzieży jesienno zimowej powinniśmy zacząć najpóźniej na początku lata, a teraz to już jest ostatni dzwonek. Dostrzegamy przecież, że dni są już coraz krótsze, a ranki i wieczory coraz bardziej rześkie. Jeszcze miesiąc i mogą nas zaskoczyć pierwsze przymrozki. Jednym z kluczowych elementów odzieży na chłodniejsze pory roku jest kurtka. Wśród sportowych kurtek bardzo popularne stały się kurtki softshellowe z membraną. Sam przechodziłem dwie ostatnie zimy w tego rodzaju kurtkach i uważam je za idealne rozwiązanie dla osób uprawiających Nordic walking. Wkrótce rozpocznę testowanie kolejnej kurki softshellowej. Będzie to kurka marki CRIVIT OUTDOOR. Kurki te będą dostępne dla klientów w sklepach LIDL od poniedziałku 3 września. Modele damskie, męskie i dziecięce w kilku rozmiarach pozwolą ubrać się każdemu. Nie będę teraz reklamował kurtki jako najwspanialszy produkt tego rodzaju, ale myślę że wszyscy zauważyli, że jakość tej marki w dziedzinie odzieży, butów, akcesoriów sportowych jest coraz lepsza i potrafi zaspokoić gusta już  nie tylko każdego początkującego amatora ale też wiele osób traktujących już sport jako sposób życia. Kurtka już na zdjęciach w gazetce reklamowej sprawia obiecujące wrażenie i wygląda jak odzież najbardziej znanych marek odzieży sportowych.

O swoich wrażeniach z jej użytkowania będę pisał na blogu. Wkrótce pojawi się opis kurtki i pierwsze wrażenia.    

środa, 22 sierpnia 2012

XR CROSSMAX GUIDANCE CS

Przeznaczone do biegania na długich dystansach buty o oryginalnej konstrukcji z membraną climashield™. Gwarantują dobre "czucie", stabilność i są bardzo lekkie. Model butów przeznaczonych do biegania w terenie i na asfaltowych ścieżkach. Idealne do biegów po leśnych szlakach i górskich drogach oraz do biegów przełajowych. Wykonane z materiałów syntetycznych, dzięki czemu zachowują niską wagę. Charakteryzują się doskonałą amortyzacją, a podeszwa gwarantuje znakomitą przyczepność w trudnym terenie. Posiadają system szybkiego sznurowania.

salomon cross1

Ilość systemów i udogodnień zastosowanych w tych butach może wprawić w zawrót głowy. Poniżej wypunktowałem je zamieszczając również ich krótki opis.

Kieszonka na sznurówki. Kieszonka umożliwiająca schowanie systemu sznurowania Quick Fit lacing.

 System szybkiego sznurowania Quicklace. Prosty, mocny system sznurowania. Umożliwia szybkie dopasowanie butów, komfortowe zakładanie i zdejmowanie obuwia.

Nieocierające przelotki na sznurówki. Wygodne szlufki na sznurowadła - umożliwiają szybkie dopasowanie buta za pomocą jednego pociągnięcia.

Gusseted Tongue. Język częściowo wszyty w cholewkę aby minimalizować możliwość przedostania się błota lub drobnych kamyków do środka buta.  

Warstwa TPU chroniąca palce. Materiał stosowany w podeszwie zapewnia stabilność i ochronę stóp po bokach.

Sensifit i Sensiflex. Stosowany w obuwiu system ma na celu zapewnić komfort dla stóp. Ponadto umożliwia precyzyjne dopasowanie butów i podnosi bezpieczeństwo biegania. Gwarantuje komfort podczas zbiegania z góry. Utrzymuje on linię stopy w jednym miejscu, wywołuje bezpieczną boczną kontrolę nad stopą , gwarantuje prawidłowe obejmowanie tak aby zapewnić odpowiedni luz w czubku buta i dopasowanie w obrębie śródstopia i pięty.

Climashield. Zastosowano membranę dobrze oddychającą i wodoodporną. Cholewka buta jest przewiewna. Bardzo lekka, nylonowa siateczka Stetch air mesh zapewnia bardzo dobrą wentylację i powoduje szybkie jej wysychanie.

Os Tendon. System znajdujący się w środkowej części buta, działa jak ścięgno, oddaje energię czyniąc bieg jeszcze bardziej efektywnym. 

Podeszwa zewnętrzna: zastosowanie w podeszwie technologii Contagrip umożliwia tłumienie drgań podczas biegu po kamienistym podłożu oraz doskonałe wpasowywanie się do nierówności. W przedniej części podeszwy zastosowano system nacięć, który zaprojektowany jest aby spowodować sprężyste odbicie. Wzmocnienie nazwane Guidence Line ze współpracą z pianką o wysokiej gęstości powoduje wsparcie dla stopy od przyśrodkowej części obuwia.

salomon cross2

Niepozostawiająca śladów podeszwa Contagrip. Rodzaj niepozostawiającej śladów podeszwy stosowany głównie w obuwiu zimowym.

Podeszwa Contagrip HA. Znajduje się w tylnej części podeszwy, jest nieco twardsza i bardziej odporna na ścieranie.

Podeszwa Contagrip LT. Znajduje się w przedniej części buta i charakteryzuje się lekką i miękką miesznaką gumy.

Profilowana pianka EVA. System stosowany w podeszwie obuwia, w części bezpośrednio przylegającej do stopy. Gwarantuje wygodę i dopasowanie do anatomicznego kształtu stopy.

Pianka EVA o potrójnej gęstości. Wykonana z materiału o wysokiej gęstości środkowa warstwa podeszwy. Zapewnia komfort, stabilność i doskonałe czucie podłoża podczas biegania.

Ortholite. OrthoLite® to system stosowany w wewnętrznej części obuwia łączący specjalną piankę Ortholite® z wykończeniem stosowanym w okolicach pięty - EVA heel cup. Pianka Ortholite® sprawia, że wkładka pod stopą nie wilgotnieje, lepiej chłodzi i jest zdrowsza dla stóp. W trakcie użytkowania nie pęka i nie traci swoich właściwości. Wykończenie EVA heel cups sprawia, że pięta jest bardzo stabilna. 

Opracowane we współpracy z Jonathan Wyatt, 6-krotnym mistrzem świata w biegu górskim i 2 krotny olimpijczykiem w maratonie, XR Crossmax Guidance mają stanowić połączenie komfortu, trwałości, przyczepności i sprężystości oraz powodować, że but będzie bardzo szybki.

A jakie pierwsze wrażenia ? Oczywiście buty prezentują się rewelacyjnie, ale ciekawe czy wszystkie te opisywane zalety potwierdzą się w użytkowaniu. Wykonałem już pierwsze próbne marsze o zróżnicowanym charakterze. Jeden to normalny mój trening podczas którego przeszedłem 14 km. Drugi to rajd o łącznej długości 13 km. Pierwsze z czym się zetknąłem to system sznurowania oczywiście. Trzeba przyznać że rewelacyjny. Jednym pociągnięciem sznurówka dobrze zaciska się nawet w części bliskiej palców. W sumie to znam ten system z butów Salomon Epic Cabrio z tym że tam sznurówka jest grubsza i nie ma kieszonki. Kolejne co można odczuć natychmiast, to niesamowita amortyzacja, chodzi się jak na sprężynach. Buty kupiłem z myślą głównie o sezonie jesienno-zimowo-wiosennym, ale nie mogłem się powstrzymać aby ich nie wypróbować. Tym bardziej, że być może wkrótce będę musiał w nich startować w zawodach, więc nie mogą być wówczas "nienoszone". Muszą się przecież dopasować do mojej stopy. Na pewno buty nie są najlepszym rozwiązaniem na upały. Jak coś jest szczelne to nie może być tak przewiewne jak siateczka w typowo letnich modelach butów. Latem, o ile podczas długich rajdów sprawdzą się pewnie - noga tak intensywnie nie pracuje,a więc i mniej się poci, a poza tym jest zawsze prawdopodobieństwo opadów deszczu podczas dłuższych eskapad, o tyle na krótszy (czasowo a nie dystansowo) trening lepiej jednak wybrać buty bardziej przewiewne. Przy pierwszym marszu miałem odczucie jakby lekko mi uciekała jedna pięta. Tu mam pewien kłopot z numeracją Salomona bo buty w rozmiarze 40 2/3 są nieco zbyt dopasowane jak na zimę, a buty 41 1/3 są nieco za duże i mogę mieć odczucie lekkiego człapania. Wybrałem jednak te większe i mam nadzieję, że to uciekanie pięty da się zniwelować odpowiednią siłą zasznurowania. Do butów pewnie wrócę na blogu, gdy przejdę i przebiegnę w nich parę setek kilometrów. Tak, buty będę używał zarówno do Nordic walkingu jak i zgodnie z ich głównym przeznaczeniem czyli do biegania. Chyba ta nieco większa uniwersalność zdecydowała, że tym razem nie kupiłem butów trekkingowych, a właśnie XR CROSSMAX GUIDANCE CS. Nie będę też ukrywał, że w wyborze tych butów pomógł portal chodzezkijami.pl , który opisał podobne obuwie. Przystępna cena na wyprzedaży -50%, polecona przez kolegę spowodowała, że zainteresowałem się tym modelem. Jak sprawdzi się  w użytkowaniu czas pokaże.

 

piątek, 17 sierpnia 2012

Są to buty dedykowane Nordic walkerom. Zakupiłem je na początku marca, ale nie pisałem o nich, gdyż chciałem przekonać się jak się sprawdzą w użytkowaniu.

nov1

Zakupiłem je z myślą o przyszłej zimie, bowiem dwie pary butów z membranami, które posiadałem wykazywały już jednak spore zużycie i zakładam je już tylko okazjonalnie, gdy warunki są dla nich odpowiednie (wilgoć a nie deszcz i śnieg w przypadku jednej pary) lub gdy marsz nie jest zbyt długi (obcieranie wytartej zapiętki zwłaszcza, gdy jest ciepło w przypadku drugiej pary). Ja muszę mieć poczucie pewnej niezależności, gdyż chodzenie jest tym co bardzo lubię i muszę mieć możliwość maszerowania przy każdej pogodzie i na każdy dystans. Stąd zdecydowałem się na zakup tych butów. No i nie żałowałem. Sprawdzały się znakomicie i potwierdzały się wszystkie ich cechy, które predysponowały te buty do Nordic walkingu. Nie będę wymieniał tych cech a czytelnicy, którzy właśnie trafili na mój blog odszukają odpowiedni artykuł wg kategorii. Wspomnę jednak że właściwie buty te znałem już z innego ich modelu - nazwijmy go letniego, czyli przewiewnego bez membrany. Taka sama podeszwa obu butów i taka sama wygoda.

nv2

Te nowo zakupione są całoroczne, zewnętrzna siateczka zapewnia dobre odprowadzenie wilgoci a membrana NOVADRY® optymalną oddychalność i ochronę przed przemakaniem. Podeszwa środkowa - pianka EVA, podeszwa zewnętrzna kauczukowa i koncept CS® na pięcie gwarantują optymalną ochronę przed wstrząsami.

nv3

Podeszwa z "kolcami" kauczukowymi gwarantuje doskonałą przyczepność. Butów tych nie używałem oczywiście przez cały czas, a tylko wówczas gdy było wilgotno lub możliwy był opad deszczu. Jednak na zawodach PUCHARU POLSKI używałem je w tym roku we wszystkich 4 - ech edycjach, także w Osielsku.

bnn

I jestem bardzo zadowolony z tych ich występów. Jedyne co odczułem w tych butach (bo w zasadzie ich się nie czuje na stopach) to niewielkie odparzenie w okolicy pięty podczas zawodów w Inowrocławiu, ale tam po rześkim poranku zrobiło się ciepło, a wiadomo że buty z membranami są mniej przewiewne i to może się wówczas zdarzyć na dystansie 20 km. W sumie od marca do 11 sierpnia przeszedłem w nich 650 km. I wszystko by było dobrze gdyby nie ... No właśnie, buty mają pewną wadę albo materiałową albo konstrukcyjną która powoduje, że najważniejsza cecha dla której je kupiłem traciła powoli rację bytu. Chodzi o nieprzemakalność. Zwrócił mi na to uwagę kolega, który zakupił te buty wcześniej ode mnie, więc u niego ta wada ujawniła się wcześniej. Przyjrzałem się moim butom i rzeczywiście dojrzałem w miejscu zgięcia palców na powierzchniach bocznych buta lekkie przetarcia siateczki zewnętrznej z obu stron buta. Trochę mnie to zdziwiło, ale postanowiłem poczekać jak ta sprawa się rozwinie. To był maj więc było to po dwóch miesiącach użytkowania. Pozostałe cechy buta nie zmieniały się, były nadal wygodne i nadal nie przemakały. Jednak te przetarcia w miarę upływu czasu jednak powiększały się. Konstrukcja buta jest taka, że przetarcia następują w miejscu w którym nie ma wzmocnienia, a siateczka być może ulega przetarciu wskutek wady materiałowej.

fn4

fn5

fn6

fn6

fn7

Cały czas jednak użytkowałem buty, gdyż przecież obowiązywała na nie 2 letnia gwarancja i spodziewałem się w skrajnym przypadku odzyskania pieniędzy. Odszukałem jednak na wszelki wypadek paragon gdyż mimo że buty są rozprowadzane tylko w decathlonie, a do sprzedaży zostały wprowadzone chyba pod koniec ubiegłego roku (więc gwarancja nie mogła minąć), to jednak dmuchałem na zimne, bo reklamacje bez paragonu na ogół  załatwiane są odmownie. Praktycznie mogłem w tych butach maszerować jeszcze przez całą jesień i wówczas ich przebieg lekko minąłby 1000 km,  ale nic nie trwa wiecznie. Nadarzyła się okazja nabycia mam nadzieję dobrych butów przy wyprzedaży SALOMONA. Przy dołożeniu tylko 10 zł miałbym, więc nowe markowe i prawdopodobnie doskonałe buty. Dlatego zareklamowałem i zwróciłem buty NEWFEEL do sklepu, w którym je zakupiłem. Przyznam jednak, że zrobiłem to z ciężkim sercem, buty cały czas nie wykazywały żadnych śladów zużycia poza tą jedną. Przetarcia powiększały się, co gorsza jedno już zmieniło się w dziurkę i zaczęło to dotyczyć także wewnętrznej membrany. Jak wiadomo o szczelności przegrody decyduje najsłabszy punkt, a dziurka średnicy kilku mm z tendencją do powiększania się nie gwarantowała już 100 % nieprzemakalności. A co dopiero mówić o 4 takich słabych miejscach. Ludzie przywiązują się do samochodów, ja do butów, przykro mi.

środa, 11 maja 2011

4. Zbliżała się jesień 2009 r. i przewidując potrzebę używania w tym okresie butów bardziej nieprzemakalnych postanowiłem zakupić buty Kalenji Nakuru AW.

b14

Ich recenzję zamieściłem na blogu http://nordicwalkingmk.blox.pl/2010/01/Buty-caloroczne-Kalenji.html . Muszę stwierdzić, że ich nieprzemakalność potwierdziła się. Wprawdzie nie brodziłem w nich w wodzie, ale przez dwa sezony, głownie jesienno-zimowe, intensywnie je użytkowałem, chodząc po śniegu głębszym lub udeptanym, w deszczu i po deszczu, w błotku i po mokrej trawie. Nigdy nie doszło do ich przemoczenia. Ich przebieg jest najbardziej imponujący z moich butów: 1585 km. Wynika to pewnie z ich uniwersalności i całorocznego użytkowania. Były to pierwsze moje buty zakupione w 100% zgodnie z przeznaczeniem, czyli do Nordic walkingu. Co się zużyło ? Jedna z wkładek przetarła się na wylot więc wymieniłem obie. No i jeden z butów ma małe uszkodzenie w postaci rozklejenia szwu w przedniej części (zaznaczone na biało na zdjęciu).

b19

Początkowo, gdy w nich chodziłem sprawiały wrażenie jakby za dużych, trochę tak jakby człapały. Kupiłem rozmiar 41 gdyż 40-ka była wyraźnie zbyt ciasna. później te buty jakby dostosowały się do stopy i do dynamicznego marszu. Z tego co wiem, wielu ludzi używa tych butów jako codziennych, po prostu do chodzenia przez cały dzień. Gdyby trafiła się ich jakaś fajna promocja to pewnie bym kupił kolejną parę.

5. Zimą już w 2010 roku trafiła się za to promocja butów Merrell Pantheon Sport GTX. Ich recenzję przedstawiłem tutaj http://nordicwalkingmk.blox.pl/2010/01/Buty-Merrell-Pantheon-Sport-GTX.html .

b22

Buty te niejedno błotko widziały. Najbardziej widowiskowo wyglądały podczas Pucharu Polski w Tyrawie Solnej (wrzesień 2010).  Niewiele ustępował ich widok podczas kwietniowego biegu Grand Prix Poznania z tym, że w Tyrawie warstwa błota była dużo grubsza.

gp k 7

Przebieg butów na chwilę obecną to 1148 km podczas uprawiania Nordic walking. Zaliczyły również kilka zimowych biegów, razem nieco ponad 20 km ze wspomnianym biegiem GP-Poznania na czele. Są dla mnie alternatywą i zamiennikiem dla butów nr 4. Przez pierwszy okres po zakupie nieco je oszczędzałem używając innych butów, stąd ich mniejszy przebieg, jednak ostatniej zimy były już "równouprawnione" w obciążeniu treningowym, a nawet niekiedy częściej używane od Kalenji. Jedynym mankamentem tych butów jest to, że rozmiar 41 jest nieco mniejszy niż w innych butach i palce mają też mniej miejsca. Buty były w promocyjnej wyprzedaży i nie było rozmiaru większego, choć z drugiej strony być może rozmiar większy byłby może za duży. Praktycznie buty nie wykazują żadnego zużycia, Ich widok na zdjęciu może być nieco mylący, gdyż są zakurzone pozostałościami ostatniego błotka. Po odświeżeniu wodą i impregnatem będą wyglądały jak "nówki". Zaczyna przecierać się jednak jedno ze sznurowadeł, więc pewnie wkrótce będę musiał je wymienić. Podeszwa zachowuje swoje dobre antypoślizgowe właściwości, dlatego bardzo lubię te buty gdy jest ślisko.

 

6. Nadeszło lato 2010. Buty z Lidla nie nadawały się na długodystansowe treningi. Kabrooletów Salomona nie chciałem zajechać, a poza tym chciałem mieć dla nich jakąś alternatywę. Wybrałem niedrogie buty Kalenji newfell FULLWALK BLACK, których recenzję zamieściłem także na blogu http://nordicwalkingmk.blox.pl/2010/08/Buty-Kalenji-newfell-FULLWALK.html .

b3

Były to stricte drugie typowe buty do Nordic walking (przynajmniej tak twierdził opis producenta tych butów)  w mojej kolekcji. No i muszę przyznać, że buty faktycznie odpowiadają standardom butów do NW. Przebieg tych butów na dzień dzisiejszy to 1265 km i praktycznie z każdym dniem przybywają kolejne. Prawdopodobnie wkrótce zdystansują te pierwsze Kalenji. Nie mają praktycznie żadnych symptomów zużycia.

b6

b10

Dużą używalność zawdzięczają swojej przewiewności, dużo lepszej niż buty z membranami oddychającymi. Używam ich praktycznie od kwietnia do października zawsze, gdy jest sucho. Wadą chyba każdych butów "siateczkowych" jest to, że używane w terenie naturalnym, gdy przez długi czas nie ma opadów i kurzy się bardziej niż gdy od czasu do czasu spadnie parę kropel deszczu, powodują że stopy po treningu są brudne jakby się pracowało na przodku w kopalni :) No ale i tak trzeba wziąć prysznic po treningu więc duży to problem nie jest.

Podsumowując ten mały przegląd warto podkreślić, że naprawdę warto mieć kilka różnych par butów do naszej ulubionej aktywności ruchowej. Dzięki temu żadna pogoda i żadne inne okoliczności nie mogą być usprawiedliwieniem dla opuszczenia treningu. Dwie pary na lato i dwie pary butów całorocznych, to daje mi duże możliwości wyboru, a każdym butom warto też dać czasem odpocząć nie zaprzestając treningów, podczas używania innych butów.   

wtorek, 10 maja 2011

Najlepsze buty do Nordic walking to oczywiście buty przeznaczone do Nordic walking. Ale nie zawsze jest nam dane maszerować w tak profesjonalnym obuwiu od początku naszej przygody z NW. 

1. Moje pierwsze buty, w których wyszedłem na trening Nordic walking były tylko wygodne. Wiedziałem, że będę musiał się zaopatrzyć w coś lepszego, ale kije miały się pojawić z instruktorką lada chwila, więc trzeba było coś wybrać z domowych zasobów butów. Postawiłem na wygodę. Buty do biegania w hali, takie lepsze „tenisówki”, z grubszą podeszwą oraz miękką cholewką nie powodującą obtarć.

b20

Butki te pochodzą z ... ubiegłego tysiąclecia (zakupione w 2000 r.). Na pierwsze 5-6 kilometrowe marsze wystarczały. Trudno mi określić jaki w sumie mają przebieg. Ale jak widać są długowieczne. Nordic walking uprawiałem w nich przez kilka pierwszych dni, może tydzień. Obecnie używam ich głównie do jazdy na rowerze.

2. Dość szybko trafiła się okazja zakupu nieco lepszych butów, a w każdym razie bardziej ukierunkowanych na NW. Buty do Walkingu ... z Lidla.

b11

Można pokpiwać z jakości marketowych butów sportowych, ale te wydały mi się na początek odpowiednie. Myślę, że lepiej chodzić NW w takich butkach niż w zwykłych półbutach czy klapkach (bo takie przypadki też już widziałem). Z opisu wynikało, że w pięcie posiadają amortyzację. Miękka cholewka, podeszwa zapewniająca względnie dobrą przyczepność, wygoda i lekkość były ich dodatkowymi zaletami. Uznałem, że na okres poszukiwania bardziej profesjonalnych butów będą dobre, tym bardziej że były też bardzo tanie (40zł).

b12

b13

Szacuję, że przemaszerowałem w nich z kijami około 400 km, głównie w okresie od kwietnia do sierpnia 2009. Jedyne co uległo w nich małemu uszkodzeniu to gąbka w „zapiętce”. Ze względu na możliwość obtarć, które mogłoby to powodować nie używam ich już do marszów NW. Zresztą w międzyczasie zaopatrzyłem się w inne, lepsze obuwie, więc ten but zszedł na boczne tory. W butach wymieniłem też wkładki i w styczniu tego roku zacząłem w nich ... biegać. W okresie od stycznia do marca tego roku przebiegłem w nich około 80 km na suchej asfaltowej nawierzchni. Używam ich teraz także do jazdy na rowerze, no i są ewentullnie w rezerwie do biegania. .

3. Używając butów Nr 2 dość szybko upatrzyłem sobie buty bardziej profesjonalne. Już w maju 2009r. zakupiłem buty Salomon EPIC CABRIO,

 b34

których recenzję przedstawiłem na moim blogu http://nordicwalkingmk.blox.pl/2010/07/Buty-Salomon-EPIC-CABRIO.html . Pora na pewne podsumowanie. W 2009 i 2010 roku przemaszerowałem w nich 843 km. Za rok 2009 mogłem tylko oszacować przebieg, ale zapis z roku 2010 jest dokładny (run-log). Ze względu na ich dużą przewiewność używam ich w czasie dużych upałów. Buty z pewnością nie nadają się na morską plażę. Piasku byłoby w nich „po pachy”. Ale jeśli sądzicie, że kamienie i kamyszki muszę z nich często wysypywać, gdy chodzę po lesie, to nic z tego. Buty są bardzo dopasowane i kamyki odbijają się od buta lub prześwitującej skarpety. Po prostu nie mają gdzie wpaść. Czasem myślę, że przydałoby się w palcach więcej (0,5cm) luzu (mam rozmiar 40 i 2/3) ale większy rozmiar był mi mniej wygodny i pewnie skutkowałby częstszym wybieraniem kamyków. Obecnie butów tych zresztą nie używam na co dzień, ich dużą przewiewność wykorzystuję latem. Stały się dla mnie także butami do „zadań specjalnych”. Otóż w ubiegłym roku, gdy lekko obtarłem stopę w „zapiętce”, buty te pozwoliły mi nie przerywać treningów i przez kilka letnich dni maszerowałem w nich każdego dnia, aż do zagojenia obtartego miejsca. Po tych 2 sezonach trudno zauważyć jakikolwiek stopień zużycia. Dotyczy to także podeszwy.

b31

Na uwagę zasługuje też system szybkiego sznurowania butów, który jest bardzo wygodny.

b35

Właśnie w tych butach wystartowałem w moich pierwszych zawodach NW – Mistrzostwach Polski w NW w Gnieźnie w 2009 r. I nie zatrzymałem się ani razu na 20 km dystansie by wysypać z nich kamyszki, ... bo tych kamyszków w butach nie było.


środa, 04 maja 2011

Na początku cytat z pewnej strony internetowej o Nordic walkingu:

Obuwie powinno być trekkingowe najlepiej za kostkę, aby usztywniało ją podczas marszu po nierównym terenie.

Rozumiem, że można mieć różne upodobania i przyzwyczajenia. Rozumiem, że część osób uprawiających Nordic walking robi to w górach, rozumiem że część osób swoje ulubione wędrowanie po górach adaptuje do warunków nizinnych, rozumiem też, że ktoś lubi buty za kostkę ... bo je lubi. I ma prawo chodzić w tym co lubi i w czym mu wygodnie. Ale sugerowanie, że najlepiej usztywnić kostkę podczas marszu po nierównym terenie brzmi dla mnie trochę groteskowo. Nigdy nie przyszło by mi do głowy używać na moich poznańskich ścieżkach obuwia "wysokiego". I utwierdził mnie w tym mój pierwszy kurs nordicowego ABC. Pamiętam stwierdzenie : najlepsze są buty wygodne, o wysokości poniżej kostki, dobrze jeśli są całoroczne, z podeszwą sztywną pod piętą i łatwo zginającą się pod śródstopiem, ze wzmocnieniem w części palcowej. Przyznam, że mierzyłem kiedyś w sklepie wysokie trekkingi Salomona. I wydały mi się wprost niewiarygodnie wygodne. Podejrzewam jednak, że stopień ich wykorzystania byłby w moim przypadku tak znikomy, iż zrezygnowałem z ich zakupu. Dodam jeszcze, że ich cena była prawie "razy 2" obuwia trekkingowego niskiego. W 95% chodzę po podłożu naturalnym, które w jednych miejscach jest bardziej równe, w innych mniej. I zdarzyło mi się niejeden raz nadepnąć na jakiś przeoczony korzeń, kamień, wdepnąć w dołek wykopany przez psa, czy jakąś inną nierówność terenu. I podejrzewam, że gdybym podczas takiego dość szybkiego i dynamicznego marszu wdepnął w taką nierówność w wysokim bucie, to skręcenie czy zwichnięcie byłoby nieuniknione. Spotkałem się z twierdzeniem pewnego biegacza, że podczas rozgrzewki nie powinno kręcić się stopami tylko kiwać nimi w jednej płaszczyźnie - w tej, w której pracują podczas biegu. Tymczasem ostatnio w rozgrzewce prezentowanej na filmie portalu biegowego www.treningbiegacza.pl zaprezentowano właśnie dokładnie "kręcenie stopami" - bo przecież będziemy biegać w terenie, gdzie o nierówność łatwo, więc stawy skokowe powinny być elastyczne we wszystkich kierunkach. Prawdopodobnie więc pierwszy z biegaczy miał na myśli bieganie czy chodzenie po równym asfalcie. Ale zasugerował, że ćwiczenie jest całkowicie nieodpowiednie. Dobra rozgrzewka stóp jest moim zdaniem kluczowa w uniknięciu kontuzji. Dlatego pierwsze kilometry naszego marszu nie powinny być "ile pary w płucach". Pozwólmy stopom rozgrzać się nie tylko wykonując ćwiczenia, ale także podczas ich naturalnego ruchu podczas marszu. Przez ostatnie 2 lata przemaszerowałem parę tysięcy kilometrów i uważam, że głównie regularnym treningom oraz dobremu rozgrzaniu stóp zawdzięczam brak kontuzji w postaci skręceń.

A wysokie buty ? No cóż dla mnie one bardziej chronią kostki przed otarciami, uderzeniami o kamienie, o które na górskich szlakach łatwo. Niskie buty umożliwiają natomiast lepszą pracę stóp podczas marszu, są na pewno bardziej wygodne, latem mogą być bardziej przewiewne dzięki stosowanym w nich siateczkom. Duża część osób stosuje przecież do uprawiania NW buty biegowe, które są także niskie. Produkowane typowe buty do Nordic walkingu są na ogół niskie. Piszę na ogół, bo zawsze mogą być jakieś wyjątki, które zwykle zresztą potwierdzają daną regułę.

Najlepszymi butami do Nordic walkingu są ... buty do Nordic walkingu. Dobre mogą być buty trekkingowe niskie lub buty biegowe. Przydatne w niektórych warunkach mogą być buty trekkingowe wysokie. Ale wszystko zależy też oczywiście od tego, co kto lubi.

Postaram się wkrótce pokazać moje buty, w których kiedyś chodziłem i chodzę teraz, z aktualnymi zdjęciami, opisami zalet i ewentualnych wad, przebiegiem, czasem użytkowania.    

poniedziałek, 24 stycznia 2011

sk11

Pierwsze wrażenia.

Oczywiście gdy skarpety otrzymałem natychmiast je przymierzyłem. Było to dla mnie bardzo istotne gdyż mój obwód łydki był bliski granicy między poszczególnymi rozmiarami. Podejrzewam, że najlepiej jest gdy "trafimy" gdzieś w środek rozmiaru wówczas pewnie kompresja jest najbardziej optymalna. Z estetycznego pudełka wyjąłem parę czarnych kolanówek. Jak większość profesjonalnych skarpet mają  oznaczenia na odpowiednią, prawą i lewą stopę. Sprawiają wrażenie solidnego wykonania. Dość trudno się je zakłada, wymaga to trochę wysiłku. Ale leżą na nodze idealnie. Pamiętam z dzieciństwa kolanówki, które zsuwały się lub zbyt mocno uciskały łydkę. W tym przypadku nie może być o tym mowy. Rozmiar jest dobrany właśnie w zależności od obwodu łydki. Co więcej, część leżąca na stopie wygląda jakby była "szyta" na miarę mojej, pasuje idealnie, nic się nie marszczy ani nie jest zbyt mała.   

Wstępne treningi bez użycia testowanych skarpet.

6 stycznia po niemal miesięcznej przerwie wznowiłem treningi. Na początku nie używałem skarpet przeznaczonych do testu. Postanowiłem wstępnie umęczyć je trochę, gdyż były ostatnio dość rozleniwione :)  Na początek rozruch 6 stycznia na dystansie około 8 km. Następnie treningi: 8.01 - na około 12 km, 9.01 - na około 8 km, 13.01 - na  około 6,5 km. Wszystko to marsze z kijami. Potem zrobił się mały problem, więc maszerowałem 14.01 bez kijów na około 4 km oraz biegałem na około 5 km. 15 stycznia znów chodziłem bez kijów na 11 km, a 16 stycznia na około 8 km. 17 stycznia znów biegałem na 5 km. I tu od początku biegu czułem ołów w nogach, a ściślej w łydkach. Pomyślałem, że w aspekcie testu skarpet to bieganie było strzałem w dychę. Nie poddałem się oczywiście i dokończyłem trening w niezłej formie. Jednocześnie uznałem, że warunki na leśnych ścieżkach bardzo się poprawiły więc postanowiłem następnego dnia wyruszyć na trening NW w skarpetach CEP Walking Compression.

Założenia wstępne i warunki w jakich odbywa się test.

Miejsce testu to okolice Malty w Poznaniu, od Polany Harcerza do Stawu Olszak, w okolicach którego odbywała się większość treningów.

Założyłem, że dystanse, na których ma się odbyć test muszą być "konkretne" tzn. minimum 8 km. Gdyby było lato przyjąłbym może 12 km, ale dla warunków zimowych uznałem taki dystans minimalny za odpowiedni. Tempo marszów też musi być "konkretne" tzn. mojego mocnego treningu od 8:30 min, do w najgorszym przypadku 9:00 min przy długim dystansie. Postanowiłem chodzić tak na 90% możliwości, nie tyle jednak żebym się hamował, co po prostu nie chcę się podpalać. To nie czas na to. Warunki atmosferyczne są zimowe, po ostatniej odwilży temperatury oscylują około 5 ºC, w ostatnich dniach testu spadły do -1, -2  ºC. Wykluczyłem też jakieś dłuższe przerwy w treningach, nogi muszą być męczone regularnie by móc sprawdzić regeneracyjne właściwości skarpet.

Buty w których obecnie chodzę, a które przecież współpracują ze skarpetami w ochronie moich stóp, to Merrell Pantheon Sport GTX. Nie bez znaczenia jest pewnie to, że są to buty z membraną z GORE-TEXU, a więc są nie tylko nieprzemakalne, ale także oddychające. 

Podłoże, po którym się poruszam jest praktycznie naturalne - ścieżki leśne. Krótki odcinek asfaltu omijam poboczem dość miękkim z powodu dość grubej warstwy liści. Niektóre fragmenty ścieżek mają jeszcze oblodzenia typu szklanka, gdzie również poruszam się albo trawiastym poboczem lub ostrożnie je przechodzę (taka sytuacja jest na niektórych mostkach przez Cybinę). 

Ukształtowanie terenu dość urozmaicone, choć nie ma tu jakichś karkołomnych długich podejść. Niemniej wielokrotnie pokonywanie kilku wzniesień kilkunastometrowych też potrafi zmęczyć nasze nogi i "ukraść" oddech.   

1 dzień testu. 18 styczeń

Trening Nordic walking na dystansie 10,920 km. Tempo 1 km średnio 8:28 min, czyli dla mnie, mocnego treningu. Nie odczuwałem ani żadnych rewelacji ze strony skarpet, ani żadnych dolegliwości związanych z bieganiem dzień wcześniej.

2 dzień testu. 19 styczeń

Trening Nordic walking na dystansie 8,54 km. Dystans trochę krótszy niż poprzedniego dnia, ale wzmocniłem tempo do 8:21 min. I tu wyraźnie doświadczyłem chyba rewelacyjnego działania skarpet. Otóż gdy po treningu wracałem do zaparkowanego samochodu, czułem niezwykłą lekkość, a nogi same mnie niosły.

3 dzień testu. 21 styczeń

Trening Nordic walking na dystansie 9,45 km. Tempo trochę siadło 8:44 min , być może spowodowała to jednodniowa przerwa w treningach. Żadnych szczególnych znaków ze strony skarpet nie odczuwałem, ale wieczorem ...

... poszedłem biegać. I był to naprawdę bieg, czy raczej jogging. W poprzednich dwu biegach szacowałem proporcje biegu do marszu na około 80/20 procent. Czyli około 4 km biegu i 1 km marszu. Tym razem przemaszerowałem nie więcej niż 200 m. Około 100m na początku (na rozgrzewkę), 50 m mniej więcej po połowie dystansu  i 50 m przy okazji przechodzenia przez sygnalizacje na przejściach dla pieszych. Można by wysnuć więc wniosek, że skarpety na tyle mnie zregenerowały, że po treningu NW miałem ochotę jeszcze w ten sam dzień biegać. Dodam dla wyjaśnienia, że testowanych skarpet nie używam podczas biegania (póki co), choć można, a po treningach NW mam je na sobie od 30 do 60 minut (licząc w tym powrót do domu). 

4 dzień testu. 22 styczeń

Trening Nordic walking na dystansie 13 km. Tempo mocnego treningu 8:29 min. Odczucia w nogach ? Nic specjalnego, ale bez żadnych oporów wyszedłem po 2 godzinnej przerwie obiadowej na spacer bez kijów na 5,97 km. Powiem więcej ... miałem ochotę na więcej, ale koleżanka testowała nowe obuwie Merrell, a że jeden but trochę uwierał, więc nie chcięliśmy by doszło do poważniejszego obtarcia. 

5 dzień testu. 23 styczeń

Trening Nordic walking na dystansie 14,4 km. Również tempo mcnego treningu 8:32 min. Brak wyraźnych oznak rewelacyjnego działania skarpet, ale też nie czuję specjalnego zmęczenia nóg, a o to w tym wszystkim chyba chodzi. 

W tym miejscu wspomnę o tym, że skarpety ma cechować długotrwała świeżość. Jest tak rzeczywiście, przynajmniej przed pierwszym praniem zachowują długo świeżość, taką jakbym je dopiero wyjął z pudełka. Tak, bo skarpety pachną po tych 5 dniach używania sobą, a nie mną. Chyba, że mi się nogi nie pocą ? Może GORE-TEX pomaga ? Nie bez znaczenia jest również to, że chodzę bez stuptutów. Te moje nie są oddychające i gdy ich używam, dół spodni biegowych po treningu jest dość mokry, co też przenosi się na wilgotne skarpety.

6 dzień testu. 24 styczeń

Trening Nordic walking na dystansie 22,42 km. Tempo 8:37 min. Właściwie nawet nie chciałem iść tak szybko, myślałem by zmieścić kilometr w 9 minutach. Ale tak jakoś wyszło. Na 12 kilometrze zrobiłem kilkuminutową pauzę by napić się herbaty z termosu, który zabrałem do plecaczka. Tak długi trening bardzo wysusza usta, nie mówiąc o ogólnym odwodnieniu, a zimno dodatkowo sprzyja pierzchnięciu ust. Poprzednie treningi były na granicy ich wytrzymałości. Dzisiaj mimo 3 godzin nie było żadnego problemu. A skarpety ? No cóż - utrzymywały łydki w dobrej kondycji do końca. Gdzieś na 19 kilometrze poczułem jednak wzrost ciepłoty stóp. Ale przy takim wysiłku to chyba w każdych skarpetach i butach zrobi się ciepło. Po powrocie do domu nie stwierdziłem jednak żadnych odcisków ani odparzeń. Dodam jeszcze, że przy testowaniu skarpet nie używam "wspomagacza" stóp breakloose.  

Na tym pierwsza tura testu skarpet kompresyjnych CEP walking została zakończona. Pora na małe...

Podsumowanie.

Podczas 6 treningów przeszedłem niemal 79 km co daje średnią ponad 13 km dziennie. Nie stwierdziłem żadnych odparzeń, pęcherzy, odcisków czy obtarć

Oczywiście trudno mi wyciągać jakieś daleko idące wnioski po tak krótkim użytkowaniu, jednak niezaprzeczalnie skarpety dobrze trzymają łydkę a ucisk lekko wyczuwalny nie powoduje żadnego dyskomfortu. Wprost przeciwnie, czasem miałem wrażenie dużej lekkości chodzenia po treningu, a w skrajnym przypadku miałem jeszcze chęć pobiegać. Skarpety nie zsuwają się z nogi, a górny ściągacz nie wpija się w łydkę, ale dobrze utrzymuje skarpetę w stałym jej ułożeniu na nodze.  Dość długo skarpety zachowują świeżość dzięki zastosowaniu jonów srebra, tego również doświadczyłem. Ten okres świeżości był dla mnie zaskakujący, że naprawdę zastanawiałem się czy "ojciec prać ?" No po szóstym treningu trzeba było jednak "prać". Na koniec krótkie wyjaśnienie o co chodzi z tą kompresją. Materiał użyty do produkcji skarpet zwiększa ciśnienie otoczenia. Na te zmiany ciśnienia reagują ścianki tętnicy zwiększając swoją średnicę. W rezultacie prowadzi to do poprawy krążenia krwi i rozluźnienia mięśni. Jednocześnie średnica żył ulega zwężeniu przez co wzrasta ciśnienie wewnątrz i krew szybciej wraca do serca. W rezultacie poprawy krążenia następuje szybsze usuwanie z mięśni kwasu mlekowego i innych toksycznych resztek przemiany materii. To prowadzi do szybszej regeneracji mięśni. Kompresja zaczyna się od kostki, gdzie jest najsilniejsza (18 mmHg) i stopniowo się osłabia dochodząc do poziomu łydki (12 mm Hg). Jest to o tyle ważne, że krew wracając do serca nie powinna napotykać na przeszkodę. Z ciekawostek które znalazłem o tych skarpetach dodam jeszcze, że ważna w nich jest mieszanka materiałów, z których zostały zrobione. Podobno mają one zapewniać odpowiednią termikę : w zimie grzać, a latem chłodzić. Faktem jest że zimna podczas używania tych skarpet nie czułem, choć akurat trzaskających mrozów ostatnio nie było.  

 

 
1 , 2
O autorze
run-log.com Nordicwalkingmk

Maciej Ku

Utwórz swoją wizytówkę