Menu

Nordic Walking mk

Więcej Nordic Walking aby żyć dłużej

Zagradzanie ścieżki _ epilog

mk130363

Przynajmniej jeśli chodzi o ten rok to już przeszłość. Co będzie w przyszłym zobaczymy. Taśmy usunięto, port jachtowy zniknął, przyczepa z ochroną również. Przyznam że wielokrotnie przekraczałem granicę oznaczoną taśmą i poza pierwszym zapraszającym gestem, nie było żadnych innych, a tym bardziej nieprzyjaznych reakcji ze strony pilnujących porządku. No właśnie, jeśli chodzi o porządek nad Wartą, nie da się ogrodzić i pilnować całej Warty. Organizatorzy mariny chcieli mieć u siebie czysto, ale czy aby na pewno się to udało?. Kilkakrotnie będąc w zagrodzonej strefie widziałem na cyplu butelki i śmieci, i ilość ich nie odbiegała znacząco od ilości widywanej tu przed otaśmowaniem terenu. Więc ktoś jednak łamał zakaz? A może użytkownicy mariny nie byli idealni? Nie mnie to rozstrzygać i oceniać, ja na cyplu robiłem swoje, czyli nawrót i pomykałem swoją ścieżką. Ale jeśli nawet ilość śmieci była na zagrodzonym cyplu faktycznie mniejsza, to można spodziewać się, że ilość śmieci poza cyplem musiała wzrosnąć. Nic w przyrodzie nie ginie. Jeśli ktoś przyszedł napić się nad Wartę i nie wszedł na cypel, to poszedł w miejsce, gdzie mu nikt nie przeszkadzał i tam zostawił swoje śmieci. To przykre, i niestety bez zwiększenia ilości patroli w tym bardzo rozległym rejonie (przynajmniej kilka kilometrów brzegu) i bez zwiększenia drastyczności kar za zaśmiecanie i spożywanie pewnych napojów w miejscu publicznym, trudno liczyć na poprawę. Tak niewiele trzeba by było czysto, przecież pełna butelka czy puszka jest cięższa niż pusta, więc trudniej ją tu donieść niż pustą zabrać ze sobą by wrzucić do jakiegoś pojemnika na śmieci. Ale widocznie niektóre napoje ogłupiają niektórych tak, że nie są zdolni do żadnych logicznych i porządanych czynności. Najgorzej jest w okolicach mostów, bo ci śmieciarze nie dość, że są niesprawni w złym tego słowa rozumieniu to jeszcze są leniwi. I może całe szczęście, bo dzięki temu na dłuższych odcinkach pomiędzy mostami jest względnie poprawnie. Okolica najbliższego mostu zagrodzonej strefy wygląda tak jak na niżej załączonych zdjęciach. Zdjęcia zrobiłem w przypadkowo wybranym kwadracie o wymiarach nie większych niz 20 x 20 m i raczej nie wyszukiwałem wszystkiego do czego można by się przyczepić,

Kopia_3010__002strzałkami zaznaczyłem tylko grubsze śmieci

 Kopia_3010__0031

 p_i_b

niektóre lubią leżeć w samotności

Kopia_3010__006

niektóre parami

  Kopia_3010__007

niektóre lubią być blisko brzegu

 Kopia_3010__008

jak widać abstynenci też bywają bałaganiarzami

 Kopia_3010__009

tu musiało biesiadować większe towarzystwo

 Kopia_3010__010

 niektórzy lubią stać na baczność

Może to i nie ma wpływu na moje treningi nordic walking, ale nie lubię potykać się o butelki, ani chodzić po rozbitym szkle (dobrze, że bosym walkerem nie jestem), o wrażeniach wizualnych nie wspominając.

 

 

 

Trening interwałowy - analiza matematyczna

mk130363

Trening interwałowy należy do grupy treningów kardio. Poprawia naszą kondycję, wzmacnia serce i dzięki niemu można spalić dużo kalorii. Taki trening ma wiele zalet, ale nie będę powielał tego co można znaleźć w necie w wielu artykułach. Ja stosuję go z tych wymienionych na wstępie, przy czym w przypadku tego ostatniego stosuję jako próbę oszukania organizmu, który przyzwyczajony do długiego, ale mniej intensywnego wysiłku , prawie już na niego nie reaguje (takie czasem mam wrażenie). Tymczasem dostaje nagle kopa, który przyspiesza metabolizm na dłużej niż czas trwania treningu. Poza tym trening jest krótszy, ale nieraz ciekawszy, bo przecież nie wiem nigdy jak dokładnie zareaguje organizm, jak wytrzymam narzucone tempo, wysiłek. Potem na ekranie komputera widzę wykres prędkości, który dokładnie i wyraźnie odzwierciedla poszczególne strefy zwiększonej i zmniejszonej intensywności. I wówczas wiem, że trening się udał.

Kilkakrotnie opisywałem już moje treningi interwałowe polegające na naprzemiennym biegu (truchtu) z kijami i marszu z kijami. Na ogół wykonywałem je dzieląc całkowity dystans takiego treningu na odpowiednie odcinki wynoszące równo 1 km lub 0,5 km. Nie posługuję się super profesjonalnym sprzętem, który pozwoliłby to bardzo ściśle kontrolować i nie mam podglądu tego co pokazuje mój GPS ponieważ posługuję się telefonem komórkowym i stoperem. Czasem pomiar tych odcinków opierał się na dokładnej znajomości terenu a czasem... na stałości tempa, które potrafię często utrzymać przez bardzo długie kilometry. Dzięki temu wiem, że truchtam z kijami najczęściej w tempie 6 min/km i dzięki temu jeśli chciałem truchtać 0,5 km musiałem to robić dokładnie 3 min. Przy długościach 1 km z pomocą przychodzi także wirtualny trener informujący mnie właśnie po każdym pokonanym kilometrze o tym fakcie.

W przypadku samego marszu z kijami nigdy nie stosowałem treningu interwałowego. No chyba, że był on wymuszony ukształtowaniem terenu i rodzajem treningu. Jeśli była to trasa pagórkowata obfitująca w liczne podejścia i zejścia, a trening był faktycznie zawodami bardzo wysokiej rangi, gdzie przez cały czas trzeba było utrzymywać możliwie najwyższe tempo, to podejście na kolejny pagórek był strefą tej zwiększonej intensywności, a moment wypłaszczenia, czy zejścia strefą niższej intensywności. Tak  było przecież na Pucharze Polski w Nordic Walking na zawodach w Gdańsku.

g_022

Celowo piszę "niższej", a nie "niskiej", żeby podkreślić fakt, że ta niska wcale nie oznacza kompletnej laby i powłóczenia nogami. Taki trening nie miałby takiego znaczenia, bo chodzi o to, aby zmęczenie z interwału na interwał także narastało, bo zmęczenie jest dla organizmu bodźcem do budowania kondycji i nie chodzi o to, by w strefie niższej intensywności całkowicie wypocząć. W dalszym ciągu więc gdy napiszę o niskiej intensywności należy rozumieć "niższej".

g_043 

Dzisiaj na mojej trasie nad Wartą postanowiłem zrobić trening interwałowy z kijami całkowicie marszowy. Przy czym ustaliłem sobie, że nie będę chodził w te i nazad między dwoma mostami, które dzieli odległość dokładnie 0,5 km, tylko będę chodził dzieląc dystans wg wskazań stopera tzn. zmieniając intensywność co 3 minuty marszu. Pierwszym odcinkiem marszu była dwukilometrowa rozgrzewka, po czym wykonałem 4 kolejne interwały 2 x 3 min. Po ostatniej fazie "niskiej" zrobiłem krótką przerwę na rozciąganie. Trening zakończyłem marszem uspokajającym o długości ... tego co pozostało czyli 1380 m. Na podstawie zapisu edomondo trudno dostrzec na wykresie poszczególne fazy zwiększenia intensywności (prędkości) i jej zmniejszenia, ponieważ różnice są tu stosunkowo niewielkie (ok 1 min/km). W przypadku truchtu i marszu ta różnica wynosiła od 2 do 2,5 min/km i na wykresie było wyraźnie widać schodek w górę, schodek w dół, schodek w górę itd. 

Dlatego dokonałem obliczenia  pokonanych długości dystansu i tempa podczas poszczególnych faz marszu. Z przyczyn technicznych nie jest możliwe precyzyjne ustalenie dokładnego położenia na mapie i wykresie, a co za tym idzie dokładnego dystansu wprost co 3 minuty. Dopiero żmudne obliczenia poprzez aproksymację pozwoliłyby to bardzo przybliżyć. Jednak wiemy, że dokładność endomondo i tak nie ma cech urządzenia geodezyjnego, a dystans podaje z dokładnością do 10 m. Stąd przyjąłem, że różnica kilku sekund nie ma tu znaczenia i dlatego w podanej tabelce czas pokonania każdej ze stref niekiedy ma kilka sekund mniej, a innym razem kilka sekund więcej, niż założone 3 minuty. Oto jaki jest wynik moich obliczeń.

Rodzaj intensywność czas dystans czasu interwału dystans interwału tempo interwału
[min] [km] [min] [km] [min/km]
rozgrzewka niska 18:18 2,000 18:18 2,000 9:09
interwał wysoka 21:18 2,390 3:00 0,390 7:42
  niska 24:14 2,720 2:56 0,330 8:53
interwał wysoka 27:11 3,080 2:57 0,360 8:12
  niska 30:18 3,430 3:07 0,350 8:54
interwał wysoka 33:14 3,800 2:56 0,370 7:56
  niska 36:21 4,150 3:07 0,350 8:54
interwał wysoka 39:18 4,520 2:57 0,370 7:58
  niska 42:14 4,840 2:56 0,320 9:10
uspokojenie niska 55:05 6,220 12:51 1,380 9:19

Tu aby w pełni zrozumieć co pokazuje niniejsza tabela trzeba wyjaśnić w jakim miejscu treningu jestem aktualnie, a w jakim stopniu wytrenowania byłem, gdy moja forma sięgała szczytów. Tempo 7:42/km potrafiłem utrzymać w dobrych czasach podczas zawodów na dystansie 20 km. Średnie tempo marszów w ubiegłym miesiącu było 10:14/km, a w październiku do tej pory łącznie z marszem pokazanym w tabelce 9:15/km. Widać więc, że nawet w fazie niskiej intensywności, dzisiaj nie odpuszczałem ani na moment.

Co można jeszcze odczytać z tabeli? Widać że pierwsza faza "wysoka" była zdecydowanie najszybsza. Zaowocowało to dużym zmęczeniem, co przełożyło się na to, że druga faza "wysoka" była najwolniejsza. Kolejne dwie fazy wysokiej intensywności były już bardzo zbliżone do siebie i bardzo zbliżone do ...średniej z pierwszych dwóch faz. Ściślej mówiąc średnie z pierwszych dwóch faz i ostatnich dwóch faz  są sobie równe, co do sekundy - 7:57! Aż nie mogłem w to uwierzyć, dlatego ten wykrzyknik. A fazy niskiej intensywności? W pierwszych trzech organizm reagował niemal z dokładnością szwajcarskich zegarków. W czwartej uwidoczniło się już nieco większe odprężenie, które kontynuowane było podczas ostatniej fazy marszu. Muszę powiedzieć, że jestem pozytywnie zaskoczony tym wynikiem. Widać, że wciąż potrafię utrzymać dobre tempo, oczywiście odpowiednio do aktualnych możliwości.

XI Bieg i Nordic Walking z okazji Święta Niepodległości

mk130363

 Lista startowa jest już zamknięta, więc jedyna możliwość to lista rezerwowa i rezygnacja któregoś z uczestników. Raczej będzie trudno się już dopisać.

 

11

Na wspólnej liście startowej wśród 300 biegaczy i nordic walkerów, tych ostatnich jest 76. Jeśli jesteście ciekawi z kim będziecie rywalizować lub/i dobrze się bawić, poniżej wyłuskani Ci, którzy pomaszerują.

1. ADAMSKA MAŁGORZATA LUBOŃ DRUŻYNA SZPIKU
2. ADAMSKA MARIA LUBOŃ DRUŻYNA SZPIKU
3. ADAMSKA PAULINA LUBOŃ DRUŻYNA SZPIKU
4. ADAMSKI ROBERT LUBOŃ DRUŻYNA SZPIKU
5. ANDRZEJEWSKA BOGUSŁAWA CZEMPIŃ  
6. ANDRZEJEWSKI MIECZYSŁAW CZEMPIŃ  
7. ANTKOWIAK MACIEJ LUSÓWKO NIEZRZESZONY
8. BARON ANDRZEJ SKÓRZEWO  
9. BĄKOWSKA MONIKA SKÓRZEWO  
10. BĄKOWSKA ANNA SKÓRZEWO  
11. BĄKOWSKA MARIA SKÓRZEWO  
12. BERTRANDT EWA LUSOWO  
13. BERTRANDT-ŁASIŃSKA MAGDALENA LUSOWO  
14. BIEGAŃSKA PAULINA LUSOWO  
15. BLAZKA MICHAŁ KIEKRZ  
16. BOGUSZ MAREK KOSTRZYN  
17. BOGUSZ BERNADETA KOSTRZYN  
18. BUSZKO GENOWEFA TARNOWO PODGÓRNE  
19. BUSZKO KAZIMIERZ TARNOWO PODGÓRNE  
20. CHMIELEWSKI RAJMUND CZĘSTOCHOWA NIEZRZESZONY
21. CIECHANOWSKA DANUTA TARNOWO PODGÓRNE WUEF CLUB
22. DOLATA JĘDRZEJ POZNAŃ SP21
23. DOLATA MAGDALENA POZNAŃ  
24. DUBIEL JANUSZ KRZYŻ WIELKOPOLSKI  
25. DZIERLA REGINA ŁAGÓW LUBUSKI  
26. EWERTOWSKA EWA POZNAŃ  
27. FĄDERSKA MAGDALENA LUSOWO  
28. GOROŃSKA WŁADYSŁAWA TARNOWO PODGÓRNE  
29. GRACZYK MARIA POZNAŃ  
30. GRONOWSKA ZOSIA SUCHY LAS UKS SUCHY LAS
31. GRONOWSKA AGATA SUCHY LAS UKS SUCHY LAS
32. GRZYWOCZ IRENA MOSINA  
33. JANCZEWSKI ROBERT POZNAŃ  
34. JEDNAC-ANTKOWIAK MAŁGORZATA LUSÓWKO NIEZRZESZONY
35. JENDRASZYK ANDRZEJ BARANOWO NIEZRZESZONY
36. JENDRASZYK JADWIGA BARANNOWO NIEZRZESZONY
37. KEDZIORA RADZISLAW BARANOWO  
38. KĘDZIORA ROMANA BAANOWO  
39. KOSICKA BEATA ROKIETNICA  
40. KOSICKI DARIUSZ ROKIETNICA  
41. KRÓL URSZULA POZNAŃ  
42. KRYSTIANC BOŻENA TARNOWO PODGÓRNE  
43. KRYSTIANC JADWIGA KĄKOLEWO  
44. KRZEMIŃSKA TERESA POZNAŃ WUEF CLUB
45. KRZEMIŃSKI GRZEGORZ POZNAŃ WUEF CLUB
46. KULKA MACIEJ POZNAŃ DRUŻYNA SZPIKU
47. LIPOWICZ ANNA TARNOWO PODGÓRNE  
48. LUDWINSKI EUGENIUSZ ZDZIECHOWICE 19 NIE DOTYCZY.
49. MARCHWICKI PRZEMEK SADY  
50. MARCINIAK LUCYNA POZNAŃ  
51. MARSZAŁEK GRAŻYNA POZNAŃ  
52. NOWAKOWSKA DANUTA POZNAŃ  
53. PECOLT AGNIESZKA PRZEŹMIEROWO  
54. PIDUCH JAN POZNAŃ MSICS-POZNAŃ
55. PIETRUCHA JACEK TARNOWO PODGÓRNE  
56. PIOTROWSKA ANNA BARANOWO NIEZRZESZONY
57. PRZEWOŹNA JOLANTA BUK  
58. PRZYBYLSKA MAŁGORZATA LUSOWO  
59. PUJAN ZOFIA POZNAŃ WUEF CLUB
60. ROSTEK JAKUB POZNAŃ ROSCAR TEAM
61. ROSTEK KRZYSZTOF POZNAN  
62. ROSTEK DOROTA POZNAŃ ROSCAR TEAM
63. SOKOŁOWSKA ANNA TARNOWO PODGÓRNE  
64. SPISAK-SPISACKA RENATA BARANOWO  
65. STANISŁAWSKI JAN POZNAN NIEZRZESZONY
66. STRZYKAŁA HANNA SKÓRZEWO  
67. SZAROLETA ZOFIA POZNAŃ  
68. SZWERYN DOROTA KWILCZ  
69. ŚNIECHOWSKA ELŻBIETA LUSÓWKO WUEF CLUB
70. TAPICH KRYSTYNA SADY WUEF CLUB
71. TRZECIAK ANNA POZNAŃ  
72. UTRACKA TEODORA POZNAŃ  
73. WITKOWSKA JOANNA POZNAŃ  
74. WOSIŃSKA WIOLETA POZNAŃ  
75. WOSIŃSKI WOJCIECH PRZEŹMIEROWO  
76. WOSZAK ZOFIA TARNOWO PODGÓRNE WUEF CLUB

W ubiegłym roku było nas 49, zdobywamy więc coraz więcej miejsca dla naszej dyscypliny na tej imprezie.

Zapowiadany dystans to około 4 km. W ubiegłym roku było 4,8 km. Wszystko zależy od umiejscowienia nawrotu i postawienia sędziego w odpowiednim miejscu.

Tak było w ubiegłym roku:

 

X Bieg i Nordic Walking 11.11.2013

+ jeszcze trzy ... oznaki, że masz świra

mk130363

...na punkcie Nordic walking oczywiście.

b2012

11. Nie ma złej pogody i czasu na Nordic walking

Wiesz już, że to dyscyplina dla każdego, którą można uprawiać wszędzie, w każdych warunkach i o każdym czasie. Ale nie masz profesjonalnej ochrony przed warunkami atmosferycznymi. Od dwóch dni bez przerwy leje jak z cebra. Liczyłeś, że dzisiaj się coś zmieni i mimo, że pada pojechałeś do lasu. Siedzisz w samochodzie już dwie godziny mając nadzieję, że deszcz trochę zelżeje, i jak z niego wyjdziesz nie przemokniesz w 10 sekund. Gdy masz to szczęście i wreszcie zdecydujesz się wyjść z samochodu na ulubioną ścieżkę, a przemokniesz dopiero po połowie minuty, to ... jesteś już za daleko od samochodu żeby wracać, a bardziej przemoknięty już nie będziesz. W dodatku marsz przecież Cię rozgrzeje. W skrajnym przypadku zabierasz ze sobą latarkę czołową, gdyby przyszło Ci czekać do nocy.

pd

12. Drobiazgowy rejestrator

Jesteś zafascynowany tym, ile można przejść z kijami. Kiedyś po 3 km w parku wołałeś: „dajcie mi ławkę, abym mógł usiąść”. Początkowe 5 kilometrów szybko zamieniasz na 10 km czy nawet 15 km . Przy czym nic nie traci na tym systematyczność Twoich treningów. Zaczynasz mierzyć dokładniej przebyte dystanse i notować je w zeszycie. Szybko wpadasz w sieci jakiejś aplikacji rejestrującej Twoje marsze. W skrajnym przypadku, jeśli GPS zawiedzie, uzupełniasz statystykę dopisując brakujące kilometry, nawet jeśli to tylko 200 m. W jeszcze bardziej skrajnym przypadku przenosisz nawyki rejestratora na każdą aktywność ruchową, nawet jeśli jest to niedzielny spacer, po kawie, bez kijów. Hm... bez kijów? A to możliwe?

13. Do zatracenia

Chodzisz już doskonale technicznie. Podczas marszów najczęściej podziwiasz piękno przyrody swojej okolicy. Czasem jednak wpadasz w taki trans podczas marszu, że czujesz, że jesteś tylko Ty i Twoje kije. Łapiesz się na tym, że nie pamiętasz ostatnich 5 km, które właśnie przeszedłeś. Czyżbyś szedł z zamkniętymi oczami? W skrajnych przypadkach zatracasz się w marszu całkowicie. Uważaj na przejściach dla pieszych.

b13 

Targi sportowe POZNAŃ SPORT FAIR - 2014

mk130363

W dniach największej imprezy biegowej w Poznaniu - 15 Poznańskiego Maratonu - już po raz trzeci zorganizowano targi sportowe. Na sobotnie popołudnie zaplanowałem odwiedziny tego wydarzenia. By móc to zrealizować, rano przed "innymi" zajęciami, zrobiłem trening NW. Z przyczyn niezależnych ode mnie pojawiłem się na targach jednak dużo wcześniej bo w okolicach godzin południowych. Na Poznań Sport Fair chciałem przede wszystkim odwiedzić dwa stoiska.: Drużyny Szpiku i Polskiej Federacji Nordic Walking. I bardzo łatwo na nie trafiłem. Stoiska praktycznie sąsiadowały z sobą, co zresztą przełożyło się na pewną współpracę.
11102014766

11102014765

 003

Drużyna Szpiku, wiadomo to moje barwy wolontariuszy, którzy pomagają chorym i zdrowym. I w tych dwóch rolach wystąpili także przy okazji "15 Poznan Maraton". Z jednej strony "zbiórka" pieniążków na cele realizowane przez Fundację, z drugiej obsługa punktu żywieniowo odświeżającego na trasie maratonu. Zbiórka napisałem w cudzysłowie bowiem miała ona dość niecodzienny przebieg. Polegała na bieganiu na bieżni mechanicznej, a za każdy przebiegnięty kilometr sponsorzy przekazywali 10 zł na rzecz Fundacji pomagającej chorym. Zawsze twierdziłem, że biegać trzeba i warto także "po coś" i dlatego jestem, i mam zaszczyt być w tej Drużynie.

Trochę zaskoczony byłem,informacją, że na targach pojawi się Polska Federacji Nordic Walking. Wydawało mi się, że promuje się tu przede wszystkim wszystko związane z bieganiem. To też są moje barwy, bowiem od lat jestem instruktorem tego stowarzyszenia, a poza tym domyślałem się, że na targach będzie promowana nowa, rzekłbym technologia, w chodzeniu z kijami, więc byłem naturalnie tym zainteresowany. Mimo, że byłem wcześniej niż zakładałem spóźniłem się jednak na współpracę, o której wspomniałem, do której doszło podczas prezentacji BungyPump na targach. Drużyna Szpiku jest otwarta na wszelkie nowości i oprócz wielu biegaczy ma w swoim gronie wiele osób chodzących z kijami, więc współpraca była naturalną tego konsekwencją.

002

11102014761

Na połączonym stoisku PFNW i IOAI poznałem prezesa tej drugiej organizacji i zarazem głównego menedżera BungyPump Polska - Daniela Grzenkowicza, a prezes Federacji Olgierd Bojke, natychmiast zabrał mnie na zapoznawcze spotkanie z kijami BungyPump. Było to spotkanie niezbyt długie, ale dość ... wyczerpujące, skoro spociłem się lepiej niż podczas porannego 7-mio kilometrowego treningu. 150 m interwału spowodowało, że mój puls wskoczył na poziom, który zazwyczaj osiągałem po kilku (pod rząd wykonywanych codziennie) treningach na 15 km, w tempie zbliżonym do startowego. Wprawdzie po przerwie dopiero dochodzę do formy i parametry wydolnościowe nie są takie jak jeszcze przed rokiem, ale  z pewnością są na poziomie znacznie wyższym, niż gdy zaczynałem przygodę z kijami. W skrócie przekażę moje pierwsze wrażenia o tej odmianie chodzenia z kijami. Przyznam, że raczej trudno mi sobie wyobrazić długie wielokilometrowe wędrówki z tym kijami. Myślę, że przynajmniej na początku widziałbym trening z nimi jako urozmaicenie, zwłaszcza w przypadku, gdy chciałbym dość mocno zwiększyć jego intensywność, mając przy tym dość mało czasu. Kije BungyPump są kijami z wbudowanym zawieszeniem i odpornością 4, 6 lub 10 kg. To co widać od razu to, to że rękojeść jest taka jak w kijach trekkingowych i taki również jest pasek. Ale w przypadku kijów o odporności 4 kg (ze względu na podobną średnicę trzonka) możliwe jest zamocowanie typowej rękojeści i "rękawiczki" nordic walking, ze wszystkimi bajerami, z szybkim wypinaniem włącznie. I to się robi, przynajmniej w Polsce.

11102014763

11102014764Nie bez powodu, tę formę chodzenia z kijami promuje u nas federacja Nordic walking i ma to swoje określone konsekwencje. Zresztą podobnie bywa też i w innych krajach. Wymyślone w Szwecji bez związku z Nordic Walking, u nas na fali popularności tej dyscypliny powiązano obie formy chodzenia. I widać to także w sposobach chodzenia różnymi technikami z tymi kijami. Można chodzić techniką BungyPump , czyli tak jak to wymyślili Szwedzi. W tym sposobie zaakcentowane jest wyciągnięcie ręki do przodu przy zabiciu kija. Jest to trochę podobne chodzenie (na pierwszy rzut oka) jak amerykańska odmiana Exerstrider. Z tym, że tu musimy wcisnąć z odpowiednią siłą mechanizm zawieszenia, aż do momentu, gdy dłoń z rękojeścią osiągnie linię biodra w płaszczyźnie strzałkowej. Można chodzić techniką Nordic walking. Tu w zasadzie wszystko powinno być podobne do Nw, także odepchnięcie poza linią biodra, z tym że dochodzi element wciśnięcia zawieszenia, który jednak nie musi zawsze być w pełnym możliwym zakresie (pełny zakres wciśnięcia to 20 cm). Trzecia technika to jakby połączenie obu poprzednich. Nazwana Nordic Pump ma cechy pierwszej i drugiej, tzn staramy się wcisnąć mechanizm zawieszenia w pełnym zakresie i przytrzymać aż do biodra i odepchnąć się poza linią biodra.Charakterystyczną cechą jest w tych kijach całkowity brak drgań kija i przenoszenia się ich na nasz nadgarstek przy zabiciu kija. To powoduje także doskonałą przyczepność gumowej nakładki do twardego podłoża typu asfalt, czy kostka brukowa. Praktycznie ślizganie nakładek, o którym wypowiada się wielu, zwłaszcza mniej doświadczonych walkerów, nie ma tu miejsca. Kije mają regulowaną długość na podobnej zasadzie jak zwykłe kije NW. Ale i tu amortyzacja ma swoje konsekwencje. Zupełnie nie czuć tego, że kij jest złożony z wielu elementów. Wrażenie jest takie jakby był to kij jednoelementowy, o zmiennej długości w zależności od siły wciśnięcia. W pozycji wyjściowej kije ustawia się na długość taką aby sięgały nam pod pachę. Wówczas wciśnięcie o pełnym zakresie skraca kije mniej więcej do długości, z którą chodzimy z normalnymi kijami NW. 

Niewątpliwą zaletą kijów jest możliwość wykonania wielu ćwiczeń niemożliwych do wykonania ze zwykłymi kijami NW.

004

Na filmie poniżej prezentowane są moje pierwsze próby niektórych ćwiczeń.

Bardzo duże wykorzystanie znajdują ćwiczenia z tymi kijami we wzmocnieniu mięśni głębokich.

Jeśli o uprawianiu Nordic walking mówiliśmy, że jest to taka mała siłownia, to w przypadku kijów BungyPump można powiedzieć z całym przekonaniem, że to jest siłownia i to dość wymagająca. Nieraz zagadkowe były dla mnie informacje  (przekazywane głównie przez kobiety) o niewyobrażalnie dużym zmęczeniu, które odczuwały w górnej obręczy podczas uprawiania Nordic walking. Z kijami BungyPump ... to poczułem.

Proszę jednak moje wszystkie uwagi traktować jako powąchanie tematu, bo trudno było w pełni zasmakować tej odmiany treningu i ją dogłębnie poznać podczas jednorazowego spotkania. Po szczegóły odsyłam na stronę BungyPump , a bardziej zainteresowanych na treningi z tymi kijami.

Kije i techniki chodzenia z BungyPump były wielokrotnie prezentowane na targach podczas specjalnych pokazów. W jednym z nich także brałem udział. W drodze na tą prezentację spotkaliśmy "poznańskie Koziołki".

005

Czas mijał bardzo szybko, spotkałem na targach wielu znajomych z którymi mogłem porozmawiać, szczególnie miłe i serdeczne było powitanie przez Szefową Drużyny Szpiku Dorotę Raczkiewicz, i ani się spostrzegłem gdy nadeszła godzina, w której musiałem już opuścić miłe towarzystwo, gdyż nie przewidując tak długiego pobytu, nie zabrałem ze sobą oświetlenia roweru.

Targi POZNAŃ SPORT FAIR - 2014

Powrót cd. Małymi kroczkami do przodu

mk130363

Od miesiąca małymi kroczkami wracam. Małymi kroczkami, ponieważ ani dystanse nie są powalające na kolana ani osiągane prędkości nie są bliskie nawet średniej prędkości z ostatnich kilku lat, nie mówiąc już o tych osiąganych na zawodach. No ale przecież nie prędkość jest najważniejsza, a dystans należy dostosowywać do swych możliwości.

Kopia_05102014758

Podsumowując wrzesień przygotowałem pewne dane w tabelce.

przebyty dystans [km] systematyczność [% dni treningowych] średnie tempo wszystkich marszów [min/km] najdłuższy dystans pokonany jednorazowo [km]
108,99 53% 10:14 11,06

1. Dystans.

No jest to dużo mniej niż niegdyś bywało (powyżej 300 czy nawet 400 km). Ale więcej (116 km) przeszedłem ostatnio w lutym.

2. Systematyczność marszów.

W sumie jest to podobna systematyczność jaką osiągnąłem średnio przez ponad ostatnie 4 lata. Poza tym, gdyby odliczyć pierwsze 5 dni września (treningi wznowiłem 6 września) to byłaby to systematyczność na poziomie 64%.

3. Średnie tempo.

Tutaj w ogóle się nie przejmuję tym wynikiem. Wprawdzie moje średnie tempo wszystkich marszów, w tym także najbardziej rekreacyjnych marszów oraz szkoleń początkujących walkerów, licząc od 2011 roku wynosi 9:01 min/km, ale ...

Pamiętam film Marko Kantaneva prezentujący na bieżni mechanicznej różnice techniki NW przy użyciu kijów różnej długości i szedł on wówczas z prędkością 6 km/h czyli tempem 10 min/km. Biorąc pod uwagę moją rekonwalescencję nie jest chyba aż tak źle. Poza tym wyraźnie zauważam, że dynamika moich marszów  wyraźnie wzrasta mimo, że nie staram się bić rekordów prędkości. Ta większa dynamika pozwala lepiej zaakcentować dobrą technikę i dłuższe pociągniecie ramion przy odepchnięciu, co sprawia mi ogromną radość.  Jeden raz w tym miesiącu zaszalałem i poszedłem tempem ponad miarę 8:35/km. Na szczęście były to tylko 2 km podczas imprezy w zasadzie biegowej.

4. Pokonywane dystanse.

Najdłuższy 11,06 km był chyba jednak za długi. Choć nie miałem po nim jakichś szczególnych dolegliwości i następnego dnia nie zrezygnowałem z treningu, to jednak muszę być ostrożny, bo pod koniec marszu jednak czułem niewielki ból w kolanie. Średnio pokonywałem dystans 6,8 km i chyba było to dobre na początek. Głód Nordic walking jest jednak potężny i coraz częściej pozwalam sobie na dystanse 7-8 km. Mam nadzieję że ta tendencja się utrzyma.

Kopia_05102014760

Na razie wiec pomału, ale idę do przodu.

 

10 oznak, że masz świra na punkcie Nordic walking...

mk130363

Nordic walking jest jak wirus. Wpadamy i ulegamy mu bardzo szybko. Jesteśmy bezbronni wobec jego licznych zalet. Bardzo szybko odczuwamy korzyści wynikające z jego uprawiania. Tego się nie leczy i nie należy tego robić. To jest najzdrowszy nałóg na świecie. Oczywiście podobne zdanie mogą wygłosić biegacze, rowerzyści, tancerze i w ogóle wszelkiej maści pasjonaci aktywnego stylu życia. Poniższy tekst powstał na kanwie tekstu zamieszczonego na portalu biegowym www.biegologia.pl , którego autorem i redaktorem naczelnym jest Tomasz Peisert. Link do oryginalnego tekstu oraz krótka informacja o autorze na dole tekstu. W oryginale jest to 10 oznak ześwirowanego biegacza. Ponieważ starałem się do nich w jakiś sposób odnieść, nie pominąłem żadnej. Niestety nasunęły mi się kolejne trzy, które wypunktowałem jako dodatkowe. Przestaję tworzyć ten wpis, bo wciąż nasuwają się nowe, ale jeśli ktoś z własnej autopsji może podać jeszcze inne przykłady, to proszę o zamieszczenie w komentarzach.

1. Sfrustrowany spacerowicz

Idziesz sobie spokojnie ulicą i widzisz maszerującego walkera lub walkerkę z kijkami. Gdybyś był normalny po prostu spojrzałbyś i poszedł dalej. Masz jednak wyrzuty sumienia, że akurat nie trenujesz. Pół biedy jeśli tego samego dnia zrobiłeś już trening, ale jeśli akurat sobie odpuściłeś… to o zgrozo – Twoje sumienie szaleje. Starasz się zamanifestować przynależność do grupy Nordic walkerów pozdrawiając takie osoby. W skrajnym przypadku, nieważne gdzie idziesz i w jakim celu, wracasz jak najszybciej do domu po kije i idziesz na trening, nawet jeśli musisz zabrać czołówkę z powodu zapadających ciemności.

2. Bezsens chodzenia bez kijów

Wybierasz się na drugi koniec miasta, bo masz tam coś do załatwienia. To przynajmniej 7 km w jedną stronę najkrótszą drogą. Od dawna nie korzystasz z kiepskiej  komunikacji miejskiej, więc postanawiasz pójść ... z kijami. Dzięki temu wiesz, że nie  tracisz niepotrzebnie czasu, bo przy okazji robisz trening. W skrajnych przypadkach – nadkładasz drogi o 3 km, by zahaczyć o ulubioną ścieżkę w parku lub lesie..

3. Nie prędkość i tempo, ale uruchamianie wszystkich mięśni jest najważniejsze

Rozmawiasz ze znajomym, który powiedział Ci, że przejechał rowerem ze średnią 15km/h. Zasadniczo nie ma to dla Ciebie większego znaczenia, bo Tobie chodzi o to, by uruchomić podczas marszu wszystkie swoje mięśnie, a nie skończyć wcześniej trening. W dodatku za wiele to Tobie nie mówi, dopóki nie przeliczysz, że to 4:00/km. Teraz chociaż wiesz, że to dwa razy szybciej niż Twoje średnie tempo z mocnych treningów i zawodów. W skrajnym przypadku na najbliższym treningu robisz sobie interwałowo marszobieg z kijkami, by poczuć wiatr we włosach, nie zapominając o uruchamianiu górnych partii ciała.

bar1
gdy uprawiasz Nordic walking uruchamiasz 90% mięśni, ale gdy przy tym się śmiejesz, to całe 100%

4. Piękna przyroda, nic tylko uprawiać Nordic walking

Idziesz sobie samotnie na spacer ścieżką pośród łąk, pól i lasów. Jest piękna. Ty jednak widzisz inną jej niebywałą zaletę – jest idealna do chodzenia z kijami, nawet gdy jest nierówna, błotnista lub pełna wystających korzeni.. No ale Ty, jakżeby inaczej, masz przecież ze sobą kije, bo je zabierasz na każdy spacer.

Tyrawa_Solna_5samotność długodystansowca, czyż to nie jest piękne?

 5. Walker czy nie walker?

Podążasz swoją wypróbowaną ścieżką i nagle widzisz daleko na horyzoncie gościa kroczącego w zupełnie inny sposób niż inne spacerujące osoby, które tu spotykasz. Jego krok jest rytmiczny, sprężysty, dynamiczny i wyraźnie towarzyszą mu charakterystyczne ruchy ramion. Widać też w jego marszu jakiś cel, to nie jest łazęga snujący się z nudów, tylko ktoś maszerujący prosto do celu. Jest zbyt daleko żeby dostrzec kije, ale już wiesz że to walker uprawiający Nordic walking. W skrajnym przypadku, nawet gdy on skręci w bok zanim się spotkacie, schodzisz ze swojej ścieżki i gonisz go, by go... pozdrowić.

 6. Głupie wiadomości sportowe

Oglądasz wiadomości sportowe w telewizji. W Twoim mieście były Mistrzostwa Polski w Nordic Walking, w których wystartowałeś. Czekasz na jakąkolwiek informację, zwłaszcza że udzielałeś wywiadu, ale jej brak. Wpadasz w irytację, mimo że podświadomie zdajesz sobie sprawę, że telewizja pokazuje to co im się opłaca. Zaczynasz nienawidzić piłki nożnej. W skrajnym przypadku przełączasz kanał na 5645 odcinek któregoś z seriali.

Kopia_Tyrawa_Solna_1czasem ukaże się jednak chociaż fragment wywiadu - Tyrawa Solna 2010

7. Nordic walking – najważniejszy punkt wakacji

Jedziesz na wakacje. Pierwsze co robisz po przybyciu to ogarniasz okoliczne trasy do chodzenia z kijami. Sprawdzasz gdzie są naturalne ścieżki, sprawdzasz długość tras w sieci lub na mapie. Dopiero gdy jesteś pewien, że następnego dnia będziesz mógł zrobić poranny trening – jesteś spokojny i zaczynasz swój wypoczynek. Oczywiście zanim wyjedziesz na wakacje – sprawdzasz czy w pobliżu nie będą akurat organizowane jakieś zawody lub rajd. W skrajnym przypadku – gdy warunki do maszerowania są tam gorsze niż u Ciebie w mieście, oszczędzasz na hotelach i wakacje spędzasz na swoich ulubionych ścieżkach.

w2009

wakacje 2009, gdzieś między Karwią i Jastrzębią Górą

8. W technicznej koszulce w świat

Masz pełną szafę koszulek technicznych z przeróżnych zawodów. Lubisz je nosić, bo są wygodne, nie pocisz się w nich. Chodzisz więc w nich sobie na co dzień, jeździsz na rowerze. Jesteś cały czas aktywny fizycznie do czego impulsem był właśnie Nordic walking. W skrajnych przypadkach nie zakładasz ich tylko, gdy musisz być pod krawatem, gdyż wszyscy spotykani codziennie ludzie muszą wiedzieć, że jesteś aktywny fizycznie.

bar2

tak naprawdę, to nie koszulka świadczy o tym, że jesteś Nordic walkerem

9. Towarzystwo – najlepsze nordicowe

Idziesz na imprezę, na której okazuje się, że ktoś również jest miłośnikiem Nordic walking. Zaczynacie ze sobą rozmawiać i nikt inny już się nie liczy. Wychodzicie z imprezy, aby na spokojnie kontynuować temat i znajomość. Nie ma znaczenia, że jesteście tej samej płci, najważniejsza jest przyjaźń nordicowa.

bar3

tak naprawdę, większość imprez, na które chodzisz i tak jest nordicowa

10. Nie bierzesz udziału, nie istniejesz

Idziesz pokibicować znajomym, którzy biorą udział w zawodach. Szlag Cię trafia, że akurat Ty nie startujesz. Stoisz na mecie i kalkulujesz, który byś był, gdybyś pomaszerował. Okazuje się, że załapałbyś się na pudło. Jesteś strasznie przygnębiony i sfrustrowany, bo na ogół zajmujesz 4 miejsce. Dobrze, że chociaż przyszedłeś pokibicować i porozmawiać z przyjaciółmi, inaczej wszyscy, by o Tobie zapomnieli. W skrajnym przypadku robisz im 1000 zdjęć na trasie i rozsyłasz link do swojej galerii zdjęć.

gda

gdy nie mogę startować, kibicuję i fotografuję

(Gdańsk 2012 - start na 5 km i kibicowanie na ulubionym dystansie 20 km)

Dodatkowe 3 oznaki przedstawię w kolejnym wpisie. Tymczasem przedstawiam autora oryginału czyli artykułu dotyczącego biegaczy. 

tp     

      

       Tomasz Peisert

       Redaktor naczelny - biegacz, amator od 13 lat.

       Interesuje się przede wszystkim psychologią

       biegania, metodami treningowymi oraz turystyką.

       Pisze to co myśli, często kontrowersyjnie, ale nigdy nie ukrywa faktów.

       Jego aktualne rekordy życiowe to: maraton 2:57:17 i półmaraton 1:18:17.

 

 Link do pierwowzoru mojego wpisu"

10 oznak , że masz świra na punkcie biegania

 

Aktywność na blogu

mk130363

"Szkoda tylko że tak rzadko ostatnio pojawiają się nowe wpisy ;-)"

Kopia_4__DSC9228

Fakt, niewątpliwie moja aktywność na blogu zmalała w ostatnim roku. Łatwo ten fakt wytłumaczyć. Gdy zaczynałem pisać, założeniem było by to był blog pełniący funkcję informacyjno-poznawczą o Nordic walking. Miał być źródłem wiedzy dla początkujących Nordic walkerów i także wówczas jeszcze o początkującej u nas dyscyplinie aktywności ruchowej. Po prostu pewne informacje o Nordic walking było trudno wtedy znaleźć w internecie. Jednocześnie forma przekazywania informacji poprzez blog pisany przez amatora tej dyscypliny wydała mi się bardzo przystępna dla potencjalnego poszukiwacza wiedzy o NW. W sposób dość naturalny przekazując wiedzę zacząłem relacjonować ważne wydarzenia ze światka NW. Zacząłem także startować w zawodach NW i siłą rzeczy pisałem relacje z tych imprez. Było tego coraz więcej, a na dodatek zacząłem biegać i startować w zawodach także biegowych. Doszedłem do tego, że nie było tygodnia bez startu w jakiejś imprezie czy to rekreacyjnej czy to sportowej. O ile w 2009 roku były to jeszcze tylko 3 starty, a w 2010 - 6, to w 2011 - już 26, 2012 - 49, a w 2013 - aż 66,  przy czym do początku października z 62 startami byłem w czubie statystyk (statystyki zarejestrowanych startów w MaratonyPolskie.pl ) tego roku w Polsce (ostatecznie w ubiegłym roku zająłem w tych statystykach 15 miejsce). Napędzało to ilość notatek na blogu w ten sposób, że nie nadążałem czasem napisać relacji z jednej imprezy, a już startowałem w kolejnej. Na początku października ubiegłego roku zacząłem uczyć się w Studium Medycznym i był to cykl weekendowy (w trybie zjazdów cotygodniowych). Oczywiste jest, że nie mogłem już startować w zawodach poza sporadycznymi przypadkami. I to jest główna przyczyna tego, że tych nowych notek jest teraz mniej na blogu. Czy jest ich mało? Obserwując inne blogi głównie biegowe (nordicowych praktycznie brak) można zauważyć, że na ogół nowe wpisy nie pojawiają się częściej niż raz w tygodniu, a na ogół bywa to jeszcze rzadziej. Udaje mi się póki co utrzymać nie mniejszą częstotliwość wpisów, którą w poszczególnych latach pokazuje tabela. 

Rok ilość artykułów średnio miesięcznie średnio tygodniowo
2009 (od 20 października) 21 7,9 2,1
2010 128 10,7 2,5
2011 94 7,8 1,8
2012 137 11,4 2,6
2013 149 12,4 2,9
2014 (do września włącznie) 43 4,8 1,1

W ostatnim roku widać drastyczny spadek ilości artykułów, ale nie zawsze liczy się tylko ilość. W ostatnim czasie udało mi się zrealizować dwa tematy bardzo "nordicowe", o których w internecie praktycznie informacji nie ma, lub jest bardzo zdawkowa. Jeden czekał ponad rok na publikację (zdjęcia i film przygotowałem w lipcu 2013), drugi zainspirowała nauka w Studium Medycznym. Oczywiste jest, że chciałbym pisać jak najwięcej. Nie zawsze jednak jest to możliwe także czasowo. Poza tym oprócz relacji z bieżących wydarzeń dużo na blogu jest przecież notek nieprzemijających, do których przeczytania zachęcam początkujących Nordic walkerów. Cały czas otwierają się też nowe możliwości ciekawych wpisów i coś już nawet mam "na oku", ale póki co jest to tylko pomysł. Może uda się go zrealizować.  

Zagradzanie ścieżki _suplement

mk130363

Na razie nie piszę "epilog" bo sprawa do końca nie jest wyjaśniona. W każdym razie zagrodzenie ścieżki wywołało pewien spór i dyskusję, a sprawą zainteresował się nawet jakiś radny z Starego Miasta - "jeżeli uniemożliwia to spacerowanie, jazdę na rowerze to dobre to nie jest".

Tłumaczenia zarządcy Mariny są dość niejasne, ale wiadomo że każdy będzie bronił swoich decyzji.  Oto niektóre z nich:

- wynika to z projektu, który realizowany jest od maja do października

Nie wiem gdzie jest ten projekt i ciekawi mnie, czy było w nim przewidziane zagrodzenie całego cypla, czy też jest to samowolna decyzja i swobodna interpretacja projektu przez zarządcę Mariny. W każdym razie w lipcu patyczkami ogrodzona była tylko przyczepa kempingowa służąca jako schronienie ochronie oraz przenośna toaleta. Pozostaje pytanie, dlaczego rozszerzono otaśmowanie we wrześniu na cały cypel? Próbując bronić swej decyzji zarządca mówi że:

- chodzi o to że agencja ochrony musi dozorować teren i pilnować majątku zgromadzonego na cyplu, łodzi które odwiedzają miasto Poznań 

Tylko że na ścieżce którą chodzę, nie ma żadnego majątku poza patyczkami i taśmy zagradzającej ścieżkę. Wygląda na to że w tej części pilnuje się tylko powietrza na cyplu. A zarządca brnie dalej w swej wypowiedzi:

- agencja ochrony musi mieć jasno określony teren, który dozoruje, to musi być wyraźnie oznaczone, żeby móc ewentualnie osoby, które nie potrafią uszanować tego miejsca po prostu wyprosić.

Nadal to nie wyjaśnia sprawy dlaczego nie można poruszać się po ścieżce, co więcej wysuwa się domniemanie, że wiele osób wchodzi tu tylko po to by śmiecić, nie szanować przyrody i tego miejsca. Poza tym można odnieść wrażenie wobec takiego postawienia sprawy, że za taśmą nie można śmiecić, a przed taśmą można.

Dalej zarządca podsuwa pomysł by każdorazowo meldować się ochronie, by ta wiedziała po co się tutaj pojawiamy.

- ochroniarz ma wiedzieć, że osoba która weszła, weszła na teren, a nie załóżmy, nagle być w nocy zaskoczony tym, że ktoś się jemu wyłania na terenie dozorowanym

Powtórzę, że nadal nie wiem dlaczego dozorowana ma być ścieżka, którą nie wiedzieć czemu włączono do przystani i którą dodatkowo odgradza od przystani naturalny nasyp? A meldować się każdorazowo i tłumaczyć, że nie dewastuję tego miejsca tylko wchodzę żeby wejść, jest na tyle absurdalne, że trudno się do tego odnieść. Rozumiem jeszcze to w przypadku wędkarzy, którzy zabawią tu dłużej niż 3-5 minut, ale uprawiający bieganie czy Nordic walking zapewne szybciej opuści ten teren niż znajdzie ochroniarza i wytłumaczy, o co mu chodzi.

Podsumowując tłumaczenia zarządcy Mariny można by powiedzieć "Nie wolno, bo nie wolno".

W ostatnich moich spacerach wybierałem celowo przeciwny kierunek niż zagrodzona ścieżka. Licząc na to, że mniej lub bardziej przeszkadza to jednak wielu osobom, chciałem niejako dać czas na przekazanie takich opinii oraz przemyślenie sytuacji przez "zarządcę" i w konsekwencji może skorygowanie przebiegu ogrodzenia. Dzisiaj zdecydowałem się sprawdzić czy coś się zmieniło na lepsze lub na gorsze (może będą zasieki z drutu kolczastego?). Nawet miałem takie ciche postanowienie, by mimo pozostawienia otaśmowania wejść na zagrodzony teren nie uprzedzając o tym ochrony. Nie wiedziałem jednak czy ta np. nie pogoni mnie psami spuszczonymi z łańcucha lub nie wezwie Straży Miejskiej lub Policji, by spacyfikować wydeptującego trawę Nordic walkera. Miałem już mrożące krew w żyłach sceny w oczach, gdy doszedłem do taśmy zagradzającej ścieżkę. Niepewnie przystanąłem przed taśmą i spojrzałem na nasyp, gdzie znajduje się przyczepa. Tam krzątały się dwie osoby przy jakiejś łodzi przygotowywanej do transportu lądowego. Wiedziałem już że nie uda mi się przemknąć "moją" ścieżką niepostrzeżenie, a nie wiedziałem jaka będzie reakcja ochrony jeśli przejdę za taśmę...

I tu spotkało mnie miłe zaskoczenie. Pani pełniąca funkcję ochroniarza zbliżyła się do brzegu skarpy i zawołała zapraszająco, że mogę wejść, że mam tylko unieść taśmę i mogę iść dalej. Jak widać można normalnie podejść do sprawy i nie wadzić nikomu. Na cyplu widziałem dwóch wędkarzy. Wygląda na to, że ogrodzenie ma tylkoodstraszać potencjalnych "śmieciarzy" tego terenu i na szczęście nie jest wymierzone w osoby uprawiające tu rekreację. Oby...

 

XV Bieg św. Mateusza... czyli Nordic walking

mk130363

To już tradycja, że odkąd zacząłem biegać, pojawiam się na tej imprezie organizowanej przez parafię pw. św. Mateusza w Poznaniu.

Kopia_20092014750

Nie będę więc zbytnio zanudzał szczegółami, które opisywałem już trzykrotnie. W skrócie - Impreza bez wpisowego, z kilkoma kategoriami dla dzieci i młodzieży  - przedszkolak, Mateusz młodszy, Mateusz starszy oraz  bieg główny dla Mateusz junior i dorosłych, z mnóstwem losowanych nagród, nagrodami dla zwycięzców, nagrodami dla rodzin, wodą, drożdżówką i grochówką na mecie oraz z pakietem startowym w postaci paczki kawy i czekolady. Oprócz tego wspaniała atmosfera i dobra zabawa połączona z odrobiną rywalizacji. Jak zwykle wielu znajomych, z którymi można przy okazji porozmawiać i pożartować.

Kopia_008ktoś tu zmienił kategorię na młodszą

 Kopia_0011

czyżby Staszek też przymierzał się do młodszej kategorii?

 Kopia_20092014748

Kopia_20092014749

 Kopia_0021

Kopia_0031nie... kibicował wnuczkom

W tej chwili nie mogę biegać, ale Staszek Przybylak namówił mnie żebym przyjechał z kijami. Po drodze skojarzyłem, że po drugiej stronie ulicy tej parafii mieszka Zosia Szaroleta i właściwie mogłaby także wystartować z kijami. Okazało się, że Staszek także o tym pomyślał i zadziałał. Jeszcze przed rozpoczęciem biegów ks. proboszcz wspomniał także o tym , że coraz więcej osób chodzi z kijami i prawdopodobnie w przyszłym roku może będzie inauguracja nowej kategorii - Nordic walking. Tymczasem w tej edycji zapoczątkowaliśmy tę kategorię nieoficjalnie wspólnie z Zosią. Przed startem dowiedzieliśmy się też, że trasa w tym roku znów została zmieniona z uwagi na jakieś "roboty". Oszacowaliśmy ją wstępnie na około 2 km, nieco więcej (2,09 km) pokazało moje endomondo, po weryfikacji wyszło mi jednak 1950 m, co można ostatecznie zaokrąglić do 2 km.        

By nie przeszkadzać ścigaczom wystartowaliśmy z ostatnich miejsc. Było wiadome , ze biegacze szybko zostawią nas daleko z tyłu i co niektórzy zdążą zdublować na trasie, ale zbytnio się tym nie martwiłem. Bardzo dobry wynik zrobiłem tu w ubiegłym roku biegając i teraz liczył się tylko udział.

Kopia_004ci biegacze nas nie zdublowali :)

Ale oczywiście chciałem dojść na metę jak najszybciej, by zbytnio nie przeciągać imprezy. Ostatnio chodzę na treningach tempem nieco poniżej 10min/km, więc nie są to szczyty szybkości. Praktycznie wiedziałem też, że nie mam szans ścigać się z Zosią, ale starałem się dotrzymać jej kroku. I do połowy dystansu to mi się udawało, bo praktycznie szliśmy krok w krok, a nawet przez długi odcinek byłem na prowadzeniu w tej naszej dwuosobowej karawanie. Na początku drugiego kółka Zosia jednak zdobyła 2-3 metry przewagi i bardzo powoli, ale systematycznie powiększała ją do samej mety (osiągając przewagę 6, może 7 m), na którą wchodziliśmy prawie razem, otrzymując największe chyba oklaski z wszystkich uczestników.

Kopia_005

na mecie odbieram pakiet startowy

Kopia_Kopia_006 

Czas jaki osiągnąłem nawet całkiem dobry: 16:44 co przy rzeczywistej długości trasy dało tempo 8:35min/km. No tak prędko nie chodziłem od lutego, więc chyba mogę być zadowolony. Inna sprawa, że choćby to było tylko 5 km, takiego tempa bym dłużej nie pociągnął, musiałbym odpuścić przynajmniej o pół minuty na kilometr.

Kopia_007

no, wreszcie można będzie sobie posiedzieć :)

Bardzo udana impreza, jak zwykle zresztą, ranną mgłę i ziąb przegoniło słońce, a po aktywnym wypoczynku jest i kawa, i coś do.

Zagradzanie ścieżki, czyli przywracanie Warty miastu

mk130363

Tego się nie spodziewałem na "moich" ścieżkach. To jakieś kuriozum chyba jest, dla mnie zupełnie niezrozumiałe i nieuzasadnione. Wybrałem się na kolejny spacer w kierunku Katedry i dalej na ulubiony cypel. I o zgrozo jakieś 150 m przed moim zwyczajowym nawrotem drogę zagrodziła mi taśma na kołkach. Do taśmy przyczepiona zalaminowana informacja, że niby wstęp wzbroniony.  Cypel oddziela koryto rzeki od tzw. "Starego Portu".

Kopia_17092014740

dolna ścieżka

Kopia_17092014741

złowieszcza informacja

Port rzeczny w Poznaniu powstał w 1896-1902 na Warcie.Wcześniej w mieście było kilka nabrzeży przeładunkowych i port powstał na jednym z nich. Najlepszy okres port przeżywał w latach 1926-1932. Podczas bitwy o Poznań w 1945 r port został prawie całkowicie zniszczony i nigdy nie został odbudowany.

Powrót miasta nad rzekę i budowa przystani to temat, o którym w Poznaniu mówi się od lat. Niewiele jednak w tej kwestii dotychczas zrobiono. Z inicjatywy poznańskich wodniaków powstał projekt tymczasowej przystani, który dostał dofinansowanie od miasta.

Przez kilka ostatnich miesięcy nie bywałem w tym rejonie. Na początku września na jednym z pierwszych spacerów zauważyłem po dojściu na koniec cypla, że coś się tu dzieje. Powyżej mojej ścieżki na skarpie ktoś się "zakwaterował", a w Starym Porcie pojawiło się coś co może pływać. W żaden sposób mi to nie przeszkadzało i myślę, że ja też nikomu nie przeszkadzałem. Toteż ogromnie zdziwiłem się, gdy podczas wczorajszego spaceru natrafiłem na taśmę z zakazem wstępu. Co to ma być? Teren prywatny? Przystań przecież funkcjonuje z drugiej strony cypla, od strony Starego Portu, a nie od strony koryta rzeki.

Kopia_17092014742 to jest przystań w Starym Porcie

Kopia_17092014743teren przystani

 Takie było zresztą założenie twórców tego przedsięwzięcia, by przystań nie była w głównym korycie Warty, a schowana za cyplem, by chociażby łajby były bezpieczne od płynących np. pni drzew, co czasem się zdarza. Dlaczego, jeśli jest taka potrzeba, nie odgrodzono samej przystani, a przegrodzono cały cypel. Komu lub czemu to ma służyć? Pewnie, że terenu do chodzenia jest mnóstwo, ale co przeszkadza przystani, że ktoś dojdzie na koniec cypla?

Kopia_17092014745dolna ścieżka, czy to jest przystań?

Czy jeśli to ogrodzenie jest konieczne, to nie może przebiegać na górze skarpy tak aby dolna ścieżka (a najlepiej i górna ścieżka) była dostępna także dla innych?

 Kopia_17092014744

górna ścieżka

Wydaje mi się, że ktoś się zagalopował i przywracając Wartę jednym, innym ją zabiera. Chyba nie o to chodzi?

run-log.com

Pobieranie zdjęć bezpośrednio z bloga

mk130363

Tym razem wpis będzie "techniczny" związany z nową odsłoną bloga, o której niedawno pisałem. Okazuje się, że daje ona całkiem nowe możliwości pobierania zdjęć bezpośrednio z bloga. 

Do tej pory było to mało sensowne. Rozmiar zdjęć na blogu był tak mały, że jakość pobranego zdjęcia nie mogła sprawić satysfakcji. Jedynym sposobem dotarcia do zdjęcia, którym moglibyście się ucieszyć, było odnalezienie go w albumach galerii, do których linki znajdują się w bocznej szpalcie. Tam oczywiście zdjęcia nadal są najlepszej jakości jaką udostępniam. Dla wielu osób nie jest żadnym problemem znalezienie tych zdjęć i skopiowanie ich przez wybranie opcji "pobrania". Jednak zdaję sobie sprawę, że dla kogoś może to być zbyt skomplikowane, czy po prostu może zabierać zbyt dużo czasu, ponieważ  powoduje konieczność wyszukania interesującego nas zdjęcia (na którym także przez przypadek jesteśmy) wśród kilkudziesięciu czy kilkuset innych zdjęć. A na blogu to zdjęcie jest akurat opublikowane i w dodatku ma najczęściej rozmiar, który może już nas satysfakcjonować, bo jest to najczęściej powyżej 150-200 kB. Ustaliłem już jaka maksymalna wielkość zdjęć mieści się na głównej szpalcie, jednak nowa odsłona bloga ma funkcję, która powoduje, że jeśli nawet rozmiar jest zbyt duży, to zdjęcie na szpaltę jest automatycznie zmniejszane do szerokości szpalty. Natomiast nie ma ta funkcja wpływu na rozmiar zdjęcia później pobranego ze szpalty. Będzie on więc taki jak oryginału, który wstawiłem na bloga. Tu trzeba się liczyć jednak z tym, że zdjęcia tak pobrane nie będą miały wielkości powyżej 1,0 MB, bo po prostu nie będę tak dużego rozmiaru wstawiał. Powód jest bardzo prosty. Zdjęcia o szczególnie dużym rozmiarze i tak zostaną skorygowane do rozmiaru mniejszego( sprawdziłem to na zdjęciu które z około 1,7MB zmniejszyło się do 0,6 MB), a co najważniejsze każdy blog ma maksymalny zasób zdjęć, które można wstawić. Przekroczenie tego limitu powoduje pewne komplikacje i konieczność poproszenia o jego  zwiększenie, co może potrwać jakiś czas i np. opóźnić w konsekwencji publikację wpisu.

Po tym wstępnie pora na konkrety. Poniżej zamieszczam krótką instrukcję jak pobrać zdjęcie bezpośrednio z bloga.

1. Na wybrane zdjęcie najeżdżamy myszką i klikamy prawym klawiszem. Otworzy się wówczas okno wyboru opcji dalszego postępowania.

pobranie_zdjcia

 2. Klikamy w okienku opcję "zapisz obrazek jako..."

pobranie_zdjcia_1

3. Teraz otworzy się okno zapisu zdjęcia w jakimś folderze na naszym komputerze. Należy teraz odnaleźć folder, w którym to zdjęcie chcemy zapisać. Warto wcześniej odpowiedni do tego folder założyć i nadać mu nazwę po której łatwo będzie go odnaleźć w zasobach komputera. W tym oknie możesz także przy okazji zmienić nazwę samego zdjęcia.

  pobranie_zdjcia_2

4. Po kliknięciu okienka "zapisz" zdjęcie zostanie zapisane w przeznaczonym do tego folderze.

 

 

 

Zwiedzanie Dębca z kijkami

mk130363

To druga edycja imprezy z kijami na poznańskim Dębcu zorganizowana przez Red Park. Pierwsza skoncentrowała się na podstawowym instruktażu Nordic walking. Tym razem uczestnikom zaproponowano formę zwiedzania Dębca z kijami. Spotkaliśmy się w sobotę o godz. 10.00 na ulicy 28 Czerwca 1956 r. przed biurem sprzedaży Red Park. Pojechałem tam oczywiście rowerem. Po przybyciu podpisałem listę obecności oraz kupon losowania nagród. Na miejscu zbiórki zostaliśmy wyposażeni w zestawy odsłuchowe, dzięki którym podczas marszu mogliśmy wysłuchać opowieści przewodnika o historii Dębca i jego zabytkach. Od strony ruchowej i sprzętowej NW imprezę zabezpieczyła Arena Ruchu.. Osoby nie posiadające własnych, mogły wypożyczyć profesjonalne kije NW.

Kopia_13092014733

Zaczęliśmy oczywiście od rozgrzewki, którą poprowadziła wiodąca instruktorka Monika Stefaniak.

Kopia_130920147342

Kopia_rp1

zdjęcie: Red Park

Potem ster przejął pan Przemysław Warkocki prowadząc nas po ciekawych miejscach tej dzielnicy i okraszając opowiadania o zabytkach licznymi anegdotami.

 Kopia_rp21

zdjęcie: Red Park

Kopia_130920147352

Fort IXa nazwany Witzleben wybudowany został w latach 1877-1880. To jeden z 18 fortów wchodzących w skład Twierdzy Poznań. W 1919 r. został przeznaczony dla podoficerskiej szkoły piechoty. W 1931 r fort otrzymał imię płk. Wincentego Aksamitowskiego. Na początku lat czterdziestych XX wieku został przebudowany w związku z modernizacją linii kolejowej Poznań-Wrocław. W styczniu 1945 r. broniących fortu  Niemców sowieccy saperzy poczęstowali mieszkanką łatwopalną wrzuconą przez kominy wentylacyjne zapaloną ręcznymi granatami. Załoga fortu ewakuowała się w panice, część żołnierzy niemieckich uciekła, a około 200 dostało się do niewoli i zostało najprawdopodobniej rozstrzelanych.

To próbka tego czego można było się dowiedzieć podczas tego spaceru. Trudno nawet tylko wypunktować wszystko, o czym usłyszeliśmy. Nasza wędrówka prowadziła po fyrtlach, które doskonale znam nie tylko z treningów nordicowych, ale i ze zwykłych spacerów po tej okolicy. Nie mogliśmy nie zahaczyć też o Dębinę.

Kopia_13092014736

Ta od XV w. należała do klasztoru Karmelitów Trzewiczkowych przy kościele pw. Bożego Ciała. W czasach Wielkiego Księstwa Poznańskiego willę tutaj miała Ludwika - żona Antoniego Radziwiłła namiestnika Księstwa. W roku 1820 roku wybudowano Drogę Dębińską, która miała ułatwić księżnej dojazd do jej pałacyku. Z czasem wzdłuż drogi zaczęły powstawać różnego rodzaju kompleksy rozrywkowe: pergole, altany, pawilony muzyczne, podesty do tańca, muszle koncertowe i  kręgielnie. Było to typowe miejsce pikników rodzinnych. Obecnie rośnie tu około 400 dębów 100 letnich i starszych, wiele z nich o wymiarach pomników przyrody (obwód 5 m). Dlaczego nie ma tu dębów np 1000 letnich? Okazuje się, że Dębina przez wieki była wielokrotnie miejscem pozyskania budulca drzewnego i już w trakcie budowy grodu Poznania wycięto ją niemal w pień. W czasie Potopu Szwedzkiego Dębina została splądrowana i wycięto ponad 300 dębów. Za czasów pruskich na terenie Dębiny wykopano 20 studni, a w latach 20 XX wieku powstały stawy infiltracyjne ujęć wody dla Poznania....

 Kopia_rp4

zdjęcie: Red Park

Przebieg trasy obrazuje zapis endomondo.

Pomysł z zestawami odsłuchowymi okazał się strzałem w dziesiątkę przy tego typu formie zwiedzania. Dzięki temu nie trzeba było trzymać się blisko przewodnika, by wszystkiego się dowiedzieć i umożliwiało to swobodne poruszanie się odpowiadającym nam w danej chwili tempem. Poza tym, przewodnik mógł osobom idącym w przodzie na bieżąco podpowiadać dalszy kierunek marszu.

 Kopia_rp3

zdjęcie: Red Park

Tempo, licząc średnio oczywiście, nie było duże, a na dodatek parokrotnie zatrzymywaliśmy się na kilka chwili przy ciekawych miejscach.

Kopia_13092014738

Wysiłek w związku z tym dla osób regularnie chodzących z kijami nie był pewnie intensywny, ale nie zabrakło także ćwiczeń rozciągających w trakcie jednej z przerw.

Kopia_13092014737

A na Drodze Dębińskiej na tle zieleni leśnej zrobiliśmy grupową fotkę.

Kopia_grupowe1

zdjęcie: Red Park

Spacer zakończyliśmy w miejscu zbiórki, gdzie wśród uczestników rozlosowano drobne upominki. Widząc zadowolenie wśród uczestników imprezy, organizatorzy już zapowiadają jej kolejną edycję i już zastanawiają się czym nas tym razem zaskoczyć.  

 Kopia_rp5

zdjęcie: Red Park

Kopia_rp6zdjęcie: Red Park

Na koniec niespodzianka. Cztery migawki z tego wydarzenia zlepione w jeden film. Pierwsza wprawdzie dość przypadkowa, bo to miało być zdjęcie, ale komentarz był istotny więc tego nie wyciąłem. 

W relacji wykorzystano zdjęcia organizatora: Red Park.

PS Przypomniała mi się jeszcze jedna ciekawostka, o której wiedzą już chyba tylko najstarsi poznaniacy. Otóż Kolejka Parkowa Maltanka wożąca obecnie pasażerów z Ronda Śródka wzdłuż Jeziora Maltańskiego do Nowego Zoo funkcjonowała na przełomie lat 50 i 60 jako wąskotorowa Harcerska Kolejka Dziecięca i rozpoczynała swój bieg od Ogrodu Jordanowskiego przy Młodzieżowym Domu Kultury nr 1. Jej trasa wiodła prawą stroną Drogi Dębińskiej (wychodzi na to, że prawdopodobnie po tym szerokim pasie trawnika, o którym wspominałem przy wpisie o ścieżce rowerowej na Drodze Dębińskiej) i po 2 km kolejka dojeżdżała do Dębiny, gdzie kończyła trasę. 

 

Nowa odsłona... podoba się?

mk130363

Być może niektórzy z Was już kilka dni temu widziało próbkę tego co widać w tej chwili. Była to zmiana wówczas tylko chwilowa. Ponieważ nie wiedziałem jeszcze jak to działa powróciłem do starej wersji. Teraz wiem już więcej na temat nowych możliwości, które z okazji 10 lecia blox przedstawił blogerom i jestem skłonny pozostać przy tej nowej odsłonie bloga. Podstawowa zaleta to szeroka szpalta główna dzięki czemu na pewno zyskuje publikacja zdjęć. I to widać już w poprzednim wpisie, w którym dołożyłem jedno zdjęcie. Nowo publikowane zdjęcia będą podobnej wielkości lub nawet nieco większej. Muszę po prostu wybadać dokładnie jaka ich wielkość maksymalna mieści się na szpalcie. Poza tym oczywiście sam tekst artykułu będzie bardziej czytelny dla naszych oczu bez powiększania czcionki. Nieco powiększą się mapki "endomondo". Tu jestem jeszcze daleki od znalezienia właściwego rozmiaru i prawdopodobnie będę wklejał je w takiej wersji jaką proponuje endomondo. Szpalta boczna w tej odsłonie przeniosła się na lewą stronę. Ujrzycie ją po kliknięciu MENU. Również Kategorie wpisów będą teraz widoczne i możliwe do wybrania z bocznej szpalty, a nie w górnym poziomym wierszu.

Największy problem mam z szerokością widżetu aplikacji run-log. Ta nie mieści się w bocznej szpalcie i chowa pod wpisem (poprzednio nachodziła na szpaltę główną nie zasłaniając jednak wpisów).

Teraz mam pytanie i zarazem prośbę do Was. Ta nowa odsłona jest bardzo świeża. Blox jeszcze ją dopracowuje. Jeśli zauważycie, że coś nie działa właściwie lub coś Wam się nie spodoba, piszcie w komentarzach. Będę także wdzięczny za wszelkie komentarze "za" tą nową odsłoną bloga. Utwierdzą mnie one w przekonaniu , że mój wybór był słuszny. Ten blog zawsze pisałem i piszę z myślą o Was, dlatego zależy mi byście byli z niego zadowoleni.

Powrót?

mk130363

Mam nadzieję, że ten znak zapytania zniknie. W każdym razie rokowania są umiarkowanie optymistyczne. Na tę chwilę mogę spacerować bez bólu, a to już jest coś. Chodzę na razie bardzo delikatnie i ostrożnie, długa przerwa na pewno nie pozostała bez wpływu na moją sprawność, kondycję i siłę mięśni. Ale ma być coraz lepiej, więc i te z pewnością się poprawią. Na razie głównie badam, na co mogę sobie pozwolić. W sobotę wyruszyłem po raz pierwszy od bardzo dawna na moją ścieżkę nad Wartą. Doprawdy trudno uwierzyć jak się za tą formą ruchu i moimi ścieżkami stęskniłem. Przejeżdżając rowerem po mostach na Warcie zawsze je lustrowałem z nieskrywaną zazdrością obserwując biegnące, czy maszerujące tam osoby. Zacząłem od 5 km wędrując bardzo spokojnie do mostu Chrobrego naprzeciw poznańskiej katedry. Miało być dużo krócej tego dnia, ale głód aktywności jest przeogromny. Wracając uruchomiłem kamerę zamocowaną na pasie biodrowym. Stąd taki dziwny film, który ukazuje bardziej podłoże i ścieżkę, mniej okolicę.

 

 

 

W niedzielę pomaszerowałem w drugą stronę w kierunku Hetmańskiej. Wracając zahaczyłem o wał przeciwpowodziowy, niegdyś miejsce moich bardzo intensywnych i długich treningów. Mógłbym powiedzieć, że to nawet kuźnia mojej wytrzymałości na dystansie 20 km. Obecnie wał jest bardzo zaniedbany. Od dwóch lat nie jest tu koszona trawa i "zielsko" wszelkiej maści. Ścieżynka jest bardzo wąska, wyjeżdżona chyba głównie przez równie wąski ślad opony rowerowej. Podobnie jak nikt nie będzie jeździł po zaroślach, tak też nikt nie będzie biegał ani spacerował w krzakach do pasa.

wał1

Wał w okolicy ul. Hetmańskiej

wał 2

Wał w połowie między mostami, widok w kierunku Hetmańskiej

 

 

wał3

Widok z wału na dolinę Warty

wał4

Widok z wału na dolinę Warty

Tym razem przeszedłem 6 km. W kolejnych dwóch dniach maszerowałem ponownie w obu kierunkach pokonując również dystanse około 6 km. W poniedziałek wydłużyłem marsz do końca cypla mijając przy tym katedrę.

kat

Widok z cypla na Katedrę

We wtorek zrezygnowałem z wału, a nawrót zrobiłem za Hetmańską.

dZa mostem na Hetmańskiej to już Dębina

Generalnie nic się tu nie zmieniło, tylko jakby ścieżki mniej wydeptane. Nie wiem czy to dlatego, że wcześniej ja tu przecierałem szlaki i gdy mnie tu zabrakło, tak to wszystko zarosło? W każdym razie jedno się nie zmieniło na pewno. Ludzie lubią imprezować na zielonej trawce, pod chmurką i wiele im do szczęścia w tym względzie nie potrzeba. Szkoda, że brakuje kultury i zostawiają po sobie śmieci.

sm

śmieci na cyplu

Pozytywną zmianą jest naprawa betonem stopni schodów przy moście Królowej Jadwigi, których stan  zagrażał bezpieczeństwu

mkj

Przyczółek mostu Królowej Jadwigi. Widok na dolinę Warty.

sch1

Naprawione schody mostu Królowej Jadwigi

oraz wyremontowanie schodów, a właściwie zbudowanie ich od nowa przy moście Chrobrego (tych zdjęcie uzupełnię przy najbliższej okazji) .           

PS No więc uzupełniam wpis zdjęciem "kredkowych" schodów.

sch2

Opiekun medyczny

mk130363

W czerwcu 2014 ukończyłem Studium Medyczne TEB Edukacja.

Przez rok kształciłem się w zawodzie: opiekun medyczny.

Naukę zakończył państwowy egzamin zawodowy potwierdzający moje kwalifikacje, składający się z części teoretycznej i praktycznej.

Taką pieczątkę od Egzaminatora otrzymałem po zakończeniu egzaminu praktycznego.

pieczątka

W efekcie stałem się nie tylko propagatorem zdrowego stylu życia, ale też w jakiś sposób zawodowo związany ze zdrowiem, czy raczej z opieką nad tymi, którzy je utracili.

Oto moje kwalifikacje w zawodzie opiekun medyczny:

Opiekun medyczny - kwalifikacje

Droga Dębińska

mk130363

To jedna z częściej wykorzystywanych przeze mnie ścieżek rowerowych. Generalnie jestem z niej zadowolony, choć nie ulega wątpliwości, że głównie z tego powodu, iż w ogóle istnieje. Jej długość od skrzyżowania z ul. Królowej Jadwigi do wiaduktu nad ul. Hetmańską to niemal 1,9 km. Nawierzchnia asfaltowa, tylko w okolicy ul. Królowej Jadwigi niewielki fragment jest wybrukowany. Tędy najczęściej jadę na Dębiec i zawsze na Wildę. Na trasie, dokładnie w jej połowie jest jedna sygnalizacja świetlna przy ul. Ojca Żelazka. I chyba jest to jedyna na „moich” trasach inteligentna sygnalizacja działająca na zasadzie fotokomórki. Zbliżając się do niej przy czerwonym świetle najlepiej profilaktycznie zwolnić. W ten sposób dajemy czas na zadziałanie i włączenie zielonego światła, dzięki czemu nie musimy zatrzymywać się, by wcisnąć guzik sygnalizacji. Dla mnie jest to najlepiej działająca sygnalizacja na ścieżce rowerowej w Poznaniu, gdyż średnio licząc można ją przejechać przynajmniej w około 50% bez zatrzymywania się, a jeśli już będziemy musieli się zatrzymać i wdusić dodatkowo przycisk, to czas oczekiwania na zielone nie trwa na ogół dłużej niż pół minuty (i ten ostatni przypadek potwierdzą filmy). Trasa w zasadzie jest dość bezpieczna, jednak na przynajmniej połowie jej długości musimy zachować szczególną ostrożność, z uwagi na różnego rodzaju niebezpieczeństwa. Przebieg trasy pokazuję poniżej.

Opisu trasy dokonam przyjmując punkt startu na skrzyżowaniu z ul. Królowej Jadwigi. Na wstępie warto zaznaczyć, że nie jest to wydzielona ścieżka rowerowa, a ciąg rowerowo-pieszy i z tego wynikają określone konsekwencje, o czym napiszę za chwilę. Właściwie to od strony ul. Królowej Jadwigi nie ma żadnego znaku drogowego, który by to potwierdzał. Wydaje mi się jednak, że ten znak był i z niewiadomych przyczyn został usunięty. Natomiast od drugiej strony tzn. od ul. Ojca Żelazka taki znak jest i nigdzie nie zauważyłem jego odwołania, więc obowiązuje do ul. Królowej Jadwigi. Już rozpoczynając jazdę musimy zachować szczególną uwagę ze względu na to, że znajduje się tu przystanek autobusowy komunikacji miejskiej. Mimo dość szerokiego placu, a może właśnie dlatego, potencjalni pasażerowie stoją na nim w sposób zupełnie przypadkowy, chyba że pada deszcz, gdy skupiają się w okolicy wiaty. I jest to całkowicie zrozumiałe. Być może gdyby wydzielono tu namalowanymi pasami ścieżkę rowerową, byłoby dla nas lepiej. Jednak chyba celowo nie jest to zrobione i ten fragment jest właściwie tylko chodnikiem. Dzięki temu za każdą kolizję rowerzysty z pieszym winą można obarczyć tego pierwszego, co jest chyba najłatwiejszym rozwiązaniem w przypadku jakiegokolwiek sporu wynikłego z takiej ewentualności. Wydaje mi się, że brakujący znak był albo kilkanaście metrów przed przystankiem albo tuż za przystankiem, gdy kończy się nawierzchnia z kostki brukowej. W tym drugim przypadku nie wiem, jak ma dojechać do niej rowerzysta unikając jazdy po chodniku. No chyba, że wybierze jezdnię dla samochodów, które jest  rozwiązaniem zupełnie bez sensu, gdyż powoduje konieczność zatrzymania się i pokonania wysokiego krawężnika za wysepką autobusową. To może powodować niebezpieczeństwo potrącenia przez samochód, którego zrelaksowany pokonaniem skrzyżowania kierowca, może się nie spodziewać nagłej przeszkody w postaci zatrzymującego i zsiadającego z roweru rowerzysty. Zaś plac w rejonie przystanku jest bardzo szeroki, więc ewentualnie jest gdzie odbić, by zamyślonego pasażera, czy pieszego nie potrącić. Analizując całą tę niezręczną sytuację, nie wiem czy nie najlepszym rozwiązaniem byłoby przesunięcie wiaty przystankowej bliżej zatoczki autobusowej i puszczenie rowerzystów wydzielonym pasem za tą wiatą. Po minięciu przystanku nadal musimy zachować szczególną ostrożność, gdyż to nie koniec niebezpieczeństw, które na nas czyhają na trakcie rowerowo-pieszym. Oczywiście nadal musimy uważać na pieszych, ale to nie wszystko, gdyż teraz wpadamy w strefę parkowania. Ta strefa ciągnie się praktycznie na całej długości trasy do skrzyżowania z ul. Ojca Żelazka, czyli wspomnianej sygnalizacji świetlnej. Na naszej drodze mogą pojawić się manewrujące przy parkowaniu samochody, a niektóre z nich poruszają się po niej nawet kilkaset metrów poszukując dla siebie miejsca. Jest to dla nas duże utrudnienie spowalniające naszą jazdę przez tarasujące samochody. Zazwyczaj kierowca parkującego samochodu zajęty jest poszukiwaniem miejsca i jego uwaga na rowerzystów może być przytępiona. Początkowo przez około jest 150 m jest to parking strzeżony, odgrodzony na naszym przejeździe słupkami, między którymi musimy się zmieścić, później jest to parking niestrzeżony, służący głównie użytkownikom obiektów sportowych. Przydałoby się te słupki pomalować w jakieś jaskrawe paski dla zwiększenia bezpieczeństwa. Równocześnie ze strefą parkowania przejeżdżamy przez strefę blisko położonych obiektów sportowych, gdyż obie właściwie niemal dokładnie się pokrywają. Stadion AWF, korty tenisowe, pływalnia, boiska piłkarskie klubu sportowego Warta. To właśnie te obiekty powodują, że ruch pieszych (często bardzo zamyślonych lub pochłoniętych rozmową z przyjaciółmi) jest tu dość istotnym czynnikiem wpływającym na naszą jazdę. Strefa obiektów sportowych na około 100 m przed sygnalizacją świetlną zamienia się w strefę giełdy kwiatowej. Tu szczególną ostrożność musimy zachować w godzinach przedpołudniowych, gdy ruch parkujących samochodów, a także pieszych przecinających zazwyczaj w poprzek nasz tor jazdy, jest bardzo, bardzo duży. Nawierzchnia na całym odcinku od ul. Królowej Jadwigi do ul. O. Żelazka pozostawia wiele do życzenia. Choć jest asfaltowa tak jak lubimy, to jednak pocięta jest wzdłuż i w poprzek różnymi pozostałościami po remontach, i prowadzeniu czy przekładaniu rozmaitych instalacji. Widać tego skutki dokładnie na filmie, gdyż nierówności podłoża przeniosły się w sposób bardzo istotny na drgania kamery.   

Po minięciu opisanej wcześniej sygnalizacji świetlnej możemy skręcić w prawo, w ścieżkę wiodącą na Wildę. My jedziemy prosto i trafiamy w strefę umiarkowanego relaksu.

Żeby było też coś o Nordic walking wspomnę, że właśnie wzdłuż tej części ścieżki bardzo często trenowałem chodząc z kijami późną jesienią 2009 roku, gdy nie posiadałem jeszcze latarki czołowej. Umożliwiało to oświetlenie z lamp drogowych, a ja zazwyczaj wybierałem nawierzchnię trawiastą, gdzieniegdzie wydeptaną przez biegaczy. Uprawianiu rekreacji sprzyjało tu także położenie w pewnej jednak odległości od jezdni oraz wśród zieleni parku i ogródków działkowych.    

Najpierw po prawej stronie przez niemal połowę tego odcinka mamy więc Łęgi Dębińskie. Park w ostatnich latach został uporządkowany, zadbany i przystosowany do wszelkiego rodzaju rekreacji. Po jego minięciu, aż do końca trasy przy wiadukcie ul. Hetmańskiej, ciągną się ogródki działkowe. Na tym całym odcinku relaksowym ciąg rowerowo pieszy oddzielony jest od jezdni samochodowej dość sporej szerokości pasem trawnika, co powoduje, że nie musimy wdychać spalin bezpośrednio z rur wydechowych. Tu przy okazji remontu całej Drogi Dębińskiej asfalt także ścieżce został przed 2-3 laty odnowiony, a jazda po gładkiej  nawierzchni stała się tu dużo przyjemniejsza. Konsekwencją tego stał się wzmożony ruch rolkarzy na tym odcinku. Niestety nie da się nie zauważyć, że już teraz występują tu jednak liczne poprzeczne pęknięcia asfaltu powodujące także jego wybrzuszenia, co powoduje, że co kilkanaście lub kilkadziesiąt metrów naszym rowerem bardziej lub mniej wstrząsa. Czas przejazdu całej trasy mieści się zazwyczaj w 7-8 minutach, bez rozwijania jakichś szczególnych prędkości.

Trasę sfilmowałem i można ją zobaczyć poniżej.

Po przejechaniu pod wiaduktem na ul. Hetmańskiej mamy trzy alternatywne kierunki dalszej jazdy. Dzika droga gruntowa na wprost obok ogródków działkowych prędzej czy później wyprowadzi nas na jezdnię Drogi Dębińskiej. Ścieżki rowerowe biegną w prawo lub w lewo i prowadzą na ścieżkę wzdłuż trasy Hetmańskiej. Przy skręcie w lewo musimy pokonać przejazd rowerowy przecinający jezdnię przy przejściu dla pieszych bez sygnalizacji świetlnej. Przy skręcie w prawo musimy pokonać wyrwę w asfalcie wyciętą podczas prowadzenia jakiejś instalacji bodajże przed dwoma laty. O uporządkowaniu tego miejsca wykonawca najzwyczajniej zapomniał lub po prostu zlekceważył zasypując tylko piaskiem, który jak łatwo było przewidzieć osiadł i/lub został wypłukany deszczem.

dd1

Ominąć dziurę można jedynie bokiem, co widać po wyjeżdżonych ścieżkach. Jednak widać też po śladach, że wielu jednak w nią wpada nie zdążając wyhamować. Dość długi czas jaki upłynął od zdewastowania tego miejsca, skłonił mnie do poinformowania o zaistniałym utrudnieniu portalu Rowerowy Poznań, który zapewne zgłosi to do Zarządu Dróg Miejskich. Mam nadzieję, że zrobią z tym porządek.

dd2

Oczywiste jest, że po trasie poruszam się w obie strony, dlatego też nagrałem film także podczas jazdy powrotnej.      .                                        

 

 

Nowy dział na blogu

mk130363

Ponieważ moją aktywność ruchową zdominowała w ostatnim czasie jazda na rowerze postanowiłem, wydzielić osoby dział (Kategoria "Rower") temu poświęcony.

row

Będę w nim zajmował się głównie jazdą "rowerem po Poznaniu" (taki jest podtytuł działu)w sensie komunikacyjnym, opisywał ścieżki rowerowe lub ich fragmenty, a także zajmował się różnymi problemami na jakie napotykamy podczas codziennych przejazdów do naszych celów podróży. Nie przewiduję na razie zwiększenia aktywności w poruszaniu tematów związanych z treningami na rowerze. Te mieszczą się zresztą także ewentualnie jako forma rekreacyjna w dziale "Trening nie tylko NW".

Wkrótce pojawią się tu pierwsze wpisy okraszone :) krótkimi filmami z niektórych przejażdżek.

Oczywiście może nasunąć się pytanie, co to ma wspólnego z Nordic walking? Dla wyjaśnienia wątpliwości warto więc zauważyć, że jeśli już potraktujemy Nordic walking jako pewien styl życia, to może się to przenieść na inne dziedziny aktywności ruchowej i tak nas skutecznie zainfekować, że naszym stylem życia stanie się aktywność ruchowa w ogóle. W tym aktywnym stylu mieści się też jazda na rowerze, której postanowiłem poświęcić trochę uwagi. 

Wokół Jeziora Maltańskiego

mk130363

O Malcie w szerokim rozumieniu pisałem nie raz. Bez wątpienia jest to jedno z najbardziej popularnych miejsc służących rekreacji i wypoczynkowi na świeżym powietrzu w Poznaniu. Przypomnę mój pierwszy wpis o tym miejscu: Malta . Później chyba około setkę razy pisałem o Malcie przy okazji różnych imprez biegowych bądź nordickowych. Opisywałem także dokładnie trasy położone na wschód od jeziora, w lesie, wiodące niemal do Swarzędza. Niejednokrotnie zamieszczałem też zapisy endomondo trasy pokonanej wokół jeziora.

Podstawową informacją o trasie, która jakże często wykorzystywana jest podczas rozmaitych imprez rekreacyjno - sportowych, jest jej długość. Najczęściej przyjmuje się, że jest to 5400 m.

W zasadzie wrysowując trasę na mapie wychodzi, że jest to 5430 m, jednak należy wziąć pod uwagę, że tak "mierzona" długość nie uwzględnia najkrótszego jej przebiegu (brak odpowiednio dużego powiększenia mapy). Z drugiej strony wrysowanie na mapie nie uwzględnia ukształtowania terenu co powoduje, że faktycznie trasa jest z pewnością nieco dłuższa niż jej przecież rzut na mapę. Trasa generalnie jest dość płaska, ale są tu jednak niewielkie podbiegi i zbiegi. Mimo wszystko podając długość trasy zaokrągla się ją najczęściej z dokładnością do 100 m. Czasem niektórzy organizatorzy podają ten dystans jako 5300 m. Nie jest to moim zdaniem do końca prawdą, mimo, że robiąc pewne możliwe na trasie skróty (ścinając zakręt przy starcie toru regatowego lub biegnąc po trawie na wprost w rejonie Term Maltańskich) można w sumie "zaoszczędzić" kilkadziesiąt" metrów i przebiec jak mi wyszło 5370 m. I pewnie licząc się z pewną niedoskonałością uczciwości startujących w zawodach przy braku otaśmowania trasy, niektórzy podają tę krótszą wersję dystansu. 

Start i meta wszelakich imprez sytuowane są zazwyczaj w rejonie mety toru regatowego, przed "nowymi" trybunami, w pobliżu hangarów sportów wodnych.

wm1

START

Inne miejsca startu to rejon stoku Malta Ski lub amfiteatr między stokiem a Hotelem Park. Trasa w przeważającej części jest odkryta i nasłoneczniona, jednak w zależności od pory dnia różne jej fragmenty mogą być bardziej lub mniej zacienione. Najczęściej podczas imprez (w zasadzie jest to reguła) biega lub maszeruje się zgodnie z kierunkiem ruchu wskazówek zegara. Treningowo kierunek zależy od naszych upodobań. Ja akurat do biegania i maszerowania wybieram zawsze kierunek zgody z tym jaki jest preferowany podczas imprez, natomiast w przypadku jazdy rowerem najczęściej wybieram kierunek "pod prąd". Trasę wokół jeziora jakiś czas temu oznakowano podając dystans co 500 m. Z pewnością jest to duże ułatwienie łapania międzyczasów przez trenujących. Podłoże trasy jest w całości twarde - głównie asfalt, fragmentami kostka brukowa, aczkolwiek są miejsca na których można biec treningowo wydeptaną obok wąską ścieżką lub po trawie. W zwodach nie zalecałbym jednak stosowania takiego wariantu ze względu na nierówności, których stopień trudno przewidzieć podczas ścigania.  

wm2

Ja postanowiłem trasę sfilmować, jadąc rowerem. Oto jak wygląda trasa z perspektywy ... pewnie bardzo szybkiego biegacza.

 

Zapis przejazdu na endomondo poniżej:

 Jak widać pewne "skoki w bok" i "skróty"dość dobrze "znoszą się" dając w zapisie w miarę dokładny dystans. 

wm3

4150 m

By jednak pokazać w pełni walory tej trasy postanowiłem również sfilmować ją, jadąc w odwrotnym kierunku. Dzięki temu na filmie "złapałem" kolejkę Maltankę zmierzającą do poznańskiego ZOO. 

 

Tym razem start i metę przejazdu nieco przesunąłem, gdyż w oznakowanym miejscu jako "start" i "meta" mógłbym nie zdążyć wyhamować pędząc z niewielkiej, ale dość stromej górki. 

 

I zdaje mi się, że nieznacznie przejechałem tym razem miejsce startu. Dystans wskazany przez endomondo jest jednak podobny jak poprzednio.

Entuzjastom Nordic walking nie polecam tej trasy jako miejsca stałych treningów, ze względu na twarde podłoże. Jednak z ciekawości myślę, że warto taką trasę zaliczyć choćby dla jej walorów krajoznawczych. 

Podstawową wadą tej trasy jest z reguły duży tłok tu panujący*, zwłaszcza podczas weekendów i słonecznych ciepłych popołudni. Niebezpieczni są tu pędzący rowerzyści, szeroko i  zamaszyście jeżdżący rolkarze, a także nieprzewidywalni spacerowicze. Duże zagrożenie dla siebie i dla innych stanowią dzieci, które zazwyczaj mają tendencję do patrzenia się w zupełnie inną stronę niż się poruszają. Tu duża rola jest dla rodziców, by nie narazić ich na wszelakie niebezpieczeństwa.

Najbardziej zdyscyplinowani i przewidywalni użytkownicy to biegacze i uprawiający Nordic walking. Oni mają zazwyczaj swój jasno określony cel (przebiegnięcie lub przejście pewnej ilości kółek) i nie zmieniają w sposób nagły, i niespodziewany kierunku ruchu. 

*) filmy nagrałem dzień po długim weekendzie, gdy pewnie wielu poznaniaków miało na razie dość tego miejsca, dzięki czemu na trasie było mniej tłoczno niż zazwyczaj

 

 


Parkrun Poznań - bieg nr 104_26.07.2014

mk130363

Nie mogło mnie zabraknąć na drugich urodzinach Parkrun Poznań. Czuję się trochę jednym z ojców chrzestnych tej imprezy na naszym podwórku. W końcu promowałem ją jeszcze przed startem czyli narodzinami. I szybko zdobyła moje serce jako najlepsza cykliczna impreza biegowa w Polsce.

10418

Pojechałem na nią, jakżeby inaczej rowerem. I omal się nie spóźniłem przez łapanki poznańskiej drogówki na rowerzystów. W porę na szczęście zauważyłem pana w białej czapce, wysiadającego z cywilnego samochodu zaparkowanego na chodniku na widok rowerzystki przejeżdżającej przez przejście dla pieszych. Sam więc przeprowadzałem rower przepisowo przez 6 minut na drugą stronę ulicy. Tyle to niestety trwa jeśli ulica jest dwujezdniowa z torowiskiem tramwajowym, a sygnalizacja działa tak, że za jedną zmianą nie ma szans przejść obu jezdni. W tym czasie przejechałbym 2 km i spokojnie zameldowałbym się na Cytadeli przed czasem. A tak dojechałem na styk i nie meldując się w miejscu zbiorki (meta biegu) przystanąłem od razu niedaleko startu chcąc zrobić pierwsze fotki uczestnikom na początku biegu. Dobrze też, że moment startu wydłużył się nieco z uwagi na ceremonię wręczenia koszulki "100 biegów Parkrun" pierwszemu poznańskiemu uczestnikowi.

Sam z mieszanymi uczuciami patrzę na to, bo mimo należnej mi koszulki "50 biegów Parkrun" od grudnia ubiegłego roku ... jeszcze jej nie otrzymałem. W ogóle to firma Adidas to jakieś nieporozumienie jest, bo w Poznaniu mimo, że koszulka przysługuje kilkunastu uczestnikom, dostały ją jak na razie tylko 4 osoby i od września 2013 słuch po koszulkach zaginął. Parkrun szuka bardziej rzetelnego partnera, ale póki co koszulek nie ma.

Zdążyłem więc spokojnie wypakować aparat fotograficzny z plecaka i ustawić żądane opcje foto. Po tym nieco dłuższym przywitaniu biegacze w końcu ruszyli, a ja uwieczniłem to na zdjęciach.

1041

1042

1043

1044

1045

Po minięciu ostatnich biegaczy z peletonu, przeniosłem się na miejsce końca biegu, oczekując tu na wszystkich meldujących się na mecie.

100419

1046

1047

Witani byli oni nie tylko fotografią artystyczną :) ale także rockową nutą.

1048

1049

10410

10411

10412

10413

10414

10415

10416

Pełna galeria zdjęć u dołu notki. 

Dla wszystkich uczestników partner biegu firma Ziaja przygotowała reklamowe próbki kosmetyków. Nie zabrakło też tradycyjnego zdjęcia grupowego,

10417

a na koniec wręczono drobne upominki zawodnikom i zawodniczkom, którzy/e w minionym roku zgromadzili najwięcej punktów w klasyfikacji Parkrun Poznań. 

     

Parkrun Poznań_104

Pielgrzymka biegowa na Jasną Górę

mk130363

Wyruszyli we wtorek 22-go , by w czwartek 24-go lipca wbiec na Jasną Górę. Pielgrzymka biegaczy ze Stowarzyszenia MSICS Poznań w formie sztafety przemierzyła 315 km.  Start nastąpił tradycyjnie z parafii p.w. św. Mateusza na poznańskich Ratajach. Towarzyszyłem im na rowerze podczas pierwszego etapu, odprowadzając 3 km za Rogalin. Jedna zmiana takiej sztafety to około 5 km. Miejsca zmian i przebieg poszczególnych etapów ustalone są już 11 letnią tradycją. Takich zmian przypada na parę uczestników około 3 w ciągu dnia. Biegną zazwyczaj w parach, ale to takie minimum, bo często jest ich 3-ech czy nawet 4-ech w zmianie. Niektórzy są tak wybiegani, że przebiegają pełny maraton w ciągu jednego dnia, albo ponad 100 km w ciągu trzech dni. Od ubiegłego roku w pielgrzymce biegowej są także zmiany maszerujące z kijami. To doskonały przykład integracji obu dyscyplin. Wszyscy są biegaczami, ale niektórzy od dłuższego czasu, bądź od niedawna, uprawiają także Nordic walking. Zdrowie nie każdemu pozwala podejmować tak dużego wysiłku biegowego i Nordic walking jest w tym przypadku doskonałą alternatywą, by w tej pielgrzymce także uczestniczyć. 

Oto uczestnicy tegorocznej 12 Pielgrzymki:

1 zmiana - Ziemowit Świątek, Janusz Zaremba

2 zmiana - Iliana Jopek- Lubik, Agnieszka Golak

3 zmiana - Janusz Andrzejewski, Janek Świątek

4 zmiana - Jola Witczak, Andrzej Frankowski

5 zmiana (NW) - Piotr Kominowski, Jan Piduch

6 zmiana - Jakub Ślipko, Patryk Podgórny,

7 zmiana (NW) - Andrzej Kończal, Stanisław Przybylak,

rowerzyści piloci - Mieczysław Waligórski, Tadeusz Becelewski

kierownik - Bogdan Czajka

kierowca - Johnny. 

Po krótkiej modlitwie w kościele startujemy. Jeszcze tylko pamiątkowe zdjęcie, a raczej mała sesja zdjęciowa. Pierwszy 5 kilometrowy odcinek z osiedla Orła Białego, ulicą Obodrzycką, na Starołękę biegną wszyscy razem. Tu przed przejazdem kolejowym większość uczestników wsiada do autokaru.

pnjg1

pmjg2

Teraz obieramy kierunek Wiórek, Rogalinek, Rogalin, Śrem, Gostyń, Pępowo. Do figury* towarzyszy nam eskorta policji na motocyklach. Drugi etap kończy się w Mieleszynie, a trzeci w Częstochowie. Tam też wszyscy razem wbiegli na Jasną Górę.

Ogromny upał towarzyszy biegaczom. Mimo, że rozpoczynamy ten pierwszy etap przed 8 rano, już czuć, że biec nie będzie łatwo. Dużo trzeba będzie uzupełniać płynów. Sam zabrałem oprócz bidonu dwie butelki wody do plecaka. Ale wysiłek biegowy to nie wszystko. Autokar co około 5 km zatrzymuje się na kilkunastominutowy postój w oczekiwaniu na biegnącą zmianę, by ją przejąć i wypuścić nową. Właściwie cały dzień biegacze są na najwyższych obrotach i pełnym napięciu oczekiwania na swoją, kolejną zmianę. To z pewnością powoduje dodatkowe zmęczenie. Jazda pilotującego rowerzysty też nie jest dużo łatwiejsza. Przejeżdża on dziennie ponad 100 km, musi dostosować tempo do biegaczy i ... hamować na zjazdach. To nieustanny, kilkunastogodzinny często wysiłek, w pełnej koncentracji, by właściwie ubezpieczać biegnących. Tu nie nie można sobie pozwolić nawet na krótką chwilę wytchnienia. Jest dwóch pilotów i jeden jedzie zawsze z przodu, a jeden zawsze z tyłu. Tylko na tym odprowadzeniu za Rogalin było nas jeszcze dodatkowych dwóch wspomagających. Kilkakrotnie podczas tej jazdy przyspieszałem jednak i wyprzedzałem nasz peleton, by później zatrzymać się i zrobić biegnącym zdjęcia.

pnjg3

pnjg5

pnjg4

Po 23,5 km, podczas kolejnego przejęcia pałeczki sztafetowej pożegnałem biegnących i maszerujących wracając do Poznania. Przebieg całej jazdy tutaj:   

 

Pielgrzymka biegaczy na Jasną Górę

Figura*) – figura Matki Boskiej stojąca na rozwidleniu dróg - skrzyżowaniu ulic Starołęcka - Głuszyna (wyjaśniam jak by ktoś ze "Starołeny" nie był)



Biegaj z Opel Szpot - lipiec 2014

mk130363

Cykl poświęcony paskowi nadgarstkowemu spowodował, że aktualne wydarzenia zeszły na dalszy plan. Przyznam jednak, że mój udział w tych wydarzeniach był bardziej towarzyszący niż aktywny, a nie chciałem zarówno wybijać się z toku myślenia przy pisaniu ostatnich artykułów, jak i przy okazji czynić zamieszania czytelnikom.

19 lipiec

W ubiegłą sobotę odbył się przeniesiony z tego tygodnia, bieg z cyklu "Biegaj z Opel Szpot". Poznański triathlon spowodował konieczność zmiany jego terminu. To zaowocowało bardzo niską frekwencją. Taka jest siła przywiązania do terminu rozgrywania cyklicznej imprezy (ostatnia sobota miesiąca), że większość potencjalnych uczestników nie skojarzyła tych dwóch imprez. W biegu wystartowało zaledwie 50 uczestników. To średnio licząc około 10% tego, co często bywa na tym cyklu. Ja pojechałem, by towarzyszyć na rowerze w marszu Nordic walking moim przyjaciołom: Staszkowi Przybylakowi i Jankowi Piduchowi. Start poprzedziła rozgrzewka poprowadzona w rytm muzyki przez Karolinę - instruktorkę fitness z Centrum Fitness „ATRIUM” w Swarzędzu. To bardzo widowiskowy i efektowny punkt programu, coraz bardziej modny na imprezach biegowych i nie tylko. Z uwagi na upał tym razem poprowadzony został nieco mniej intensywnie niż zwykle.

Chwilę po jej zakończeniu nastąpił start.

os1

ps2

Ja wystąpiłem w roli kibica i fotoreportera. Prawie całe okrążenie Malty towarzyszyłem na rowerze Staszkowi. Mimo dużego upału tempo marszu było bardzo dobre (poniżej 8 minut/km), co widać także po zapisie mojej jazdy zarejestrowanej na endomondo.

Janek już na początku wysforował się o jakieś 100-150 m do przodu i utrzymywał tę przewagę  do końca. Na ostatnim kilometrze wyprzedziłem obu przyjaciół, by oczekiwać na nich na mecie. 

os3

os4

Tu na uczestników czekały jak zwykle niespodzianki przygotowane przez organizatorów i sponsorów. Oprócz jak zwykle losowanej Corsy na weekend, 20 nagród rzeczowych wzbogacono dodatkowo o... tablet. Każdy z uczestników otrzymał na mecie wodę (w dowolnych ilościach) i został poczęstowany jabłkiem. 


Biegaj z Opel Szpot_lipiec 2014

Pasek nadgarstkowy - rozwiązanie problemu

mk130363

Nie jestem zwolennikiem zakupu tanich kijów z marketów, wprost przeciwnie. Sam pierwsze kije kupowałem, mimo już posiadanej wówczas dość dużej wiedzy teoretycznej, za pośrednictwem instruktorki Nordic walking. No ale rozumiem, że bywa iż ktoś pod wpływem impulsu kupuje takie kije, bo są tanie i ryzyko straty finansowej tym samym niewielkie. Najczęściej kije nie mają żadnej instrukcji, a pytając sprzedawcę raczej możemy spodziewać się wprowadzenia w błąd lub utwierdzenia w naszych błędach, jak zakupionych kijów używać. Nie każde z tych kijów nie nadają się do chodzenia. By jednak tak było, musimy wiedzieć przede wszystkim jak takie kije „założyć” na nasze dłonie. Ja przedstawię to na sprezentowanych mi przez Kazimierza Sikorskiego kijach marki XELUS.

Kije XELUS

Kije te są również dość tanim produktem, który można nabyć podobno ... na jarmarkach lub allegro. Sprowadzane najprawdopodobniej z Niemiec, gdzie pewnie podobnych firm jest co najmniej kilka jeśli nie kilkanaście. Według napisu zamieszczonego na kijach posiadają 50% carbonu. Czy to odpowiada jakości kijów z taką ilością carbonu np. firmy LEKI śmiem wątpić, ale jest to z pewnością lepszy materiał niż niepewnego pochodzenia aluminium w kijach składanych. To co pozytywne jest w tych kijach z mojego punktu widzenia to także to, że kije są jednoelementowe, w moim przypadku o długości 120 cm. O tym, że kije nie są najnowszym dziełem myśli technicznej konstruktorów kijów NW, świadczyły niestety groty tych kijów. Nie wiem jakie były "fabryczne", ale według opowiadania Kazimierza te oryginalne były bardzo nietrwałe. Ja otrzymałem już kije po przeróbce tego elementu - z grotami wykonanymi i wklejonymi przez darczyńcę. Pasek „rękawiczki”  jest taki jak najczęściej występujący w tanich kijach marketowych – szeroki wokół nadgarstka z dwoma tasiemkami mocującymi go do rękojeści, oczywiście zapinany na rzep. Na tasiemkach są oznaczenia lewej bądź prawej ręki. Rękojeść jest łukowato wygięta, co zapewnia wygodę trzymania w dłoniach.

pn1

pn2

pn3

Jak założyć

Wąskie paski mocowane są w górnej części rękojeści. I to często sugeruje, że powinny one po założeniu rękawiczki przebiegać po zewnętrznej, grzbietowej stronie dłoni nad kciukiem.

pn4

Tymczasem tak nie powinno się ich zakładać. Poprawne włożenie polega na tym, by szersza część paska okalającego nadgarstek znajdowała się od wewnętrznej strony dłoni.

pn5

To w tej szerszej części wąskie tasiemki naszyte są na pasku w kształcie litery „V”. I ta litera „V” powinna znaleźć się po stronie wewnętrzne, a nie po stronie grzbietowej. To powoduje, że wąskie tasiemki znajdą się pod kciukiem podobnie jak w pasku CR. Również w przypadku tych pasków należy odpowiednio wyregulować długość tasiemek, tak aby zapewniały przyleganie dłoni do rękojeści, ale by nie było to zbyt ciasne. Po uchwyceniu rękojeści należy zapiąć pasek na nadgarstku.

pn6

pn7

I wówczas tak to będzie wyglądać:

pn8

z góry

pn9

od wewnątrz

Marsz

Tak jak pisałem wcześniej kontrola kijów z paskami nadgarstkowymi jest bardzo ograniczona. Osoby, które zaczynają chodzić z kijami jednak i tak na ogół nie puszczają na początku rękojeści podczas odepchnięcia. Nie mniej później trudno będzie nauczyć się z takim kijami właśnie takiego odepchnięcia, które wymaga puszczenia rękojeści. Sam oczywiście także spróbowałem maszerować z tymi kijami. I zrobiłem to zaraz po ich otrzymaniu jeszcze w lipcu ubiegłego roku. Zdjęcia i filmy prezentowane na blogu pochodzą właśnie z tego treningu.

Najpierw sprawdzenie prawidłowego zapięcia i ułożenia pasków.

pn10

pn11

Musimy zwrócić uwagę by taśmy nie skręciły się podczas marszu.

pn11

Marsz rozpocząłem od techniki podstawowej polegającej na trzymaniu rękojeści przez cały czas podczas każdej fazy marszu, a więc zarówno podczas wbicia kija jak i podczas odepchnięcia. Całkowite wypuszczenie rękojeści jest możliwe przy pewnej wprawie. Niemniej trzeba liczyć się z tym, że co kilkanaście, czasem jak się uda co kilkadziesiąt kroków, możemy całkowicie stracić kontrolę nad kijem. Może być to niebezpieczne jeśli kij zaplącze się wówczas o nasze kończyny dolne, a już na pewno powodować będzie jakieś zakłócenie rytmu marszu i będzie to dla nas wówczas pewien dyskomfort. Nie wspomnę już o tym, że kije fruwające bez kontroli wokół nas mogą być niebezpieczne dla mijanych przez nas osób lub sprawiać wrażenie naszej nieporadności, co może być powodem żartów i docinków na nasz temat i dyscypliny, którą uprawiamy. W toku prób wypracowałem pewien sposób umożliwiający częściowe puszczenie rękojeści, zapewniający utrzymanie kontroli nad kijem. Polega to na tym, że otwieramy dłoń w ten sposób, aby cały czas rękojeść kija lekko przytrzymywać między kciukiem i nasadą wyprostowanego (w fazie otwarcia) palca wskazującego.

pn12

dłoń mija biodro

pn13

końcowa faza odepchnięcia

W późniejszej rozmowie z Kazimierzem Sikorskim on również potwierdził ten właśnie sposób maszerowania z takimi kijami. 

Na filmie prezentującym marsz z tymi kijami pokazałem najpierw sposób z trzymaniem rękojeści podczas wszystkich faz marszu, następnie sposób kontrolowanego wypuszczania rękojeści oraz  sposób w pełni swobodnego wypuszczenia rękojeści.

Druga wersja tego samego filmu pokazuje to w zwolnionym tempie.    

Film nagrywałem sam sobie, więc proszę wybaczyć pewne jego niedoskonałości, gdyż maszerując z jednym kijem, w drugiej ręce musiałem trzymać telefon komórkowy (i drugi z kijów) i odpowiednio celować w kadrowany obraz. 

Pasek nadgarstkowy

Pasek nadgarstkowy - pasek CR drugie starcie

mk130363

Jaki jest związek dwóch poprzednich notek? Otóż w pierwszej zaprezentowany pasek renomowanej firmy EXEL jest typowym paskiem nadgarstkowym. W drugiej, pokazany pasek jest imitacją, czasem lepiej, czasem mniej, udaną paska nadgarstkowego. Tę imitację można jednakże potraktować wprost także jako pasek nadgarstkowy.   Artykuły te powstały dzięki pomocy dwóch osób – pasjonatów NW. Pierwszą z nich jest Kazimierz Sikorski – instruktor NW z Włocławka. To on zwrócił mi uwagę, że ten dziwny pasek w tanich kijach jest paskiem nadgarstkowym i polecił mi przy okazji lekturę książki „NORDIC WALKING Rekreacja, rehabilitacja i zdrowie” trójki autorów (P.Kocur, M. Wilk, P. Dylewicz), gdzie taki pasek opisano. Co więcej sprezentował mi kije NW z takimi paskami, które opiszę w  kolejnej notce. Drugą osobą jest Krzysztof Walczak – Naczelny portalu chodzezkijami.pl , który przesłał mi zdjęcia kijów i paska EXEL-a tego, który widziałem w 2009 roku.     

Pasek CR

Na początek przedstawię zdjęcia tego profesjonalnego paska i sposób jego zapięcia. Okazuje się, że pasek był stosowany również w innych modelach kijów EXEL. Ja mimo przeszukiwania wielu stron internetowych w 2009 roku, widziałem go tylko w modelu Sport. Krzysztof Walczak pozyskał kije z paskiem CR kilka lat później i był to akurat model Trainer. O ile jednak pasek w obu modelach jest bez wątpienia ten sam, o tyle rękojeść obu kijów nieznacznie różni się (tak mi się wydaje na podstawie dostępnych zdjęć i mojej pamięci). Ta z modelu Sport jest jakby bardziej opływowa. Linie jej kształtu są łagodniejsze, bardziej zaokrąglone przez co rękojeść ta sprawia wrażenie idealnie dopasowanej do dłoni, co może powodować jeszcze większy komfort użytkowania. Bez wątpienia jest to rękojeść jedyna w swoim rodzaju i niepowtarzalna. Jest jeszcze jedna różnica obu rękojeści, ta w modelu Sport była wklejana, ta w modelu Trainer jest ryglowana, czyli wymienna na podobnej zasadzie jak obecnie groty w kijach EXEL.

Jak założyć

Prawidłowe założenie paska nadgarstkowego po sprawdzeniu, na którą rękę jest przewidziany (R – prawa ręka, L – lewa ręka) wymaga włożenia ręki od dołu tak, by szeroki pasek obejmował nadgarstek u góry, a wąskie paski przebiegały po wewnętrznej stronie dłoni od dołu pod kciukiem (tworząc jakby literę "V"), chwycenia rękojeści kijka dłonią oraz zapięcia na rzep paska wokół nadgarstka. Należy przy tym zwrócić uwagę by wąskie paski nie krzyżowały się oraz by ich długość była odpowiednio dobrana. Tu musimy się liczyć z tym, że być może parokrotnie będziemy musieli zmieniać długość tych pasków gdyż dłoń nie powinna zbyt mocno dolegać do kijka, jednak wiązanie nie powinno być też zbyt luźne.

cr1

cr2

cr3

cr4

Skopiowana galeria zdjęć tutaj:

 

Pasek nadgarstkowy EXEL - CR

Czy będę miał możliwość trzeciego starcia z tym paskiem, czyli wypróbowania go w praktyce? Chętnie, tylko kije EXEL Nordic Walker Sport - CR 2009 są coraz mniej dostępne na rynku i kosztują tyle ile 5 lat temu - 380 zł. Może kiedyś ktoś wypożyczy?

W kolejnym odcinku postaram się pomóc rozwiązać problem z poprzedniego, czyli założyć prawidłowo kije z pokazanym wcześniej dziwnym paskiem.

© Nordic Walking mk
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci