Menu

Nordic Walking mk

Więcej Nordic Walking aby żyć dłużej

Złaz Kijkarzy Nordic Walking w Kaźmierzu

mk130363

Pierwsza połowa nordicowej niedzieli bardzo była udana. Teraz dużo zależało od pogody, czy będzie dalej w ten sposób kontynuowana. Przejaśniło się, co było bardzo zachęcające do wyjazdu do Kaźmierza. Tu odbywała się impreza trzech aktywności zapowiadana podczas Pyrlandzkiej Dychy. Zbiegowi Biegaczy i Zjazdowi Kolarzy towarzyszył Złaz Kijkarzy. Wszystko rozgrywane jako rajdy bez rywalizacji. Trasa rowerzystów liczyła 20 km, biegacze i kijkarze mieli do pokonania 8 km. Wpisowe bardzo symboliczne, już bardziej chyba symboliczne być nie mogło - 5 zł. Raczej nie spodziewaliśmy się nic więcej poza wodą na mecie. Rozpoczęło się o 15.00 wspólną rozgrzewką wszystkich uczestników na Kaźmierskim Rynku. Kijkarzy nawet spora grupka się zebrała wsparta harcerzami maszerującymi bez kijów. Ale dobrze, że korzystają z każdej okazji do spędzenia czasu w sposób aktywny, a nie przed komputerem czy tv.

Kopia_Obraz_0014

Kopia_Obraz_0062

 

Dość szybko maszerujący podzielili się na dwie grupy. Jedna prowadzona przez nauczycielkę WF szła dość żwawym marszem, druga szła tempem bardziej rekreacyjnym. Tym nie byłem zbytnio zaskoczony. Wiadomo, że na ogół uczestnicy tego rodzaju marszów prezentują różny poziom kondycji i są w różnym wieku . Jednak na ogół bywa tak, że ci którzy idą szybciej, zatrzymują się co jakiś czas, by poczekać na grupę idących wolniej. Jednak nie tym razem i muszę to stwierdzić z nieukrywaną przykrością. Przyznam, że pierwszy raz się spotkałem z takim podejściem do tematu. Poprosiłem jeszcze na 1 kilometrze czołówkę, by zwolniła nieco, jednak starczyło to pewnie tylko na kilkanaście kroków, później grupa nie oglądając się za siebie, oddalała z każdą chwilą coraz bardziej, aż w końcu zaczęliśmy tracić ją z zasięgu wzroku. W związku z tym, w pewnych momentach musieliśmy zgadywać, którędy wiedzie trasa rajdu. Mimo to humory nam dopisywały, a mniej więcej do połowy dystansu towarzyszyła nam roześmiana młodzież, która jednak nad zalewem Radzyna zaczęła coraz częściej zatrzymywać się, robiąc pamiątkowe fotki i wesoło dokazywać ... no jak to młodzież. Zostawiliśmy więc tę grupę, która znakomicie się bawiła nie przejmując się przecież wcale kiedy dotrze do mety. Wszak to ich wspaniale spędzany czas niedzielnego popołudnia.

 Kopia_Obraz_0113

 

 

Sama trasa nie była specjalnie pod nas. Głównie to był asfalt i chodniki, z pewnością więcej niż 60%. No ale biegacze mniej się tym przejmują. Częściowo wiodła po trasie Pyrlandzkiej Dychy, tylko że w kierunku odwrotnym. Miała liczyć 8 km, a meta miała być nad stawami wędkarskimi.

 Kopia_Obraz_0181

 

 

Okazało się jednak, że do stawów i na metę rajdu dotarliśmy już po niespełna 7 kilometrach. No i tu nastąpiło pełne zaskoczenie. Okazało się, że trzy aktywności połączono z rodzinnym festynem i piknikiem. Witano nas kiełbaską pieczoną na ognisku.

 

Potem raczono nas poczęstunkiem domowych ciast pieczonych przez miejscowe gospodynie. Do tego kawa, herbata, soki, woda. Jeszcze wafelki i bezalkoholowe piwo. No stoły może solidne były (jak to wszystko w Wielkopolsce), więc się nie uginały, ale zjeść to było trudno. Dla uczestników i ich rodzin przygotowano wiele konkursów traktowanych jednak zabawowo, bez nagród, gdyż nagrody były przecież cały czas na stołach i każdy raczył się nimi do woli. Strzelanie z łuku do tarczy, rzut piłeczką do puszek, bieg w płetwach, łowienie "rybek" na wędkę, rzutki również do tarczy dostarczały wszystkim wesołej rozrywki. No i pewnie jeszcze długo trwał ten festyn.

 

Kopia_Obraz_0361

My powoli opuszczaliśmy wesołe towarzystwo obdarowani torbami dla uczestników biorących udział w tej imprezie po raz pierwszy. Śmialiśmy się, że "puścili nas z torbami", ale w tym przypadku to był oczywiście żart. Wróciliśmy na Rynek maszerując z kijkami, co dobiło licznik dystansu rajdu powyżej 8 km.

Kopia_P1370323

 

Bardzo zadowoleni wracaliśmy do Poznania. Nordicowy dzień dostarczył wiele pozytywnych wrażeń i naładował baterie na kolejny tydzień.  Poniżej galeria zdjęć z rajdu i festynu.  

Złaz Kijkarzy Nordic Walking

Rajd po zdrowie - Komorniki - październik 2017

mk130363

Na tę niedzielę zaplanowane miałem dwa rajdy. Wszystko zależało jednak od pogody. Jeśli by nas nie przewiało i nie zlało do suchej nitki podczas pierwszej z zaplanowanych imprez, a jeszcze do tego by się rozpogodziło, to możliwy był udział w drugiej imprezie. Ta pierwsza to przedpołudniowy Marsz po zdrowie w Komornikach. 

Tę imprezę opisywałem przed miesiącem. Ta październikowa niewiele się różniła od tamtej. Tyle, że po deszczowych dniach było jeszcze bardziej mokro i dużo więcej błota na trasie.

Kopia_Obraz_0021

Kopia_Obraz_033

 

Sama trasa w sumie niemal identyczna z małą korektą, która o pół kilometra ją wydłużyła. Tym razem przeszliśmy dystans około 7,4 km. Jeszcze podczas rozgrzewki lekko mżyło, ale w w momencie wymarszu już coraz mniej kropel spadało. Nieco większa frekwencja była też tym razem za sprawą młodzieży, która poprzez udział w imprezie zyskiwała "jakieś punkty" do oceny z wf lub zachowania. Z tym, że większość tej młodzieży maszerującej pod dodatkową opieką nauczycieli maszerowała jednak bez kijów.

 Kopia_Obraz_034

Niewątpliwie jest to bardzo atrakcyjna impreza cykliczna, na której nie tylko maszerujemy, ale także doskonalimy technikę, zdobywamy wiedzę o sprzęcie NW. Coraz więcej przecież osób ta aktywność przyciąga i wciąż jest potrzeba edukowania osób rozpoczynających ją uprawiać w bardzo przyjemny sposób podczas rekreacyjnego rajdu.

 

Kopia_Obraz_062

Niewątpliwie warto skorzystać z takiej okazji, tym bardziej, że spotkanie w Komornikach jest bezpłatne, a przy okazji obcujemy z piękną przyrodą Wielkopolskiego Parku Narodowego.

 Na tym chyba skończę tę relację podsumowując ją linkiem do galerii zdjęć, która jeszcze zostanie uzupełniona zdjęciami z rozgrzewki.

     

Rajd po zdrowie - październik

VIII Jesienny KIJOMARSZ - 2017

mk130363

Z tą imprezą byłem przy jej narodzinach w 2010 roku. Wówczas wędrowaliśmy wokół Jeziora Swarzędzkiego "zbierając" po drodze literki do hasła konkursowego. Obecnie organizatorzy stawiają dużo większe wymagania kondycyjne uczestnikom. Maszerujemy doliną Cybiny, a dystans zdecydowanie przekracza 13 km. Ostatnio byłem tu 2 lata temu i muszę powiedzieć, że pogoda zawsze jest tu ta sama w dzień rajdu. Słonecznie i dość ciepło, choć rano na starcie jeszcze bywa rześko. Na start umówieni byliśmy po godzinie 10 z Anią i Staszkiem. Do naszej trzyosobowej ekipy dołączyła Julita. Po odbiorze kart startowych załapaliśmy się na rozgrzewkę prowadzoną przez jedną z instruktorek.

Kopia_P1360830

Potem szybkie odpalenie endomondo i ruszamy. Początek mnie trochę zdziwił, gdyż zamiast jak zwykle iść brzegiem jeziora, strzałki pokierowały nas w kierunku centrum, ale na szczęście nie trwało to długo. Wkrótce znów poprowadziły nas w stronę jeziora tyle, że nie do jego brzegu, ale na skarpę położoną wzdłuż, na której jest ścieżka rowerowa i spacernik. Tak więc jezioro podziwialiśmy zza drzew z pewnej wysokości. Zastanawiałem się dlaczego, ponieważ niedogodność maszerowania tu po kostce i asfalcie w pełni rekompensowały widoki znad brzegu jeziora, których tym razem nas pozbawiono. Wkrótce sprawa się wyjaśniła. Alejka spacerowa przy brzegu jest remontowana, stąd zakaz wstępu i konieczność maszerowania górą nieco dłuższą trasą. Dalej miało być już wiadomo jak, ale okazało się, że też nie za bardzo. Strzałki poprowadziły nas bowiem w kierunku centrum Gruszczyna, które dwa lata temu omijaliśmy bokiem. Te dwie zmiany trasy  spowodowały wydłużenie dystansu do ponad 14 km, i chyba zwiększyły procentowy udział nawierzchni twardej. Wg endomondo wyszło mi nawet 14,4 km, u innych widziałem 100 m mniej, ale ja wyłączyłem endo dopiero pod biurem zawodów, a nie przy bramie która była oficjalnym początkiem i końcem trasy. Maszerowaliśmy w czwórkę pierwsze kilometry, ale jakby w dwóch parach, Staszek z Julitą oraz ja z Anią.

Kopia_Obraz_0031

Pierwsi co jakiś czas wyprzedali nas o kilkadziesiąt metrów, później my ich doganialiśmy i tak to wyglądało do 9 kilometra, na którym zlokalizowano punkt kontrolny połączony z punktem nawadniania. Tu zeszliśmy się po raz ostatni. Przybiliśmy pieczątki i zrobiliśmy fotki także z grupą, którą dogoniliśmy tuż przed tym miejscem.

 

Kopia_Obraz_008

Nasze tempo nie było tym z zawodów, ale limit czasu na pokonanie trasy był dość znaczny, więc planowałem także na dłużej zatrzymać się przy punkcie widokowym nieco więc niż 2 km przed metą. Staszek z Julitą wyruszyli w dalszą trasę wcześniej od nas, my razem z grupą, którą dogoniliśmy wcześniej. Po przejściu miedzą przez pole doszliśmy do lasu,a  po wyjściu z niego poruszaliśmy się dość dziką ścieżką,

Kopia_Obraz_0112

by w końcu wyjść na tereny położone powyżej Doliny Cybiny i móc podziwiać jej piękną panoramę.

 

Na 11 km doszliśmy do wspomnianego wyżej punktu widokowego, gdzie czekała na nas Julita. Tu mój planowany odpoczynek w pełni pochłonęła sesja zdjęciowa, po której wyruszyliśmy w kierunku mety.

Kopia_Obraz_016Kopia_Obraz_022Kopia_Obraz_028

Kopia_Obraz_030

W tym czasie, gdy my jeszcze delektowaliśmy się promieniami słońca na punkcie widokowym, inni zbliżali się do mety.

 

Wydawało się, że mamy już bardzo blisko, ale zmiana trasy spowodowała, że wcale nie tak bardzo. Limit czasu na pokonanie trasy był do godziny 13.30, my doszliśmy jakieś 10 minut przed jego upływem.

Kopia_P1360974

Godzina startu jest w tym rajdzie sprawą płynną, gdyż każdy wyrusza na trasę kiedy chce (oczywiście w pewnych ramach czasowych) i maszeruje swoim tempem, albo samotnie, albo w małych grupkach. My wyruszyliśmy na trasę stosunkowo późno, więc i na metę nie wchodziliśmy jako pierwsi. Po wrzuceniu swoich kart startowych do kosza, z którego miano losować nagrody, otrzymaliśmy od organizatora chusty wielofunkcyjne w pięknym błękitnym kolorze, talon na posiłek regeneracyjny (pomidorowa lub grochówka do wyboru) oraz butelkę wody. W czasie gdy spożywaliśmy zupę, na scenie trwał konkurs między entuzjastami nordic walking, a entuzjastami jazdy na rowerze. Tradycyjnemu KIJOMARSZOWI towarzyszył bowiem tym razem rajd rowerowy na dwóch trasach. Obie aktywności połączono w jedną imprezę dla uczczenia 90 lecia Radia Poznań (dawniej Radia Merkury). Po tych konkursach nastąpiło losowanie nagród wśród uczestników połączonych aktywności. Nagrody trzeba przyznać były dość atrakcyjne np, koszulki kolarskie profesjonalnej firmy BCM Nowatex z Puszczykowa. Oprócz tego do wygrania było wiele innych nagród i tu muszę stwierdzić, że moja dobra passa w tym względzie trwa. Wygrałem kubek termiczny, notes oraz grę w domino. Namiot, pod którym była scena, na której wręczano nagrody oraz gdzie biesiadowaliśmy, opuszczaliśmy przy grze zespołu country.

Poniżej galeria zdjęć:

VIII Jesienny KIJOMARSZ

zaBIEGaj o FUNdusze - edycja 2

mk130363

W ubiegłym roku dość nagle i niespodziewanie wystartowałem w tym biegu. W tym byłem bardziej czujny i zapisałem się pierwszego dnia otwarcia listy startowej. Bieg jest bezpłatny i oferuje coś więcej niż medal i wodę na mecie, stąd zainteresowanie nim jest na tyle duże że limit miejsc zostaje wyczerpany przed końcem zapisów. Nie inaczej było w tym roku. Wprawdzie zamiast koszulki w pakiecie w tym roku zafundowano nam bidon, ale mnie akurat do nowego roweru to jak najbardziej pasuje, choć w dniu zapisu oczywiście nawet nie marzyłem o rowerze.  

przed1

W tym roku zaszły pewne zmiany w stosunku do ubiegłorocznej edycji. Po pierwsze, zmniejszono limit startujących z 1000 do 700 uczestników. I to nawet uważam za w pełni usprawiedliwione. W poprzednim biegu około 400 osób po prostu odebrało pakiety startowe z koszulkami i nie pojawiło się na biegu. Trudno użyć oględnych słów komentując takie postępowanie, w każdym razie jakaś ilość osób chętnych została pozbawiona możliwości startu. Wiedząc o tym, tym razem organizator ułatwił bardzo wyrejestrowanie i zwolnienie miejsca dla innych. Nie trzeba było pisać maila albo dzwonić, wystarczyło kliknąć myszką w swoim panelu zawodnika. Po drugie, zrezygnowano z dystansu dwóch okrążeń wokół Malty, pozostawiając możliwość wystartowania tylko na dystansie 5,4 km. Z tym pewnie przede wszystkim można wiązać właśnie zmniejszenie limitu startujących wspomniane wyżej. Tej decyzji raczej nie skomentuję, choć oczywiście chętni na dystans 10,8 km, by się znaleźli. Trzecią zmianą jest rezygnacja z ubiegłorocznej najstarszej kategorii wiekowej 60+. Tym samym najstarszą kategorią została 50+. Rozumiem, ze w ubiegłorocznej edycji nie było zatrzęsienia osób powyżej lat 60, jednak w większości biegów funkcjonują kategorie 70+, a przy bardzo renomowanych maratonach nie jest niczym zaskakującymi i 80+. I mimo, że wielu 70 latków z powodzeniem rywalizuje z 50 latkami, to jednak wrzucenie ich do jednej kategorii jest raczej mało stosowne. Ale oczywiście organizator ma prawo do takiej decyzji.   

    

Nad Maltę przyjechałem 20 minut przed startem. Pogoda była bardzo sprzyjająca, słonecznie, ale temperatura raczej nie przekraczała 15 stopni. Chłodził nas lekki rześki wiaterek. Ubrałem się na krótko i właśnie dlatego przyjechałem na start w ostatniej chwili z już założonym chipem  na but. Pakiety startowe można było odebrać dzień wcześniej i ja tak zrobiłem. W pakiecie bidon (przyda się choć bidonów u mnie dostatek), woda i oczywiście numer startowy. Bidony miały być dopiero na mecie, ale ostatecznie organizator zdecydował inaczej. Wystarczyło teraz zdjąć kurtkę i kask, zabezpieczyć rower, oddać rzeczy do depozytu i właściwie byłem gotowy. Lekko rozruszałem stawy. Jeszcze pogadałem z przyjaciółmi w oczekiwaniu na start i zaczęło się odliczanie. To był bieg więc startowałem z końca stawki uczestników i przez pierwsze metry dla bezpieczeństwa niosłem kije przed sobą, tak by nikogo nimi nie zahaczyć. Dopiero, gdy wszyscy biegnący oddalili się na kilka metrów, zacząłem iść już używając kijów do odpychania.

Właściwie od początku pełen gaz, oczywiście na tyle na ile obecne możliwości mi pozwalają. W ubiegłym roku z problemami miałem czas ponad 53 minuty. Teraz liczyłem na złamanie 50 minut, co oczywiście nie jest moim najlepszym wynikiem na tej trasie, ale tak krawiec kraje jak materiału staje. Po starcie tradycyjnie krótkie podejście. Biegacze oddalali się z każdą sekundą, szedłem samotnie, spoglądając od czasu do czasu na stoper i plecy ostatnich biegnących.

Pierwszy kilometr rewelacyjny  

1 km - 8:42

ale wkrótce za to zapłaciłem. Moje piszczele odwykły od takiego tempa. Tak mogę iść po 5 kilometrowej rozgrzewce, a nie pierwszy kilometr od samego startu. Ale cóż, jeszcze się na początku łudziłem, że może ktoś z biegaczy w dalszej części biegu tak osłabnie, że będę mógł się zbliżyć choć na kontakt wzrokowy. Więc starałem się utrzymać jak najmniejszą stratę. Skutkiem tego drugi kilometr w:

2 km - 9:39, po 2 km 18:21

Prawie minuta gorzej, a to raczej nie zapowiadało sukcesów. Dalej to już właściwie bez historii było. Liczyłem że może choć na ostatni kilometr piszczele puszczą, ale jedyne co udało mi się osiągnąć, to równe tempo do samej mety.

3 km - 9:24, po 3 km 27:45

4 km - 9:21, po 4 km 37:06

5 km - 9:22, po 5 km 46:28

Pozostało 400 m do mety i ... walczyłem do końca o te 50 minut. Ostatecznie przeszedłem je tempem 9:18/km i naprawdę więcej wykrzesać się nie dało.

5,4 km - 3:43, META - 50:11 netto.

Czas brutto 50:40. Zabrakło 11 sekund. To ten drugi kilometr zdecydował, jednak był za wolny, a piszczele pewnie by puściły, ale gdyby dystans był dłuższy niż 6 km. Wchodziłem jakieś 4 minuty po ostatnich biegaczach, więc już nawet na zdjęcie na mecie się nie załapałem, choć limit czasu był przecież godzinę. Na szczęście "dywanu" mi nie zwinęli i czas został zarejestrowany przez chip. Medal na szyję, pakiet finishera, czyli woda i wafelek, i po zawodach. Większość uczestników już się rozchodziła, pozostali właściwie ci, którzy zajęli czołowe miejsca w swoich kategoriach wiekowych. Ja również nie miałem już czego tu szukać, więc po odbiorze depozytu wróciłem do domu. 

No i na koniec taka smutna refleksja, dość podobna zresztą do ubiegłorocznej. Limit uczestników 700, na liście startowej osób 698. Ile osób odebrało pakiet startowy nie wiem, ale na mecie zameldowały się 497 osoby. Czy 201 osób zapisało się tylko po to, by otrzymać za darmo bidon?     

 

 

Pyrlandzka Dycha Nordic Walking w Kaźmierzu - 2017

mk130363

Tę imprezę zaplanowałem jeszcze w lipcu. Po raz pierwszy przy Półmaratonie Hochland i biegu na 10 km mieli wystartować kijkarze także na dystansie 10 km. Miało być bez rywalizacji, w formie rajdu. Czy tak było, o tym w dalszej części relacji. Imprezę przygotowano w formie rodzinnego festynu, w którym główną rolę odgrywały zawody sportowe. Przed głównymi konkurencjami nie zabrakło biegów dla dzieci. Imprezę wspierał MarszPoZdrowie z niezastąpionym Marcinem udzielającym instrukcji poprawnego chodzenia i porad dotyczących sprzętu NW. Marcin udzielał się zarówno przed, po, jak i na trasie samego rajdu.  

 Kopia_Obraz_0012

Kaźmierz (kiedyś Kaźmierz Wlkp.) to dla mnie także podróż sentymentalna. Stąd pochodziła moja śp. Mama i tu bywałem często jako dziecko także na wakacjach. Pamiętam smak maślanki i masła z miejscowej mleczarni. Mleczarnia zresztą była bardzo renomowana i słynna w całej Wielkopolsce, toteż nic dziwnego, że w czasach przejęć, ten największy zakład padł łupem Hochlandu. W tej miejscowości oczywiście także mieszka część mojej rodziny ze strony Mamy. Jednak nikogo nie uprzedzałem, że przyjadę tu na rajd i byłem ciekaw czy spotkam rodzinę kibicującą uczestnikom biegu i marszu. A ostatni raz w Kaźmierzu byłem chyba na początku obecnego stulecia, może był to rok 2002 lub 2003. Impreza zaczynała funkcjonować w kalendarzu biegowym w roku 2013 i już wówczas nawet myślałem by w niej wystartować, ale niestety rok 2013 był w zasadzie ostatnim, w którym regularnie biegałem. I na dodatek w bliskim terminie odbywał się akurat bieg bardzo słynny w Polsce (obecnie zapisy trwają na niego zaledwie 6 minut do wyczerpania limitu startujących) - Dycha Drzymały, w którym wówczas brałem udział. No ale doczekałem się, gdy do odbywających się tu biegów dołączono nordic walking, co jest tym bardziej trafione, że biegi mają formę przełajową, a trasa 10 km w 60% biegnie po naturalnych ścieżkach. Nie jest więc tu nordic na doczepkę, tylko w pełni uzasadniony.   

Na miejsce zawodów przyjechaliśmy dość wcześnie, tuż przed godziną 11. To efekt zapowiedzi, że biuro zawodów będzie czynne tylko do godz. 11.30. Chcieliśmy uniknąć ewentualnej kolejki odbierających pakiety na ostatnią chwilę. Jak się okazało nie było z tym problemu (bodajże 8 stanowisk odbioru dla 800 startujących). Po odbiorze pakietów tradycyjne banany na drugie śniadanie.

Kopia_P1360072

Zapowiedzi regulaminowe były chyba raczej straszakiem, by wszyscy nie zjechali na ostatnią chwilę. Jeszcze około godz, 12 pojedyncze osoby meldowały się w biurze i pewnie działało ono niemal do samego startu.

 

Kijkarzy miało być około 80, czyli 10% startujących. Już od samego przybycia wszędzie znajome twarze i radosne powitania. Paru wspaniałych przyjaciół zapisanych na marsz jednak zabrakło. Szkoda, bo miło by było ich gościć w mekce podziemnej pomarańczy. Nie mniej towarzystwo było bardzo doborowe.

przed_startem2

Kopia_Obraz_002

Już na długo przed startem uwagę przyciągało 8 rowerów eksponowanych przy scenie, które miały być losowane wśród uczestników  jako nagrody główne po zakończeniu zawodów. Żartowaliśmy sobie, że będziemy do Poznania wracać rowerami.

Start poprzedziła tradycyjnie rozgrzewka, bardzo różnie przez nas potraktowana. Ja głównie starałem się rozruszać stawy, ale delikatnie bez pajacyków itp.

Kopia_Obraz_006

No i po niej się zaczęło. Teoretycznie mieliśmy wystartować 5 minut po biegnących półmaraton i dystans 10 km. W praktyce wyruszyliśmy na trasę po prostu zamykając stawkę biegaczy, ja zupełnie na końcu.

 

Pogoda była dość biegowa, pochmurno i nawet kilka kropel deszczu spadło przed startem. W sumie to miało być cieplej i słoneczniej, ale najważniejsze, że nie lało jak dnia poprzedniego. W założeniach był start rekreacyjny, na luzie, z robieniem selfie na trasie i delektowaniem się urokami okolicy położonej z dala od wielkiej aglomeracji. W praktyce to większość maszerujących ruszyła tempem jak na zawodach. Nic nie było tu do wygrania oprócz osobistej satysfakcji z pokonania rywali, czy z uzyskanego czasu, a jednak sam fakt pomiaru czasu przez system z chipami zadziałał chyba dodatkowo "motywująco". Przez pierwszy kilometr byliśmy z Anią praktycznie w gronie osób zamykających peleton kijkarzy, który rozciągał się jednak z minuty na minutę.

 

 

Dworcowa_2

Pierwsze dwa kilometry wiodły po asfalcie, a wychodząc z Kaźmierza gawędziliśmy z innymi uczestnikami rajdu. W pewnym momencie widzę na chodniku moją rodzinkę kibicującą startującym. W kilku skokach podbiegam do nich ściskając serdecznie. Ale mieli miny zaskoczeni i jednocześnie uradowani. I już idę dalej goniąc Anię, która tymczasem uciekła na kilkanaście metrów. Przed 2 kilometrem zorientowałem się, że nie włączyłem stopera na starcie i postanawiam odpalić go przy chorągiewce mijając 2 kilometr. O odpaleniu endomondo na szczęście nie zapomniałem i nawet dość poprawnie rejestrowało przebieg marszu. W ostateczności dodało mi. jak szacuję około 130 m. ale cóż to jest przy 10 km. Trasę wyrysowałem na mapie jeszcze przed zawodami i wychodziło dokładnie 10 km. Pewne zmiany, których dokonałem po zapisie śladu zarejestrowanego przez gps nie zmieniłyby dystansu, gdyby nie początkowy i końcowy krótki odcinek, który musieliśmy dodatkowo pokonać do bramy startu/mety zlokalizowanej w pobliżu szkoły, która była gospodarzem wydarzenia. Przebieg trasy przedstawiam poniżej.

Muszę przyznać, że Ania nadała dość solidne tempo, w zasadzie nieodbiegające od tego z zawodów. Ania chodzi bez stopera i opiera się  włącznie na dyspozycji dnia i samopoczucia, nigdy się specjalnie nie ściga, tylko idzie swoim tempem. No dla mnie w pewnym momencie było to za szybko. Na dodatek zamarudziłem przez chwilę robiąc zdjęcia i plecy Ani znalazły się kilkadziesiąt metrów przede mną.

Kopia_Obraz_0111

Kopia_Obraz_013

Wówczas dogoniła mnie Ania z zaprzyjaźnionej drużyny Dynamic., która miała początkowo problemy z nabraniem odpowiedniej prędkości na asfalcie. Teraz na naturalnej ścieżce czułą się w swoim żywiole. Doszliśmy do Radzyny nad zalew. Piękna panorama, więc ja znów fotki robię i druga Ania ucieka mi nie oglądając za siebie.

 

Kopia_Obraz_0171

Jeszcze jakieś selfie na tamie i dołączam na chwilę do trójki mieszkanek Kaźmierza, by załapać się na fajną fotkę.

 Kopia_Obraz_018

Dochodzimy do niewielkiego wzniesienia. Teraz wiem, że ulica nazwa się Podgórna. Biegacze pewnie cierpią tutaj, ja jestem w swoim żywiole, tu wyraźnie widać jak mogą pomóc kije podczas marszu na podejściu. Zostawiam z tyłu sympatyczne dziewczyny i powoli zaczynam się  rozpędzać gdzieś w połowie 7 kilometra. Idę coraz szybciej doganiając kolejnych uczestników marszu. Trochę to przypominało moje niegdysiejsze starty w zawodach, tyle że tam na ogół było to spowodowane tym, że rywale słabli na długiej trasie, tutaj ja po prostu bawiłem się przez przeszło 6 km i teraz gdy "wrzuciłem najlepszą przerzutkę" szybko odrabiałem straty. Na trasie były dwa zapowiadane punkty nawadniania na 3  i na 7 km. Na obu izotonik i woda w dowolnych ilościach a dzieci podające napoje były poustawiane na kilkudziesięciu metrach, więc można było nawet kilka kubeczków pochłonąć. Później okazało się że jeszcze na 1 km przed metą można było zaczerpnąć napoju nawadniającego. I właśnie po 7 km nabrałem już właściwego rozpędu. Teraz już  szedłem jak na zawodach. Międzyczasami do tej pory za bardzo się nie przejmowałem, choć zdziwiło mnie że chorągiewki oznaczające 2 i 3 kilometr mijałem w odstępie ponad 11 minut. Nie no, tak wolno nie szedłem na pewno, musiał być jakiś błąd ustawienia trudno powiedzieć czy 2 km. czy 3.

Moje międzyczasy wyglądały następująco:

1 km - 9:06

2 km - 9:40, po 2 km 18:46

3 km - 9:32, po 3 km 28:18

4 km - 10:12, po 4km 38:30

5 km - 9:27, po 5 km 47:57

 6 km - 9:43, po 6 km 57:40

 7 km - 9:00, po 7 km 1:06:40

 8 km - 8:50, po 8 km 1:15:30

Po ósmym kilometrze zobaczyłem daleko przed sobą plecy Ani. No i to dodało mi jeszcze sił. Postanowiłem zbliżyć się jak najbardziej. W dogonienie raczej nie bardzo wierzyłem, choć nie takie odległości w przeszłości potrafiłem odrobić. No i zbliżałem się niemiłosiernie szybko.

9 km - 8:24, po 9 km 1:23:54

Tymczasem inni finiszowali na mecie, czasem pozwalając sobie na dżentelmeńskie gesty.

Kopia_P1360420

 

Już tylko kilkadziesiąt metrów dzieliło mnie od Ani i jakieś pół kilometra do mety. Postanowiłem, że jednak wejdziemy na nią razem, ale chciałem, by to wyszło naturalnie, więc nie wołałem, by Ania na mnie poczekała. Jeszcze 100 m przed metą będąc kilka kroków za nią krzyknąłem dopingując ją do finiszu. I po chwili niemal zrównaliśmy się wychodząc na ostatnią prostą.

Kopia_P1360578

 

P1360580

Sam słyszałem doping przyjaciół i mojej rodziny obserwujących te ostatnie metry. Wchodziliśmy na metę razem, ja już nie cisnąłem na ostatnich trzech krokach, chciałem tylko wejść razem, a nie wygrać. Ostatecznie Ania była szybsza wg czasu brutto o 1s. Czasy netto mamy identyczne 1:32:36. Ależ to był super finisz.  

10 km - 8:42,  META 1:32:36        

No super, taki czas przy tak lajtowym potraktowaniu pierwszych 6 km. Normalnie chyba 1:30 by pękło.

Ściskam na mecie Anię za to piękne wejście i piękny marsz. Medal na szyję, Puszka jakiegoś napoju w rękę. Dochodzą na metę kolejni walkerzy. Ja jeszcze odnajduję w tłumie kibiców moją dopingującą rodzinę, by choć chwilę porozmawiać. Wracam na metę, gdzie wchodzą kolejni uczestnicy. 

Kopia_P1360621

Nie mogę doczekać się posiłku regeneracyjnego. Szare kluchy z kapustą królują dziś w menu. Są tak smaczne, że nie oparłbym się i trzem porcjom.

 

Ale dokładek nie przewidziano. Oczekując na dekoracje zakładamy kurtki, jednak nie jest tak ciepło jak zapowiadano, a zgrzaliśmy się podczas marszu do mokrego podkoszulka. Teraz czekamy już tylko na losowanie nagród. Najpierw losowane są bony zakupowe do Decathlonu wśród uczestników nordic walking. Dwa po 150 zł, dwa po 100 zł i 2 po 50 zł. Uczestnicy biegów dostaną te bony za miejsca 1, 2, 3 zajęte w rywalizacji. Potem następuje losowanie 30 nagród wśród wszystkich uczestników zawodów. Tu jedni się cieszą że coś dostali ale równocześnie żałują że nie mają już szans na jeden z rowerów. Inni cieszą się, że nie zostali wcześniej wylosowani, bo wciąż mają ochotę wracać do domu rowerem :). No i w końcu losują te główne nagrody. Mieliśmy z Anią numery 785 i 786, i wcześniej losowanie strzelało bardzo blisko nas bo wszystkie trzy numery wyższe niż nasze coś wylosowały. Jeden rower, drugi, trzeci ... uciekają kolejne szanse. 

I przy siódmym ...pada numer 785, czyli mój. Nie wierzę, po prostu nie wierzę, to się nie dzieje, ależ radocha. Wszyscy szczęśliwcy z rowerami na scenie.

z_rowerem

Kaźmierzu kochany, masz super imprezę biegową i teraz dołączyłeś do niej nordikową. Niech nikt nie spieprzy tego rajdu zawodami. W tej formule kto chce może się ścigać, kto chce będzie się tylko bawił, a kto będzie mógł i chciał, połączy jedno i drugie.  

Poniżej link do galerii moich zdjęć połączona z tymi, które mi zrobiono.

Pyrlandzka Dycha Nordic Walking

A poniżej zapowiadana wcześniej jeszcze jedna bardzo obszerna galeria zdjęć.

Hochland Półmaraton i Pyrlandzka Dycha

parkrun Dąbrówka #3

mk130363

Trochę niespodziewanie wystartowałem w 3 edycji parkrun Dąbrówka. W planach był charytatywny marsz w Lusowie, który niestety nie odbył się ze względów organizacyjnych. Wobec takiej sytuacji wykorzystaliśmy z Anią wolny ranek na ponowną wizytę w Dąbrówce.

Kopia_P1350849

Chyba stanie się to miejsce moim ulubioną lokalizacją parkrun i pojawiła się nadzieja, że kiedyś osiągnę limit 100 imprez, by otrzymać pamiątkową koszulkę potwierdzającą to osiągnięcie. Są na to szanse, gdyż w obecnej chwili mam 61 biegów zaliczonych i zyskałem sojuszniczkę w tych dążeniach, bo Ania ma apetyt na koszulkę "50". Tak więc mam okazję by pojawiać się tu w każdą możliwą wolną sobotę i będę to robił bardzo chętnie.

Pogoda bardzo nam sprzyjała, choć wydawało się z rana bardzo chłodno. Było 9 stopni gdy wychodziłem z domu, a w momencie rozgrywania biegu miało być tylko 12 stopni. W związku z tym przyjąłem opcję ubioru z długimi legginsami i długim rękawem pod klubową koszulką. W rzeczywistości słońce przygrzało i temp. odczuwalna była zapewne powyżej 15 stopni, a że my się jeszcze rozgrzaliśmy podczas marszu, więc można było nawet iść nawet na krótko. Niemniej aż tak bardzo się nie spociłem podczas marszu może dlatego, że aż tak bardzo nie cisnąłem.

 

Przed startem kilka słów powitalnych oraz grupowe zdjęcie, będzie tu tradycją. Tym razem nieco mniej uczestników niż na inauguracji pozwoliło nam stanąć do zdjęcia nieco z przodu. Potem już tylko załączenie endomondo i start.

 

Kopia_P1350871

Tym razem postanowienie było bardzo mocne, by pójść rekreacyjnie w tempie 9:30 lub nawet 10 min/km. No ale na ogół i tak idzie się jednak szybciej. Nie inaczej było i tym razem. Jednak uciekający inni uczestnicy podświadomie powodują że idziemy czasem szybciej niż byśmy chcieli. Ania już od startu miała kilkanaście metrów przewagi nade mną i stopniowo choć bardzo powoli tę różnice powiększała. Ja maszerowałem swoim tempem wraz z wolontariuszem zamykającym stawkę uczestników gawędząc trochę o biegu w Dąbrówce oraz o kwestiach oznaczeń trasy. Niewątpliwie przydałyby się na tej trasie trwałe oznaczenia kolejnych pokonywanych kilometrów. Tu ułatwi osiąganie dobrych wyników tym, którzy zechcą się ścigać z czasem.  Mnie tym razem bardzo dokładnie pomagało endomondo. Niemal dokładnie zapis marszu pokrył się z trasą wyrysowaną przeze mnie 2 tygodnie temu na mapie. No i wyszło mi tym razem właśnie dokładnie 5,07 km. To by potwierdzało moje przypuszczenie, że można by start i metę przenieść nieco bliżej lasu. No ale moje pomiary trudno uznać, za geodezyjne i niewątpliwie kilkanaście metrów możemy też nadkładać omijając bokiem kałuże. 

 

Kopia_P1360014

Kopia_04

 Szedłem bardzo równym tempem, a moje międzyczasy początkowo wyglądały następująco.

1 km - 9:01

2 km - 8:59, po 2 km 18:00

3 km - 9:02, po 3 km 27:02

W tym momencie jednak stwierdziłem, że idę zbyt szybko wobec założeń i nieco odpuściłem.

4 km - 9:23, po 4 km 36:25

Na piątym kilometrze jednak znów przyspieszyłem. To zapewne efekt nieuchronnie zbliżającej się mety. 

Wraz z prawdopodobnym niewielkim nadłożeniem dystansu pokonałem ostatni odcinek w

5 km - 8:56 osiągając na mecie czas netto 45:21.

 

Oficjalny czas brutto zmierzony przez organizatora to 45:36. Muszę jednak bliżej się ustawiać na starcie, bo tracę tu każdorazowo kilkanaście sekund rozpoczynając marsz z dość odległego miejsca. Przy liczbie uczestników taka jak zapewne tutaj będzie się pojawiać (50) jest to możliwe przy pokonywaniu kilkunastu pierwszych metrów bez użycia kijów, a zawsze później oficjalny wynik brutto będzie bliższy wynikowi netto.

Byłem zadowolony i z tego wyniku jaki osiągnąłem, i z pięknie rozpoczętej soboty. Naprawdę warto czasem wstać wcześniej w wolny od pracy dzień, dla tak przyjemnych doznań i tych wydzielających się endorfin nastrajających bardzo pozytywnie na resztę dnia.

W relacji pojawi się jeszcze oczywiście galeria zdjęć. Nie wiem jak duża, gdyż zdjęcia otrzymam dopiero od Ani w następny weekend.

Na razie jako zajawka część tej galerii.

parkrun Dąbrówka #3

 

Rajd po zdrowie - Komorniki - wrzesień 2017

mk130363

Ten cykliczny rajd odbywa się nieprzerwanie od kilku lat, Zawsze w drugą niedzielę miesiąca poza okresem wakacyjnym (lipiec, sierpień). Już kilka razy go opisywałem. Wszystko odbywa się jak zawsze zgodnie z ustaloną tradycją. Najpierw rozgrzewka,

Kopia_0029

później marsz na dystansie zazwyczaj około 7-8 kilometrów, w trakcie którego zatrzymujemy się 2-3 razy by wykonywać różne ćwiczenie, rozciągające, siłowe, czy po prostu doskonalące technikę nordic walking.

 

Kopia_Obraz_015

 

Kopia_Obraz_019

 

Kopia_0057

Kopia_Obraz_045

Na zakończenie jeszcze kilka ćwiczeń rozciągających i śniadanie.

Kiedyś żartowaliśmy, że to dla tego śniadania przyjeżdżamy, ale prawda jest taka, że atmosfera tego rajdu jest tak wspaniała, iż gorąca kiełbaska podana po wysiłku jest tylko wisienką na torcie tego sympatycznego spotkania. Oczywiście nie inaczej było tym razem. Pogoda nam wprawdzie zbytnio nie dopisywała, pochmurno i mżawka, do tego mokre podłoże, ale w zasadzie bez błota. Mimo tego zawsze znajdzie się przynajmniej kilkunastu chętnych. Tempo jest bardzo rekreacyjne, nikt za bardzo się nie spieszy, choć oczywiście kondycja uczestników jest różna i czasem jak ktoś przejdzie szybciej jakiś odcinek, potem czeka na innych. Przy tym pogaduszki często dotyczące nordika lub tematów z nim związanych. No i to co najbardziej chyba przyciąga, to piękna okolica Wielkopolskiego Parku Narodowego, którą podczas tego rajdu przemierzamy. Już "ostrzę" już sobie groty kijów na spotkanie październikowe, a tymczasem zachęcam do obejrzenia galerii zdjęć. W niej, moje zdjęcia uzupełniłem kilkoma zdjęciami organizatora i zdjęciem jednej z uczestniczek oraz dodałem zdjęcia otrzymane od Ani.

Rajd wrzesień 2017

 

 

 

parkrun Dąbrówka #1 - inauguracja

mk130363

2 wrzesień 2017

Blisko Poznania powstała kolejna lokalizacja biegów parkrun. Jest to o tyle istotne dla uprawiających nordic walking, że trasa tych zawodów wiedzie po ścieżkach naturalnych - leśnych, tak przez nas lubianych. Oczywiście trzeba zdawać sobie sprawę, że będziemy klasyfikowani w biegu razem z biegaczami, czyli praktycznie na końcu listy wyników ale fajne jest to że będziemy mieć czas zmierzony za darmo, zaliczony udział w zawodach i spotkanie w sympatycznym gronie osób zakręconych wokół aktywności ruchowych. Inaugurację tej lokalizacji postanowiliśmy zaszczycić w kilkuosobowym gronie kijkarzy, i zostaliśmy tu bardzo serdecznie zaproszeni i mile przyjęci. W założeniach mieliśmy pójść rekreacyjnie, ale nieobecność dwóch pań spowodowała, że od tej formuły faktycznie nieco odeszliśmy. Byliśmy dość wcześnie na miejscu, i zaliczyliśmy mały spacerek z parkingu na start, który jest zlokalizowany na tej samej prostej z której zaczynamy Bieg i Marsz o Koronę Księżnej Dąbrówki, tyle że jest on nieco dalej położony. Po przywitaniu z organizatorami wracamy po kije i mamy jeszcze nadal wiele czasu. Fotografujemy się z "kurczakami" czyli z żurawiem i wilgą maskotkami gminy Dopiewo. Po kilkunastu minutach udajemy się ponownie na start. I niby jesteśmy zwarci i gotowi,

 Kopia_P13407381

ale nagle przypominamy sobie ze Staszkiem że nasze "kody" zostawiliśmy w samochodzie. Szybki 500 metrowy trucht na parking był niezłą rozgrzewką, ale jeszcze zdążyliśmy na dość długą część oficjalną inaugurującą trasę i lokalizację biegu w Dąbrówce.

Kopia_P1340755

Zdjęcie grupowe, z tym był pewien kłopot. 100 osób bez górki nie da się ustawić w dodatku w poprzek drogi tak aby wszyscy byli widoczni. My ustawiliśmy się z uwagi na środki bezpieczeństwa na końcu stawki startujących, więc tylko mogliśmy pokazać swoje kije unosząc je do góry.

P1340758 

W końcu ruszamy, endomondo zaskoczyło, stoper włączony kontrolnie i idziemy.

Kopia_start5

Staszek i Janek dość szybko pokazali nam plecy. Ania ruszyła bardzo ostro z uwagi konieczność rozgrzania przy ubiorze na krótko, ja spokojnie z tyłu, za mną dwie dziewczyny. Trasa początkowo w miarę przesuszona po całodniowych opadach, ale słyszeliśmy, że na trasie będą wodne przeszkody. Przeszkody to nie były jednak zwykłe kałuże, to były całe kilkunasto i kilkudziesięciometrowe odcinki drogi wypełnione brązową wodą co najmniej po kostki. No ale że czas w ogóle dżdżysty jest więc bokiem wdeptane już były wąskie ścieżynki ułatwiające ich ominięcie. Niemniej mogło to mieć wpływ na niewielkie wydłużenie pokonywanego dystansu wężykiem. Ania nadawała ostre tempo choć parę razy się za mną oglądała. Podpowiadałem jej jednak by się mną za bardzo sugerowała tylko szła swoim tempem, gdyż ja po rozgrzaniu mogłem wyciągnąć dalej swoje dłuższe nogi i ją dogonić. Cały czas idąc za Anią kilkanaście metrów dogoniłem ją około 2 kilometra na kilka metrów. Ale wcześniej dołączył do nas jeszcze jeden kijkarz, który wszedł z boku na trasę zawodów, na około 1,5 kilometra od miejsca startu. Właściwie to za bardzo nie wiedziałem o co chodzi. Musiał on bowiem wyjść ze startu wcześniej i już nie wnikam, czy po prostu czekał tam na nas, czy w tym czasie szedł inną trasą. W każdym razie gdy dołączył do naszego dość rozciągniętego peletoniku kijkarzy (ucieczka Staszka i Janka była około 150 m z przodu) zaczął się z nami ścigać jakby był uczestnikiem zawodów. Gdy my po pokonaniu kolejnego około 1,5 kilometra poszliśmy prosto na krzyżówce na kolejny odcinek trasy w kształcie trójkąta, ten "dziki" zawodnik skręcił w prawo w kierunku mety. Dzięki temu podstępowi wyprzedził także idących w tym czasie po trójkącie Staszka i Janka. W zasadzie to trudno to jakoś skomentować. Czy pan po prostu w tym czasie trenuje po  swojej trasie i przypadkowo znalazł się w naszym rywalizującym gronie, czy zaplanował taki właśnie start. W każdym razie nie wiadomo kto to jest ponieważ pan został sklasyfikowany jako zawodnik nieznany, a na mecie nie wiedzący o niczym mierzący czas wolontariusz oczywiście odbił na stoperze jego czas wejścia. Ja utrzymywałem się kilka metrów za plecami Ani, ale na trójkącie przeszkodził nam samochód dostawczy ciągnący powóz. Całkowicie zablokował on całą szerokość drogi między wysokimi krzakami. Wymusił pierwszeństwo na Ani niemal spychając ją w te krzaki. Wjechał z rozpędu w kałużę i zatrzymał się. Zachowanie kierowcy określiłbym najdelikatniej mówiąc jako bezczelne. Widział idącą naprzeciw kobietę i mimo to w miejscu gdzie nie było miejsca by stanąć z boku, kontynuował jazdę nie zwracając uwagi na idących. Ania przedzierając się przez krzaki ostatecznie jakoś przeszła dalej. Ja musiałem poczekać aż samochód wyjedzie z kałuży, gdyż w miejscu w którym ja się znalazłem nie było już pędzi ziemi miejsca między nim a krzakami. Straciłem przez to kilkanaście sekund i Ania odeszła mi na kilkadziesiąt metrów, której to straty już nie zdołałem nadrobić. Ostatecznie tez tak właśnie wchodziliśmy na metę. Mój czas 44:45 był bardzo podobny do tego, który uzyskałem w Osielsku. Jest to chyba obecnie szczyt moich możliwości prędkościowych, choć przyznam że nie mam obecnie zbytnio powodu, by jakoś szczególnie podczas takiego marszu cisnąć. Na mecie czekali już na nas Staszek i Janek oraz oczywiście biegacze.

 

Kopia_P1340924

 

 

Kopia_ja2

 

Kopia_P1340936

Troszkę mnie ten nieplanowany wyścig zmęczył i przyznam, że bardzo chętnie napiłem się wody przygotowanej dla uczestników.

 

Trasa muszę przyznać jest bardzo atrakcyjna i niespotykana na innych zawodach. W Poznaniu na Cytadeli też jest ciekawie, bo jest miejsce, gdzie szybciej biegnący spotykają się z wolniej biegnącymi im naprzeciw i mogą sobie przybić piątkę. Tu natomiast są normalne krzyżówki, na których najszybsi przebiegają w poprzek trasy tym wolniejszym i odwrotnie. Ciekawe prezentują to zdjęcia.

k1

 

Ruchem "kierują" wolontariusze, a trasa jest oznakowana strzałkami na tabliczkach. Przydałoby się jeszcze oznakowanie poszczególnych kilometrów, ale to dopiero początek i pewnie kiedyś się pojawi także.

Trasa wydała mi się nieco dłuższa niż 5 km, ale to był efekt rewelacyjnych międzyczasów meldowanych na poszczególnych kilometrach (między 8:15 a 8:50/km) i w efekcie GPS pokazał 5,27 km Po wrysowaniu jej na mapę wyszło mi więcej tylko o 70 m.

 

Ale nie będę się tutaj upierał, zresztą można to w każdej chwili skorygować przesuwając nieco miejsce startu i mety na kolejnych zawodach. Organizatorzy przygotowali dodatkowe atrakcje dla uczestników. Najmłodsi zostali obdarowani maskotkami, rozdano też wiele breloczków z maskotkami Dopiewa. Organizatorzy jeszcze raczyli niespodziankami uczestników, ale my powoli kończyliśmy swój udział w imprezie. Na pewno jednak jeszcze tu zawitamy.   

Kopia_Obraz_086

       

Poniżej link do galerii zdjęć prezentujących nordic walking na parkrunie.

parkrun Dąbrówka #1 nordic walking

 

Druga galeria

parkrun Dąbrówka #1

Puchar Wielkopolski Nordic Walking - Śrem 2017

mk130363

Wszyscy pamiętamy zawody sprzed roku w strugach deszczu, błocie i kałużach wody, których nawet nie warto było próbować omijać. Tym razem znacznie lepiej trafiliśmy z pogodą. Rano jeszcze niebo było zachmurzone, ale im było bliżej startu, tym przecierało się, a słońce zrazu nieśmiało, coraz odważniej muskało nas promieniami. Pogoda kijkowa można by powiedzieć, nie interpretując tego jako "kijowa". Zawody były finałem Pucharu Wielkopolski, a ja choć nie startowałem w żadnym z etapów, to jednak na każdym z nich byłem, oczywiście jako kibic i fotoreporter oraz przewodnik dla najmłodszych w Mini Nordic Walking. W każdym z etapów przeszedłem też trasę zawodów. Ta ze Śremu została nieco przekonstruowana względem ubiegłorocznej. Niby ścieżki były prawie te same, ale nieco inaczej ułożone. Po ostatnich zawodach wiele osób zapewne zdziwiły nadzwyczaj dobre wyniki czasowe. I parę przynajmniej osób miało wątpliwość co do faktycznego dystansu trasu. I trochę chyba mają rację, jeśli większość osób bije wyniki z Osielska (na przecież trasie uznawanej za bardzo szybką) od kilkudziesięciu sekund do ponad dwóch minut na dystansie 5 km a prawie 3 minut na dystansie 10 km to musi to budzić cień podejrzeń o trasę nieco krótszą niż nominalna. Trudno to oczywiście rozstrzygnąć z mojej perspektywy, ale mój GPS przy bardzo wężykowatym śladzie pokazał, że pętla miała 2,42 km. Przyjmując, że naddatek wężyków rekompensowany był ubytkiem na ostrych zakrętach i nawrotach mogło tyle właśnie być. Tym bardziej, że większość zakrętów pokonywałem po zewnętrznej, dając wolną drogę tym, którzy ścigali się na trasie. Tu jako anegdotę mogę przytoczyć, że Bogdan Grygorowicz później już po zawodach podszedł do mnie i pokazywał mi, jak go przepuszczałem, stając w miejscu bokiem i niemal witając go ukłonem. Próbowałem później na podstawie ubiegłorocznej trasy oraz tegorocznych zapisów endomondo kilku osób odtworzyć na mapie faktyczny przebieg trasy, ale muszę przyznać, że było to bardzo trudne ze względu na zalesienie terenu, na którym odbywały się zawody. Niemniej efekt moich wysiłków przedstawiam poniżej.

Jak widać dystans wyszedł podobny jak z mojego GPS, ale nie będę się upierał jeśli ktoś będzie twierdził, że było jednak 20-30 metrów więcej. Trasa oczywiście w całości wiodła po naturalnych ścieżkach parku, na stadionie na żużlowej bieżni z małym odcinkiem asfaltu przy wyjściu ze stadionu, gdzie zlokalizowano podwójny punkt nawadniania.

Zarówno przed jak po zawodach był czas na spotkania z przyjaciółmi z nordicowych tras.

przyj

 

 

Obraz_016Zawody rozpoczęły się oczywiście od rozgrzewki tradycyjnie poprowadzonej przez Edytę Kędzierską.

 

 

 

Obraz_029

Następnie wszystko toczyło się wypracowanym zwyczajem zgodnie z programem wszystkich zawodów.

 

Obraz_160

Po wystartowaniu wszystkich uczestników i ja udałem się na trasę, by pokonać jedną pętlę zawodów, podczas której zamierzałem fotografować przebieg rywalizacji.

 

Tu jednak mój apetyt na fotografie z trasy poskromiły komary. Podczas marszu trudno je było poczuć, gdyż zapewne nie mogły dogonić uczestników. Jednak gdy ja przysiadłem na jednej z ławeczek parkowych, natychmiast moje odkryte części ciała pokryły bąble ukąszeń. Dlatego dość szybko postanowiłem wrócić na stadion by dokumentować finiszowanie startujących i jednocześnie ich dopingować.

Kopia_P1340180

Obraz_263

.

Obraz_302

Obraz_355

 

Po zawodach dla dorosłych odbył się oczywiście "marsz" dzieci, który poprowadziłem. No marsz to oczywiście muszę jednak w cudzysłowie napisać, gdyż zwłaszcza na finiszu doszło do niekontrolowanych emocji i co za tym idzie do biegu liderów marszu. Zresztą ja musiałem wzbić się na moje obecne wyżyny prędkościowe, by dzieci nie wyprzedziły mnie zbyt wcześnie. Dystans tego marszu był nadspodziewanie duży, bo było to całe jedno okrążenie stadionu, czyli 400 m . Myślę, że dla tych najmłodszych to jednak było zbyt dużo. Każde dziecko udekorowane zostało oczywiście na mecie medalem, takim samym jak wszyscy uczestnicy zawodów dorosłych.

Kopia_P1340427

 

 

 

Na finiszu ja już nawet nie próbowałem dotrzymać kroku najszybszym :)

 

Marsz dzieci jest zawsze bardzo radosnym wypełnieniem czasu w oczekiwaniu na ogłoszenie wyników i dekoracje najszybszych walkerów. Tym razem te dekoracje miały dwie odsłony, samych zawodów w Śremie i całego cyklu Pucharu Polski. 

 

 

Poniżej przedstawiam linki do dwóch bardzo obszernych galerii zdjęć z tego wydarzenia. 

PW Śrem 2017

PW Śrem 2017 cz.2

 

Pojawi się też jeszcze trzecia galeria przedstawiająca zdjęcia innych uczestników lub fotografów, na których znalazłem siebie lub przyjaciół z zespołu FNWT. Ale to później bo rozumiem że największe zainteresowanie wzbudzać może teraz ta galeria nr 2

 

PW Śrem 2017 cz.3

 

 

   

 

 

 

IX Mistrzostwa Polski Nordic Walking - Osielsko 2017

mk130363

Na wstępie dziękuję za zainteresowanie poprzednim artykułem. W dniu publikacji zajrzało do niego prawie 800 czytelników. A cieszył się wyjątkowo dużą popularnością również w kolejnych dniach. Także platforma Bloxa została nim poruszona, gdyż udostępniła artykuł także na swoim fanpage. Wielu z Was pozytywnie ustosunkowało się także do problemu w nim poruszonemu, zaznaczając polubienia, publikując swoje zdjęcia , czy zaznaczając że wiele takich zdjęć macie także,

W tym roku w Mistrzostwach wystartowałem po raz pierwszy na dystansie 5 km. Tak, wiem że to malutko z perspektywy moich poprzednich startów, ale dla mnie na tę chwilę to duży postęp. Nie miałem przy tym zupełnie żadnych oczekiwań sportowych, poza dobrą zabawą i spotkaniem z Wami. Rekreacja, która została mi podarowana w ostatnich dwóch miesiącach budzi optymizm, ale maratony i ściganie się nie są już raczej dla mnie. Tempo moich treningów w stosunku do poprzednich lat spadło do poziomu zupełnie rekreacyjnego, ale ja zawsze czerpałem radość, także a może przede wszystkim właśnie z takich wyjść, więc mi to nie przeszkadza. Ciesze się z tego co mam, bo zimą nie miałem nic. Teraz powoli dochodzę do normalnego funkcjonowania i mogę korzystać z uroków naszej pasji. 

W Osielsku zameldowaliśmy się z Anią tuż przed startem dystansu na 10 km. Wszystko działo się w dość dużym tempie, a do startu niewiele ponad godzinę. Już idąc z parkingu witamy się z Olgierdem i Małgorzatą, którzy jakby wyszli nam naprzeciw :) Potem przywitania z drużyną i ze znajomymi. Pakiety startowe w biurze zawodów odebraliśmy bez problemu i bez kolejki. Potem banan, no i co chwilę mały kubeczek wody.

Kopia_z_ferdynem

banan nie tylko na twarzy

Rozpoczyna się rozgrzewka prowadzona jak zwykle przez Edytę, którą poprzedziło oczywiście oficjalne rozpoczęcie Mistrzostw.

z_P1320504

Robię pierwsze fotki idącym w półmaratonie i na dyszkę.

 

z_Obraz_029

 

W tym tłumie to najczęściej przypadek z kim porozmawiam choć przez chwilę. Wszyscy przemieszczają się we wszystkich kierunkach. Przy tak dużej liczbie uczestników jest jak w ulu. Nasz zielony namiot jest punktem zbornym dla drużyny i łatwo go znaleźć jak latarnię morską. Gdy zbliża się godzina startu 5 km zaczynamy się gromadzić przy odpowiednich boksach. Nie mogę znaleźć swojego bo ... wszędzie stoją kobiety. No po prostu jest ich tak dużo że zasłaniają panów. Szukam i już prawie znajduję swoją kategorię chcąc przebić się do moich rywali , ale łapie mnie jakaś telewizja. Przeprowadza ze mną szybki wywiad na gorąco, tuż przed startem. Uff wreszcie jestem wśród "swoich" panów i tu mam okazję chwilę porozmawiać z poznanym niedawno w Okonku Tomkiem, który startuje w sąsiedniej młodszej kategorii. Wychodzimy po kolei kategoriami wiekowymi na pola startowe. Endomondo załapało sygnał i już je uruchomiłem. Stoper do kontroli czasu w gotowości. Nie, nie będę bił żadnej życiówki. Ale lubię wiedzieć jak idę.  Ustawiam się na końcu stawki, by nikogo nie blokować. Na treningach chodziłem ostatnio w tempie 10min/km. Niczego więcej nie oczekuję, choć oczywiście zawody wyzwalają głęboko zakopane pokłady energii. Startujemy ze stadionu, gdzie organizatorzy zawsze inaczej ustawiają przebieg trasy. Tuż po starcie widzę z bardzo daleka i słyszę okrzyki Żanetty, a potem Edyty dopingujących mnie,a może to było w odwrotnej kolejności. W każdym razie macham do nich, żeby widziały, że słyszę i dziękuję.

DSC_2724

 

Tym razem idziemy po pętli w kierunku odwrotnym do ruchu wskazówek zegara, czyli tak jak było na pierwszych zawodach rozegranych w Osielsku. W przybliżeniu trasa wyglądała tak.

 Ze stadionu wychodzimy na szutrową ścieżkę wzdłuż ulicy. Nie jest to nordicstrada, ale można bez problemu wyprzedzać. Mimo tego zdarzają się zachowania żenujące. "Ja sobie boczkiem, boczkiem" i po mojej lewej stronie przebiega pan z kijkami "pod pachą" . Wchodzimy w las i mijamy tabliczkę z oznaczeniem pierwszego kilometra. Chwilę wcześniej odzywa się powiadomienie endomondo Jestem mile zaskoczony. Endo odezwało się niewiele po przekroczeniu czasu 9 minut. Jednak dokładna analiza trasy i przebiegu mojego marszu wskazuje, że pierwszy kilometr pokonałem w czasie 9:17. Później endo będzie mniej dokładne dodając na każdym kilometrze po kilkanaście, czy kilkadziesiąt metrów, stąd międzyczasy wg powiadomień głosowych były nieco bardziej optymistyczne niż rzeczywistość. Jednak to nastrajało mnie coraz bardziej pozytywnie, co do mojego ostatecznego wyniku. Moi rywale odeszli mi dość daleko, ale wciąż miałem jakieś miłe towarzystwo z innych kategorii i innych dystansów, i dziękuję za wszystkie pozdrowienia na trasie. Rozpoczynają się też mijanki na trasie. Tu zaczną się pewnie kolejne kontrowersyjne sytuacje, myślę, ale tymczasem mijamy pierwszy punkt nawadniania. Wkrótce wychodzimy na drogę wzdłuż ogródków działkowych. Gdzieś tu powinien być drugi kilometr. Jest, czas drugiego kilometra 9:11. Więc nawet się trochę poprawiam, choć nie czuję tego, ani nie czuję ciśnienia, by jeszcze przyspieszyć Ale to się dzieje. Trzeci kilometr pokonuję w 9:04. Zupełnie nie poczułem dwóch pagórków, w tę stronę chyba pokonuje się je łatwiej, albo to złudzenie. Znów mijanki i zaczyna się. "Lewa wolna", choć po prawej stronie jest miejsce do wyprzedzenia. Pan, który mnie wyprzedza, truchcikiem pokonuje potem kilkanaście metrów. Na zwróconą uwagę odpowiada "nie bądź pan taki drobiazgowy". Zachęcam do kupowania kamerek sportowych. Będziemy wyrzucać takich cwaniaków z zawodów, przy użyciu nagrań, które obnażą takie niesportowe zachowania. Te dobre międzyczasy natchnęły mnie myślą, że mogę nawet powalczyć korespondencyjnie z Anią o lepszy czas. To wyzwalało chyba dodatkowe siły, choć jakoś specjalnie nie cisnąłem. Jednak rozpoznałem wśród idących przede mną dwóch rywali z kategorii i metodycznie równym krokiem się do nich zbliżałem. Bez szarpania doszedłem ich i wyprzedziłem. Czwarty kilometr w czasie ... poniżej 9 minut., 8:52. No to już było wyjątkowo dobrze i pojawiła się realna szansa osiągnięcia czasu poniżej 45 minut. Przed wejściem na stadion miłe zaskoczenie. Słyszę "wyprzedzam z prawej" To zawodniczka PASJI tak mnie mile zaskoczyła zawołaniem, które promuję od lat. Po chwili kolejna zawodniczka czyni podobnie. Nie wiem czy słyszała, jak pochwaliłem tę pierwszą słowami "wzorowe zachowanie", czy też ma także takie dobre zwyczaje. W każdym razie dobry przykład nie może działać źle. Oczywiście na trasie cały czas trwają przetasowania zawodników nie tylko poszczególnych kategorii, ale i dystansów,

Beata_Zarach_7600

 

choć wydaje mi się że harmonogram startów poszczególnych konkurencji jest dość dobrze ułożony. Wszelka jego poprawa może powodować po prostu wydłużenie imprezy. A to przecież przerabialiśmy w pierwszych edycjach Pucharu kilka lat temu. Przed startem 5 km większość idących na 10 km powinna być już wcześniej na drugim kółku, Półmaratończycy mogą tu różnie trafić, chodzący poniżej czasu 2:30 nie powinni mieć konfliktu z wieloma ścigaczami z piątki, chodzący nieco wolniej mogą akurat wstrzelić się ze swoim wejściem na ostatnie kółko wraz ze startującymi na 5 km. Ale tak jest od lat i trzeba sobie jakoś z tym radzić w duchu fair play. Wchodzimy tymczasem na stadion. Zbyszek Kosiński - sędzia główny - krzyczy, że w całkiem dobrej formie jestem. Sprawdzam jeszcze stoper i jest zapas.

Kopia_przed_metjuż za chwileczkę, już za momencik...

z_P1330087

Powinno być dobrze i jest. Piąty kilometr w rewelacyjne 8:26 i metę osiągam w czasie 44:50.

 

Medal na szyję i czekam na kolejnych kończących zawody robiąc im zdjęcia.

 

 

z_Obraz_129

Mój wynik daje cień nadziei na wygranie z Anią, choć znając jej postępy i szybkość samej trasy w Osielsku był to raczej półcień. W końcu Ania dociera do mety, ale trudno coś stwierdzić od razu ze względu na dość spore przesunięcie czasu startu względem siebie.

 

z_Obraz_138

Dużym aplauzem na mecie witani byli najmłodsi uczestnicy.

 

Ania oczywiście nie wie jak szybko przeszła dystans, idzie bez stopera i zupełnie ją to nie interesuje na trasie. Sprawdzam jej czas z chipa i okazuje się że jednak dołożyła mi 16 sekund. To niewiele, gdybym pocisnął na 4 kilometrze jak na 5, to może byśmy byli równo. No ale nie miałem zbyt dużego parcia na wynik, co nie zmienia faktu, że dobrze się bawiłem. Oczekiwanie na odczyt chipa skraca wymiana wrażeń z trasy.

Kopia_odczyt

Ale to nie koniec zabawy. Nasza drużyna Face Nordic Walking Team świętowała w Osielsku drugie urodziny. Stół tradycyjnie był zastawiony różnymi przekąskami przygotowanymi przez cukierniczki i kuchareczki z naszej drużyny.

 

"Takich czterech jak my trudno znaleźć" ... "i ja, i ja"

Nie zabrakło pamiątkowych zdjęć,

 

a w międzyczasie dopingowaliśmy zawodników, którzy jeszcze kończyli swoje dystanse.

z_P1330396

 z_P13304041

Jako posiłek regeneracyjny zaserwowano bigos z bułką oraz drożdżówkę. Nie wiem jak innym, ale mi smakowało. 

Jak zwykle, dla mnie, ogromną przyjemnością było poprowadzenie dzieci w marszu mini nordic walking. To są dla mnie najbardziej radosne momenty zawodów. Ale chwilę wcześniej Arek prosi mnie o podzielenie się jakimś wspomnieniem z pierwszych lat Pucharu Polski.

 

Kopia_P1330309

 

Kopia_z_dziemi

I to by było prawie wszystko w tej relacji, bo ceremoniał nagradzania najszybszych i losowania nagród znamy i widzieliśmy już pewnie ponad sto razy. Jedni wchodzą na podium inni ich oklaskują podobnie jest z wylosowanymi upominkami, których w Osielsku było sporo. Mamy już wstępne zapewnienie, że w przyszłym roku na X Mistrzostwach znów spotkamy się w Osielsku.   

Poniżej dwa linki do galerii zdjęć. Druga galeria będzie sukcesywnie uzupełniana w miarę moich możliwości czasowych. Zawierać będzie około 900 zdjęć. Zachęcam, więc do zaglądania tu co pewien czas, bo ujęcia są naprawdę ciekawe, oddające klimat zawodów 

 

Mistrzostwa Osielsko 2017 moje zdjęcia

 

Mistrzostwa Osielsko 2017 Ani zdjęcia

 

Do zobaczenia za rok na X MISTRZOSTWACH POLSKI NORDIC WALKING

 

Nie oceniajmy techniki nordic walking po jednym zdjęciu ...

mk130363

bo możemy się bardzo pomylić.

Zanim napiszę relację z Mistrzostw Polski Nordic Walking w Osielsku, wrzucam temat, który już kilka razy sygnalizowałem w dyskusjach na temat techniki NW i sugerowałem by jej nie oceniać na podstawie zdjęcia, zwłaszcza jednego. Zdarzenie dotyczy właśnie wspomnianych zawodów, po których zwątpiono w technikę nordic walking zawodnika idącego na drugiej pozycji na niżej załączonym zdjęciu.  

Z UWAGI NA PROŚBĘ AUTORKI

ZDJĘCIA USUWAM JE Z BLOGA

Zdjęcie na facebooku było mniejsze niż to prezentowane na blogu, ale ja rozpoznałem tego zawodnika od razu. Znam go od lat, choć nie znam go osobiście. Jednak parę razy zdarzyło się, że startowaliśmy w tych samych zawodach, czasem na różnych dystansach. Wygląda dość niepozornie. Ubiór sportowy, ale na pierwszy rzut oka, żaden full wypas, choć na metki mu nie zaglądałem. W każdym razie żadnej kompresji, kolorowych czy ekstrawaganckich koszulek u niego nigdy nie widziałem. To Grzegorz Dors, znany pewnie większości osób, które interesują się zawodami nordic walking. Na ogół wygrywa zawody w których startuje, choć nie śledzę dokładnie jego kariery. Poza tym jest trenerem wielu zawodników i zawodniczek, którzy/które również wielokrotnie wygrywali i wygrywają rozliczne zawody nordic walking (na różnych dystansach) organizowane przez bardzo różne stowarzyszenia zajmujące się NW. Podobnie było w tym roku w Osielsku. Grzegorz wygrał na dystansie 10 km i to nie tylko w swojej kategorii wiekowej, ale także wśród wszystkich startujących na 10 km, czyli w nieoficjalnej klasyfikacji OPEN.

Na wstępie zaznaczę, że techniką NW zajmuję się od zarania mojej przygody z nordic walking, czyli od ponad ośmiu lat..Wówczas trzeba było naprawdę sporo poszperać w internecie, by znaleźć prawidłowy opis, czy film prezentujący poprawną technikę. Ja to wyłuskałem z zalewu mniej lub bardziej nieprawdziwych informacji tam prezentowanych. Ale w tamtych latach właściwie większość osób znajdowało te prawdziwe informacje prawie wyłącznie dzięki instruktorskim szkoleniom. Ja także dużo zawdzięczam instruktorskim szkoleniom, moim nauczycielom i trenerom, a gdy zaczynałem pisać tego bloga głównym celem było właśnie ukierunkowanie czytelników na prawdę zweryfikowaną także podczas tych szkoleń. Teraz jest dużo łatwiej, bo są książki i filmy instruktażowe firmowane bardzo znanymi nazwiskami i organizacjami obecnymi w nordikowym światku Polski. Temat rozwinął się także bardzo przez te 8 lat w polskim internecie. Kiedyś jedno, dwa forum poświęcone tej aktywności, dzisiaj wiele stron nią się zajmujących. Dodam jeszcze, że kiedyś miałem w planie zamieścić opis faz techniki nw ilustrując go zdjęciami zrobionymi sobie za pomocą samowyzwalacza. Zrobiłem kilkadziesiąt serii zdjęć podczas marszu i ... nie udało mi się uchwycić w sposób idealny wszystkich faz tak aby móc je zaprezentować w publikacji w taki sposób jakby były zrobione podczas jednego marszu. Zdjęcia pokazywały poszczególne fazy, ale od razu było widać, że pochodziły z różnych marszów wykonanych przeze mnie w odstępie kilku minut. Nie da się bowiem idealnie powtórzyć marszu, kilka razy z rzędu tak aby np. stopa zawsze wylądowała w tym samym miejscu. Poza tym faza naszego ruchu tak bardzo zmienia się w tysięcznych częściach sekundy, że jest to nie do uchwycenia w technologii, którą wybrałem. Jedyną metodą byłoby jedynie nagranie filmu i wykadrowanie odpowiednich momentów. Ale ja chciałem mieć idealną jakość tej prezentacji i nie chciałem też "pozować" do zdjęć. Te uwagi zamieszczam, by zaznaczyć że temat techniki zgłębiałem od podszewki i wielokrotnie weryfikowałem także swoje umiejętności poprzez próbę samooceny  Ale wróćmy do tematu.   

Co miałoby być nie tak na zdjęciu?

Otóż wszystko jest jak najbardziej prawidłowo. Na tym zdjęciu Grzegorz wzorcowo prezentuje jedną z faz ruchu podczas marszu nordic walking. Ujęcie na fotografii jest trochę nieszczęśliwie zrobione, stąd pewnie nietrafna ocena techniki. Grzegorz jest bowiem pokazany nieco z ukosa, czyli pośrednio między profilem, a en face. Zgodnie z opisem techniki wg. INWA Grzegorz właśnie prawą nogę lekko zgiętą w kolanie przesuwa do przodu obok lewej nogi. W tym momencie ciężar jego ciała spoczywa na lewej nodze i prawej ręce wspartej na kiju. Jeśli ktoś miałby wątpliwość załączam materiały INWA i "wycięte" powiększenie odpowiedniego zdjęcia wraz z fragmentem opisu. 

 

 

 Gdyby Grzegorzowi zrobiono zdjęcie z profilu wyglądałby pewnie jak Risto Kasurinen INWA International Coach, widoczny na powyższych zdjęciach.

Ponieważ akurat "spłynęły" do mnie niektóre zdjęcia z Osielska, które pokazują mój marsz, prezentuję je poniżej, gdyż akurat tak się przypadkowo złożyło, że ja również zostałem ujęty właśnie w tej samej fazie ruchu. 

Pierwsze zdjęcie en face zrobione chwilę po starcie.

Drugie ujęcie jest z ukosa, ale z odwrotnej strony niż zrobiono to Grzegorzowi. Wykonano je podczas prowadzenia dzieci w Mini Nordic Walking

.

 I na koniec taka jeszcze zupełnie drobna ciekawostka. Ale chyba to najlepszy smaczek w tym artykule. Zdjęcie z pierwszej edycji Pucharu Polski, zawodów rozgrywanych w Tyrawie Solnej, prezentuje moje wejście na metę dystansu 20 km, w "asyście" klaszczącego mi wówczas sędziego głównego zawodów Jakuba Kortasa. I tak się akurat złożyło, że zdjęcie, które niedawno przypomniałem także na facebooku jako "profilowe w tle" pokazuje dokładnie tę samą fazę ruchu, tylko w lustrzanym odbiciu. I oczywiste jest chyba, że Jakub nie bił mi brawa z powodu tej "niepozornej" fazy ruchu, tylko widział mnie wiele razy na trasie i teraz na mecie w akcji, w ruchu ciągłym, także przy pełnej amplitudzie ruchu ramion. To była dla mnie największa satysfakcja z tych zawodów, choć powodów do radości by się znalazło więcej.  

 

 Ja jestem skromnym amatorem, ale trzech takich Mistrzów - Risto, Jakub, Grzegorz - nie może się mylić.

I jestem pewien, że wielu z Was odnajdzie się na zdjęciach z zawodów, także tych ostatnich, właśnie w tej fazie ruchu.

 

8 Mistrzostwa Polski Nordic Walking - Osielsko 2016

mk130363

Z archiwum nordic walkera

6 sierpnia 2016

Relacja trochę nietypowa, nadrabiająca zaległości z ubiegłego roku. Niemniej zamieszczam ją, bo może ktoś nie dotarł do galerii zdjęć, które publikowałem.  

Właściwie wszystko się tu powtarza według schematu znanego od lat. Atmosfera jest przesympatyczna, a organizacja wzorowa. Nie będę więc tym razem opisywał dokładnego przebiegu wydarzeń. Ja nietypowo z powodu dokuczającej od pewnego czasu rwy kulszowej wybrałem dystans krótszy niż zazwyczaj, bo 10 km. Wcześniej kibicowałem i robiłem zdjęcia uczestnikom startującym w półmaratonie. 

 

 

 

 

Mimo dość dużego bólu udało mi się nawet zrobić niezły czas, choć oczywiście gorszy o kilka minut od mojej życiówki. Nie będę rozpisywał moich międzyczasów na poszczególnych kilometrach, gdyż najważniejszy był dla mnie sam udział i tylko na taki wynik pozwoliło mi wówczas zdrowie. Ze statystycznego obowiązku odnotuję, że pierwsze 5 km przeszedłem w czasie 42:23 a drugie 5 km w czasie 41:51. W sumie więc 10 km przeszedłem w czasie 1:24:14.  

 

 

 

Było to jak zwykle czas spotkań z wieloma przyjaciółmi. Jednych znam dłużej innych krócej, niektórych po raz pierwszy spotykam osobiście.

 

 

 

Jednocześnie obchodziliśmy urodziny naszej drużyny Face Nordic Walking Team. Osielsko jest miejscem pierwszego zlotu członków drużyny w 2015 roku i teraz to spotkanie powtórzyliśmy w dużo większym gronie. Rok 2016 był dla nas czasem dużych sukcesów nie tylko indywidualnych, ale także w klasyfikacjach drużynowych. Fenomenu naszej społeczności gratulował nam nie tylko Prezes PFNW Olgierd Bojke, ale także kapitan i trener najsilniejszego naszego rywala w drużynówce Bogdan Grygorowicz. Można powiedzieć że to bardzo miłe i bardzo fair play, gdy zwycięzca drużynówki gratuluje sukcesu drużynie, która zajmuje drugie miejsce.    

Kopia_00__0862

 

Kopia_031_loa

Ten wpis jest jednocześnie zapowiedzią 9 Mistrzostw Polski, które odbędą  się 5 sierpnia 2017. i na które serdecznie wszystkich zapraszam. Dziś ostatni dzień zapisów internetowych, w piątek i w sobotę będzie się można zapisać jeszcze w biurze zawodów.

Nieuchronnie zbliżamy się też do okrągłej rocznicy 10 zwodów najwyższej rangi w Polsce. Z tej okazji będę poszukiwał osób, które w 2018 będą miały najwięcej startów w Mistrzostwach Polski organizowanych przez PFNW, z wyłączeniem Maratonu i Sztafet, bo to trochę inna bajka i osobny rozdział w historii nordic walking. Liczę, że będą to osoby mające po mistrzostwach Polski w 2018 co najmniej 9 startów. O szczegółach będę informował na blogu. 

Tymczasem dla tych, którzy nie widzieli przedstawiam linki do galerii zdjęć z Mistrzostw w Osielsku z 2016 roku.

Mistrzostwa Osielsko 2016 zdjęcia Ani

Mistrzostwa Osielsko 2016 moje zdjęcia

Mistrzostwa Osielsko 2016 ja na zdjęciach i FNWT

Puchar Wielkopolski Nordic Walking - Okonek 2017

mk130363

Podobnie jak w ubiegłym roku tydzień po Wągrowcu spotkaliśmy się na kolejnej eliminacji Pucharu Wielkopolski NW w Okonku. Pamiętając ubiegłoroczne perypetie z dojazdem już po poprzednich zawodach żartowaliśmy z Kasią Błaszczyk na temat godziny wyjazdu na zawody. Ja tym razem jechałem z innym towarzystwem - Anią z mojej drużyny. Właściwie mieliśmy wyjechać wcześniej niż rok temu, ale ostatecznie wyszło z godziną wyjazdu... tak jak w ubiegłym roku. Natomiast od samego początku wybraliśmy drogi, które nie należą do tradycyjnych szlaków nad morze. Nadłożyliśmy może kilkanaście kilometrów, ale za to jechaliśmy drogami bez korków. To pozwoliło dotrzeć dużo wcześniej, choć trochę drżeliśmy czy przed zamknięciem biura zawodów. Ostatecznie mieliśmy 10 minut zapasu i 40 minut do startu zawodów. W sumie to dla mnie było tylko o tyle ważne, że nie mógłbym zrobić zdjęć ze startu gdybyśmy się spóźnili, ale Ania miała startować w zawodach, więc ewentualnie pozostawało koło ratunkowe w postaci "telefonu do Przyjaciela" w biurze zawodów. Na szczęście my nie musieliśmy korzystać z tej opcji, ale jak się okazało inni i owszem. W związku z korkami na drogach i późniejszym dotarciem innych zawodników opóźniono start o 15 minut. Był więc jeszcze czas na spokojne przywitania oraz rozmowy z uczestnikami i organizatorami zawodów.

przed_zaw._2

Tym razem nie robiłem lustracji trasy zawodów przed startem, ale od razu zauważyłem że zrobiono pewne zmiany na samym stadionie. Start i metę ustawiono za trybunami stadionu na trawie, i wzdłuż tych trybun wyruszało się na trasę. Na żużlową nawierzchnię stadionu  wchodziło się 20 metrowym odcinkiem asfaltu. Tą szło się około 100m, po czym robiło się agrawkę na murawę stadionu i po kolejnych 100 m ponownie wchodziło się na bieżnię, którą podążało się przez "pół stadionu" do wyjścia boczną furtką. Dalej trasa wiodła jak w poprzednim roku polnymi i leśnymi drogami i ścieżkami. Końcówka przed stadionem również została zmieniona. Zrezygnowano z wykarczowanego w ubiegłym roku lasku, prowadząc trasę wydeptaną ścieżką do wejścia na stadion. Tu czekało kilkumetrowe podejście i trasa koroną nasypu trybun, zakończona ostrym zejściem agrawką za drzewem i ostatnią prostą po trawie. Przy zejściu z nasypu można było liczyć na pobłażliwe oko sędziego, wszak chodziło tylko o bezpieczeństwo, a nie popisy mogące się zakończyć upadkiem. Przybliżoną trasę pokazuje szkic wyrysowany w aplikacji endomondo.

 

Trudno mi dywagować czy, i na ile ewentualnie trasa mogła być dłuższa niż nominalna. Mnie odczyt pokazał, że pętla miała 2,7 km ale raz, że ja generalnie po zewnętrznej na zakrętach zawsze szedłem nadkładając pewnie w sumie kilkanaście metrów, ale przede wszystkim trasa miała kilka nawrotów i ostrych zakrętów, które w przypadku korzystania z aplikacji w telefonie komórkowym mogą pogorszyć znacząco dokładność pomiaru. No i mój ślad jest nieco zygzakowaty, a przy tym zatrzymywałem się robiąc zdjęcia czasem bez spauzowania aplikacji i endo samo jedno wie, co się wtedy działo. U różnych uczestników widziałem różne wyniki od 4,9 - 5,3 km przy 5 kilometrowej trasie. U jednego wyszło niemal dokładne 5 km ale ślad na mapie znacząco różni się od rzeczywistości i trudno stwierdzić, czy endo dokładnie tyle ile dodało w jednych miejscach, w innych odjęło. W stosunku do ubiegłorocznej trasy zwiększono odcinek na stadionie, skrócono dojście na stadion, nie sądzę by trasa wydłużyła się o kilkaset metrów, ale różnica kilkudziesięciu jest możliwa. 

Kwadrans po godz.11 nastąpiły starty poszczególnych dystansów i kategorii wiekowych.

Kopia_Obraz_005

Kopia_Obraz_009

Kopia_Obraz_014

 

 Kopia_Obraz_101

 

Ja wyruszałem na trasę również z kijami, by przejść ją rekreacyjnie, a przy okazji zrobić uczestnikom zdjęcia na trasie. Większość fotografów skupia się na ogół na starcie i mecie, rzadko ktoś fotografuje w okolicach stadionu, ja lubię wybrać miejsca gdzie nikt nie robi zdjęć. Wówczas wraz z innymi galeriami tworzy to obraz całej rywalizacji. Niestety jest czasem problem z dotarciem do innych fotorelacji.

Kopia_Obraz_134

 

Kopia_Obraz_174

 

  Kopia_Obraz_239

 

Kopia_Obraz_275

 

Kopia_Obraz_3111

 

 

Tym razem zrobiłem trasą zawodów tylko jedno kółko. Mało być o kilka stopni chłodniej niż w ubiegłym tygodniu, ale tak nie było. Na dodatek w Wągrowcu idzie się dużą część trasy w głębokim cieniu tuż nad brzegiem jeziora i wówczas ten chłód bardzo pomaga. W Okonku niby idzie się pewnie połowę dystansu w lesie, to jednak daje on raczej półcień. Dlatego uczestnicy zapewne mogą tu odczuwać bardziej wyczerpanie spowodowane dość wysoką temperaturą. Sam również to odczułem, więc nie miałem ochoty iść na trasę po raz drugi. Zresztą uczestnicy 5 km zakończyli już swój udział, a na metę wkrótce zaczęli wchodzić długodystansowcy pokonujący 10 km. Sam rejestrację trasy na endomondo zacząłem dopiero na bieżni (nie mogłem złapać fixa), dlatego swój marsz zakończyłem również w tym miejscu.  I od razu zacząłem fotografować nadchodzących zawodników. Następnie przeszedłem przez nasyp i dokończyłem fotorelację w rejonie mety, gdzie kończąc zawody uczestnicy dekorowani byli medalami.

Kopia_trasa_11

 Kopia_Obraz_3141

 

 

Kopia_Obraz_346

 

Kopia_Obraz_417

 

Kopia_Obraz_520

Podobnie ja w Wągrowcu zaplanowano w Okonku marsz Mini Nordic Walking, w którym ponownie wystąpiłem w roli przewodnika dla najmłodszych. Tym razem dzieci było więcej i bardziej naciskały, nieco wykraczając poza ramy marszu, Iidąc po nasypie musiałem sadzić długimi susami praktycznie biegnąc, inaczej czołówka wyprzedziła by mnie zbyt wcześnie i mogło dojść do nieporozumień odnośnie trasy dalszego marszu. Udało mi się jednak pierwszemu zejść z górki i dojść do drzewa, za którym był nawrót i prosta do mety. Teraz najmłodsi mieli już wolną drogę i wielu pozwoliłem się wyprzedzić. Miałem też przyjemność udekorować kilkoro z nich medalami na mecie. Sam zresztą również takową pamiątkę otrzymałem z rąk Edyty Kędzierskiej.  

 

 Kopia_P1320182

 

Kopia_P1320194

Warto jeszcze wspomnieć, że w tym roku w organizacji zawodów PFNW zaszły dalsze pozytywne zmiany. Pierwszą jest zastosowanie boksów startowych, w których gromadzą się zawodnicy przed wejściem na linię startu. Do tej pory bywało przy bardzo dużej liczbie zawodników tak, że wejście na linię startu oblegało kilkuset uczestników, z których wielu startowało w później wyruszających na trasę kategoriach wiekowych, i Ci którzy byli wzywani właśnie na start musieli się przedzierać przez gęste kordony niecierpliwych i podekscytowanych zawodników. Teraz wszyscy ustawiają się w boksach i po kolei wychodzą do "bloków" startowych.

Kopia_Obraz_385

Drugim udogodnieniem mającym na celu skrócenie czasu dekoracji jest zastosowanie dwóch podiów, osobno dla kobiet i osobno dla mężczyzn. Zyskuje się tu czas niewątpliwie na wchodzeniu na pudło i jego opuszczaniu oraz na czasie dla fotoreporterów. Wyczytywania nazwisk zwycięzców nie da się skrócić, ale myślę że przynajmniej o 30% te dekoracje przebiegają szybciej.

Kopia_P1320219

- Gdzie jest Boguś?

- Graweruje medal.

To też pewna nowinka na zawodach Federacji. Na medalu można (odpłatnie) wygrawerować swój wynik.

Ostatnim punktem imprezy były właśnie dekoracje najszybszych i losowanie nagród. Troje z sześciu uczestników zawodów  reprezentujących FNWT stanęło tym razem na pudle. 

 

 Kopia_Obraz_5361

Po dekoracjach jeszcze seria pamiątkowych zdjęć i wracamy do domu.

 

 

Kopia_Obraz_541

Na  koniec załączam linki do galerii zdjęć. Pierwsza to będą moje zdjęcia wzbogacone tymi, które zrobili i przesłali mi przyjaciele z nordikowych szlaków.

 Puchar Wielkopolski Okonek

Druga galeria (około 900 zdjęć) pojawi się prawdopodobnie pod koniec tygodnia.

Puchar Wielkopolski Okonek-cz.2

Puchar Wielkopolski Nordic Walking - Wągrowiec 2017

mk130363

Już po raz czwarty spotkaliśmy się w Wągrowcu podczas inauguracji Pucharu Wielkopolski Nordic Walking. Po moich dwóch startach w tej imprezie tym razem podobnie jak w ostatnim czasie wystąpiłem tu jako kibic fotoreporter. Byliśmy z Anią, która startowała w zawodach dość wcześnie, bo tuż po godzinie 10. Przywitała nas niestety duża kolejka oczekujących do biura zawodów. Powód chyba jest łatwy do zgadnięcia. Dzień wcześniej odbywał się Puchar Polski w Polanicy-Zdrój i o ile zawodnikom to może nie przeszkadzało w szybkim dotarciu na zawody, o tyle dla organizatorów okazało się to trudniejsze, gdyż jednak trzeba było przed zawodami dokonać pewnych przedsięwzięć związanych choćby z ustawieniem namiotów i wytyczeniu trasy. Stąd pewne opóźnienie w otwarciu biura zawodów, co spowodowało kolejkę oczekujących na pakiet startowy. Praca w biurze szła jednak wartko, więc wszyscy zdążyli się zarejestrować. Ja nie miałem tego problemu i mogłem porozmawiać z wieloma przyjaciółmi z nordicowych tras, sędziami i organizatorami. Jednak do Wągrowca przyjechałem z kijami, gdyż zamierzałem przejść się po trasie zawodów rekreacyjnie. By nikomu nie przeszkodzić na wąskiej trasie wzdłuż jeziora wyruszyłem pół godziny przed startem pierwszej grupy zawodników. Sama trasa była niemal identyczna jak w poprzednich latach z dwoma drobnymi korektami. Przy zejściu nad jezioro trzeba było ominąć zwalone drzewo i zboczyć kilka metrów w bok, a na stadionie organizatorzy za każdym razem nieco inaczej prowadzą zakrętasy wiodące do mety. Tym razem mam wrażenie, że trasa była ciut krótsza niż w ubiegłym roku i tym samym bardziej zbliżona do nominalnych 5 i 10 km.

Gdy doszedłem na stadion zawodnicy idący na 10 km byli już praktycznie w blokach startowych. Zapomniałem, że telefon którym miałem robić zdjęcia wyłączyłem na czas podróży i teraz nie zdążyłem już go uruchomić przed startem panów na 10 km. Tak więc zdjęcia zacząłem od rywalizujących na 10 km pań.  

Kopia_Obraz_001

Kopia_Obraz_046

 

Podczas startu doszło do pewnej kuriozalnej sytuacji. Jeden z zawodników najwyraźniej łapał sygnał endomondo idąc kilkadziesiąt metrów i trzymając telefon w dłoniach przy zwisających na paskach kijach. Zakończyło się to dla niego żółtą kartką. Różne aplikacje rejestrujące nasz marsz także podczas zawodów warto uruchamiać ze spokojem  kilka minut przed startem (chyba że ktoś ma zegarek sportowy to może w czasie samego startu go uruchomić). W końcu i tak chodzi nam głównie o zapis trasy, a czas będziemy przecież mieli dokładnie zmierzony i można go później w aplikacji edytować zgodnie z rzeczywistością. 

Gdy już wszyscy (także startujący na 5 km) wyruszyli na trasę zachęcony przez Roberta Brzezińskiego wyruszyłem jeszcze raz na trasę. W przypadkach gdy doganiali mnie uczestnicy zawodów schodziłem na bok i robiłem zdjęcia. Było przy tym trochę żartów gdyż proponowałem darmową sesję zdjęciową na trasie. Niemal wszyscy jednak tak cisnęli na wynik, że nie chcieli się zatrzymywać. Tylko jedna zawodniczka odpowiedziała pozytywnie i na zupełnym luzie zaliczyła fotkę jakiej nie ma tu nikt.

Kopia_Obraz_128

Kopia_Obraz_170

 Kopia_Obraz_2082

Kopia_Obraz_2291

 

W sumie więc zrobiłem 5 km na raty w czasie (netto zsumowanym) około 50 min. Na stadionie znów pstrykałem fotki zbliżającym się do mety uczestnikom.

Kopia_P1310369

Kopia_Obraz_387

Kopia_Obraz_409

Bardzo dobrą decyzją jest umieszczenie na trasie sędziego lotnego idącego z kijami. To dodatkowo temperuje zakusy, by tam gdzie nikt nie widzi nie podbiegać. Już dość dawno pisywałem, że obecność takiego sędziego powinna wpływać pozytywnie na eliminowanie tego najgorszego przewinienia niektórych maszerujących w zawodach. A prawda jest taka, że Edyta Kędzierska i tak najczęściej maszeruje wśród uczestników zawodów, więc założenie kamizelki sędziego jest właściwie tylko formalnością,, która jednak ma znaczenie. 

 

Wszyscy dochodzący na metę dekorowani byli medalami i wkrótce po zakończeniu swojej konkurencji udawali się na posiłek regeneracyjny. Był to też czas spotkań z przyjaciółmi.

 

Kopia_Obraz_403

Wiedziałem, że po zawodach głównych planowany był Mini Nordic Walking dla najmłodszych i czekałem na jego zapowiedź, by pomaszerować z dziećmi pilotując je na trasie. Muszę powiedzieć że jest to zawsze najsympatyczniejsze wydarzenie wszystkich zawodów i mi sprawia olbrzymią przyjemność. Również wśród obserwujących ten marsz wzbudza prawdziwy aplauz i to nie tylko rodziców ale wszystkich kibicujących najmłodszym.   

 Kopia_P1310397

 

Kopia_P1310408

Pozostało jeszcze podsumowanie zawodów poprzez dekoracje na podium i wręczanie pamiątkowych statuetek najszybszym na poszczególnych dystansach w kategoriach wiekowych.

Kopia_Obraz_413

Jak zawsze rozlosowano także kilka upominków oraz nagrodę główną w postaci trzydniowego pobytu nad morzem. Tę nagrodę ku ogromnej radości drużyny FNWT i przyjaciół zdobyła Zosia, która zresztą wcześniej stanęła na pudle.

 

Impreza jak zwykle przeprowadzona bardzo sprawnie i w sympatycznej atmosferze. Osoby startujące tu pierwszy raz, także z odległych zakątków kraju bardzo chwaliły trasę zawodów. Ja miałem okazję porozmawiać z kilkoma osobami znającymi mnie z bloga. Bardzo dziękuję za ciepłe słowa na jego temat. Dużą frajdą był dla mnie spacer z najmłodszymi adeptkami naszej dyscypliny. To nasza przyszłość.Przy okazji jednej rozmowy (niemal w przelocie) ze Zbyszkiem Kosińskim wyszedł mój pewien błąd sprzed 4 lat, który już skorygowałem na blogu.    

Linki do galerii zdjęć poniżej:

Puchar Wielkopolski 2017

FNWT i Mini NW w Wągrowcu

 

PS Jak zapowiadałem na facebooku prezentuję nową galerię zdjęć (z której tylko niektóre były wcześniej prezentowane)

Galeria jest bardzo obszerna, zawiera ponad 700 zdjęć, zapraszam do oglądania

Puchar Wielkopolski 2017_cz.2

I Wiosenna Sztafeta Nordic Walking od juniora do seniora

mk130363

20 maja

Znowu sztafeta? Dopiero co były w Jastrowiu...

Ale jednak zaintrygował mnie tytuł tych zawodów, więc zacząłem czytać szczegóły. I szybko zrozumiałem, że to będzie bardziej zabawa niż spinanie się na jakieś super wyniki.Dla Mistrzostw Polski w sztafetach jasne jest, że drużyny wystawiają swoje bardzo silne składy i rywalizacja jest na poważnie. Nasza drużyna w ubiegłym roku wystawiła właśnie taką silną sztafetę która zdobyła 3 miejsce w Polsce. Oprócz tego wystawiliśmy wówczas wiele innych sztafet, które uczestniczyły głównie dla fanu, choć oczywiście każda walczyła o jak najlepszy wynik. W tym roku w Mistrzostwach Polski nie kompletowaliśmy najsilniejszego składu. Poszliśmy całkowicie na fan i wystawiliśmy sztafet. Kilku najszybszych zawodników wybrało maraton kilkoro w ogóle nie mogło wziąć udziału w zawodach i nie robiliśmy wobec tego jakiejś specjalnej mobilizacji. Mimo tego i tak zdobyliśmy wysokie miejsca, drugie wśród sztafet młodzieżowych i czwarte wśród sztafet mieszanych. Rywalizacja sztafet jest dość specyficzna, ale ma niewątpliwie wymiar drużynowy, a nie indywidualny. Co do rywalizacji drużynowych to ma ona bardzo różną formę. Są cykle zawodów, w których zawodnicy startując indywidualnie reprezentują również swoje kluby i najszybsi zdobywają punkty do takiej klasyfikacji. Bywają jednak zawody,, w których rywalizacja drużynowa jest prowadzona ad hoc.Wówczas dochodzi wielokrotnie do tzw. ustawki. Bardzo szybcy zawodnicy z różnych klubów skrzykują się tuż przed startem i występują jednorazowo pod wspólnym szyldem, by zdobyć określony tytuł, puchar, czy nagrody. Jakby nie mieli dość nagród i pucharów które zdobywają przecież i tak indywidualnie Takie klasyfikacje dla mnie mają wymiar farsy. No ale niektórzy organizatorzy takie klasyfikacje honorują i jest to ich prawem oczywiście, czy ma to sens, pozostawiam, by każdy sam sobie odpowiedział. Skoro jest już tak dużo klubów. w których barwach tak wiele osób startuje na co dzień, to jeśli zawodnicy jakichś klubów nie mogą wystawić pełnej silnej drużyny w danych zawodach, to często w pogoni za pucharami tworzy się takie jednorazowe efemerydy. 

Tu miało być inaczej. Przed zawodami ustanowiono 8 kapitanów drużyn i do nich dolosowywano pozostałych zawodników w danej sztafecie. Także skład, a więc i siła danej drużny były zupełnie przypadkowe i największy mistrz mógł trafić do ekipy z wolniej maszerującymi uczestnikami. Wszyscy traktowali to jako dobrą zabawę i śmiechu przy tym było co nie miara. Każda ekipa oznaczona była także szarfami w odmiennych kolorach żeby się w tym wszystkim nie pomylić przy zmianach i także przyjęła jakąś nazwę pod którą miała brać udział w sztafecie. Drużyna, w której startowałem przyjęła intrygującą nazwę Szalone Różowe.

4szalone_rowe

Rozpoczęliśmy oczywiście od rozgrzewki, po której nastąpiła seria zdjęć grupowych.

 1rozgrzewka

 

8grupowe_na_starcie_2

Przed samymi sztafetami rozegrano osobno wyścigi dzieci i osób niepełnosprawnych na dystansie jednego okrążenia stadionu czyli 400 m. Sztafety startowały na dystansie 5 x 2 x 400 m czyli każdy z 5 uczestników pokonywał dwukrotnie pętlę 400 m co dało całej sztafecie dystans 4 km.Z tym że trzeba zaznaczyć, że 2 okrążenia nie były pokonywane przez zawodnika na raz tylko najpierw cała drużyna po kolei robiła po jednym kółku, a następnie w tej samej kolejności robiła po drugim kółku.To powodowało, że sytuacja na trasie zmieniała się jak w kalejdoskopie na jednej zmianie można było przyjść na 4 miejscu, kolejną można było kończyć liderując całej stawce drużyn. Wszystko zależało od przyjętej strategii i kolejności startu poszczególnych zawodników w poszczególnych drużynach. Ja startowałem z jednym bardzo szybkim zawodnikiem - Piotrem który był kapitanem oraz trójką bardzo młodych uczestników z jednym Małym Koziołkiem na czele. Taktykę przyjęliśmy najlepszą z możliwych czyli tak by jak najlepiej wykorzystać siłę najszybszego z nas Piotra. Cały czas byliśmy w czołówce tasując się z innymi drużynami a Piotr zawsze wprowadzał nas do ścisłej czołówki. Ostatecznie nasza drużyna pod szyldem Szalone Różowe zajęła drugie miejsce. Sam pokonałem oba okrążenia w dość żwawym tempie jak na moje obecne możliwości. Każde z nich niemal równiuteńko przeszedłem w czasie nieco ponad 3 minut a sumując czas obu czyli 800 m pokonałem w 6 min 24 s. 

                    Kopia_15na_starcie_2

Po wysiłku czekał nas posiłek regeneracyjny, a przez cały czas imprezy serwowane były smaczne wypieki organizatorów.

18posiek_regeneracyjny

 

Na koniec przystąpiono do dekoracji uczestników, którzy wyróżnili się w konkurencjach indywidualnych oraz wręczono puchary najlepszym sztafetom.

 

Kopia_22na_pudle

Potem rozlosowano tak wiele upominków wśród uczestników, że w pewnym momencie zaczęliśmy się zastanawiać czy będzie będzie druga runda losowania, gdyż niemal każdy coś otrzymał. Wszyscy wyjeżdżali z Piły bardzo zadowoli z dobrej zabawy i przemiłej atmosfery.

Galeria zdjęć moich oraz zapożyczonych od innych fotoreporterów poniżej:

Wiosenna Sztafeta w Pile

Mistrzostwa Skoków w Nordic Walking - 2017

mk130363

14 maja

Tu także uczestniczyłem w imprezie jako kibic-fotoreporter. Opis samej organizacji zawodów pewnie mógłbym przekopiować z ubiegłego roku i pewnie tez wielu uczestników zaliczyło te mistrzostwa po raz drugi. Połowa maja to czas Skoków dla nordic walking, a nie jak niektórzy żartują patrząc na oficjalną nazwę zawodów (Mistrzostwa Skoków Nordic Walking) ... czas skoków nordic walking. 

Kopia_skoki_1

Zmieniła się tym razem trasa zawodów, myślę że na bardziej atrakcyjną i przebiegającą praktycznie niemal wyłącznie po naturalnych ścieżkach. Być może do tej zmiany sam dołożyłem kamyczek opisując poprzednia imprezę. Niewątpliwie bardzo pozytywne jest, że nowi organizatorzy imprez nordicowych uczą się i starają się podnieść poziom organizacyjny.

Kopia_00__0231

Kopia_00__0293

 

Tu ciekawostką jest że zawody nordicowe dołączono do kilka lat wcześniej zapoczątkowanych tu biegów przełajowych, jednak ktoś przypadkowo tu goszczący mógłby pomyśleć, że jest zupełnie odwrotnie, bowiem dystans do pokonania z kijami jest tu zawsze wyraźnie dłuższy od dystansu biegu, a przecież na ogół w takich przypadkach jest dokładnie odwrotnie. Obie aktywności odbywają się niemal równocześnie, gdyż ich trasy są zupełnie inne oprócz samego startu i mety. Co jeszcze idzie tu ku lepszemu? Warto wspomnieć o pakiecie startowym, gdyż pamiątkowe koszulki bawełniane zastąpiono koszulkami technicznymi w dwóch kolorach, czerwonym dla pań i niebieskim dla panów różnicując jednocześnie nadruki na nich w zależności od tego czy ktoś startował w "Mistrzostwach Nordic Walking" czy w "Skockich Przełajach".

Kopia_00__1151

 

Kopia_00__236

Zawody odbywają się bez udziału sędziów pilnujących by co bardziej wyrywni nie podbiegali. No ale każdy uczestnik jest tego świadomy i oprócz apelu organizatora pozostaje tylko wzajemne pilnowanie się. Co do techniki chodzenia z kijami lepie byłoby pewnie  ... bym pomilczał. Tak średnio licząc "na oko" u 50% były błędy widoczne gołym okiem, a u 30% nie było techniki żadnej. Tu , co by nie powiedzieć złego o profesjonalnych zawodach (z obsadą sędziowską na trasie), to jednak ich systematyczni uczestnicy prezentują się wyraźnie lepiej. Stojąc tuż przed metą fotografowałem i obserwowałem praktycznie pojedynczo zmierzających do mety zawodników i zawodniczki. Gdy idzie grupa trudniej to zobaczyć, gdy obserwuje się pojedynczo zawodnika przez  praktycznie100 m... to wygląda to tak jak wygląda. I zdjęcia naprawdę tego nie oddają, podobnie zresztą jak i w przypadku prawidłowej czy poprawnej techniki. Dopiero w ruchu obserwując na zimno przez dłuższy czas można to ocenić... i sobie usiąść.

 

 ... nieeee, tak siedziałem czekając na zawodników na pierwszym kilometrze trasy

Link do galerii zdjęć poniżej:

Skoki - Mistrzostwa Nordic Walking

GP Wielkopolskiego Parku Narodowego w Nordic Walking - Jeziory

mk130363

Właściwie niemal od początku mojej przygody z kijkami regularnie bywałem w Wielkopolskim Parku Narodowym i widziałem to miejsce jako idealne do uprawiania nordic walking. Bywałem tu już wcześniej na spacerach i widziałem piękno tych terenów. Gdy więc zacząłem chodzić wspomagając się kijami poznałem te tereny lepiej i ...na wskroś dogłębnie. Tym terenom poświęciłem wiele artykułów na blogu opisując bądź trasy bądź imprezy, w których brałem tutaj udział, a także nawet taką, którą sam zorganizowałem. Z nieukrywaną radością przyjąłem, więc informację o tym nowym cyklu Grand Prix w kalendarzu imprez nordic walking.

Kopia_P1300129

Niestety zdrowie nie pozwala mi brać udział w tych imprezach ale postanowiłem kibicować i być fotoreporterem podczas inauguracji tego cyklu. Inną sprawą jest, że obsługując w ten sposób imprezę przeszedłem z kijami prawie 6 km. Ciekawostką ze sportowego punktu widzenia jest tu to, że nie kręcimy podczas tych zawodów kilku krótszych kółek tylko zawsze idziemy jedno kółko liczące zazwyczaj około 10 km. Jest to oczywiście pewna trudność dla obsługi sędziowskiej, gdyż wiemy dobrze, że i przy krótszych pętlach sędziowskie oko nie dostrzeże wszystkich przypadków łamania przepisu o niepodbieganiu w czasie zawodów NW. Możliwe jest obstawienie trasy ekipą 50 czy 100 sędziów, tylko jakie byłyby tego koszty i jakie opłaty startowe.Przy pętli 10 km problem się praktycznie podwaja i liczyć jedynie należy, że większość uczestników brzydzi się wszelką formą oszustwa. Kręcenie kółek na stadionie, gdzie bylibyśmy pod nieustannym ostrzałem oka sędziego mija się przecież z celem i byłoby strzałem w kolano dla naszej dyscypliny.

Kopia_00__0861

 Kopia_00__1203

 

Kopia_00__473

 

Można powiedzieć, że GP WPN to raczej rajdy o sportowym charakterze z mierzeniem czasu i wyłanianiem zwycięzców. Nie będę tu relacjonował samej imprezy, zauważę jednak że jest to na pewno ciekawa propozycja i widać, że zainteresowanie nią sięga daleko poza okolice Poznania. Cały cykl jest organizowany dzięki współpracy 4 gmin: Mosiny, Puszczykowa, Stęszewa i Komornik. Obsługę sędziowską zabezpiecza Marsz Po Zdrowie, a pomiar czasu Maratończyk Pierwsza impreza odbyła się w Jeziorach 22 kwietnia. Zdjęcia z tej imprezy w linkach u dołu artykułu. Przy tej inauguracji dodatkowo jako imprezy towarzyszące odbyły się również biegi przełajowe na dystansie 60 km (to na cześć upamiętnienia obchodów 60-lecia WPN) i 21 km. Oprócz rywalizacji w poszczególnych imprezach prowadzona jest również klasyfikacja punktowa całego cyklu. W czerwcu odbyła się druga impreza cyklu w Puszczykowie. We wrześniu i październiku na swoje imprezy zapraszają odpowiednio Stęszew i Komorniki.   

Kopia_jeziory_2

GP WPN w Nordic Walking - Jeziory cz.1

GP WPN w Nordic Walking - Jeziory cz.2

Maraton, Sztafeta, a może Rajd - Jastrowie 2017,

mk130363

W Mistrzostwach Polski Nordic Walking w Maratonie brałem udział dwa razy, w Mistrzostwach Sztafet jeszcze ani razu, ale niestety zdrowie pozwoliło mi tylko na Rajd w tym roku, co i tak jest dużym osiągnięciem jak na ostatnie siedem miesięcy. Do Jastrowia dotarłem wraz z kibicami fotoreporterami i Anią z naszego Teamu, tuż przed południem, można by rzec stosunkowo późno biorąc pod uwagę start maratonu i sztafet. Ale nie przeszkodziło mi to wypełnić mojej głównej misji tego dnia, czyli sfotografować możliwie wielu uczestników tej imprezy w różnych ujęciach i różnych miejscach trasy zawodów. Po odebraniu pakietu startowego na rajd i pierwszych przywitaniach w miasteczku namiotowym naszego Teamu, ruszyłem na trasę robić zdjęcia. Zacząłem z górnej "galerii" położonej na wysokiej skarpie nad.jeziorem i od razu dostrzegłem zawodniczki naszego Teamu pokonujące właśnie piaszczystą plażę.

Kopia_00__00110

Ta plaża pewnie spędzała sen z powiek wielu uczestnikom maratonu, ale tego dnia była wyjątkowo pozytywnie nastawiona do zawodników. Piasek był bardzo wilgotny po wcześniejszych deszczach dzięki czemu nie mielił się tak pod stopami jak przed rokiem podczas Pucharu Wielkopolski.

 Kopia_00__0068

 

Na pewno był pewnym utrudnieniem dla pokonujących go wiele razy, ale nie takim jakiego się spodziewano. Wielu maratończyków zaopatrzyło się w stuptuty zabezpieczające przed wpadaniem piasku do butów. Ja nie widziałem takiej potrzeby dla siebie, gdyż teoretycznie miałem pokonać plażę tylko jeden raz tego dnia. Okazało, się jednak że pokonałem ją dwa razy, bo drugi to było podczas robienia zdjęć. Jednak po powrocie do domu w butach praktycznie (poza kilkoma ziarnkami) nie miałem piasku.

Robiąc zdjęcia szedłem naprzeciw zawodnikom uczestniczącym w maratonie i sztafetach. Wielu z nich pozdrawiało mnie, a że niemal wszystkich znam lepiej lub gorzej więc i ja wielu pozdrawiałem dopingującym słowem

Kopia_00__086

 

Kopia_00__165

 

Kopia_00__194

Kopia_00__211

Byłem bardzo ciekaw czy trasa tego roku znów poprowadzona zostanie pomostem wyłożonym wykładziną.O tym jednak miałem przekonać się podczas rajdu, gdyż po dywanach kroczyć mieliśmy na pierwszym, a nie na ostatnim kilometrze. Czas mijał szybko, więc nie mogłem zbytnio oddalić się od miejsca startu rajdu, a musiałem przecież jeszcze uzbroić się w chip i numer startowy. Gdy wróciłem do naszej bazy musiałem nawet spieszyć się z tymi czynnościami by nie spóźnić się na start. Rajd miałem w założeniach pokonać w trzech ratach z dwoma odpoczynkami po drodze, podczas których także miałem robić zdjęcia. W rajdzie startowała także Ania, z którą ustawiliśmy się w końcowych rzędach 44 uczestników rajdu. Przed startem przepuściliśmy jeszcze kilku nadchodzących maratończyków by nie tamować im drogi, po czym ruszyliśmy na trasę.

Kopia_P1290631

Kopia_P1120951

Było jasne że część uczestników rajdu pójdzie tempem jak na zawodach najwyższym wg swoich aktualnych możliwości. Myślę że część potraktowała jednak rajd jako typowy fun, choć raczej nikt nie starał się specjalnie zwalniać. Ponieważ początkowo jednak szliśmy dość zwartą grupą starałem się idąc na końcu ustępować jak najwięcej miejsca doganiającym nas maratończykom. Zakręty brałem więc najczęściej szeroko po zewnętrznej. Wkrótce uczestnicy rajdu rozciągnęli się na kilkudziesięciu i kilkuset metrach i tak przerzedzonym było już nam łatwiej ustępować miejsca. Przeszliśmy dość długim pomostem wyłożonym dywanem, ale tu zabrakło pewnej atrakcji, której doświadczyliśmy w ubiegłym roku. Wówczas pomost stał w wodzie jeziora, teraz na suchym gruncie.W tym miejscu zamieszczam zdjęcia miejscowego portalu pokazujące to miejsce i uczestników sztafet i maratonu. Na drugim widać, że niewiele brakuje by woda sięgnęła pomostu.

Kopia_P1120819

 

 Kopia_P1120707

Pewnie mniejsze opady tej zimy spowodowały że poziom jeziora obniżył się. Niemniej nie znam żadnej innej trasy, gdzie możliwe byłyby podobne atrakcje. Pomost będzie zaprezentowany na wielu zdjęciach ostatniej z mojej galerii, które pobrałem z lokalnego portalu. Ja tymczasem maszerowałem mijając ławeczki zachęcające do odpoczynku na trasie, jednak to było jeszcze za wcześnie na zaplanowany postój. Na trasie były oznaczenia kilometrów, ale wkrótce przekonałem się że były one  oznaczeniami trasy biegu , który miał się odbyć po imprezie nordic walking. Jeszcze wówczas nie wiedziałem jak organizator poradził sobie ze skróceniem ubiegłorocznej  pętli, tak aby zachować odpowiedni dystans dla maratończyków. Po drugim kilometrze dotarłem do punktu nawadniania i ponieważ przed startem jakoś specjalnie się nie nawadniałem z powodu dość rześkiej pogody, teraz skorzystałem z izotonika. Nadal szedłem bez odpoczynku około 100m przed grupką kilku zawodniczek zamykających rajd. Jednak czułem że powinienem jednak wkrótce zatrzymać się. Wyszliśmy na szeroką prostą drogę i według wskazania endomondo na 2,39 km postanowiłem przysiąść na pieńkach leżących obok trasy. Jak na złość w tym miejscu akurat wygodnych ławeczek nie było. Spauzowałem endo i wyjąłem drugi telefon którym zacząłem pstrykać zdjęcia.

 Kopia_00__214

Zaskoczyło mnie dość mile, że sędzia który stał na posterunku około 100 m dalej zainteresował się i podszedł zapytać się czy coś się złego nie stało. Po rozwianiu wątpliwości cofnął się ale wówczas do miejsca w którym rezydowałem zbliżył się maratończyk którego zaczęły brać skurcze. I sędzia ponownie zainteresował się sprawą.

To pozytywnie pozwala ocenić sędziego który nie tylko potrafi upomnieć za błędy w technice, ale którego interesuje także zdrowie zawodników. Ale to już chyba w większości przypadków standard w zachowaniu sędziów PFNW. Tymczasem moje stanowisko fotoreporterskie minęły zawodniczki zamykające rajd. Akurat mijał je również Marcin Michalec, który najszybciej pokonywał dystans maratonu.

 

Po kilku minutach postoju ruszyłem za nimi. Trasa wokół jeziora nie jest zupełnie płaska tak jak zresztą wspominałem w artykule zapowiadającym te zawody, ale nie ma jakichś dużych wzniesień. Na pewno można ją uznać za urozmaiconą. Zresztą wynik zwycięzcy maratonu, który pobił ubiegłoroczny rekord z Osielska pokazuje, że trasa nie była dużo trudniejsza. Jedyne co mi nie do końca przypadło do gustu to to, iż sceneria była jednak nieco jesienna. Wydaje mi się, że w ubiegłym roku wiosna nieco wcześniej zawitała i było bardziej zielono na trasie. A może tylko mi się tak zdawało z powodu wówczas dość słonecznej pogody. Powoli acz systematycznie zacząłem doganiać idące przede mną zawodniczki. I wówczas przemknęła mi myśl, by już nie zatrzymywać się na trasie. Jeśli przysiądę na jednej  ze znów pojawiających się ławeczek było jasne, że już dziewczyn nie dogonię. A nie chciałem jednak nie dość że ostatni to jeszcze samotnie wchodzić na metę. Postanowiłem zaryzykować i iść do końca. Wprawdzie musiałem pogodzić się z tym że już nie zrobię zdjęć z tej części trasy ale to już było niedaleko do 5 kilometra, a ostatnie około 300 m przecież obfotografowałem przed startem. Zacząłem jednocześnie zastanawiać się, gdzie jest ten  przewidywany skrót  na trasie. Wyprzedziłem dziewczyny które śmiały się, że idę im zrobić zdjęcie na mecie, bardzo daleko zauważyłem między drzewami miejsce startu i plażę. Doszedłem do 5 kilometra i coś mi tu przestało pasować, bo wyglądało na to że pętla ma 5360m, czyli tyle ile w ubiegłym roku . To na jakim dystansie idą maratończycy? Sprawa wkrótce się wyjaśniła, ja tymczasem zbliżałem się do plaży.

 

Piasek wilgotny jak wspomniałem nie był aż takim utrapieniem jak w ubiegłym roku, raczej jednak nie pomagał. Dotarłem do mety w czasie 58:03, a więc trochę szybciej niż się spodziewałem, o te parę minut których nie siedziałem na ławeczce fotografując zawodników na trasie.

Kopia_meta1

Ładny odlewany medal na szyi (zdjęcia medali w ostatniej galerii), zamykam endo i fotografuję dziewczyny docierające na metę rajdu.

Kopia_00__234

Sędziowie trochę nas przeganiają bo zbliża się sztafeta i akurat miała nastąpić zmiana. Chwilę jeszcze czekam by sfotografować zmianę jednej z naszych (FNWT) sztafet

 

po czym idę na "galerię" z wysokości obserwować dalszy przebieg zawodów.

Kopia_00__203

Prawdziwy dramat przeżywała Monika, która niemal całą trasę sztafety pokonała kuśtykając z powodu odniesionej kontuzji. Ale wielki hart ducha pozwolił jej ukończyć swoją zmianę i tym samym wysiłek współzawodników z drużyny ne poszedł na marne.

Kopia_P1300046

W "obozie" zostaję zaopiekowany kocem, choć zbytnio nie spociłem się podczas marszu. Przebojem dnia były teamowe czapeczki z naszym logo w kolorze naszych koszulek. 

 

Starzy wyjadacze pamiętający pierwsze zawody w Polsce, zawsze znajdą czas by zamienić parę zdań.

Kopia_P1300056

Teraz dowiaduję się, że maratończycy startowali z miejsca oddalonego od plaży o  około 680 m i o tyle było krótsze pierwsze pokonywane przez nich okrążenie.To wyjaśniło sprawę dystansu. Organizator postąpił najprościej jak było można, nie starając się na siłę skrócić każdej z pętli, ale po prostu jedną z nich o dystans odpowiadający skróceniu na wszystkich ośmiu pętlach. Sztafety startowały z plaży podobnie jak rajd. Maratończycy na plaży mieli start honorowy, a ostry po drugiej stronie jeziora. W sumie mieli dzięki temu dobrą rozgrzewkę przed rozpoczęciem rywalizacji. Pogoda tego dnia zbytnio nie dopisywała, było pochmurno i wilgotno, gdyby wyszło słońce i dogrzało o 4-5 stopni byłoby pewnie lepiej i dla zawodników, i dla kibicujących. Biegacze wprawdzie lubią taką pogodę ale podczas marszu rozgrzewamy się raczej wolniej choć równomierniej. Pozostało nam zjeść posiłek regeneracyjny w postaci żurku i pajdy chleba ze smalcem. Można też było dokupić ciasto drożdżowe i herbatę. Ostatni maratończycy wychodzili na trasę ostatniego okrążenia, gdy zaczęliśmy powoli żegnać się z przyjaciółmi uczestniczącymi wi zawodach. Nasz Team zdobył kilka wartościowych miejsc także na pudle i w maratonie, i w sztafetach. Tu odnotuję tylko drugie miejsce naszej sztafety młodzieżowej, gdyż czuję się inicjatorem pomysłu startu młodzieży w sztafetach. 

Kopia_P1140160

Poniżej podaję linki do dwóch galerii zdjęć już przeze mnie prezentowanych na facebooku.

Maraton - Sztafety

Rajd - Maraton - Sztafety

Trzecia galeria (w przygotowaniu) pojawi się tylko tu na blogu. Pokaże ona trasę i uczestników na pierwszych kilometrach pętli,w tym na sławnym pomoście, punkcie nawadniania oraz zaprezentowane zostaną zdjęcia ze startu maratonu oraz  dekoracji. Zapraszam do zaglądania na bloga, jutro lub najdalej pojutrze powinna się pojawić.

Jastrowie.pl Nordic Walking

Wesołych Świąt Wielkiej Nocy!

mk130363

Z okazji Świąt Wielkanocnych życzę Wam, aby Zmartwychwstały Chrystus, nasz Pan i Zbawiciel, który z miłości do nas oddał swoje życie, obdarzył Was błogosławieństwem, a Wasze serca napełnił radością.

 ja_jestem_zmartwychwstaniem_i_zyciem

 

Niech ten czas przyniesie Wam spokój i ciepło domowego ogniska. Radujmy się wspólnie z nadejścia Pana, nowego życia, wiosennej pogody, dzieląc się dobrym słowem z najbliższymi.

 

 

animated-easter-bunny-image-0021

Mistrzostwa Polski w Maratonie Nordic Walking

mk130363

Już w najbliższą sobotę w Jastrowiu wielkie święto Nordic Walking. Po raz czwarty odbędą się Mistrzostwa Polski w Maratonie Nordic Walking. Do tej pory trzykrotnie spotykaliśmy się na tej imprezie w Osielsku. Tym razem na miejsce spotkania najodważniejszych walkerów wybrano Jastrowie. W ubiegłym roku gościło nas podczas Pucharu Wielkopolski. W tym roku dostało szansę organizacji imprezy najwyższej rangi. Oprócz maratończyków, których do tej pory zapisanych i opłaconych jest 90, swe zmagania o Mistrzostwo Polski będą prowadzić już po raz szósty także sztafety. W tym przypadku 4 uczestników będzie pokonywało na raty również dystans maratoński  Nowością w tym przypadku jest podział na 4 kategorie. Rywalizować będą osobno sztafety żeńskie, męskie i mieszane (2+2) oraz sztafety młodzieżowe (te na dystansie krótszym o połowę). Dla entuzjastów i kibiców zorganizowano rajd trasą zawodów na dystansie 1 okrążenia pętli o długości 5274 m, Maratończycy pętlę będą pokonywać 8 razy, a uczestnicy dorosłych sztafet 2 razy.

Bardzo podobała mi się trasa w Jastrowiu, na której zorganizowano Puchar Wielkopolski. Już wówczas okrzyknąłem ją najatrakcyjniejszą z tras wszystkich Pucharów Regionalnych, przynajmniej z tych, na których byłem. Zaryzykuję nawet stwierdzenie, że żadna z tras ubiegłorocznego Pucharu Polski jej nie dorównuje. Już samo położenie trasy wokół jeziora powoduje, że jest malownicza. Cała praktycznie przebiega w lesie i po naturalnych leśnych ścieżkach, Nie ma w niej wąskich długich przesmyków utrudniających wyprzedzanie. Pewną atrakcją ale i pewnie utrapieniem będzie dla uczestników 150 metrowy odcinek piaszczystej plaży, który będą pokonywać 8 krotnie. To w sumie 1200 m kopnego piachu do pokonania. Niewątpliwie sporą atrakcją było w ubiegłym roku "ściganie" się po drewnianym pomoście długości kilkudziesięciu metrów, który wyłożono wykładziną dywanową. Pętla ubiegłorocznych zawodów miała 5360 m. Z uwagi na prawidłowy dystans maratonu musi ona zostać skrócona o 86 metrów. Poniżej przedstawiam moją wizję przebiegu w całości wzorowaną na ubiegłorocznej z uwzględnieniem skrótu jaki dostrzegłem na prezentowanej na oficjalnej stronie zawodów mapce poglądowej. Czy skrót będzie w tym miejscu, w którym ja przyjąłem również na swojej mapce, trudno mi zweryfikować bez wizji lokalnej. Widok na mapce utrudniają drzewa, w każdym razie sprawą organizatora jest by to zagwarantować.    

Route 3 513 794 - powered by www.runmap.net

 

Jeśli chodzi o ukształtowanie terenu to jest on w miarę płaski. Zobaczymy je po kliknięciu w numer trasy (Route) znajdujący się pod mapką 3 513 794 . Startujemy z poziomu około 105 metrów. przez około półtora kilometra wysokość będzie wahać się w granicach około 1-2 metrów po czym zaczniemy się wolno wspinać do wysokości 111 m, co osiągniemy przed 2 kilometrem. Następnie na odcinku jednego kilometra będą znów niewielkie wahania w granicach 1-3 metrów po czym około 100 m przed 3 kilometrem zaczniemy się wspinać na wysokość około 119 m. Ten najwyższy punkt trasy osiągniemy na około 3 kilometrze. Później będziemy stopniowo schodzić w dół również z niewielkimi wahaniami 1-3 m i przed 4 kilometrem osiągniemy wysokość 101 m. Z mapki wynika, że około 150 m po minięciu 4 kilometra znów osiągniemy wysokość 110-111 m, a w połowie 5 kilometra nawet 113, ale czy to będą aż takie różnice poziomów nie pamiętam. Jest to jednak prawdopodobne, gdyż pokazuje to także profil trasy pokazany przez organizatora.Trasa w tym miejscu biegnie bardzo blisko jeziora, więc z uwagi na występowanie skarp i zasłanianie ich przez drzewa mogą istnieć jakieś niedokładności w jej wyrysowaniu na mapie spowodowane brakiem widoczności ścieżki.W każdym razie wspięcie się o kilka metrów w górę musimy wkalkulować, gdyż pętlę zakończymy na wysokości oczywiście 105 m. To tyle co mogę napisać z przejrzenia tej mapki i z pamięci ubiegłorocznych zmagań. Teren nie jest zbyt górzysty, ale na pewno urozmaicony i nie płaski jak stół. Myślę, że to trasa w sam raz na zmagania entuzjastów Nordic Walking.   

Można oczywiście przejrzeć poglądową mapkę zaprezentowaną przez organizatora, która pokazuje trasę bardziej wypłaszczoną (różnica poziomów niecałe 12 m)

Jastrowie trasa

Na koniec prezentuję przewidywany przypuszczalny skrót trasy,. nazwałem go Trójkątem Jastrowskim.

 

Długość trójkąta 240 m. Dwa ramiona po których szliśmy w Pucharze Wielkopolski to około 160 m. Trzecie ramię będące skrótem to około 80 m. Ale czy tak będzie w rzeczywistości przekonamy się w sobotę.

 

Nad Wartą

mk130363

Wreszcie są jakieś zasady obowiązujące korzystających z terenów nad Wartą.

Kopia_00__0019

Pojawiły się tablice z informacjami co wolno, a czego nie nad Wartą. Nie wolno między innymi prowadzać psów bez uwięzi co było zmorą ubiegłego roku dla mnie, gdyż kilkakrotnie zostałem zaatakowany, a raz nawet pogryziony. Teraz można już bez skrupułów zwracać uwagę osobom puszczającym psy luzem. Oznakowano również strefy, gdzie można spożywać alkohol i gdzie tego nie wolno. Pozytywne jest zwrócenie uwagi że to tereny służące rekreacji i wypoczynkowi, a zakaz śmiecenia jest chyba największą oczywistością.

By nie cytować wszystkich reguł powiększony wycinek zdjęcia.

 Kopia_2_00__001

Punkt 4. wprawdzie powinien być umieszczony w jakiejś oddzielnej formule "Co należy" no ale dobrze, że w ogóle o tym pamiętano.

Z mniej pozytywnych spraw to moja trasa została rozjeżdżona w wielu miejscach przez ciężki sprzęt budowlany i samochody. Jesienią i zimą trwały tu jakieś kolejne prace z układaniem kabli, co spowodowało zdewastowanie w miarę uklepanej drogi. Na szczęście tereny są rozległe, więc da się ominąć przeszkody błotno koleinowe na razie bez problemu,a z czasem mam nadzieję, że ścieżka się ponownie uklepie.

 

Kopia_00__0089

 

 

Puchar Wielkopolski Nordic Walking - Okonek 2016 _ cz.2

mk130363

Z archiwum nordic walkera...

16 lipiec 2016

Wychodziłem na trasę ostatni i do tego samotnie. Ale dla mnie najważniejsze było to, że brałem udział. Jeden z przyjaciół z Teamu obserwujących moją "samotność długodystansowca" ochrzcił mnie wówczas mianem "Samotnego Wilka". Rozbawiła mnie ta ksywka i rozważę przy następnej koszulce teamowej jako napis na rękawku. Niewątpliwie coś w tym było przynajmniej patrząc na zdjęcia z tych zawodów. Nie miałem bezpośredniej walki ze współzawodnikami, których okazało się w ostateczności 8 (prócz mnie) w mojej kategorii wiekowej. Trudno było mówić o jakiejkolwiek bezpośredniej rywalizacji z uczestnikami idącymi na moim dystansie, gdyż wszyscy oni wystartowali jakieś 9-11 minut przede mną, więc gdy wychodziłem na trasę, oni byli już mniej więcej w połowie pierwszego okrążenia. No i ja przede wszystkim szedłem dość rekreacyjnie, choć ze zwyczajową dynamiką..Początkowo widziałem plecy ostatniej grupy startujących na 5 km i pod koniec pierwszego okrążenia zacząłem nawet doganiać pojedyncze osoby. 001a

Trasa okazała się prawidłowo wymierzona. Był z  tym jakiś problem w poprzednich zawodach, gdzie pętla była nieco dłuższa niż 2,5 km i dystans całkowity przekraczał 10 km. Tym razem było przyjemne zaskoczenie, gdyż mapka trasy prezentowana przed zawodami wskazywała na dystans około 10,5 km. Ale przebieg skorygowano i poniżej prezentuję jak to w rzeczywistości wyglądało:

 

Ta zmiana jednak wymusiła wykarczowanie jakichś krzaków w lasku obok stadionu. I to nie do końca się udało, ponieważ pozostały wystające pieńki ukryte w trawie, o które łatwo się było potknąć. Teren tu dodatkowo był bardzo nierówny, co potęgowało możliwość odniesienia kontuzji. Sam chyba dwa razy walnąłem palcami w jakieś wystające pozostałości, a raz "potoczyłem" się po potknięciu kilka kroków omal nie upadając i omal nie będąc pewnie posądzonym o podbieganie, bo mogło to tak z daleka wyglądać. Organizatorzy robili co mogli, by trasa była bezpieczniejsza oznakowując najbardziej wystające korzenie i pozostałości karczowiska, ale w następnej edycji dobrze byłoby dociąć newralgiczne fragmenty trasy na tym odcinku. Trasa wiodła całkowicie po naturalnej nawierzchni i to było niewątpliwie jej plusem. Jedynie kilkanaście metrów przejścia przez tunel w nasypie kolejowym był drogą asfaltową, ale to jest do zaakceptowania.  W dwóch miejscach trasy były spore kałuże, które pewnie utrudniały wyprzedzanie, ale wszystko zależy od kultury uczestników. Mnie dogonili przy takich kałużach jedni z najszybszych zawodników na 10 km - Robert i Stefan, i ci zwolnili za mną idąc przesmykiem między kałużami. Koleżanka z Teamu miała mniej przyjemną konfrontację w innym miejscu i z kimś innym, kto niemal wepchnął ją na elektrycznego pastucha ciągnącego się wzdłuż drogi przed tunelem.

0044

0054 

Szedłem prawie cały czas samotnie. Doganiali mnie najszybsi na 5 i 10 km, a ja doganiałem tylko niektórych najwolniej idących na 5 km, co zresztą po drugim okrążeniu się skończyło i pozostał samotny marsz dość daleko za ostatnimi idącymi na 10 km. Tu oczywiście wirtualnie kilku wyprzedziłem lepszym czasem netto, ale fizycznie byłem ostatnim zawodnikiem wchodzącym na metę. 

Moje międzyczasy poszczególnych okrążeń były nawet całkiem przyzwoite, choć oczywiście dalekie od pełni możliwości w pełnym zdrowiu.

1 okrążenie 2,5 km - 22:39

2 okrążenie - 22:59, po 5 km - 45:38

3 okrążenie -  23:03, po 7,5 km -1:08:41

4 okrążenie - 22:13, META 10 km - 1:30:54

Po dojściu na metę pamiątkowy medal i uzupełnienie płynów w punkcie nawadniania. Potem zacząłem rozglądać się za przyjaciółmi z Teamu i nie tylko. Pamiątkowe zdjęcia, a następnie posiłek regeneracyjny wypełniły czas do dekoracji. Nie pamiętam dokładnie posiłku ale smakowało mi na pewno. Chyba była smażona kiełbaska z ogórkiem i można było dokupić smażone ziemniaki w mundurkach.

 

Podczas dekoracji robiłem zdjęcia

015

i teraz okazało się, że warto było jeszcze w ostatniej chwili dopisać Zosię i Dorotę do drużyny FNWT. Zosia była druga, a Dorota trzecia w swych kategoriach.

 Kopia_00__00710

Oczywiście nie były do jedyne pudła naszej drużyny, więcej na zdjęciach w zamieszczonym linku na końcu wpisu.

Imprezę zakończyła Pani Burmistrz Okonka zapraszając nas na następny rok. Ten wpis również można potraktować jako zaproszenie - 15 lipca 2017 znów spotkamy się w Okonku na Pucharze Wielkopolski Nordic Walking.  

Po dekoracjach chłodziliśmy się jeszcze jedząc lody i machając na pożegnanie odjeżdżającym przyjaciołom z nordicowych tras.

 

Link do zdjęć moich oraz zebranych od innych uczestników poniżej.  .   

PW Okonek 2016 zdjęcia

Zdjęcia znalezione w lokalnym serwisie też pewnie zainteresują parę osób

zdjęcia serwis lokalny

Puchar Wielkopolski Nordic Walking - Okonek 2016 _ cz.1

mk130363

Z archiwum nordic walkera...

16 lipiec 2016

Emocje zaczęły się długo przed startem. Ich kulminacja nastąpiła ... w czasie podróży do Okonka, ale o tym za chwilę. Ja postanowiłem potraktować ten start rekreacyjnie i dlatego nie spodziewałem się po nim jakichś wielkich emocji. Wprawdzie widziałem, że na liście startowej w mojej kategorii było tylko 5 zawodników, więc teoretycznie już gwarantowało to niezłą pozycję i możliwość walki o więcej, ale ostatni czas musiałem potraktować ulgowo w treningach.

pw

2 dni wcześniej rozmawiając przez telefon ze Staszkiem dowiedziałem się o fajnym biegu, który miał być rozegrany jako impreza towarzysząca poznańskiemu triathlonowi .To znaczy przede wszystkim fajny był pakiet startowy jak na imprezę bez wpisowego. Oprócz dość ładnej koszulki technicznej była w nim czołówka jako, że bieg miał być rozgrywany w nocy. Niestety według słów Staszka system już nie przyjmował zgłoszeń nie pozwalając nawet na wpisanie nazwiska. Następnego dnia wieczorem odnalazłem zapisy do tego biegu i o dziwo system przyjął moje dane oraz poinformował, że poprzez sms otrzymam kod promocyjny, który umożliwi mi ostateczne wpisanie na listę startujących. Niestety sms długo nie przychodził. Przesiedziałem do późnej nocy w necie, aż w końcu zorientowałem się że trzeba jednak przygotować ekwipunek startowy na następny dzień. Poszedłem spać grubo po północy, ale nie przejmowałem się bo wyjazd zaplanowany był na godzinę 7.15 więc czekało mnie przynajmniej 5 godzin snu. Trochę jednak trwało zanim usnąłem. O 5 rano obudził mnie sms, sms z oczekiwanym kodem promocyjnym. Poderwałem się na nogi i spróbowałem się zarejestrować. Niestety system nie przyjmował mnie tym razem w żaden sposób, dlaczego więc wysłał mi smsa nie wiem. W każdym razie nie było już sensu dosypiać, więc wyruszałem w drogę trochę niedospany. Tu niestety muszę stwierdzić, że nasi kierowcy przeliczyli się z planowaniem godziny wyjazdu, a my czyli pasażerowie nie zwrócili im na to uwagi i nie skorygowali jej jednak na wcześniejszą. Wprawdzie poprzednio bardzo wcześnie dojeżdżaliśmy na miejsce jadąc tą samą trasą i faktycznie można było wówczas jechać o 7.15, ale teraz były ... wakacje. Na dodatek przed samym wyjściem z domu Kasia skorygowała wyjazd na 7.30, co było już lekko niepokojące, bo oznaczało jazdę niemal na styk zdążenia. Ale nie musiałem robić długiej rozgrzewki, więc jeszcze byłem umiarkowanie spokojny, tym bardziej, że humory dopisywały w czasie podróży w naszej ekipie. Pierwsze większe zdenerwowanie wywołał wolnobieżny ciągnik w Ujściu, gdzie na podwójnej ciągłej i krętych uliczkach nie dało się go wyprzedzić. Traciliśmy kolejne minuty podążając za nim, a czary goryczy dopełnił korek na światłach w tej miejscowości, tak nam się przynajmniej wydawało. Zaczęło być już niemal na styk godziny rejestracji, ale jeszcze staraliśmy się zachować pozory spokoju. Z Piły wyjeżdżaliśmy w sznurze pojazdów nie mogąc rozwinąć maksymalnych prędkości, więc niepokój wzrastał w naszych sercach. Powoli wiadome się stawało, że przybędziemy zdecydowanie później niż to było w planie. Jednak dopiero w Jastrowiu okazało się, że najgorsze dopiero przed nami. Kilkukilometrowy korek spowodował stratę kolejnych cennych minut i jasne już było, że nie tylko nie odbierzemy pakietów w terminie, ale nie zakosztujemy też wspólnej rozgrzewki. W miarę posuwania się do przodu (trudno to nazwać jazdą) sytuacja pogarszała się a sam start stanął na krawędzi wykonalności. Tylko szybki telefon do Nisi (która była już na miejscu), że jedziemy i będziemy spóźnieni, mógł dać cień nadziei. Nerwowe oczekiwanie na odpowiedź i decyzję sędziów, co z tą nasza wesolutką ale spóźnioną (już nie ulegało wątpliwości) ekipą zrobią. Odpowiedź przyszła na szczęście szybko, a emocje sięgały zenitu, bo sytuacja pogarszała się z minuty na minutę i z kolejnego pokonanego metra trasy na kolejny metr. Była bardzo optymistyczna, bo okazało się że sędziowie pozwolą nam wystartować nawet samotnie po spóźnieniu.

Pojawił się jednak kolejny problem. Zosia pozyskana dla naszego Teamu podczas poprzednich zawodów zapisana była na zawody bez nazwy drużyny i tę nazwę trzeba było zapodać w biurze przed startem. I ja się tego podjąłem, tyle że nie przewidziałem, że się spóźnię i nie zdążę tego uczynić przed startem. W Teamie Zosia jeszcze mało znana była i w tym tłumie startujących pewnie trudna do znalezienia. Jej telefon nie odpowiadał, bo zapewne już była w rejonie startu i zostawiła go w samochodzie . Poza tym do Teamu chciałem dopisać jeszcze kolejną zawodniczkę - Dorotę (która jeszcze nawet o tym nie wiedziała). Wyglądało na to, że nie będzie to możliwe w zaistniałej sytuacji. Prosiłem o zadziałanie w tych dwóch sprawach Teamu, niestety w tym zamieszaniu przedstartowym trudno było liczyć na efektywną pomoc. Sprawa wyglądała na przegraną.

Na stadionie w Okonku trwały już ostatnie przygotowania do startu zawodów., Oficjalnie otworzyła je Pani Burmistrz Okonka Małgorzata Sameć. Wkrótce rozpoczęła się też rozgrzewka. 

0013

 

Tymczasem w samochodzie trwały poszukiwania jakiegoś objazdu tego niekończącego się korka.Sytuacja stawała się już tak dramatyczna, że groziło nam dotarcie na miejsce nawet godzinę po planowanym starcie zawodów. Coraz trudniejsze stawało się nawet to do przewidzenia. Na szczęście Łukasz znalazł jakąś inną drogę, może nawet parę kilometrów dłuższą, ale za to pustą. Odbiliśmy w bok i dzięki temu dotarliśmy na miejsce dosłownie kilka minut przed startem. Parkowanie tymczasowe w przypadkowym miejscu, szybki odbiór pakietów startowych i zdążyłem nawet zadziałać w sprawie Zosi i Doroty. Potem, po moim dotarciu na metę było dużo śmiechu zwłaszcza z zapisu Doroty, która zwracając się do Staszka skwitowała całą sytuację "sprzedałeś mnie". Faktycznie było tak, że to Staszek wiedział. iż staram się o jej pozyskanie do drużyny,a Dorota dowiedziała się o tym już po zawodach.   

Szybko się przebierałem, kątem oka obserwując start mojej kategorii wiekowej na 10 km

0102

i ruszyłem w kierunku bramy startowej. Tu przywitał mnie Dyrektor Pucharu Polski Robert Brzeziński, który przed chwilą wystartował ostatnią grupę idących na 5 km. Powiedział, żebym wystartował spokojnie, wtedy gdy będę gotów. Zresztą i tak czas netto zmierzy mój chip, a żadnych sankcji za opóźnienie startu (w nie swojej grupie) przecież nie będzie. Co więcej zostałem jeszcze tak uhonorowany, że mój start obwieścił strzał startera, tak jak wszystkich grup wychodzących na trasę.          

 

 

Wszyscy jesteśmy maniakami

mk130363

Nie czuję się dość kompetentny, by oceniać to, co się wydarzyło wokół biegu znanego w całej Polsce od wielu lat. Jest mi natomiast po prostu przykro, że to co było niemal święte dla poznańskich i nie tylko biegaczy odarto z szat i może.. sprofanowano? Wszyscy jesteśmy maniakami swoich pasji: biegania, chodzenia z kijami, jazdy na rowerze, fitnessu, zumby, pływania, jazdy na nartach i czego kto sobie zażyczy związanego z aktywnością fizyczną. Wpadamy w to, opanowuje nas jak wirus, nie możemy bez tego żyć, a chwile bezczynności są dla nas najgorszą torturą. Z tego szaleństwa wzięła się nazwa pewnego klubu biegowego, a wkrótce potem powstał bieg jeden z najbardziej znanych w Polsce i najbardziej renomowanych. Wówczas nie było jeszcze tyle maratonów i półmaratonów co teraz i ten bieg zaliczał się do 15 najlepszych (największych) biegów w Polsce. Można by powiedzieć bieg kultowy. Słyszałem o nim chyba jeszcze zanim zacząłem pomykać z kijami, albo może właśnie gdy zaczynałem przygodę ze swoją pasją. Chyba to ostatnie jest jednak bardziej prawdziwe. Na początku swojego maniactwa mówiłem, że nigdy nie będę biegał. Ale po około półtora roku uprawiania nordic walking jednak spróbowałem i stwierdziłem, że mogę, że daję radę, biec, truchtać bez przerwy nie tylko jeden, ale nawet pięć kilometrów. Było to dla mnie tak wielkim zaskoczeniem, ze nie tylko zapragnąłem pobiec w jakimś profesjonalnym biegu, ale w tej całej euforii po 6 tygodniach od pierwszego biegu (a podstawowym treningiem był dla mnie wciąż nordic walking) przetruchtałem swoją pierwszą treningową dyszkę. Wynik nie był jakiś rewelacyjny bo 10,5 km pokonałem w 1 godz. i 10 minut. Ale sama spontaniczność biegu, gdzie wydłużałem sobie dystans z kroku na krok niemal tak jak często bywało to w nordic walking tchnęła takim optymizmem, że już widziałem się za rok w półmaratonie. Ta moja pierwsza dyszka była jednak nieprzypadkowo chyba w marcu. Po pierwszych profesjonalnych biegach w II Grand Prix Poznania nad Rusałką (marzec 30:41, kwiecień 26:52, maj 27:02) , przyszła refleksja, że ja właściwie nie potrzebuję przebiec półmaratonu. Podobne dystanse realizuję podczas zawodów nordic walking i tam się całkowicie spełniam jako długodystansowiec. Debiut miałem w marcu, a wówczas głośno było, jak zazwyczaj, o Maniackiej Dziesiątce. I ten bieg stał się niejako dla mnie docelowy. Tym czym dla maniaków biegania był półmaraton, czy maraton, dla mnie był ten bieg na 10 km. Ale nie robiłem do tego biegu jakichś specjalnych przygotowań. Robiłem swoje w nordic walking, biegając treningowo średnio 5 km tygodniowo wliczając w to bieganie w cyklu Biegaj z Opel Szpot i startując od jesieni w kolejnym cyklu Grand Prix Poznania. Zapisy były dość wcześnie ogłoszone, a ilość miejsc (z 1500 podwyższona do 2000) ograniczona bardziej niż dziś, choć może nie było jeszcze takiej lawiny chętnych. Faktem jest, ze zapisywałem się w ciemno nie wiedząc, że rwa barkowa, która mnie dopadnie będzie istotnym czynnikiem psującym nieco radość z udziału, a satysfakcję z wyniku na pewno. Jakby na drugim planie,

 

ze zdrętwiałym ramieniem dobiegłem do mety (wówczas jeszcze robiło się dwa kółka wokół Malty) w czasie 1:05:23. No ale było to na zasadzie zapłacone, pobiegane, zaliczone.Swoje wrażenia z tamtego biegu oczywiście opisałem na blogu.

Maniacka Dziesiątka 2012

Niczego jeszcze nie planowałem, choć oczywiście chciałem to sobie odbić rok później. Latem w Poznaniu pojawiły się biegi parkrun, które wplotły się w mój cykl przygotowań i treningów. Zapewne oprócz zdrowia przyczyniły się, że w drugiej mojej Maniackiej (już na nowej trasie) osiągnąłem dużo lepszy czas 54:39, który w pełni mnie satysfakcjonował. Tym bardziej, że końcowe 2 km na Malcie były praktycznie po lodzie, błocie pośniegowym i wodzie. Ale frunąłem wówczas finiszując i wiedząc, że wynik będzie lepszy od oczekiwań.


Kopia_281

Tak opisałem swoje ówczesne wrażenia:

Maniacka Dziesiątka 2013 cz.1

Maniacka Dziesiątka 2013 cz.2

Maniacka Dziesiątka 2013 cz.3

Jak widać sporo miejsca poświęciłem tamtemu biegowi na blogu. Różne okoliczności sprawiły, że więcej w Maniackiej nie wystartowałem. Niewątpliwie gdybym osiągnął wynik mnie niezadowalający, próbowałbym dalej, ale komercja, którą odczuwałem płacąc dwukrotnie więcej niż za Mistrzostwa Polski w nordic walking. nie zachęcała do kolejnych prób. Jednak oczywiście pozostałem kibicem maniaków biegnących w tej imprezie. 

W 2014 zrobiłem kilkadziesiąt zdjęć z tamtego biegu. Niestety oryginały się nie zachowały. Ale galerię umieściłem na Facebooku i teraz przeniosłem te kopie do tej galerii: Maniacka Dziesiątka 2014

W tym roku postanowiłem również kibicować biegaczom na trasie i zrobiłem 10 razy więcej zdjęć (540). Najpierw z kładki pieszo-rowerowej przy Galerii Malta, a następnie na kilometr przed metą, choć zwycięzca dogonił mnie kilometr wcześniej.

Maniacka Dziesiątka 2017

Bieg się odbył i pewnie uczestnicy byli nie mniej zadowoleni niż w latach poprzednich. Swym udziałem byli ponad konfliktem klubu biegacza KB Maniac i organizatora. Myślę, że to było najważniejsze, by impreza się w ogóle odbyła. Czas pokaże czy za rok, będą dwie Maniackie Dziesiątki. Byłoby to pewnie ze szkodą dla renomy tego biegu, ale na dzień dzisiejszy wygląda na to że żadna ze stron nie zrezygnuje ze swoich racji

 

 

 

Powietrze nad Maltą kosztuje ... 3000 zł

mk130363

28 stycznia planowana była inauguracja XI edycji cyklu "Biegaj z Opel Szpot" nad poznańską Maltą. W dziesięciu dotychczasowych edycjach rozegrano 92 biegi. Organizatorem cyklu była firma Szpot a partnerami marka Opel, Miasto Poznań, POSiR, PZU i Mobil. Patronami medialnymi były Telewizja Poznań, Radio Eska i Głos Wielkopolski oraz portal wszystkoobieganiu.pl

Chyba niewielu jest biegaczy w Poznaniu, którzy nie uczestniczyliby choć raz w tym biegu. Impreza była zawsze bezpłatna, na ogół nie oferowała "nic" specjalnego poza przebiegnięciem dystansu wokół jeziora Maltańskiego. Poza bodajże jedną jubileuszową edycją, nie było tu medali. Nie było tu wyników z czasami rejestrowanymi przez systemy pomiarowe. Nie było limitu startujących. Frekwencja była bardzo różna, ale zazwyczaj było to kilkuset zawodników i zawodniczek. Rekord padł we wrześniu 2010 roku - około 1500 uczestników. Byłą za to promocja biegania i aktywności ruchowej wśród młodzieży. Była klasyfikacja udziału młodzieży szkolnej w tym biegu, a dla zwycięskich szkół były nagrody finansowe na zakup sprzętu sportowego. Kwoty tych nagród  wielokrotnie przekraczały budżet szkoły na zakup takiego sprzętu. W biegu mógł uczestniczyć każdy, uczestniczyli w nim i bardzo profesjonalni biegacze uzyskujący znakomite czasy, w tym znani maratończycy i zupełni amatorzy. Dla wielu osób była to pierwsza impreza w której pobiegły . Każdy otrzymywał "Paszport Biegacza" w którym rejestrował udział w poszczególnych edycjach uzyskując pieczątki za każdy bieg, w  którym wziął udział.

Kopia_op_0031

Po 3, 5 i 7 biegu pierwsze 100 osób, które uzyskały odpowiednią liczbę pieczątek (3, 5, 7) otrzymywało upominki w postaci koszulek czy plecaków. Po każdym biegu losowanych było też wśród uczestników przynajmniej 20 drobnych upominków. Główną nagrodą w losowaniu był każdorazowo samochód Opel na weekend. Bieg zmieniał się na przestrzeni lat. Były to zmiany niewielkie, ale zawsze na lepsze. W latach 2011-2013 funkcjonował pod nazwą "Biegaj z Chevrolet Szpot". W ostatnich latach wprowadzono numery startowe dzięki czemu każdy poczuł się jak prawdziwy sportowiec uczestniczący w zawodach.. W ostatnim roku wyróżniano też 3 pierwsze kobiety i 3 pierwszych mężczyzn na mecie. Rywalizacja uczestników była taka jak w każdym innym biegu, choć nie brakowało uczestników pokonujących dystans w sposób całkowicie rekreacyjny, w tym całymi rodzinami z dziećmi. Sam uczestniczyłem w 38 biegach tego cyklu. Kilka razy towarzyszyłem biegaczom na rowerze robiąc zdjęcia. W tym biegu zawsze można było wszystko wygrać i nikt nigdy nic nie przegrał. Żal, że ...

TEJ IMPREZY W TYM ROKU NIE BĘDZIE.

Przynajmniej na dzień dzisiejszy, wszystko na to wskazuje. Okazuje się, że POSiR chce kasy za każdy bieg, w wysokości 3 tys. zł. Bieg jest niekomercyjny, nie przynosi żadnego dochodu, a koszty jego organizacji i przekazywanych nagród dla szkół, i tak wynoszą kilkadziesiąt tysięcy złotych. Trudno zrozumieć decyzje władz miasta, tym bardziej że cykl miał odbywać się pod patronatem jego Prezydenta.  Dlaczego POSiR chce skomercjalizować powietrze nad Maltą. Przecież nie ponosił żadnych kosztów związanych z biegiem. Czy dochodzimy do ostatecznej mety tej imprezy?

 

 

© Nordic Walking mk
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci