Menu

Nordic Walking mk

Więcej Nordic Walking aby żyć dłużej

Pompa mięśniowa i skarpety kompresyjne

mk130363
Prawie cztery lata temu napisałem artykuły dotyczące skarpet kompresyjnych. Można to przeczytać tutaj:
Skarpety kompresyjne opis i tutaj:Skarpety kompresyjne test . W tym roku napisałem artykuł o pompie mięśniowej: Pompa mięśniowa . Oba artykuły łączy film wyjaśniający działanie skarpet kompresyjnych wspomagających pompę mięśniową.


Wprawdzie jest to pokazane tak jakby zastawki zapobiegające cofaniu krwi (w dół) w kierunku naczyń włosowatych prawie nie działały, to jednak film niewątpliwie demonstruje wspomaganie skarpet kompresyjnych w domykaniu tych zastawek.

Powrót po raz trzeci - podsumowanie listopada

mk130363
Tak jak w poprzednich miesiącach postanowiłem podsumować moją aktywność Nordic walkingową. Na czerwono zaznaczyłem listopadową aktywność, powyżej dla porównania dwa poprzednie miesiące. Dodatkowo wystawiłem sobie oceny w poszczególnych kategoriach.

przebyty dystans [km] systematyczność [% dni treningowych] średnie tempo wszystkich marszów [min/km] najdłuższy dystans pokonany jednorazowo [km] średnia długość dystansu pokonanego jednorazowo [km]
108,99 53% 10:14 11,06 6,82
150,93 55% 09:09 13,67 8,39
251,18 80% 09:10 20,35 9,30

1. Dystans.
Pokonanie możliwie dużego dystansu to był jeden z dwóch głównych celów tego miesiąca. I udało się z dużą nawiązką. Myślałem o 200 km, rzeczywistość przerosła moje oczekiwania. Więcej kilometrów pokonałem jednak, aż podczas 21 (udokumentowanych) miesięcy mojego nordicowego życia. Do tych największych osiągnięć więc wciąż trochę brakuje, ale stała aktywność na takim poziomie daje 3 tys. km w ciągu roku. Mogę czuć się usatysfakcjonowany. Stawiam sobie piąteczkę.
2. Systematyczność marszów.
Tu również chciałem osiągnąć jak najwięcej. Systematyczność wraz z wydłużeniem treningów miały zapewnić dobry wynik tego pierwszego celu. Drugi w hierarchii ważności cel udało się zrealizować na doskonałym poziomie. 24 dni treningowe w miesiącu nie wymaga raczej komentarza. Było wprawdzie trochę determinacji, by wyjść przy temperaturze poniżej zera (gdy odczuwalna była podobno -13) i by wychodzić kilkakrotnie po zmroku z latarką czołową, ale ćwiczyłem już kiedyś takie warianty, więc nic nowego to dla mnie nie było. Ocena jak najbardziej celująca.
3. Średnie tempo.
Tu nie spodziewałem się rewelacji. Cieszę się, że przy tak dużym dystansie całkowitym udało mi się zachować podobne średnie tempo jak poprzednio. Wiele kilometrów pokonałem przecież także w ciemnościach, gdy nie staram się bić rekordów prędkości. Szybkość nie jest na razie moim priorytetem. Właściwie to nawet ten wynik należy ocenić jako niezły, skoro średnie tempo z ostatnich ponad 4 lat jest tylko o 9 sekund lepsze. Przy tej okazji trzeba wspomnieć o dość istotnej próbie szybkościowej podczas pierwszych moich zawodów od dłuższego czasu. Dystans wprawdzie nie był na razie okazały, bo tylko 4 km, ale tempo 7:59/km jest co najmniej przyzwoite. Myślę, że zasłużyłem na dobrą czwórkę : 4+.
Kopia_29112014826
4. Pokonywane dystanse.
W połączeniu z systematycznością miały dać odpowiedni wynik całkowitego dystansu. Tu muszę powiedzieć, że przeszedłem sam siebie (na tę chwilę oczywiście). Najdłuższy z poprzedniego miesiąca najpierw poprawiłem na 15,42 km, następnie na 17,16 km, by zakończyć na 20,35 km. Oprócz tych trzech treningów siedmiokrotnie pokonywałem dystans powyżej 10 km, a czterokrotnie dystans niewiele mniejszy. Dlaczego więc widniejący wynik w tabeli nie jest bardziej okazałym postępem? Po pierwsze wiadomo, że im się wchodzi na wyższy poziom, tym coraz trudniej o wyraźniejszy postęp. Poza tym wynik zaniżają dni, w których maszerowałem dwukrotnie w ciągu dnia. Gdyby przeliczyć dystans nie na jednostki treningowe, a dni treningowe, wynik byłby okazalszy. Dziennie w dniu treningowym średnio pokonywałem dystans 10,47 km. Tu chyba dobra piątka, czyli 5+..
Myślę, że zdałem do następnej klasy :)


Dystans rozegrany w głowie, na treningu?

mk130363

Zdarzyło Wam się chodzić głową? Często mówi się wśród biegaczy, że maraton rozgrywa się w głowie. I dotyczy to tak osiągnięcia jakiegoś określonego rezultatu jak i samego ukończenia maratonu. Ale rozgrywanie treningu w głowie i to w przypadku Nordic walking, może budzić wątpliwości. Ja wielokrotnie wychodząc na trening, nie wiem dokładnie jaki dystans pokonam, dlatego generalnie nie jestem też zwolennikiem tworzenia planów treningowych na wzór biegowych w tej przecież rekreacyjnej dyscyplinie. Oczywiście w przybliżeniu robię jakieś założenie, w zależności od tego ile czasu mogę mu poświęcić. Ale rzadko bywa tak że zaplanowałem np. 9 km i bezwzględnie kończę na tym trening. Często zdarza się, że wydłużam go o dodatkowe kilometry. Nie pamiętam przypadku bym przeszedł mniej niż zamierzałem. Nawet nagłe załamanie pogody nie powoduje, że natychmiast uciekam do domu. Staram się takie przypadki albo przeczekać (chroniąc się pod mostem) albo "przechodzić". Zmieniam (zwiększam) dystans w zależności od samopoczucia, wiedząc że kolejnego dnia nie będę mógł trenować czy wykorzystując piękną pogodę chcąc dłużej obcować z naturą. Lubię chodzić z kijami więc nie mam oporów, by chodzić dłużej niż krócej. Jak łatwo się domyślić zmieniam decyzję w trakcie pokonywania kolejnych kilometrów.

Kopia_13112014800zdjęcie wykonane na cyplu podczas jednego z listopadowych treningów

W niedzielę po dwóch dniach przerwy, wybrałem się na trening, by nieco podreperować zaległość dwóch dni bezczynności. W sobotę i niedzielę miałem mieć dwa zaliczenia w szkole, w której uczę się masażu. Przedmioty dość trudne i materiał do opanowania spory, stąd w piątek już nie traciłem czasu, a w sobotę zajęcia trwały niemal cały dzień, więc też już odpuściłem sobie nocne chodzenie. Z dużą radością w niedzielę po zajęciach, mimo szarzyzny jesiennej aury i przenikających na wskroś chłodu i wilgoci, wyruszyłem na moją trasę, by rozprawić się z przygnębieniem atakujących ze wszystkich stron otaczającego środowiska. W zamierzeniu miało być około 10 km. Ponieważ godziny były już popołudniowe, profilaktycznie zabrałem latarkę czołową, by nie być ograniczony zapadającym zmrokiem. Ze spokojem realizowałem swój plan nie dyktując zbyt mocnego tempa. Właściwie to nawet nie miałem ochoty rozwijać zawrotnych prędkości, byłem też niewątpliwie znużony zajęciami w szkole i małą ilością snu w ostatnie dwie noce (w sumie razem 8 godzin). Tempo utrzymywało się na poziomie około 9:30 i nic nie szło iść szybciej. Jednak mimo tego wyglądało na to że latarka czołowa nie będzie mi potrzebna, by zdążyć przejść te 10 km. Zaczynałem rozważać nieznaczne zwiększenie dystansu, może o 2-3 km. Jednak byłem jeszcze bez obiadu na porannych kanapkach zjedzonych w przerwach zajęć. Przyszła więc myśl, by zakończyć trening na poziomie 10 km wracając do domu, zjeść obiad i po dwóch godzinach odpoczynku wyruszyć na wieczorny marsz na 6-7 km. Dzięki temu łącznie przeszedłbym więcej niż zwiększając dystans o te 2-3 km.  Gdy jednak pomyślałem o powtórnym zbieraniu się na trening, przebieraniu itp. stwierdziłem, że ogólne zmęczenie i znużenie prawdopodobnie na to mi nie pozwoli. Postanowiłem więc przejść na jeden raz przynajmniej te 15 km i to miał być koniec niedzielnego chodzenia. W trakcie zapadły ciemności i mogłem wykorzystać czołówkę. Na około 13 kilometrze zacząłem analizować, dokąd bym musiał pójść, aby pobić miesięczny rekord długości dystansu zaliczając nawet 20 km. Wyszło, że dwa nawroty między mostem Królowej Jadwigi i cyplem za Katedrą wystarczą. I tak zrobiłem, ale ... to nie koniec, bo pod koniec 19 kilometra była jeszcze pokusa zrobienia pełnego półmaratonu. Wystarczyło pójść do pewnego drzewa za mostem i z powrotem. Na szczęście w tym przypadku wygrał rozum. To już nie było mi w tym momencie potrzebne. Poza tym na pewno jeszcze na to przyjdzie czas. A na ostatnim kilometrze poczułem jednak pewne mocniejsze ukłucie w kolanie, więc decyzja okazała się trafna, a ja musiałem zwolnić. Poniżej zapis endomondo niedzielnego treningu. 


Wygląda na to, że przezwyciężyłem wczoraj znużenie, rozgrywając trening w głowie.

Pomyłki się zdarzają...

mk130363

Przeglądacie galerie zdjęć po zawodach? Na pewno to lubicie. Ja nie mogę się wprost ich doczekać. Po każdej imprezie zdjęć publikowanych przez uczestników powinno być kilkanaście galerii. Jednak nie wszyscy dzielą się tym co napstrykali. A w tych czasach, gdzie nie ukrywajmy, każdy kto ma telefon komórkowy może być prawie "profesjonalnym" fotografem na zawodach, powinno być tych zdjęć do znudzenia. Choćby na  zdjęciu zamieszczonym poniżej, widać przynajmniej 4 osoby fotografujące zawodników na ostatnich metrach. Ale tylko jedna z nich upubliczniła swoją galerię na stronie organizatora. A przecież to nic nie kosztuje, co więcej nie ma przeszkód by sfotografować osoby nawet nam nie znane, bo po zgraniu do komputera i upublicznieniu, można te niepotrzebne zdjęcia przecież usunąć.

Kopia_0441

Najbardziej cenne są zdjęcia z trasy i z wejścia na metę. Tu widać wysiłek albo uśmiech na twarzy. I są bardzo miłą pamiątką z zawodów. Ja czekam na nie także po to, by móc wykorzystać zdjęcia wstawiając je w relacji na blogu. A teraz powoli będę zbliżał się do tego o czym chcę tu napisać. O tym też już kiedyś wspominałem. Zdjęcia robione "seriami" wszystkim uczestnikom "jak leci" dają mi możliwość dokładnego odtworzenia rywalizacji na długich dystansach. Można wtedy prześledzić kto był za kim lub przed kim na poszczególnym okrążeniu. Jeśli jest więcej fotografów "seryjnych" ustawionych wzdłuż trasy pozwala to też odtworzyć przebieg rywalizacji na krótszym dystansie. Bardzo cenne i pomocne w pewnych sytuacjach są zdjęcia z mety. Bardzo lubię oglądać zdjęcia moich rywali. Ciekaw jestem szczególnie tych, którzy ze mną wygrali. Pamiętam, że od pierwszego startu w 2009 przyglądałem się kto ze mną wygrał, kto był w tej samej kategorii wiekowej, czy też od kogo przyszedłem szybciej na metę.  Zdjęcia z trasy, a szczególnie z mety mają czasem istotne znaczenie dla .... ustalenia klasyfikacji końcowej zawodów.

Parokrotnie w pewnej cyklicznej imprezie biegowej następowała awaria sprzętu mierzącego czas. W przypadku niektórych zawodników nie zgadzały się w dość istotny sposób opublikowane czasy i zajęte miejsca. Impreza nie jest igrzyskami olimpijskimi, więc o dwie sekundy nie chodzi, ale nikt nie byłby zadowolony, gdyby mu dodano minutę i spadł w klasyfikacji o kilka miejsc. Jeszcze gorzej jeśli akurat byliśmy na granicy życiówki, a opublikowane wyniki nie rozstrzygają naszego osobistego rekordu. Organizator w tych warunkach jest bardzo pozytywnie nastawiony do wszelkich uwag mogących pomóc odtworzyć prawidłową klasyfikację. I tu właśnie pomocne mogą być zdjęcia z mety. Można nie tylko za pomocą nich ustalić właściwą kolejność, ale w przybliżeniu także oszacować różnice czasu między poszczególnymi zawodnikami (zdjęcia mają zazwyczaj swój czas wykonania).

W innych zawodach biegowo - nordicowych nastąpiła pomyłka innego rodzaju. W zawodach uczestniczył zawodnik bezsprzecznie najlepszy w Polsce na dystansie 5 km w Nordic walking. Tutaj oczywiście prawdopodobnie wszyscy i tak wiedzą o kogo chodzi. Nie jest to zawodnik nie do pokonania oczywiście, ale ilość jego zwycięstw jest tak przytłaczająca, że po prostu nie można go nie nazwać mistrzem i królem tego dystansu. Po zakończeniu zawodów już w domu przeglądam klasyfikację (nie byłem na zakończeniu imprezy) i widzę, że .... wygrała z nim kobieta. Nie, nie jest to jednak Ela Wojciechowska. Pojawiła się więc nowa wielka gwiazda kobiecego Nordic walking? Nazwisko zupełnie nie znane. Ale najdziwniejszy był jej wynik. Osiągnęła tak niewiarygodny czas, że od razu było wiadomo, że coś jest nie tak. Taki czas można osiągnąć tylko biegnąc (ewentualnie większość dystansu podbiegając) lub  idąc wytrenowanym profesjonalnym chodem sportowym. Poszperałem w galeriach zdjęć i okazało się że zawodniczka nie startowała w konkurencji Nordic walking, ale w biegu na 5 km. Sprawę udało się więc szybko wyprostować, ale zastanawiam się co byłoby podczas dekoracji zwycięzców... gdyby te dekoracje były (zdaje się, że je wówczas jakoś ominięto w przypadku NW, ale szczegółów nie znam).

Kolejne zawody, znów przeglądam galerie zdjęć, patrzę kto był szybszy... Jestem zadowolony ze swojego czasu, właściwie wszystko ok. Na ogół pamiętam dobrze osoby, które mnie wyprzedziły, zwłaszcza te które były w zasięgu wzroku. Ale pewnej zawodniczki nie przypominam sobie, zaraz ta pani mnie na pewno nie wyprzedziła. Nie pamiętam tej różowej bluzy. Sprawdzam jeszcze raz numer na zdjęciu z trasy, gdy jeszcze szliśmy blisko i czas w klasyfikacji na mecie. Nie tu, chyba jest błąd. Pani nie wygląda na mistrzynię tej dyscypliny, ale wygląd wskazuje z drugiej strony, że jak najbardziej może regularnie chodzić z kijami  Ale wiecie, po wyglądzie nie można oceniać zawodnika, zwłaszcza w naszej dyscyplinie. Szukam więc jakiegoś potwierdzenia, że jest błąd w wynikach. Jak już mam podejrzenie, że coś nie jest zgodne z prawdą, to raczej nie odpuszczam dopóki sprawa się nie wyjaśni. Ale jak na złość w dalszych zdjęciach z trasy nie mogę znaleźć tej zawodniczki. No ale szukam jej tam, gdzie powinna być według klasyfikacji. Tu jest jednak problem, bo może zdarzyć się, że kogoś kamera akurat nie uchwyci. Na takiej jednej serii ja też jestem widoczny bardzo niewyraźnie na dalekim planie. Gdy byłem blisko kamery, ta złapała zawodniczkę za mną, a mnie nie ucięła nawet końca buta. Więc żadnego dowodu nie ma. Ale jestem cierpliwy. Trafiam w końcu na galerię z mety. I znajduję zawodniczkę o jakieś 20 pozycji niżej na zdjęciach niż w podanej klasyfikacji. Zdjęcie jest jednoznaczne bowiem (trafiło się to zupełnie przez przypadek) na tym zdjęciu zawodniczka nie była sama, tylko z zawodnikiem wchodzącym na metę o około 20 pozycji niżej i około 3 minuty później.   

Kopia_meta_225_i_16

wejście na metę dwójki zawodników

i charakterystyczna żółta opaska, po której rozpoznałem zawodniczkę tam gdzie nie było nic widać prócz buta i opaski )*

Przez moment jeszcze zawahanie, bo niektórzy zaliczając metę wracają na trasę by kibicować znajomym i nieraz towarzyszyć im na ostatnich metrach. W tym przypadku jednak tak nie było. Po wejściu na metę dopadały nas wolontariuszki i bezceremonialnie odpinały nam zwrotne  numery startowe. Gdyby więc zawodniczka towarzyszyła znajomemu na ostatnich metrach, musiałby iść na tym zdjęciu bez numeru startowego. Wszystko więc ułożyło się w logiczną całość, ale ja postanowiłem jeszcze poszukać w tej galerii, w której nie mogłem wcześniej zawodniczki znaleźć. Cofnąłem jednak moje poszukiwania o te około 20 miejsc i znalazłem :))) Co? Poniżej pokazuję na dwóch kolejnych zdjęciach. Aż sam nie wierzę w swoją spostrzegawczość. Tyle, że wiedziałem czego szukam.   

172strzałką oznaczono skrawek różowej bluzy

1731strzałkami oznaczono: rywala zawodniczki ze zdjęcia na mecie oraz stopę zawodniczki z żółtą opaską na kostce ściągającą nogawkę spodni by ta nie zasłaniała czipa

Dodam tu, że w tym miejscu nie było żadnych innych zdjęć tej zawodniczki i szczegóły zaznaczone strzałkami są jedynym dowodem, że zawodniczka na 600 m przed metą była mniej więcej na takiej pozycji jaką osiągnęła ostatecznie na mecie, i nie mogła przefrunąć tych 600 m w 3 min.

Po moim zgłoszeniu firma mierząca czas dokonała sprawdzenia i zweryfikowała wyniki zawodów. Później firma ta opublikowała także zdjęcia z mety, więc mogła również samodzielnie zweryfikować wyniki zawodów. Być może pomogłem im w rozwikłaniu tej zagadki.

)* na zdjęciu z mety celowo nie prezentuję twarzy niewłaściwie sklasyfikowanej zawodniczki i jej numeru startowego, gdyż nie było to jej winą, że tak się stało. Był to błąd urządzeń pomiarowych.

Zawodniczki i zawodnicy, których twarze są prezentowane na zdjęciach przesunęli się w klasyfikacji o jedno miejsce :)

Co robicie na światłach?

mk130363

Może to i dziwne pytanie, i nie za bardzo z niego wynika o co chodzi. Już wyjaśniam, otóż na swojej trasie wiodącej na ścieżkę o naturalnym podłożu muszę pokonać nieco więcej niż jeden kilometr po chodniku z kostki brukowej. Na tej dojściówce mam dwie sygnalizacje świetlne. O jednej nie warto wspominać, ale ta druga jest potrójna (dwie nitki jezdni + torowisko tramwajowe). To przeszkoda trudniejsza do pokonania.

13112014807

Bardzo duży ruch na rondzie, kierowcy nagminnie łamiący przepisy i wymuszający pierwszeństwo względem pieszych i rowerzystów mających zielone światło. Jest tu bardzo niebezpiecznie. Niejeden raz byłbym tu rozjechany na pasach, gdyby nie moja ostrożność, nieufność wobec kierowców, szybka reakcja w sytuacji zagrożenia. Ostatnio chcąc przejść po pasach na zielonym świetle, podnoszę wysoko rękę w stronę pędzących samochodów. Niemal zawsze muszą hamować z piskiem opon. Często obserwuję też że ludzie stoją na "zielonym" bojąc się wejść między jadące samochody. No ale w sumie nie o tym chciałem pisać, i ta wzmianka ma na celu tylko pokazanie, że jest to skrzyżowanie bardzo niebezpieczne i tu ryzykując cokolwiek, narażamy się nie tylko na utratę zdrowia lub życia, ale ich utrata będzie z naszej winy i na własne życzenie. Dlatego tu poza godzinami spokojnej nocy, gdy migają żółte światła musimy niemal zawsze zatrzymać się na czerwonym świetle. Prawdopodobieństwo, że trafimy na początek zielonego, który umożliwi nam przejście za jednym zamachem obu nitek jezdni i torowiska jest niewielkie. Trafia mi się może raz na 10-15 razy. I tu dochodzimy do sedna sprawy zawartego w pytaniu. Co wtedy robicie? Co robicie w podobnej sytuacji. Ja mam tylko jedno takie przejście (które pokonuję dwukrotnie podczas treningu), ale ktoś może mieć tego więcej, zwłaszcza jeśli chodzi tylko po chodnikach. Na moim przejściu czasu zazwyczaj jest nawet do 2-óch minut, zależnie na jaką fazę zmiany świateł trafię. Biegacze często truchtają w miejscu. No ale iść w miejscu wbijając kije w chodnik wyglądałoby dość zabawnie. Poszedłbym jednak tym tropem, bo można np. przytupywać w miejscu i trzymając kije w jednej ręce, drugą robić wymachy. Wymachiwanie kijami trzymanymi w obu rękach może być niebezpieczne dla innych spieszonych użytkowników chodnika, dlatego można tego próbować co najwyżej przy małym ruchu z zachowaniem odpowiedniej ostrożności. Ja postępuję na dwa sposoby.

Pierwszy przypadek dotyczy zazwyczaj sytuacji, gdy dopiero udaję się na trening i po 250-300 m marszu natrafiam na tę "przeszkodę". Czerwone światło traktuję wówczas jako przerwę na wykonanie jakiegoś ćwiczenia rozgrzewkowego lub rozciągającego. Jak wiadomo rozgrzewka ma duże znaczenie dla całego treningu i nie wolno jej pomijać. Marsz po chodniku i tak traktuję jako rozgrzewkę w marszu, więc gdy stoję uzupełniam ją jakimś ćwiczeniem. Oczywiście przed samym marszem również należy wykonywać ćwiczenia stacjonarne.

 13112014806

 13112014802

Największą troską otaczam podczas takiej przerwy kończyny dolne. Najczęściej albo naprzemiennie przestępuję z nogi na nogę (przenosząc ciężar na stopę stykającą się całkowicie z podłożem i odciążając tę, którą wspinam na palcach uginając kolano) lub naprzemiennie wspinam się na palcach i piętach. Czasem rozciągam też łydki. Niekiedy, ale rzadziej stosuję tę metodę wracając z treningu i wówczas już tylko stosuję ćwiczenia rozciągające. Ale zazwyczaj robię to wtedy, gdy wiem że zielone będzie już za chwilę. Jeśli jednak mam stać 2 minuty to wolę .... przejść się jeszcze kawałek.

I to jest ten drugi przypadek. "Moje" światła znam jak zły szeląg i już z kilkudziesięciu metrów potrafię ocenić na jaką fazę cyklu trafię. Nigdy nie zwalniam, by trafić w odpowiedni moment. Czasem jednak przyspieszam na tych ostatnich metrach , ale tylko wówczas gdy wiem na pewno, że to przyspieszenie zapewni osiągnięcie celu. Faza trafienia w "punkt" jest bardzo krótka. Gdy to się nie uda dokładam sobie dodatkowy odcinek do przejścia tuż przed światłami. Mam taką alejkę wiodącą na sąsiednie osiedle, w którą mogę odbić np na 20 - 60 m (według potrzeb) w bok, by po nawrocie trafić na właściwą fazę zmiany świateł.  Jeśli jesteście bystrymi obserwatorami to z pewnością potraficie znając swoje przejście też ocenić z pewnej odległości, czy traficie na zielone czy czerwone i ewentualnie odbić w bok lub zrobić dwa szybkie nawroty na swojej trasie. Może dla kogoś z zewnątrz wyglądać to także nieco dziwacznie, ale ja lubię chodzić z kijami i nie ma dla mnie różnicy czy akurat przeszedłem 6 czy 20 km na treningu, te dodatkowe czasem 100 m też ma dla mnie znaczenie. W końcu jak wielu z Was mam świra na punkcie Nordic walking. Temat może błahy, ale jeśli już zdecydowaliśmy się być aktywnymi fizycznie, to szkoda tracić czas na bezczynność.        

 

 

 

XI Bieg i Nordic Walking z okazji Święta Niepodległości

mk130363

A imię jego 44 ...

Teoretycznie miał to być dla mnie start w zawodach bardzo rekreacyjny. W rzeczywistości ambicja i chęć sprawdzenia siebie wzięły górę. Ale o tym za chwilę. Najpierw kilka wstępnych informacji. Tak jak poprzedniego roku start nastąpił o godz. 14.00. Nie wiem czym jest ona uwarunkowana, może 11 letnią tradycją, może chęcią umożliwienia niektórym biegaczom startu w innych biegach odbywających się w godzinach rannych, a może władze gminy chcą być przy tej imprezie obecne, a rano uczestniczą w jakichś oficjalnych uroczystościach, a może tak postanowiono i już? W każdym razie tak jest i trudno liczyć, by wzorem niektórych innych imprez start odbywał się np. o godz. 11.11.  Choćby ze względu na 11 edycję imprezy można było tak zrobić, ale to w końcu tylko magia liczb.  Biuro zawodów zamykają tu dość wcześnie, bo godzinę przed startem. Ma to swoje zalety ale i wady. Zaletą jest to, że będąc zmuszonym przybyć wcześniej, by odebrać pakiet startowy, jest dużo czasu na przebranie się, zrobienie rozgrzewki, porozmawianie z przyjaciółmi i znajomymi. Poza tym z pewnością unika się jakiegoś przedstartowego zamieszania i nerwówki wśród osób przyjeżdżających na ostatnią chwilę i oczekujących w ewentualnej kolejce w biurze zawodów. Wadą jest to, że osoby mające coś do zrobienia w innym biegu, naprawdę muszą się spieszyć, by zdążyć przed 13.00. Wydłużenie choć o15 - 20 minut działalności biura  z pewnością by je uspokoiło. Wracając do kolejki do biura zawodów, jej po prostu nie ma. Można by nawet powiedzieć, że osoby obsługujące stanowiska (chyba 6) nieco się nudzą, ponieważ każde obsługuje tylko 50 zawodników. Po przybyciu sprawdza się swój numer (ustalany na podstawie kolejności alfabetycznej) i udaje do odpowiedniego stanowiska po odbiór pakietu. Ja trafiłem na dość symboliczny numer także w aspekcie patriotycznym i niepodległościowym. Niestety nie mogę go zaprezentować, gdyż odebrany został mi tuż za metą. Nie, nie zostałem zdyskwalifikowany .... Po prostu numery startowe zastosowane na imprezie są wielokrotnego użytku (także obsługiwały już i będą jeszcze obsługiwały inne imprezy). Nie można ich uszkodzić, przebijać, po nich pisać itp. gdyż to kosztuje uczestnika zapłacenie kary (3 zł). Ale dzięki temu koszt dla organizatora jest niższy, a że start jest dla nas bezpłatny, więc jak najbardziej należy to ocenić bardzo pozytywnie.

13112014798 

Na zdjęciu prezentuję więc mój czip z numerem, który w tym przypadku jest akurat bezzwrotny. I właśnie to jest najbardziej istotna zmiana w stosunku do ubiegłorocznych zawodów. Tym razem zafundowano nam profesjonalny pomiar czasów za pomocą czipów. Trochę specyficzny jest sposób mocowania takiego czipa za pomocą sznurowadła. Wyjaśniła to dokładnie instrukcja jego mocowania zamieszczona w biurze zawodów. Trzeba bardzo uważać, w którą stroną jest odwrócony, nie zaginać go, nie chować pod sznurówkami. Jednej z uczestniczek pomogłem zwracając uwagę na niewłaściwe zamocowanie, dzięki czemu jest ujęta w wynikach. Organizatorzy bardzo profesjonalnie podchodzą do tej imprezy. Uczestnicy przed i po biegu mogą skorzystać z konsultacji u fizjoterapeutów, zbadać skład swego ciała i określić % tkanki tłuszczowej u dietetyka. W ogóle widać duże zaangażowanie organizatorów w to, by uczestnicy czuli się tu dobrze dopieszczeni. Już przy wejściu dekorowano nas biało-czerwonymi rozetami zrobionymi przez uczniów miejscowej szkoły.

 11112014783

 11112014789

 11112014784

W dwu biegach (7,5 km lub 4 km) i marszu NW (4 km) bierze tu udział zawsze 300 osób. Tzn taki jest limit listy startowej. W tegorocznej imprezie wzięło udział ostatecznie 274 osób. Mimo, że organizatorzy uruchomili listę rezerwową i parę osób z tego skorzystało, to jednak 26 osób zrezygnowało ze startu nie powiadamiając o tym organizatorów i nie dając szansy startu innym chętnym. Szkoda, to trochę egoistyczne, wystarczył przecież e-mail lub telefon, a organizatorzy wielokrotnie przecież o to apelowali. Wśród tych 274 osób aż 81 zdecydowało się na Nordic Walking. Tutaj zdobywamy coraz więcej miejsca w tej imprezie (w ubiegłym roku było nas 49). Może za rok będzie nas setka -  zobaczymy.

Start poprzedziła wspólna rozgrzewka dla wszystkich uczestników. Prawdę mówiąc swoje ćwiczenia zrobiłem już wcześniej, więc do tej wspólnej nie przykładałem się z pełnym zaangażowaniem rozmawiając przy okazji z Robertem Adamskim o różnych wydarzeniach z naszego nordicowego światka. I to Robert "wciągnął" mnie trochę do tych pierwszych linii wśród startujących. Ustawiłem się asekuracyjnie za nim i za Mieczysławem Andrzejewskim. Dzięki temu przed sobą byłem bezpieczny. Nie ma takiej opcji bym rozpędem wpadł na nich podczas marszu, bo prostu chodzą ode mnie szybciej i dzięki temu z przodu miałem zapewnione dużo miejsca. Dużo gorzej było z boków i z tyłu. Tu wszystkiego można się spodziewać (zahaczenie, wpadnięcie), a ścisk był duży. Wystartowaliśmy kilka minut za biegaczami. No i na początku potwierdziło się jak niebezpieczny jest taki wspólny start dużej liczby kijkarzy z miejsca o szerokości dmuchanej bramy.

Tu postulowałbym jednak wprowadzenie jako obowiązujących czasów netto poza np. pierwszą piątką wśród kobiet i mężczyzn. To spowodowałoby, że chociaż część kijarzy chodzących szybciej od większości startujących, ale nie tak szybko by stawać na pudle lub być w czołówce open, zrezygnowałaby z pierwszych linii, ze spokojem startując nawet z końca stawki. Można by także podzielić stawkę startujących na osobno maszerujące kobiety i mężczyzn, co również częściowo rozładowałoby niebezpieczny tłok. Ale to już zależy od organizatora i kwestia do rozważenia w przyszłości.

Dosłownie kilkanaście metrów po starcie jeden z uczestników złamał kij na wysokości rękojeści. Ktoś zahaczył, ktoś przydepnął no i zrobiło się niebezpiecznie ponieważ poszkodowany wracał po odłamaną część kija pod prąd pędzących innych zawodników. W takim przypadku nie działa się racjonalnie i nie schodzi na bok, tylko wraca by sprawdzić co się stało. Można być przy takiej okazji przewrócony i podeptany, i być przyczyną upadku kogoś innego. Dodatkowo zaraz po starcie trasa biegnie w dół co sprzyja znacznemu rozpędzaniu się kijarzy i powoduje, że niebezpieczeństwo potęguje się. Starałem się przede wszystkim iść bezpiecznie zwłaszcza, że ścieżka szybko się zwęziła do około 2 metrów. Niestety nie miałem ze sobą komórki z gps, więc nie mogłem na bieżąco poznać swego tempa. O kontroli tempa nie piszę, bo w przypadku gdy idę na całość, idę po prostu cały czas równo i tylko tłok może mnie spowolnić. Nie było też wiadomo czy dystans będzie dokładnie wynosił 4 km. Ustawienie nawrotu o 100 metrów dalej lub bliżej powoduje różnicę w dystansie 200 m, a takiego dystansu nie pokonuje się w kilka sekund, więc nawet czas na nawrocie wiele mi w tamtym momencie nie mówił. Jak się później okazało całkowity dystans był tylko odrobinę mniejszy od 4 km i można go w oficjalnych wynikach potraktować jako 4 km. Trasa jest mi znana z ubiegłego roku. Jej zapis poniżej:

W tym roku dokonano jednej nieznacznej korekty przebiegu trasy nie wpływającej na długość, a co najwyżej powodującą, że ciut więcej mieliśmy naturalnego podłoża i jedną korektę polegającą na bliższym ustawieniu nawrotu co spowodowało że trasa zrobiła się krótsza o 800 m. Największym mankamentem trasy jest podłoże. Początek i koniec oraz jeden odcinek w środku trasy (pokonywany oczywiście tam i z powrotem) to podłoże naturalne. Ale większość trasy to zabrudzone, zapiaszczone podłoże twarde - betonowe lub zmurszały asfalt. Praktycznie żadne tradycyjnie używane końcówki nie są na to podłoże właściwe. Groty mogą się złamać, a nakładki gumowe będą się ślizgać po piasku na płytach betonowych. Właściwie ta niedogodność jest nie do przeskoczenia, bez całkowitej zmiany trasy. Biegaczom to nie przeszkadza, dla nas jest niewątpliwym utrapieniem, bo nie możemy w pełni wykorzystać siły odepchnięcia. Nic więc dziwnego, że osoby chodzące stylem łokciowym mają praktycznie równe szanse z osobami chodzącymi z pełnym odepchnięciem za biodrem. Wiadomo tez, że tu sędziów nie ma, więc nie tylko pewne niedostatki techniczne części początkujących walkerów mają wpływ na wyniki. Pewna ilość zachowań pseudobiegowych i skoczków przeskakujących co drugi lub trzeci krok powoduje, że raczej nie można wyników wszystkich uczestników uczciwie porównać. No ale z tym problemem niestety poradzić sobie trudno, zwłaszcza jak nie ma czujnego oka i karzącej ręki sędziego. Otrzymany numer startowy zobowiązywał do pełnego zaangażowania podczas całego marszu. I tak starałem się iść. Najbardziej wymagająca jest końcówka ze stromym dwuetapowym podejściem przedzielonym krótkim wypłaszczeniem.

Kopia_podejcie

Ale ja akurat lubię takie urozmaicenia, ponieważ pozwalają mi urwać kogoś, kto na płaskim idzie krok w krok ze mną. Gdy dotarłem na metę trochę zdziwiłem się uzyskanym wynikiem odczytanym na stoperze. Było mniej niż 32 minuty, a liczyłem jeszcze wówczas, że dystans był minimalnie większy niż 4 km. Ostatecznie wynik zmierzony przez czip 31:54. Tempo średnie (według rzeczywistego dystansu) - 8:06/km, (według oficjalnego dystansu) 7:59/km. To tempo było bardzo bliskie interwałom ćwiczonym w październiku. Chyba mogę uznać ten wynik za bardzo dobry w aktualnej fazie treningów.

 11112014791

11112014792

 11112014793

11112014794

Po zawodach czekał nas gorący posiłek - grochówka i pączek. No właśnie pączek był ok, choć tradycja jest taka, że w tym dniu je się rogale Świętomarcińskie. Jednak rozumiem, że ich pozyskanie wymagałoby pozyskania bardzo bogatej cukierni jako sponsora. Na zakończenie imprezy odbyło się losowanie nagród wśród wszystkich uczestników oraz oficjalne ogłoszenie zwycięzców w poszczególnych konkurencjach i wręczenie im nagród. Całą imprezę odbieram bardzo pozytywnie mimo pewnych niuansów, które nie są stworzone pod Nordic walking. Ale rozumieć trzeba, że nasza dyscyplina jest tu "córką", biegu który ma dłuższą tradycję i niektóre sprawy albo trudno dostosować, albo wręcz jest to niemożliwe. Tym bardziej, że w tym dniu liczy się przede wszystkim dobra zabawa rywalizację spychając na dalszy plan. I ja bawiłem się bardzo dobrze, za co organizatorom dziękuję.

 

XI Bieg i Nordic Walking z okazji Święta Niepodległości

Wiedzieliście?

mk130363

Koleżanka kupiła dwa rogale. Rogale Świętomarcińskie rzecz jasna. W Wielkopolsce wszyscy wiedzą co to jest. A i do innych regionów Polski bywa przemycana ta tradycja rodem z Poznania. Przy okazji Święta Niepodległości od zawsze były jedzone w dużych ilościach.

1280pxRogale_witomarciskie_RB1

Rogal Świętomarciński - rogal z nadzieniem z białego maku tradycyjnie przygotowywany w Poznaniu oraz większości miast, miasteczek, wsi Wielkopolskich z okazji dnia św. Marcina – 11 listopada. Rogale Świętomarcińskie są głównym wypiekiem podczas obchodów dnia ulicy Święty Marcin w Poznaniu. 

Historia

Tradycja ta wywodzi się z czasów pogańskich, gdy podczas jesiennego święta składano bogom ofiary z wołów lub w zastępstwie – z ciasta zwijanego w wole rogi. Kościół przejął ten zwyczaj, łącząc go z postacią św. Marcina. Kształt ciasta interpretowano jako nawiązanie do podkowy, którą miał zgubić koń świętego.

W Poznaniu tradycja wypieku rogali Świętomarcińskich na 11 listopada istniała już na pewno w 1860, kiedy to opublikowano w Dzienniku Poznańskim najstarszą dziś znaną reklamę rogala Świętomarcińskiego. Popularna jest jednak legenda, że tradycja w obecnym kształcie narodziła się w listopadzie 1891. Gdy zbliżał się dzień św. Marcina, proboszcz parafii św. Marcina, ks. Jan Lewicki, zaapelował do wiernych, aby wzorem patrona zrobili coś dla biednych. Obecny na mszy cukiernik Józef Melzer, który pracował w pobliskiej cukierni, namówił swojego szefa, aby wskrzesić starą tradycję. Bogatsi poznaniacy kupowali smakołyk, a biedni otrzymywali go za darmo.

Współcześnie

Rzemieślnicy zrzeszeni w Cechu Cukierników i Piekarzy w Poznaniu sprzedają w dniu św. Marcina średnio 250 ton tego wyrobu, natomiast w skali rocznej sprzedaż wynosi 500 ton, co stanowi 2.500.000 sztuk rogali.

Aby cukiernia mogła używać nazwy "rogale Świętomarcińskie, musi uzyskać certyfikat Kapituły Poznańskiego Tradycyjnego Rogala Świętomarcińskiego, która powstała z inicjatywy Cechu Cukierników i Piekarzy w Poznaniu, Izby Rzemieślniczej i Urzędu Miasta Poznania.

No więc koleżanka kupiła dwa rogale jeden dla siebie i jeden dla mnie. Jednak zanim miałem możliwość posmakowania, poinformowała mnie telefonicznie, że właśnie oba zjadła, jednego przed południem, drugiego wieczorem. Zapytała przy okazji ile to to, ma kcal. Sprawdziłem natychmiast  - JEDEN ROGAL ważący 250 g ma 1200 kcal. Ha ha ha, tego nawet się nie spodziewałem. Uwielbiam tę poznańską pyszną tradycję i na pewno w tych dniach zjem nie jednego rogala. Każdy zjedzony będzie mnie kosztował około 18 km marszu Nordic walking. Dzisiaj chyba już a konto przeszedłem 15 km, czyli spaliłem takiego mniejszego rogala :)

Pytanie oczywiście dotyczy tego czy wiedzieliście ile to ma kcal i ile musicie sobie dołożyć do treningu, żeby to spalić? 

Reminiscencje z marszu treningowego w dniu 1 listopada

mk130363

Obrazki napotkane podczas treningu 1 listopada, po halloweenowej nocnej zabawie w dyskotece nad Wartą. Śmieciarzom można ustawić nawet wielkie beczki służące jako kosze, pomalować je na biało, żeby były dobrze widoczne, a i tak w zamroczeniu ich nie dostrzegą. Pewnie zrozumieliby do czego służą dopiero, gdyby ich razem ze śmieciami do nich wsadzono.

Ktoś potem musiał w Święto pracować i uprzątnąć ten bałagan.

Trenujecie w święta? Sacrum i profanum.

mk130363

Tytuł bardzo ogólny i pewnie większość odpowie, że tak. Nie ukrywam, że zainspirował mnie do napisania tej notki artykuł na portalu Biegologia.pl Jest to jak gdyby rozwinięty komentarz do tamtego artykułu. Właśnie obchodzimy Święta dość szczególne. Dzień Wszystkich Świętych  to w świetle wiary katolickiej radosne święto, które jednak powiązane z następującym po nim Dniem Zadusznym skłania do pewnej zadumy i refleksji.  Zastanawiamy się nad przemijaniem, starzeniem.... No właśnie mówi się często, że ludzie aktywni fizycznie nie starzeją się, tylko zmieniają kategorie wiekowe. I jest w tym jakaś prawda. Czy jednak wypada trenować w takie święto? Czy to jest dobry czas na wyjście na kije albo bieganie? Ci, którzy nie uprawiają niczego, zapewne inaczej na to patrzą niż my. Budzimy ich zdziwienie, może nawet jesteśmy jakąś przyczyną zgorszenia. Ale przecież to jest nasz styl życia. Jesteśmy aktywni na co dzień, dlaczego więc mielibyśmy specjalnie taki dzień spędzać na kanapie?

Kopia_0211__003

Przyznam, że odkąd systematycznie trenuję nie mam z tym żadnego problemu. Potrafię tak zorganizować sobie czas, żebym mógł i wyjść na trening, i mógł odwiedzić groby moich bliskich. I tak właśnie zrobiłem w sobotę.

Oczywiście i tutaj nie trzeba robić nic na siłę. Nie chodzi przecież o to, by manifestować, że wy idziecie "tam" i jesteście leniwi, a ja "sportowiec" właśnie sobie biegnę, bo jestem aktywny. Ja też miałem i takie dni 1 listopada, że akurat nie trenowałem. Wszystko to należy traktować normalnie, bez spiny, że coś akurat muszę. Czasem przecież trenowałem wówczas przed lub po tym szczególnym czasie, a w dniu Wszystkich Świętych i tak z reguły trzeba zrobić długi spacer na cmentarzu, by odwiedzić rodzinne groby.

Czasem można też połączyć dwie sprawy. W niedzielę odwiedziłem grób mojego dziadka robiąc przy tym długi spacer na Dębiec.

Chyba zdecydowana większość ma do tego podobny stosunek jak ja, bo z tego co zaobserwowałem, na moich ścieżkach nie było mniej ćwiczących w tych dniach niż w innych.

Powrót cd. podsumowanie października

mk130363

Minął drugi miesiąc powrotu do nordicowych treningów. Podobnie jak we wrześniu postanowiłem go podsumować. Oczywiście spodziewać się należało postępu. Do poprzednich parametrów wyszczególnionych w tabeli dodałem średnią długość dystansu pokonywanego podczas treningu. Oto jak przedstawia moje osiągnięcia tabela. Na czerwono zaznaczono wyniki października. 

przebyty dystans [km] systematyczność [% dni treningowych] średnie tempo wszystkich marszów [min/km] najdłuższy dystans pokonany jednorazowo [km] średnia długość dystansu pokonanego jednorazowo [km]
108,99 53% 10:14 11,06 6,82
150,93 55% 09:09 13,67 8,39

1. Dystans.

Przyznam, że ostatni trening zrobiłem o takiej długości by dobić do tych 150 km, ale nie był to ani najdłuższy trening wykonany jednorazowo, ani najdłuższy dystans pokonany jednego dnia, więc nie było to robione na siłę. W ciągu ostatnich 12 miesięcy tylko jeden raz zrobiłem więcej kilometrów, a rok temu w październiku było to o 10 km mniej.

Stopklatka02

2. Systematyczność marszów.

Tu w zasadzie nic się nie zmieniło, był jeden dzień więcej w miesiącu i był jeden dzień więcej treningu. Trochę statystykę popsuł mi tydzień ciągłych opadów, gdybym choć dwa razy potrenował mógłbym powiedzieć o znaczącym postępie. Ale głód treningowy zaostrzył apetyt, co pozwoliło przejść najdłuższy dystans w miesiącu.

3. Średnie tempo.

Widać wyraźny postęp. Dzięki temu marsze stały się bardziej dynamiczne, a jednocześnie osiągnąłem pułap, przy którym prędkość nie ma żadnego negatywnego wpływu na technikę. Wprost przeciwnie, właśnie przy takim tempie technika osiąga u mnie poziom najbardziej pożądany, może nawet najbardziej doskonały. Piszę "może" bo jednak po cichu chciałbym trochę szybciej. Warto przy tym temacie wspomnieć o próbie interwałowej, którą wykonałem w tym miesiącu. Pokazała ona że właściwie, nic nie straciłem w zakresie utrzymywania właściwego tempa odpowiadającego aktualnym możliwościom. Jak idę szybko, to idę cały czas równo, nie słabnę. To mi chyba zostało. Piszę "chyba" bo to była w końcu tylko jedna próba.

 Stopklatka03

4. Pokonywane dystanse.

Najdłuższy 13,67 km nie był już  za długi. Może dlatego, że zrobiłem go na "głodzie" treningowym. Ale zastanawiam się, czy to faktycznie największe osiągnięcie tego miesiąca. Wspomniałem poprzednio, że coraz częściej pozwalam sobie na dystanse 7-8 km. I ta tendencja się utrzymała. Średnio pokonywałem już 8,39 km podczas jednego treningu. A podczas jednego dnia? No właśnie, i to jest chyba rzeczywiste największe osiągnięcie. Podczas jednego dnia zrobiłem dwa treningi i pokonałem 9,67 + 9,67 = 19,34 km. Warto dodać że zarówno trening na 13,67 km jak i oba po 9,67 km zrobiłem w tempie poniżej 9 min/km. Powody do umiarkowanego optymizmu chyba są.

Stopklatka04

Na koniec dwie ogólne uwagi. Jeśli chodzi o wagę na razie nie zanotowałem tu znaczącego postępu, bo zahamowanie pewnych procesów nie jest jeszcze pełnym sukcesem. Natomiast zaobserwowałem, że mój puls spoczynkowy wraca do normy i bywa już bliski lub równy 50, co na początku września się nie zdarzało (60). 

 

Zagradzanie ścieżki _ epilog

mk130363

Przynajmniej jeśli chodzi o ten rok to już przeszłość. Co będzie w przyszłym zobaczymy. Taśmy usunięto, port jachtowy zniknął, przyczepa z ochroną również. Przyznam że wielokrotnie przekraczałem granicę oznaczoną taśmą i poza pierwszym zapraszającym gestem, nie było żadnych innych, a tym bardziej nieprzyjaznych reakcji ze strony pilnujących porządku. No właśnie, jeśli chodzi o porządek nad Wartą, nie da się ogrodzić i pilnować całej Warty. Organizatorzy mariny chcieli mieć u siebie czysto, ale czy aby na pewno się to udało?. Kilkakrotnie będąc w zagrodzonej strefie widziałem na cyplu butelki i śmieci, i ilość ich nie odbiegała znacząco od ilości widywanej tu przed otaśmowaniem terenu. Więc ktoś jednak łamał zakaz? A może użytkownicy mariny nie byli idealni? Nie mnie to rozstrzygać i oceniać, ja na cyplu robiłem swoje, czyli nawrót i pomykałem swoją ścieżką. Ale jeśli nawet ilość śmieci była na zagrodzonym cyplu faktycznie mniejsza, to można spodziewać się, że ilość śmieci poza cyplem musiała wzrosnąć. Nic w przyrodzie nie ginie. Jeśli ktoś przyszedł napić się nad Wartę i nie wszedł na cypel, to poszedł w miejsce, gdzie mu nikt nie przeszkadzał i tam zostawił swoje śmieci. To przykre, i niestety bez zwiększenia ilości patroli w tym bardzo rozległym rejonie (przynajmniej kilka kilometrów brzegu) i bez zwiększenia drastyczności kar za zaśmiecanie i spożywanie pewnych napojów w miejscu publicznym, trudno liczyć na poprawę. Tak niewiele trzeba by było czysto, przecież pełna butelka czy puszka jest cięższa niż pusta, więc trudniej ją tu donieść niż pustą zabrać ze sobą by wrzucić do jakiegoś pojemnika na śmieci. Ale widocznie niektóre napoje ogłupiają niektórych tak, że nie są zdolni do żadnych logicznych i porządanych czynności. Najgorzej jest w okolicach mostów, bo ci śmieciarze nie dość, że są niesprawni w złym tego słowa rozumieniu to jeszcze są leniwi. I może całe szczęście, bo dzięki temu na dłuższych odcinkach pomiędzy mostami jest względnie poprawnie. Okolica najbliższego mostu zagrodzonej strefy wygląda tak jak na niżej załączonych zdjęciach. Zdjęcia zrobiłem w przypadkowo wybranym kwadracie o wymiarach nie większych niz 20 x 20 m i raczej nie wyszukiwałem wszystkiego do czego można by się przyczepić,

Kopia_3010__002strzałkami zaznaczyłem tylko grubsze śmieci

 Kopia_3010__0031

 p_i_b

niektóre lubią leżeć w samotności

Kopia_3010__006

niektóre parami

  Kopia_3010__007

niektóre lubią być blisko brzegu

 Kopia_3010__008

jak widać abstynenci też bywają bałaganiarzami

 Kopia_3010__009

tu musiało biesiadować większe towarzystwo

 Kopia_3010__010

 niektórzy lubią stać na baczność

Może to i nie ma wpływu na moje treningi nordic walking, ale nie lubię potykać się o butelki, ani chodzić po rozbitym szkle (dobrze, że bosym walkerem nie jestem), o wrażeniach wizualnych nie wspominając.

 

 

 

Trening interwałowy - analiza matematyczna

mk130363

Trening interwałowy należy do grupy treningów kardio. Poprawia naszą kondycję, wzmacnia serce i dzięki niemu można spalić dużo kalorii. Taki trening ma wiele zalet, ale nie będę powielał tego co można znaleźć w necie w wielu artykułach. Ja stosuję go z tych wymienionych na wstępie, przy czym w przypadku tego ostatniego stosuję jako próbę oszukania organizmu, który przyzwyczajony do długiego, ale mniej intensywnego wysiłku , prawie już na niego nie reaguje (takie czasem mam wrażenie). Tymczasem dostaje nagle kopa, który przyspiesza metabolizm na dłużej niż czas trwania treningu. Poza tym trening jest krótszy, ale nieraz ciekawszy, bo przecież nie wiem nigdy jak dokładnie zareaguje organizm, jak wytrzymam narzucone tempo, wysiłek. Potem na ekranie komputera widzę wykres prędkości, który dokładnie i wyraźnie odzwierciedla poszczególne strefy zwiększonej i zmniejszonej intensywności. I wówczas wiem, że trening się udał.

Kilkakrotnie opisywałem już moje treningi interwałowe polegające na naprzemiennym biegu (truchtu) z kijami i marszu z kijami. Na ogół wykonywałem je dzieląc całkowity dystans takiego treningu na odpowiednie odcinki wynoszące równo 1 km lub 0,5 km. Nie posługuję się super profesjonalnym sprzętem, który pozwoliłby to bardzo ściśle kontrolować i nie mam podglądu tego co pokazuje mój GPS ponieważ posługuję się telefonem komórkowym i stoperem. Czasem pomiar tych odcinków opierał się na dokładnej znajomości terenu a czasem... na stałości tempa, które potrafię często utrzymać przez bardzo długie kilometry. Dzięki temu wiem, że truchtam z kijami najczęściej w tempie 6 min/km i dzięki temu jeśli chciałem truchtać 0,5 km musiałem to robić dokładnie 3 min. Przy długościach 1 km z pomocą przychodzi także wirtualny trener informujący mnie właśnie po każdym pokonanym kilometrze o tym fakcie.

W przypadku samego marszu z kijami nigdy nie stosowałem treningu interwałowego. No chyba, że był on wymuszony ukształtowaniem terenu i rodzajem treningu. Jeśli była to trasa pagórkowata obfitująca w liczne podejścia i zejścia, a trening był faktycznie zawodami bardzo wysokiej rangi, gdzie przez cały czas trzeba było utrzymywać możliwie najwyższe tempo, to podejście na kolejny pagórek był strefą tej zwiększonej intensywności, a moment wypłaszczenia, czy zejścia strefą niższej intensywności. Tak  było przecież na Pucharze Polski w Nordic Walking na zawodach w Gdańsku.

g_022

Celowo piszę "niższej", a nie "niskiej", żeby podkreślić fakt, że ta niska wcale nie oznacza kompletnej laby i powłóczenia nogami. Taki trening nie miałby takiego znaczenia, bo chodzi o to, aby zmęczenie z interwału na interwał także narastało, bo zmęczenie jest dla organizmu bodźcem do budowania kondycji i nie chodzi o to, by w strefie niższej intensywności całkowicie wypocząć. W dalszym ciągu więc gdy napiszę o niskiej intensywności należy rozumieć "niższej".

g_043 

Dzisiaj na mojej trasie nad Wartą postanowiłem zrobić trening interwałowy z kijami całkowicie marszowy. Przy czym ustaliłem sobie, że nie będę chodził w te i nazad między dwoma mostami, które dzieli odległość dokładnie 0,5 km, tylko będę chodził dzieląc dystans wg wskazań stopera tzn. zmieniając intensywność co 3 minuty marszu. Pierwszym odcinkiem marszu była dwukilometrowa rozgrzewka, po czym wykonałem 4 kolejne interwały 2 x 3 min. Po ostatniej fazie "niskiej" zrobiłem krótką przerwę na rozciąganie. Trening zakończyłem marszem uspokajającym o długości ... tego co pozostało czyli 1380 m. Na podstawie zapisu edomondo trudno dostrzec na wykresie poszczególne fazy zwiększenia intensywności (prędkości) i jej zmniejszenia, ponieważ różnice są tu stosunkowo niewielkie (ok 1 min/km). W przypadku truchtu i marszu ta różnica wynosiła od 2 do 2,5 min/km i na wykresie było wyraźnie widać schodek w górę, schodek w dół, schodek w górę itd. 

Dlatego dokonałem obliczenia  pokonanych długości dystansu i tempa podczas poszczególnych faz marszu. Z przyczyn technicznych nie jest możliwe precyzyjne ustalenie dokładnego położenia na mapie i wykresie, a co za tym idzie dokładnego dystansu wprost co 3 minuty. Dopiero żmudne obliczenia poprzez aproksymację pozwoliłyby to bardzo przybliżyć. Jednak wiemy, że dokładność endomondo i tak nie ma cech urządzenia geodezyjnego, a dystans podaje z dokładnością do 10 m. Stąd przyjąłem, że różnica kilku sekund nie ma tu znaczenia i dlatego w podanej tabelce czas pokonania każdej ze stref niekiedy ma kilka sekund mniej, a innym razem kilka sekund więcej, niż założone 3 minuty. Oto jaki jest wynik moich obliczeń.

Rodzaj intensywność czas dystans czasu interwału dystans interwału tempo interwału
[min] [km] [min] [km] [min/km]
rozgrzewka niska 18:18 2,000 18:18 2,000 9:09
interwał wysoka 21:18 2,390 3:00 0,390 7:42
  niska 24:14 2,720 2:56 0,330 8:53
interwał wysoka 27:11 3,080 2:57 0,360 8:12
  niska 30:18 3,430 3:07 0,350 8:54
interwał wysoka 33:14 3,800 2:56 0,370 7:56
  niska 36:21 4,150 3:07 0,350 8:54
interwał wysoka 39:18 4,520 2:57 0,370 7:58
  niska 42:14 4,840 2:56 0,320 9:10
uspokojenie niska 55:05 6,220 12:51 1,380 9:19

Tu aby w pełni zrozumieć co pokazuje niniejsza tabela trzeba wyjaśnić w jakim miejscu treningu jestem aktualnie, a w jakim stopniu wytrenowania byłem, gdy moja forma sięgała szczytów. Tempo 7:42/km potrafiłem utrzymać w dobrych czasach podczas zawodów na dystansie 20 km. Średnie tempo marszów w ubiegłym miesiącu było 10:14/km, a w październiku do tej pory łącznie z marszem pokazanym w tabelce 9:15/km. Widać więc, że nawet w fazie niskiej intensywności, dzisiaj nie odpuszczałem ani na moment.

Co można jeszcze odczytać z tabeli? Widać że pierwsza faza "wysoka" była zdecydowanie najszybsza. Zaowocowało to dużym zmęczeniem, co przełożyło się na to, że druga faza "wysoka" była najwolniejsza. Kolejne dwie fazy wysokiej intensywności były już bardzo zbliżone do siebie i bardzo zbliżone do ...średniej z pierwszych dwóch faz. Ściślej mówiąc średnie z pierwszych dwóch faz i ostatnich dwóch faz  są sobie równe, co do sekundy - 7:57! Aż nie mogłem w to uwierzyć, dlatego ten wykrzyknik. A fazy niskiej intensywności? W pierwszych trzech organizm reagował niemal z dokładnością szwajcarskich zegarków. W czwartej uwidoczniło się już nieco większe odprężenie, które kontynuowane było podczas ostatniej fazy marszu. Muszę powiedzieć, że jestem pozytywnie zaskoczony tym wynikiem. Widać, że wciąż potrafię utrzymać dobre tempo, oczywiście odpowiednio do aktualnych możliwości.

XI Bieg i Nordic Walking z okazji Święta Niepodległości

mk130363

 Lista startowa jest już zamknięta, więc jedyna możliwość to lista rezerwowa i rezygnacja któregoś z uczestników. Raczej będzie trudno się już dopisać.

 

11

Na wspólnej liście startowej wśród 300 biegaczy i nordic walkerów, tych ostatnich jest 76. Jeśli jesteście ciekawi z kim będziecie rywalizować lub/i dobrze się bawić, poniżej wyłuskani Ci, którzy pomaszerują.

1. ADAMSKA MAŁGORZATA LUBOŃ DRUŻYNA SZPIKU
2. ADAMSKA MARIA LUBOŃ DRUŻYNA SZPIKU
3. ADAMSKA PAULINA LUBOŃ DRUŻYNA SZPIKU
4. ADAMSKI ROBERT LUBOŃ DRUŻYNA SZPIKU
5. ANDRZEJEWSKA BOGUSŁAWA CZEMPIŃ  
6. ANDRZEJEWSKI MIECZYSŁAW CZEMPIŃ  
7. ANTKOWIAK MACIEJ LUSÓWKO NIEZRZESZONY
8. BARON ANDRZEJ SKÓRZEWO  
9. BĄKOWSKA MONIKA SKÓRZEWO  
10. BĄKOWSKA ANNA SKÓRZEWO  
11. BĄKOWSKA MARIA SKÓRZEWO  
12. BERTRANDT EWA LUSOWO  
13. BERTRANDT-ŁASIŃSKA MAGDALENA LUSOWO  
14. BIEGAŃSKA PAULINA LUSOWO  
15. BLAZKA MICHAŁ KIEKRZ  
16. BOGUSZ MAREK KOSTRZYN  
17. BOGUSZ BERNADETA KOSTRZYN  
18. BUSZKO GENOWEFA TARNOWO PODGÓRNE  
19. BUSZKO KAZIMIERZ TARNOWO PODGÓRNE  
20. CHMIELEWSKI RAJMUND CZĘSTOCHOWA NIEZRZESZONY
21. CIECHANOWSKA DANUTA TARNOWO PODGÓRNE WUEF CLUB
22. DOLATA JĘDRZEJ POZNAŃ SP21
23. DOLATA MAGDALENA POZNAŃ  
24. DUBIEL JANUSZ KRZYŻ WIELKOPOLSKI  
25. DZIERLA REGINA ŁAGÓW LUBUSKI  
26. EWERTOWSKA EWA POZNAŃ  
27. FĄDERSKA MAGDALENA LUSOWO  
28. GOROŃSKA WŁADYSŁAWA TARNOWO PODGÓRNE  
29. GRACZYK MARIA POZNAŃ  
30. GRONOWSKA ZOSIA SUCHY LAS UKS SUCHY LAS
31. GRONOWSKA AGATA SUCHY LAS UKS SUCHY LAS
32. GRZYWOCZ IRENA MOSINA  
33. JANCZEWSKI ROBERT POZNAŃ  
34. JEDNAC-ANTKOWIAK MAŁGORZATA LUSÓWKO NIEZRZESZONY
35. JENDRASZYK ANDRZEJ BARANOWO NIEZRZESZONY
36. JENDRASZYK JADWIGA BARANNOWO NIEZRZESZONY
37. KEDZIORA RADZISLAW BARANOWO  
38. KĘDZIORA ROMANA BAANOWO  
39. KOSICKA BEATA ROKIETNICA  
40. KOSICKI DARIUSZ ROKIETNICA  
41. KRÓL URSZULA POZNAŃ  
42. KRYSTIANC BOŻENA TARNOWO PODGÓRNE  
43. KRYSTIANC JADWIGA KĄKOLEWO  
44. KRZEMIŃSKA TERESA POZNAŃ WUEF CLUB
45. KRZEMIŃSKI GRZEGORZ POZNAŃ WUEF CLUB
46. KULKA MACIEJ POZNAŃ DRUŻYNA SZPIKU
47. LIPOWICZ ANNA TARNOWO PODGÓRNE  
48. LUDWINSKI EUGENIUSZ ZDZIECHOWICE 19 NIE DOTYCZY.
49. MARCHWICKI PRZEMEK SADY  
50. MARCINIAK LUCYNA POZNAŃ  
51. MARSZAŁEK GRAŻYNA POZNAŃ  
52. NOWAKOWSKA DANUTA POZNAŃ  
53. PECOLT AGNIESZKA PRZEŹMIEROWO  
54. PIDUCH JAN POZNAŃ MSICS-POZNAŃ
55. PIETRUCHA JACEK TARNOWO PODGÓRNE  
56. PIOTROWSKA ANNA BARANOWO NIEZRZESZONY
57. PRZEWOŹNA JOLANTA BUK  
58. PRZYBYLSKA MAŁGORZATA LUSOWO  
59. PUJAN ZOFIA POZNAŃ WUEF CLUB
60. ROSTEK JAKUB POZNAŃ ROSCAR TEAM
61. ROSTEK KRZYSZTOF POZNAN  
62. ROSTEK DOROTA POZNAŃ ROSCAR TEAM
63. SOKOŁOWSKA ANNA TARNOWO PODGÓRNE  
64. SPISAK-SPISACKA RENATA BARANOWO  
65. STANISŁAWSKI JAN POZNAN NIEZRZESZONY
66. STRZYKAŁA HANNA SKÓRZEWO  
67. SZAROLETA ZOFIA POZNAŃ  
68. SZWERYN DOROTA KWILCZ  
69. ŚNIECHOWSKA ELŻBIETA LUSÓWKO WUEF CLUB
70. TAPICH KRYSTYNA SADY WUEF CLUB
71. TRZECIAK ANNA POZNAŃ  
72. UTRACKA TEODORA POZNAŃ  
73. WITKOWSKA JOANNA POZNAŃ  
74. WOSIŃSKA WIOLETA POZNAŃ  
75. WOSIŃSKI WOJCIECH PRZEŹMIEROWO  
76. WOSZAK ZOFIA TARNOWO PODGÓRNE WUEF CLUB

W ubiegłym roku było nas 49, zdobywamy więc coraz więcej miejsca dla naszej dyscypliny na tej imprezie.

Zapowiadany dystans to około 4 km. W ubiegłym roku było 4,8 km. Wszystko zależy od umiejscowienia nawrotu i postawienia sędziego w odpowiednim miejscu.

Tak było w ubiegłym roku:

 

X Bieg i Nordic Walking 11.11.2013

+ jeszcze trzy ... oznaki, że masz świra

mk130363

...na punkcie Nordic walking oczywiście.

b2012

11. Nie ma złej pogody i czasu na Nordic walking

Wiesz już, że to dyscyplina dla każdego, którą można uprawiać wszędzie, w każdych warunkach i o każdym czasie. Ale nie masz profesjonalnej ochrony przed warunkami atmosferycznymi. Od dwóch dni bez przerwy leje jak z cebra. Liczyłeś, że dzisiaj się coś zmieni i mimo, że pada pojechałeś do lasu. Siedzisz w samochodzie już dwie godziny mając nadzieję, że deszcz trochę zelżeje, i jak z niego wyjdziesz nie przemokniesz w 10 sekund. Gdy masz to szczęście i wreszcie zdecydujesz się wyjść z samochodu na ulubioną ścieżkę, a przemokniesz dopiero po połowie minuty, to ... jesteś już za daleko od samochodu żeby wracać, a bardziej przemoknięty już nie będziesz. W dodatku marsz przecież Cię rozgrzeje. W skrajnym przypadku zabierasz ze sobą latarkę czołową, gdyby przyszło Ci czekać do nocy.

pd

12. Drobiazgowy rejestrator

Jesteś zafascynowany tym, ile można przejść z kijami. Kiedyś po 3 km w parku wołałeś: „dajcie mi ławkę, abym mógł usiąść”. Początkowe 5 kilometrów szybko zamieniasz na 10 km czy nawet 15 km . Przy czym nic nie traci na tym systematyczność Twoich treningów. Zaczynasz mierzyć dokładniej przebyte dystanse i notować je w zeszycie. Szybko wpadasz w sieci jakiejś aplikacji rejestrującej Twoje marsze. W skrajnym przypadku, jeśli GPS zawiedzie, uzupełniasz statystykę dopisując brakujące kilometry, nawet jeśli to tylko 200 m. W jeszcze bardziej skrajnym przypadku przenosisz nawyki rejestratora na każdą aktywność ruchową, nawet jeśli jest to niedzielny spacer, po kawie, bez kijów. Hm... bez kijów? A to możliwe?

13. Do zatracenia

Chodzisz już doskonale technicznie. Podczas marszów najczęściej podziwiasz piękno przyrody swojej okolicy. Czasem jednak wpadasz w taki trans podczas marszu, że czujesz, że jesteś tylko Ty i Twoje kije. Łapiesz się na tym, że nie pamiętasz ostatnich 5 km, które właśnie przeszedłeś. Czyżbyś szedł z zamkniętymi oczami? W skrajnych przypadkach zatracasz się w marszu całkowicie. Uważaj na przejściach dla pieszych.

b13 

Targi sportowe POZNAŃ SPORT FAIR - 2014

mk130363

W dniach największej imprezy biegowej w Poznaniu - 15 Poznańskiego Maratonu - już po raz trzeci zorganizowano targi sportowe. Na sobotnie popołudnie zaplanowałem odwiedziny tego wydarzenia. By móc to zrealizować, rano przed "innymi" zajęciami, zrobiłem trening NW. Z przyczyn niezależnych ode mnie pojawiłem się na targach jednak dużo wcześniej bo w okolicach godzin południowych. Na Poznań Sport Fair chciałem przede wszystkim odwiedzić dwa stoiska.: Drużyny Szpiku i Polskiej Federacji Nordic Walking. I bardzo łatwo na nie trafiłem. Stoiska praktycznie sąsiadowały z sobą, co zresztą przełożyło się na pewną współpracę.
11102014766

11102014765

 003

Drużyna Szpiku, wiadomo to moje barwy wolontariuszy, którzy pomagają chorym i zdrowym. I w tych dwóch rolach wystąpili także przy okazji "15 Poznan Maraton". Z jednej strony "zbiórka" pieniążków na cele realizowane przez Fundację, z drugiej obsługa punktu żywieniowo odświeżającego na trasie maratonu. Zbiórka napisałem w cudzysłowie bowiem miała ona dość niecodzienny przebieg. Polegała na bieganiu na bieżni mechanicznej, a za każdy przebiegnięty kilometr sponsorzy przekazywali 10 zł na rzecz Fundacji pomagającej chorym. Zawsze twierdziłem, że biegać trzeba i warto także "po coś" i dlatego jestem, i mam zaszczyt być w tej Drużynie.

Trochę zaskoczony byłem,informacją, że na targach pojawi się Polska Federacji Nordic Walking. Wydawało mi się, że promuje się tu przede wszystkim wszystko związane z bieganiem. To też są moje barwy, bowiem od lat jestem instruktorem tego stowarzyszenia, a poza tym domyślałem się, że na targach będzie promowana nowa, rzekłbym technologia, w chodzeniu z kijami, więc byłem naturalnie tym zainteresowany. Mimo, że byłem wcześniej niż zakładałem spóźniłem się jednak na współpracę, o której wspomniałem, do której doszło podczas prezentacji BungyPump na targach. Drużyna Szpiku jest otwarta na wszelkie nowości i oprócz wielu biegaczy ma w swoim gronie wiele osób chodzących z kijami, więc współpraca była naturalną tego konsekwencją.

002

11102014761

Na połączonym stoisku PFNW i IOAI poznałem prezesa tej drugiej organizacji i zarazem głównego menedżera BungyPump Polska - Daniela Grzenkowicza, a prezes Federacji Olgierd Bojke, natychmiast zabrał mnie na zapoznawcze spotkanie z kijami BungyPump. Było to spotkanie niezbyt długie, ale dość ... wyczerpujące, skoro spociłem się lepiej niż podczas porannego 7-mio kilometrowego treningu. 150 m interwału spowodowało, że mój puls wskoczył na poziom, który zazwyczaj osiągałem po kilku (pod rząd wykonywanych codziennie) treningach na 15 km, w tempie zbliżonym do startowego. Wprawdzie po przerwie dopiero dochodzę do formy i parametry wydolnościowe nie są takie jak jeszcze przed rokiem, ale  z pewnością są na poziomie znacznie wyższym, niż gdy zaczynałem przygodę z kijami. W skrócie przekażę moje pierwsze wrażenia o tej odmianie chodzenia z kijami. Przyznam, że raczej trudno mi sobie wyobrazić długie wielokilometrowe wędrówki z tym kijami. Myślę, że przynajmniej na początku widziałbym trening z nimi jako urozmaicenie, zwłaszcza w przypadku, gdy chciałbym dość mocno zwiększyć jego intensywność, mając przy tym dość mało czasu. Kije BungyPump są kijami z wbudowanym zawieszeniem i odpornością 4, 6 lub 10 kg. To co widać od razu to, to że rękojeść jest taka jak w kijach trekkingowych i taki również jest pasek. Ale w przypadku kijów o odporności 4 kg (ze względu na podobną średnicę trzonka) możliwe jest zamocowanie typowej rękojeści i "rękawiczki" nordic walking, ze wszystkimi bajerami, z szybkim wypinaniem włącznie. I to się robi, przynajmniej w Polsce.

11102014763

11102014764Nie bez powodu, tę formę chodzenia z kijami promuje u nas federacja Nordic walking i ma to swoje określone konsekwencje. Zresztą podobnie bywa też i w innych krajach. Wymyślone w Szwecji bez związku z Nordic Walking, u nas na fali popularności tej dyscypliny powiązano obie formy chodzenia. I widać to także w sposobach chodzenia różnymi technikami z tymi kijami. Można chodzić techniką BungyPump , czyli tak jak to wymyślili Szwedzi. W tym sposobie zaakcentowane jest wyciągnięcie ręki do przodu przy zabiciu kija. Jest to trochę podobne chodzenie (na pierwszy rzut oka) jak amerykańska odmiana Exerstrider. Z tym, że tu musimy wcisnąć z odpowiednią siłą mechanizm zawieszenia, aż do momentu, gdy dłoń z rękojeścią osiągnie linię biodra w płaszczyźnie strzałkowej. Można chodzić techniką Nordic walking. Tu w zasadzie wszystko powinno być podobne do Nw, także odepchnięcie poza linią biodra, z tym że dochodzi element wciśnięcia zawieszenia, który jednak nie musi zawsze być w pełnym możliwym zakresie (pełny zakres wciśnięcia to 20 cm). Trzecia technika to jakby połączenie obu poprzednich. Nazwana Nordic Pump ma cechy pierwszej i drugiej, tzn staramy się wcisnąć mechanizm zawieszenia w pełnym zakresie i przytrzymać aż do biodra i odepchnąć się poza linią biodra.Charakterystyczną cechą jest w tych kijach całkowity brak drgań kija i przenoszenia się ich na nasz nadgarstek przy zabiciu kija. To powoduje także doskonałą przyczepność gumowej nakładki do twardego podłoża typu asfalt, czy kostka brukowa. Praktycznie ślizganie nakładek, o którym wypowiada się wielu, zwłaszcza mniej doświadczonych walkerów, nie ma tu miejsca. Kije mają regulowaną długość na podobnej zasadzie jak zwykłe kije NW. Ale i tu amortyzacja ma swoje konsekwencje. Zupełnie nie czuć tego, że kij jest złożony z wielu elementów. Wrażenie jest takie jakby był to kij jednoelementowy, o zmiennej długości w zależności od siły wciśnięcia. W pozycji wyjściowej kije ustawia się na długość taką aby sięgały nam pod pachę. Wówczas wciśnięcie o pełnym zakresie skraca kije mniej więcej do długości, z którą chodzimy z normalnymi kijami NW. 

Niewątpliwą zaletą kijów jest możliwość wykonania wielu ćwiczeń niemożliwych do wykonania ze zwykłymi kijami NW.

004

Na filmie poniżej prezentowane są moje pierwsze próby niektórych ćwiczeń.

Bardzo duże wykorzystanie znajdują ćwiczenia z tymi kijami we wzmocnieniu mięśni głębokich.

Jeśli o uprawianiu Nordic walking mówiliśmy, że jest to taka mała siłownia, to w przypadku kijów BungyPump można powiedzieć z całym przekonaniem, że to jest siłownia i to dość wymagająca. Nieraz zagadkowe były dla mnie informacje  (przekazywane głównie przez kobiety) o niewyobrażalnie dużym zmęczeniu, które odczuwały w górnej obręczy podczas uprawiania Nordic walking. Z kijami BungyPump ... to poczułem.

Proszę jednak moje wszystkie uwagi traktować jako powąchanie tematu, bo trudno było w pełni zasmakować tej odmiany treningu i ją dogłębnie poznać podczas jednorazowego spotkania. Po szczegóły odsyłam na stronę BungyPump , a bardziej zainteresowanych na treningi z tymi kijami.

Kije i techniki chodzenia z BungyPump były wielokrotnie prezentowane na targach podczas specjalnych pokazów. W jednym z nich także brałem udział. W drodze na tą prezentację spotkaliśmy "poznańskie Koziołki".

005

Czas mijał bardzo szybko, spotkałem na targach wielu znajomych z którymi mogłem porozmawiać, szczególnie miłe i serdeczne było powitanie przez Szefową Drużyny Szpiku Dorotę Raczkiewicz, i ani się spostrzegłem gdy nadeszła godzina, w której musiałem już opuścić miłe towarzystwo, gdyż nie przewidując tak długiego pobytu, nie zabrałem ze sobą oświetlenia roweru.

Targi POZNAŃ SPORT FAIR - 2014

Powrót cd. Małymi kroczkami do przodu

mk130363

Od miesiąca małymi kroczkami wracam. Małymi kroczkami, ponieważ ani dystanse nie są powalające na kolana ani osiągane prędkości nie są bliskie nawet średniej prędkości z ostatnich kilku lat, nie mówiąc już o tych osiąganych na zawodach. No ale przecież nie prędkość jest najważniejsza, a dystans należy dostosowywać do swych możliwości.

Kopia_05102014758

Podsumowując wrzesień przygotowałem pewne dane w tabelce.

przebyty dystans [km] systematyczność [% dni treningowych] średnie tempo wszystkich marszów [min/km] najdłuższy dystans pokonany jednorazowo [km]
108,99 53% 10:14 11,06

1. Dystans.

No jest to dużo mniej niż niegdyś bywało (powyżej 300 czy nawet 400 km). Ale więcej (116 km) przeszedłem ostatnio w lutym.

2. Systematyczność marszów.

W sumie jest to podobna systematyczność jaką osiągnąłem średnio przez ponad ostatnie 4 lata. Poza tym, gdyby odliczyć pierwsze 5 dni września (treningi wznowiłem 6 września) to byłaby to systematyczność na poziomie 64%.

3. Średnie tempo.

Tutaj w ogóle się nie przejmuję tym wynikiem. Wprawdzie moje średnie tempo wszystkich marszów, w tym także najbardziej rekreacyjnych marszów oraz szkoleń początkujących walkerów, licząc od 2011 roku wynosi 9:01 min/km, ale ...

Pamiętam film Marko Kantaneva prezentujący na bieżni mechanicznej różnice techniki NW przy użyciu kijów różnej długości i szedł on wówczas z prędkością 6 km/h czyli tempem 10 min/km. Biorąc pod uwagę moją rekonwalescencję nie jest chyba aż tak źle. Poza tym wyraźnie zauważam, że dynamika moich marszów  wyraźnie wzrasta mimo, że nie staram się bić rekordów prędkości. Ta większa dynamika pozwala lepiej zaakcentować dobrą technikę i dłuższe pociągniecie ramion przy odepchnięciu, co sprawia mi ogromną radość.  Jeden raz w tym miesiącu zaszalałem i poszedłem tempem ponad miarę 8:35/km. Na szczęście były to tylko 2 km podczas imprezy w zasadzie biegowej.

4. Pokonywane dystanse.

Najdłuższy 11,06 km był chyba jednak za długi. Choć nie miałem po nim jakichś szczególnych dolegliwości i następnego dnia nie zrezygnowałem z treningu, to jednak muszę być ostrożny, bo pod koniec marszu jednak czułem niewielki ból w kolanie. Średnio pokonywałem dystans 6,8 km i chyba było to dobre na początek. Głód Nordic walking jest jednak potężny i coraz częściej pozwalam sobie na dystanse 7-8 km. Mam nadzieję że ta tendencja się utrzyma.

Kopia_05102014760

Na razie wiec pomału, ale idę do przodu.

 

10 oznak, że masz świra na punkcie Nordic walking...

mk130363

Nordic walking jest jak wirus. Wpadamy i ulegamy mu bardzo szybko. Jesteśmy bezbronni wobec jego licznych zalet. Bardzo szybko odczuwamy korzyści wynikające z jego uprawiania. Tego się nie leczy i nie należy tego robić. To jest najzdrowszy nałóg na świecie. Oczywiście podobne zdanie mogą wygłosić biegacze, rowerzyści, tancerze i w ogóle wszelkiej maści pasjonaci aktywnego stylu życia. Poniższy tekst powstał na kanwie tekstu zamieszczonego na portalu biegowym www.biegologia.pl , którego autorem i redaktorem naczelnym jest Tomasz Peisert. Link do oryginalnego tekstu oraz krótka informacja o autorze na dole tekstu. W oryginale jest to 10 oznak ześwirowanego biegacza. Ponieważ starałem się do nich w jakiś sposób odnieść, nie pominąłem żadnej. Niestety nasunęły mi się kolejne trzy, które wypunktowałem jako dodatkowe. Przestaję tworzyć ten wpis, bo wciąż nasuwają się nowe, ale jeśli ktoś z własnej autopsji może podać jeszcze inne przykłady, to proszę o zamieszczenie w komentarzach.

1. Sfrustrowany spacerowicz

Idziesz sobie spokojnie ulicą i widzisz maszerującego walkera lub walkerkę z kijkami. Gdybyś był normalny po prostu spojrzałbyś i poszedł dalej. Masz jednak wyrzuty sumienia, że akurat nie trenujesz. Pół biedy jeśli tego samego dnia zrobiłeś już trening, ale jeśli akurat sobie odpuściłeś… to o zgrozo – Twoje sumienie szaleje. Starasz się zamanifestować przynależność do grupy Nordic walkerów pozdrawiając takie osoby. W skrajnym przypadku, nieważne gdzie idziesz i w jakim celu, wracasz jak najszybciej do domu po kije i idziesz na trening, nawet jeśli musisz zabrać czołówkę z powodu zapadających ciemności.

2. Bezsens chodzenia bez kijów

Wybierasz się na drugi koniec miasta, bo masz tam coś do załatwienia. To przynajmniej 7 km w jedną stronę najkrótszą drogą. Od dawna nie korzystasz z kiepskiej  komunikacji miejskiej, więc postanawiasz pójść ... z kijami. Dzięki temu wiesz, że nie  tracisz niepotrzebnie czasu, bo przy okazji robisz trening. W skrajnych przypadkach – nadkładasz drogi o 3 km, by zahaczyć o ulubioną ścieżkę w parku lub lesie..

3. Nie prędkość i tempo, ale uruchamianie wszystkich mięśni jest najważniejsze

Rozmawiasz ze znajomym, który powiedział Ci, że przejechał rowerem ze średnią 15km/h. Zasadniczo nie ma to dla Ciebie większego znaczenia, bo Tobie chodzi o to, by uruchomić podczas marszu wszystkie swoje mięśnie, a nie skończyć wcześniej trening. W dodatku za wiele to Tobie nie mówi, dopóki nie przeliczysz, że to 4:00/km. Teraz chociaż wiesz, że to dwa razy szybciej niż Twoje średnie tempo z mocnych treningów i zawodów. W skrajnym przypadku na najbliższym treningu robisz sobie interwałowo marszobieg z kijkami, by poczuć wiatr we włosach, nie zapominając o uruchamianiu górnych partii ciała.

bar1
gdy uprawiasz Nordic walking uruchamiasz 90% mięśni, ale gdy przy tym się śmiejesz, to całe 100%

4. Piękna przyroda, nic tylko uprawiać Nordic walking

Idziesz sobie samotnie na spacer ścieżką pośród łąk, pól i lasów. Jest piękna. Ty jednak widzisz inną jej niebywałą zaletę – jest idealna do chodzenia z kijami, nawet gdy jest nierówna, błotnista lub pełna wystających korzeni.. No ale Ty, jakżeby inaczej, masz przecież ze sobą kije, bo je zabierasz na każdy spacer.

Tyrawa_Solna_5samotność długodystansowca, czyż to nie jest piękne?

 5. Walker czy nie walker?

Podążasz swoją wypróbowaną ścieżką i nagle widzisz daleko na horyzoncie gościa kroczącego w zupełnie inny sposób niż inne spacerujące osoby, które tu spotykasz. Jego krok jest rytmiczny, sprężysty, dynamiczny i wyraźnie towarzyszą mu charakterystyczne ruchy ramion. Widać też w jego marszu jakiś cel, to nie jest łazęga snujący się z nudów, tylko ktoś maszerujący prosto do celu. Jest zbyt daleko żeby dostrzec kije, ale już wiesz że to walker uprawiający Nordic walking. W skrajnym przypadku, nawet gdy on skręci w bok zanim się spotkacie, schodzisz ze swojej ścieżki i gonisz go, by go... pozdrowić.

 6. Głupie wiadomości sportowe

Oglądasz wiadomości sportowe w telewizji. W Twoim mieście były Mistrzostwa Polski w Nordic Walking, w których wystartowałeś. Czekasz na jakąkolwiek informację, zwłaszcza że udzielałeś wywiadu, ale jej brak. Wpadasz w irytację, mimo że podświadomie zdajesz sobie sprawę, że telewizja pokazuje to co im się opłaca. Zaczynasz nienawidzić piłki nożnej. W skrajnym przypadku przełączasz kanał na 5645 odcinek któregoś z seriali.

Kopia_Tyrawa_Solna_1czasem ukaże się jednak chociaż fragment wywiadu - Tyrawa Solna 2010

7. Nordic walking – najważniejszy punkt wakacji

Jedziesz na wakacje. Pierwsze co robisz po przybyciu to ogarniasz okoliczne trasy do chodzenia z kijami. Sprawdzasz gdzie są naturalne ścieżki, sprawdzasz długość tras w sieci lub na mapie. Dopiero gdy jesteś pewien, że następnego dnia będziesz mógł zrobić poranny trening – jesteś spokojny i zaczynasz swój wypoczynek. Oczywiście zanim wyjedziesz na wakacje – sprawdzasz czy w pobliżu nie będą akurat organizowane jakieś zawody lub rajd. W skrajnym przypadku – gdy warunki do maszerowania są tam gorsze niż u Ciebie w mieście, oszczędzasz na hotelach i wakacje spędzasz na swoich ulubionych ścieżkach.

w2009

wakacje 2009, gdzieś między Karwią i Jastrzębią Górą

8. W technicznej koszulce w świat

Masz pełną szafę koszulek technicznych z przeróżnych zawodów. Lubisz je nosić, bo są wygodne, nie pocisz się w nich. Chodzisz więc w nich sobie na co dzień, jeździsz na rowerze. Jesteś cały czas aktywny fizycznie do czego impulsem był właśnie Nordic walking. W skrajnych przypadkach nie zakładasz ich tylko, gdy musisz być pod krawatem, gdyż wszyscy spotykani codziennie ludzie muszą wiedzieć, że jesteś aktywny fizycznie.

bar2

tak naprawdę, to nie koszulka świadczy o tym, że jesteś Nordic walkerem

9. Towarzystwo – najlepsze nordicowe

Idziesz na imprezę, na której okazuje się, że ktoś również jest miłośnikiem Nordic walking. Zaczynacie ze sobą rozmawiać i nikt inny już się nie liczy. Wychodzicie z imprezy, aby na spokojnie kontynuować temat i znajomość. Nie ma znaczenia, że jesteście tej samej płci, najważniejsza jest przyjaźń nordicowa.

bar3

tak naprawdę, większość imprez, na które chodzisz i tak jest nordicowa

10. Nie bierzesz udziału, nie istniejesz

Idziesz pokibicować znajomym, którzy biorą udział w zawodach. Szlag Cię trafia, że akurat Ty nie startujesz. Stoisz na mecie i kalkulujesz, który byś był, gdybyś pomaszerował. Okazuje się, że załapałbyś się na pudło. Jesteś strasznie przygnębiony i sfrustrowany, bo na ogół zajmujesz 4 miejsce. Dobrze, że chociaż przyszedłeś pokibicować i porozmawiać z przyjaciółmi, inaczej wszyscy, by o Tobie zapomnieli. W skrajnym przypadku robisz im 1000 zdjęć na trasie i rozsyłasz link do swojej galerii zdjęć.

gda

gdy nie mogę startować, kibicuję i fotografuję

(Gdańsk 2012 - start na 5 km i kibicowanie na ulubionym dystansie 20 km)

Dodatkowe 3 oznaki przedstawię w kolejnym wpisie. Tymczasem przedstawiam autora oryginału czyli artykułu dotyczącego biegaczy. 

tp     

      

       Tomasz Peisert

       Redaktor naczelny - biegacz, amator od 13 lat.

       Interesuje się przede wszystkim psychologią

       biegania, metodami treningowymi oraz turystyką.

       Pisze to co myśli, często kontrowersyjnie, ale nigdy nie ukrywa faktów.

       Jego aktualne rekordy życiowe to: maraton 2:57:17 i półmaraton 1:18:17.

 

 Link do pierwowzoru mojego wpisu"

10 oznak , że masz świra na punkcie biegania

 

Aktywność na blogu

mk130363

"Szkoda tylko że tak rzadko ostatnio pojawiają się nowe wpisy ;-)"

Kopia_4__DSC9228

Fakt, niewątpliwie moja aktywność na blogu zmalała w ostatnim roku. Łatwo ten fakt wytłumaczyć. Gdy zaczynałem pisać, założeniem było by to był blog pełniący funkcję informacyjno-poznawczą o Nordic walking. Miał być źródłem wiedzy dla początkujących Nordic walkerów i także wówczas jeszcze o początkującej u nas dyscyplinie aktywności ruchowej. Po prostu pewne informacje o Nordic walking było trudno wtedy znaleźć w internecie. Jednocześnie forma przekazywania informacji poprzez blog pisany przez amatora tej dyscypliny wydała mi się bardzo przystępna dla potencjalnego poszukiwacza wiedzy o NW. W sposób dość naturalny przekazując wiedzę zacząłem relacjonować ważne wydarzenia ze światka NW. Zacząłem także startować w zawodach NW i siłą rzeczy pisałem relacje z tych imprez. Było tego coraz więcej, a na dodatek zacząłem biegać i startować w zawodach także biegowych. Doszedłem do tego, że nie było tygodnia bez startu w jakiejś imprezie czy to rekreacyjnej czy to sportowej. O ile w 2009 roku były to jeszcze tylko 3 starty, a w 2010 - 6, to w 2011 - już 26, 2012 - 49, a w 2013 - aż 66,  przy czym do początku października z 62 startami byłem w czubie statystyk (statystyki zarejestrowanych startów w MaratonyPolskie.pl ) tego roku w Polsce (ostatecznie w ubiegłym roku zająłem w tych statystykach 15 miejsce). Napędzało to ilość notatek na blogu w ten sposób, że nie nadążałem czasem napisać relacji z jednej imprezy, a już startowałem w kolejnej. Na początku października ubiegłego roku zacząłem uczyć się w Studium Medycznym i był to cykl weekendowy (w trybie zjazdów cotygodniowych). Oczywiste jest, że nie mogłem już startować w zawodach poza sporadycznymi przypadkami. I to jest główna przyczyna tego, że tych nowych notek jest teraz mniej na blogu. Czy jest ich mało? Obserwując inne blogi głównie biegowe (nordicowych praktycznie brak) można zauważyć, że na ogół nowe wpisy nie pojawiają się częściej niż raz w tygodniu, a na ogół bywa to jeszcze rzadziej. Udaje mi się póki co utrzymać nie mniejszą częstotliwość wpisów, którą w poszczególnych latach pokazuje tabela. 

Rok ilość artykułów średnio miesięcznie średnio tygodniowo
2009 (od 20 października) 21 7,9 2,1
2010 128 10,7 2,5
2011 94 7,8 1,8
2012 137 11,4 2,6
2013 149 12,4 2,9
2014 (do września włącznie) 43 4,8 1,1

W ostatnim roku widać drastyczny spadek ilości artykułów, ale nie zawsze liczy się tylko ilość. W ostatnim czasie udało mi się zrealizować dwa tematy bardzo "nordicowe", o których w internecie praktycznie informacji nie ma, lub jest bardzo zdawkowa. Jeden czekał ponad rok na publikację (zdjęcia i film przygotowałem w lipcu 2013), drugi zainspirowała nauka w Studium Medycznym. Oczywiste jest, że chciałbym pisać jak najwięcej. Nie zawsze jednak jest to możliwe także czasowo. Poza tym oprócz relacji z bieżących wydarzeń dużo na blogu jest przecież notek nieprzemijających, do których przeczytania zachęcam początkujących Nordic walkerów. Cały czas otwierają się też nowe możliwości ciekawych wpisów i coś już nawet mam "na oku", ale póki co jest to tylko pomysł. Może uda się go zrealizować.  

Zagradzanie ścieżki _suplement

mk130363

Na razie nie piszę "epilog" bo sprawa do końca nie jest wyjaśniona. W każdym razie zagrodzenie ścieżki wywołało pewien spór i dyskusję, a sprawą zainteresował się nawet jakiś radny z Starego Miasta - "jeżeli uniemożliwia to spacerowanie, jazdę na rowerze to dobre to nie jest".

Tłumaczenia zarządcy Mariny są dość niejasne, ale wiadomo że każdy będzie bronił swoich decyzji.  Oto niektóre z nich:

- wynika to z projektu, który realizowany jest od maja do października

Nie wiem gdzie jest ten projekt i ciekawi mnie, czy było w nim przewidziane zagrodzenie całego cypla, czy też jest to samowolna decyzja i swobodna interpretacja projektu przez zarządcę Mariny. W każdym razie w lipcu patyczkami ogrodzona była tylko przyczepa kempingowa służąca jako schronienie ochronie oraz przenośna toaleta. Pozostaje pytanie, dlaczego rozszerzono otaśmowanie we wrześniu na cały cypel? Próbując bronić swej decyzji zarządca mówi że:

- chodzi o to że agencja ochrony musi dozorować teren i pilnować majątku zgromadzonego na cyplu, łodzi które odwiedzają miasto Poznań 

Tylko że na ścieżce którą chodzę, nie ma żadnego majątku poza patyczkami i taśmy zagradzającej ścieżkę. Wygląda na to że w tej części pilnuje się tylko powietrza na cyplu. A zarządca brnie dalej w swej wypowiedzi:

- agencja ochrony musi mieć jasno określony teren, który dozoruje, to musi być wyraźnie oznaczone, żeby móc ewentualnie osoby, które nie potrafią uszanować tego miejsca po prostu wyprosić.

Nadal to nie wyjaśnia sprawy dlaczego nie można poruszać się po ścieżce, co więcej wysuwa się domniemanie, że wiele osób wchodzi tu tylko po to by śmiecić, nie szanować przyrody i tego miejsca. Poza tym można odnieść wrażenie wobec takiego postawienia sprawy, że za taśmą nie można śmiecić, a przed taśmą można.

Dalej zarządca podsuwa pomysł by każdorazowo meldować się ochronie, by ta wiedziała po co się tutaj pojawiamy.

- ochroniarz ma wiedzieć, że osoba która weszła, weszła na teren, a nie załóżmy, nagle być w nocy zaskoczony tym, że ktoś się jemu wyłania na terenie dozorowanym

Powtórzę, że nadal nie wiem dlaczego dozorowana ma być ścieżka, którą nie wiedzieć czemu włączono do przystani i którą dodatkowo odgradza od przystani naturalny nasyp? A meldować się każdorazowo i tłumaczyć, że nie dewastuję tego miejsca tylko wchodzę żeby wejść, jest na tyle absurdalne, że trudno się do tego odnieść. Rozumiem jeszcze to w przypadku wędkarzy, którzy zabawią tu dłużej niż 3-5 minut, ale uprawiający bieganie czy Nordic walking zapewne szybciej opuści ten teren niż znajdzie ochroniarza i wytłumaczy, o co mu chodzi.

Podsumowując tłumaczenia zarządcy Mariny można by powiedzieć "Nie wolno, bo nie wolno".

W ostatnich moich spacerach wybierałem celowo przeciwny kierunek niż zagrodzona ścieżka. Licząc na to, że mniej lub bardziej przeszkadza to jednak wielu osobom, chciałem niejako dać czas na przekazanie takich opinii oraz przemyślenie sytuacji przez "zarządcę" i w konsekwencji może skorygowanie przebiegu ogrodzenia. Dzisiaj zdecydowałem się sprawdzić czy coś się zmieniło na lepsze lub na gorsze (może będą zasieki z drutu kolczastego?). Nawet miałem takie ciche postanowienie, by mimo pozostawienia otaśmowania wejść na zagrodzony teren nie uprzedzając o tym ochrony. Nie wiedziałem jednak czy ta np. nie pogoni mnie psami spuszczonymi z łańcucha lub nie wezwie Straży Miejskiej lub Policji, by spacyfikować wydeptującego trawę Nordic walkera. Miałem już mrożące krew w żyłach sceny w oczach, gdy doszedłem do taśmy zagradzającej ścieżkę. Niepewnie przystanąłem przed taśmą i spojrzałem na nasyp, gdzie znajduje się przyczepa. Tam krzątały się dwie osoby przy jakiejś łodzi przygotowywanej do transportu lądowego. Wiedziałem już że nie uda mi się przemknąć "moją" ścieżką niepostrzeżenie, a nie wiedziałem jaka będzie reakcja ochrony jeśli przejdę za taśmę...

I tu spotkało mnie miłe zaskoczenie. Pani pełniąca funkcję ochroniarza zbliżyła się do brzegu skarpy i zawołała zapraszająco, że mogę wejść, że mam tylko unieść taśmę i mogę iść dalej. Jak widać można normalnie podejść do sprawy i nie wadzić nikomu. Na cyplu widziałem dwóch wędkarzy. Wygląda na to, że ogrodzenie ma tylkoodstraszać potencjalnych "śmieciarzy" tego terenu i na szczęście nie jest wymierzone w osoby uprawiające tu rekreację. Oby...

 

XV Bieg św. Mateusza... czyli Nordic walking

mk130363

To już tradycja, że odkąd zacząłem biegać, pojawiam się na tej imprezie organizowanej przez parafię pw. św. Mateusza w Poznaniu.

Kopia_20092014750

Nie będę więc zbytnio zanudzał szczegółami, które opisywałem już trzykrotnie. W skrócie - Impreza bez wpisowego, z kilkoma kategoriami dla dzieci i młodzieży  - przedszkolak, Mateusz młodszy, Mateusz starszy oraz  bieg główny dla Mateusz junior i dorosłych, z mnóstwem losowanych nagród, nagrodami dla zwycięzców, nagrodami dla rodzin, wodą, drożdżówką i grochówką na mecie oraz z pakietem startowym w postaci paczki kawy i czekolady. Oprócz tego wspaniała atmosfera i dobra zabawa połączona z odrobiną rywalizacji. Jak zwykle wielu znajomych, z którymi można przy okazji porozmawiać i pożartować.

Kopia_008ktoś tu zmienił kategorię na młodszą

 Kopia_0011

czyżby Staszek też przymierzał się do młodszej kategorii?

 Kopia_20092014748

Kopia_20092014749

 Kopia_0021

Kopia_0031nie... kibicował wnuczkom

W tej chwili nie mogę biegać, ale Staszek Przybylak namówił mnie żebym przyjechał z kijami. Po drodze skojarzyłem, że po drugiej stronie ulicy tej parafii mieszka Zosia Szaroleta i właściwie mogłaby także wystartować z kijami. Okazało się, że Staszek także o tym pomyślał i zadziałał. Jeszcze przed rozpoczęciem biegów ks. proboszcz wspomniał także o tym , że coraz więcej osób chodzi z kijami i prawdopodobnie w przyszłym roku może będzie inauguracja nowej kategorii - Nordic walking. Tymczasem w tej edycji zapoczątkowaliśmy tę kategorię nieoficjalnie wspólnie z Zosią. Przed startem dowiedzieliśmy się też, że trasa w tym roku znów została zmieniona z uwagi na jakieś "roboty". Oszacowaliśmy ją wstępnie na około 2 km, nieco więcej (2,09 km) pokazało moje endomondo, po weryfikacji wyszło mi jednak 1950 m, co można ostatecznie zaokrąglić do 2 km.        

By nie przeszkadzać ścigaczom wystartowaliśmy z ostatnich miejsc. Było wiadome , ze biegacze szybko zostawią nas daleko z tyłu i co niektórzy zdążą zdublować na trasie, ale zbytnio się tym nie martwiłem. Bardzo dobry wynik zrobiłem tu w ubiegłym roku biegając i teraz liczył się tylko udział.

Kopia_004ci biegacze nas nie zdublowali :)

Ale oczywiście chciałem dojść na metę jak najszybciej, by zbytnio nie przeciągać imprezy. Ostatnio chodzę na treningach tempem nieco poniżej 10min/km, więc nie są to szczyty szybkości. Praktycznie wiedziałem też, że nie mam szans ścigać się z Zosią, ale starałem się dotrzymać jej kroku. I do połowy dystansu to mi się udawało, bo praktycznie szliśmy krok w krok, a nawet przez długi odcinek byłem na prowadzeniu w tej naszej dwuosobowej karawanie. Na początku drugiego kółka Zosia jednak zdobyła 2-3 metry przewagi i bardzo powoli, ale systematycznie powiększała ją do samej mety (osiągając przewagę 6, może 7 m), na którą wchodziliśmy prawie razem, otrzymując największe chyba oklaski z wszystkich uczestników.

Kopia_005

na mecie odbieram pakiet startowy

Kopia_Kopia_006 

Czas jaki osiągnąłem nawet całkiem dobry: 16:44 co przy rzeczywistej długości trasy dało tempo 8:35min/km. No tak prędko nie chodziłem od lutego, więc chyba mogę być zadowolony. Inna sprawa, że choćby to było tylko 5 km, takiego tempa bym dłużej nie pociągnął, musiałbym odpuścić przynajmniej o pół minuty na kilometr.

Kopia_007

no, wreszcie można będzie sobie posiedzieć :)

Bardzo udana impreza, jak zwykle zresztą, ranną mgłę i ziąb przegoniło słońce, a po aktywnym wypoczynku jest i kawa, i coś do.

Zagradzanie ścieżki, czyli przywracanie Warty miastu

mk130363

Tego się nie spodziewałem na "moich" ścieżkach. To jakieś kuriozum chyba jest, dla mnie zupełnie niezrozumiałe i nieuzasadnione. Wybrałem się na kolejny spacer w kierunku Katedry i dalej na ulubiony cypel. I o zgrozo jakieś 150 m przed moim zwyczajowym nawrotem drogę zagrodziła mi taśma na kołkach. Do taśmy przyczepiona zalaminowana informacja, że niby wstęp wzbroniony.  Cypel oddziela koryto rzeki od tzw. "Starego Portu".

Kopia_17092014740

dolna ścieżka

Kopia_17092014741

złowieszcza informacja

Port rzeczny w Poznaniu powstał w 1896-1902 na Warcie.Wcześniej w mieście było kilka nabrzeży przeładunkowych i port powstał na jednym z nich. Najlepszy okres port przeżywał w latach 1926-1932. Podczas bitwy o Poznań w 1945 r port został prawie całkowicie zniszczony i nigdy nie został odbudowany.

Powrót miasta nad rzekę i budowa przystani to temat, o którym w Poznaniu mówi się od lat. Niewiele jednak w tej kwestii dotychczas zrobiono. Z inicjatywy poznańskich wodniaków powstał projekt tymczasowej przystani, który dostał dofinansowanie od miasta.

Przez kilka ostatnich miesięcy nie bywałem w tym rejonie. Na początku września na jednym z pierwszych spacerów zauważyłem po dojściu na koniec cypla, że coś się tu dzieje. Powyżej mojej ścieżki na skarpie ktoś się "zakwaterował", a w Starym Porcie pojawiło się coś co może pływać. W żaden sposób mi to nie przeszkadzało i myślę, że ja też nikomu nie przeszkadzałem. Toteż ogromnie zdziwiłem się, gdy podczas wczorajszego spaceru natrafiłem na taśmę z zakazem wstępu. Co to ma być? Teren prywatny? Przystań przecież funkcjonuje z drugiej strony cypla, od strony Starego Portu, a nie od strony koryta rzeki.

Kopia_17092014742 to jest przystań w Starym Porcie

Kopia_17092014743teren przystani

 Takie było zresztą założenie twórców tego przedsięwzięcia, by przystań nie była w głównym korycie Warty, a schowana za cyplem, by chociażby łajby były bezpieczne od płynących np. pni drzew, co czasem się zdarza. Dlaczego, jeśli jest taka potrzeba, nie odgrodzono samej przystani, a przegrodzono cały cypel. Komu lub czemu to ma służyć? Pewnie, że terenu do chodzenia jest mnóstwo, ale co przeszkadza przystani, że ktoś dojdzie na koniec cypla?

Kopia_17092014745dolna ścieżka, czy to jest przystań?

Czy jeśli to ogrodzenie jest konieczne, to nie może przebiegać na górze skarpy tak aby dolna ścieżka (a najlepiej i górna ścieżka) była dostępna także dla innych?

 Kopia_17092014744

górna ścieżka

Wydaje mi się, że ktoś się zagalopował i przywracając Wartę jednym, innym ją zabiera. Chyba nie o to chodzi?

run-log.com

Pobieranie zdjęć bezpośrednio z bloga

mk130363

Tym razem wpis będzie "techniczny" związany z nową odsłoną bloga, o której niedawno pisałem. Okazuje się, że daje ona całkiem nowe możliwości pobierania zdjęć bezpośrednio z bloga. 

Do tej pory było to mało sensowne. Rozmiar zdjęć na blogu był tak mały, że jakość pobranego zdjęcia nie mogła sprawić satysfakcji. Jedynym sposobem dotarcia do zdjęcia, którym moglibyście się ucieszyć, było odnalezienie go w albumach galerii, do których linki znajdują się w bocznej szpalcie. Tam oczywiście zdjęcia nadal są najlepszej jakości jaką udostępniam. Dla wielu osób nie jest żadnym problemem znalezienie tych zdjęć i skopiowanie ich przez wybranie opcji "pobrania". Jednak zdaję sobie sprawę, że dla kogoś może to być zbyt skomplikowane, czy po prostu może zabierać zbyt dużo czasu, ponieważ  powoduje konieczność wyszukania interesującego nas zdjęcia (na którym także przez przypadek jesteśmy) wśród kilkudziesięciu czy kilkuset innych zdjęć. A na blogu to zdjęcie jest akurat opublikowane i w dodatku ma najczęściej rozmiar, który może już nas satysfakcjonować, bo jest to najczęściej powyżej 150-200 kB. Ustaliłem już jaka maksymalna wielkość zdjęć mieści się na głównej szpalcie, jednak nowa odsłona bloga ma funkcję, która powoduje, że jeśli nawet rozmiar jest zbyt duży, to zdjęcie na szpaltę jest automatycznie zmniejszane do szerokości szpalty. Natomiast nie ma ta funkcja wpływu na rozmiar zdjęcia później pobranego ze szpalty. Będzie on więc taki jak oryginału, który wstawiłem na bloga. Tu trzeba się liczyć jednak z tym, że zdjęcia tak pobrane nie będą miały wielkości powyżej 1,0 MB, bo po prostu nie będę tak dużego rozmiaru wstawiał. Powód jest bardzo prosty. Zdjęcia o szczególnie dużym rozmiarze i tak zostaną skorygowane do rozmiaru mniejszego( sprawdziłem to na zdjęciu które z około 1,7MB zmniejszyło się do 0,6 MB), a co najważniejsze każdy blog ma maksymalny zasób zdjęć, które można wstawić. Przekroczenie tego limitu powoduje pewne komplikacje i konieczność poproszenia o jego  zwiększenie, co może potrwać jakiś czas i np. opóźnić w konsekwencji publikację wpisu.

Po tym wstępnie pora na konkrety. Poniżej zamieszczam krótką instrukcję jak pobrać zdjęcie bezpośrednio z bloga.

1. Na wybrane zdjęcie najeżdżamy myszką i klikamy prawym klawiszem. Otworzy się wówczas okno wyboru opcji dalszego postępowania.

pobranie_zdjcia

 2. Klikamy w okienku opcję "zapisz obrazek jako..."

pobranie_zdjcia_1

3. Teraz otworzy się okno zapisu zdjęcia w jakimś folderze na naszym komputerze. Należy teraz odnaleźć folder, w którym to zdjęcie chcemy zapisać. Warto wcześniej odpowiedni do tego folder założyć i nadać mu nazwę po której łatwo będzie go odnaleźć w zasobach komputera. W tym oknie możesz także przy okazji zmienić nazwę samego zdjęcia.

  pobranie_zdjcia_2

4. Po kliknięciu okienka "zapisz" zdjęcie zostanie zapisane w przeznaczonym do tego folderze.

 

 

 

Zwiedzanie Dębca z kijkami

mk130363

To druga edycja imprezy z kijami na poznańskim Dębcu zorganizowana przez Red Park. Pierwsza skoncentrowała się na podstawowym instruktażu Nordic walking. Tym razem uczestnikom zaproponowano formę zwiedzania Dębca z kijami. Spotkaliśmy się w sobotę o godz. 10.00 na ulicy 28 Czerwca 1956 r. przed biurem sprzedaży Red Park. Pojechałem tam oczywiście rowerem. Po przybyciu podpisałem listę obecności oraz kupon losowania nagród. Na miejscu zbiórki zostaliśmy wyposażeni w zestawy odsłuchowe, dzięki którym podczas marszu mogliśmy wysłuchać opowieści przewodnika o historii Dębca i jego zabytkach. Od strony ruchowej i sprzętowej NW imprezę zabezpieczyła Arena Ruchu.. Osoby nie posiadające własnych, mogły wypożyczyć profesjonalne kije NW.

Kopia_13092014733

Zaczęliśmy oczywiście od rozgrzewki, którą poprowadziła wiodąca instruktorka Monika Stefaniak.

Kopia_130920147342

Kopia_rp1

zdjęcie: Red Park

Potem ster przejął pan Przemysław Warkocki prowadząc nas po ciekawych miejscach tej dzielnicy i okraszając opowiadania o zabytkach licznymi anegdotami.

 Kopia_rp21

zdjęcie: Red Park

Kopia_130920147352

Fort IXa nazwany Witzleben wybudowany został w latach 1877-1880. To jeden z 18 fortów wchodzących w skład Twierdzy Poznań. W 1919 r. został przeznaczony dla podoficerskiej szkoły piechoty. W 1931 r fort otrzymał imię płk. Wincentego Aksamitowskiego. Na początku lat czterdziestych XX wieku został przebudowany w związku z modernizacją linii kolejowej Poznań-Wrocław. W styczniu 1945 r. broniących fortu  Niemców sowieccy saperzy poczęstowali mieszkanką łatwopalną wrzuconą przez kominy wentylacyjne zapaloną ręcznymi granatami. Załoga fortu ewakuowała się w panice, część żołnierzy niemieckich uciekła, a około 200 dostało się do niewoli i zostało najprawdopodobniej rozstrzelanych.

To próbka tego czego można było się dowiedzieć podczas tego spaceru. Trudno nawet tylko wypunktować wszystko, o czym usłyszeliśmy. Nasza wędrówka prowadziła po fyrtlach, które doskonale znam nie tylko z treningów nordicowych, ale i ze zwykłych spacerów po tej okolicy. Nie mogliśmy nie zahaczyć też o Dębinę.

Kopia_13092014736

Ta od XV w. należała do klasztoru Karmelitów Trzewiczkowych przy kościele pw. Bożego Ciała. W czasach Wielkiego Księstwa Poznańskiego willę tutaj miała Ludwika - żona Antoniego Radziwiłła namiestnika Księstwa. W roku 1820 roku wybudowano Drogę Dębińską, która miała ułatwić księżnej dojazd do jej pałacyku. Z czasem wzdłuż drogi zaczęły powstawać różnego rodzaju kompleksy rozrywkowe: pergole, altany, pawilony muzyczne, podesty do tańca, muszle koncertowe i  kręgielnie. Było to typowe miejsce pikników rodzinnych. Obecnie rośnie tu około 400 dębów 100 letnich i starszych, wiele z nich o wymiarach pomników przyrody (obwód 5 m). Dlaczego nie ma tu dębów np 1000 letnich? Okazuje się, że Dębina przez wieki była wielokrotnie miejscem pozyskania budulca drzewnego i już w trakcie budowy grodu Poznania wycięto ją niemal w pień. W czasie Potopu Szwedzkiego Dębina została splądrowana i wycięto ponad 300 dębów. Za czasów pruskich na terenie Dębiny wykopano 20 studni, a w latach 20 XX wieku powstały stawy infiltracyjne ujęć wody dla Poznania....

 Kopia_rp4

zdjęcie: Red Park

Przebieg trasy obrazuje zapis endomondo.

Pomysł z zestawami odsłuchowymi okazał się strzałem w dziesiątkę przy tego typu formie zwiedzania. Dzięki temu nie trzeba było trzymać się blisko przewodnika, by wszystkiego się dowiedzieć i umożliwiało to swobodne poruszanie się odpowiadającym nam w danej chwili tempem. Poza tym, przewodnik mógł osobom idącym w przodzie na bieżąco podpowiadać dalszy kierunek marszu.

 Kopia_rp3

zdjęcie: Red Park

Tempo, licząc średnio oczywiście, nie było duże, a na dodatek parokrotnie zatrzymywaliśmy się na kilka chwili przy ciekawych miejscach.

Kopia_13092014738

Wysiłek w związku z tym dla osób regularnie chodzących z kijami nie był pewnie intensywny, ale nie zabrakło także ćwiczeń rozciągających w trakcie jednej z przerw.

Kopia_13092014737

A na Drodze Dębińskiej na tle zieleni leśnej zrobiliśmy grupową fotkę.

Kopia_grupowe1

zdjęcie: Red Park

Spacer zakończyliśmy w miejscu zbiórki, gdzie wśród uczestników rozlosowano drobne upominki. Widząc zadowolenie wśród uczestników imprezy, organizatorzy już zapowiadają jej kolejną edycję i już zastanawiają się czym nas tym razem zaskoczyć.  

 Kopia_rp5

zdjęcie: Red Park

Kopia_rp6zdjęcie: Red Park

Na koniec niespodzianka. Cztery migawki z tego wydarzenia zlepione w jeden film. Pierwsza wprawdzie dość przypadkowa, bo to miało być zdjęcie, ale komentarz był istotny więc tego nie wyciąłem. 

W relacji wykorzystano zdjęcia organizatora: Red Park.

PS Przypomniała mi się jeszcze jedna ciekawostka, o której wiedzą już chyba tylko najstarsi poznaniacy. Otóż Kolejka Parkowa Maltanka wożąca obecnie pasażerów z Ronda Śródka wzdłuż Jeziora Maltańskiego do Nowego Zoo funkcjonowała na przełomie lat 50 i 60 jako wąskotorowa Harcerska Kolejka Dziecięca i rozpoczynała swój bieg od Ogrodu Jordanowskiego przy Młodzieżowym Domu Kultury nr 1. Jej trasa wiodła prawą stroną Drogi Dębińskiej (wychodzi na to, że prawdopodobnie po tym szerokim pasie trawnika, o którym wspominałem przy wpisie o ścieżce rowerowej na Drodze Dębińskiej) i po 2 km kolejka dojeżdżała do Dębiny, gdzie kończyła trasę. 

 

Nowa odsłona... podoba się?

mk130363

Być może niektórzy z Was już kilka dni temu widziało próbkę tego co widać w tej chwili. Była to zmiana wówczas tylko chwilowa. Ponieważ nie wiedziałem jeszcze jak to działa powróciłem do starej wersji. Teraz wiem już więcej na temat nowych możliwości, które z okazji 10 lecia blox przedstawił blogerom i jestem skłonny pozostać przy tej nowej odsłonie bloga. Podstawowa zaleta to szeroka szpalta główna dzięki czemu na pewno zyskuje publikacja zdjęć. I to widać już w poprzednim wpisie, w którym dołożyłem jedno zdjęcie. Nowo publikowane zdjęcia będą podobnej wielkości lub nawet nieco większej. Muszę po prostu wybadać dokładnie jaka ich wielkość maksymalna mieści się na szpalcie. Poza tym oczywiście sam tekst artykułu będzie bardziej czytelny dla naszych oczu bez powiększania czcionki. Nieco powiększą się mapki "endomondo". Tu jestem jeszcze daleki od znalezienia właściwego rozmiaru i prawdopodobnie będę wklejał je w takiej wersji jaką proponuje endomondo. Szpalta boczna w tej odsłonie przeniosła się na lewą stronę. Ujrzycie ją po kliknięciu MENU. Również Kategorie wpisów będą teraz widoczne i możliwe do wybrania z bocznej szpalty, a nie w górnym poziomym wierszu.

Największy problem mam z szerokością widżetu aplikacji run-log. Ta nie mieści się w bocznej szpalcie i chowa pod wpisem (poprzednio nachodziła na szpaltę główną nie zasłaniając jednak wpisów).

Teraz mam pytanie i zarazem prośbę do Was. Ta nowa odsłona jest bardzo świeża. Blox jeszcze ją dopracowuje. Jeśli zauważycie, że coś nie działa właściwie lub coś Wam się nie spodoba, piszcie w komentarzach. Będę także wdzięczny za wszelkie komentarze "za" tą nową odsłoną bloga. Utwierdzą mnie one w przekonaniu , że mój wybór był słuszny. Ten blog zawsze pisałem i piszę z myślą o Was, dlatego zależy mi byście byli z niego zadowoleni.

Powrót?

mk130363

Mam nadzieję, że ten znak zapytania zniknie. W każdym razie rokowania są umiarkowanie optymistyczne. Na tę chwilę mogę spacerować bez bólu, a to już jest coś. Chodzę na razie bardzo delikatnie i ostrożnie, długa przerwa na pewno nie pozostała bez wpływu na moją sprawność, kondycję i siłę mięśni. Ale ma być coraz lepiej, więc i te z pewnością się poprawią. Na razie głównie badam, na co mogę sobie pozwolić. W sobotę wyruszyłem po raz pierwszy od bardzo dawna na moją ścieżkę nad Wartą. Doprawdy trudno uwierzyć jak się za tą formą ruchu i moimi ścieżkami stęskniłem. Przejeżdżając rowerem po mostach na Warcie zawsze je lustrowałem z nieskrywaną zazdrością obserwując biegnące, czy maszerujące tam osoby. Zacząłem od 5 km wędrując bardzo spokojnie do mostu Chrobrego naprzeciw poznańskiej katedry. Miało być dużo krócej tego dnia, ale głód aktywności jest przeogromny. Wracając uruchomiłem kamerę zamocowaną na pasie biodrowym. Stąd taki dziwny film, który ukazuje bardziej podłoże i ścieżkę, mniej okolicę.

 

 

 

W niedzielę pomaszerowałem w drugą stronę w kierunku Hetmańskiej. Wracając zahaczyłem o wał przeciwpowodziowy, niegdyś miejsce moich bardzo intensywnych i długich treningów. Mógłbym powiedzieć, że to nawet kuźnia mojej wytrzymałości na dystansie 20 km. Obecnie wał jest bardzo zaniedbany. Od dwóch lat nie jest tu koszona trawa i "zielsko" wszelkiej maści. Ścieżynka jest bardzo wąska, wyjeżdżona chyba głównie przez równie wąski ślad opony rowerowej. Podobnie jak nikt nie będzie jeździł po zaroślach, tak też nikt nie będzie biegał ani spacerował w krzakach do pasa.

wał1

Wał w okolicy ul. Hetmańskiej

wał 2

Wał w połowie między mostami, widok w kierunku Hetmańskiej

 

 

wał3

Widok z wału na dolinę Warty

wał4

Widok z wału na dolinę Warty

Tym razem przeszedłem 6 km. W kolejnych dwóch dniach maszerowałem ponownie w obu kierunkach pokonując również dystanse około 6 km. W poniedziałek wydłużyłem marsz do końca cypla mijając przy tym katedrę.

kat

Widok z cypla na Katedrę

We wtorek zrezygnowałem z wału, a nawrót zrobiłem za Hetmańską.

dZa mostem na Hetmańskiej to już Dębina

Generalnie nic się tu nie zmieniło, tylko jakby ścieżki mniej wydeptane. Nie wiem czy to dlatego, że wcześniej ja tu przecierałem szlaki i gdy mnie tu zabrakło, tak to wszystko zarosło? W każdym razie jedno się nie zmieniło na pewno. Ludzie lubią imprezować na zielonej trawce, pod chmurką i wiele im do szczęścia w tym względzie nie potrzeba. Szkoda, że brakuje kultury i zostawiają po sobie śmieci.

sm

śmieci na cyplu

Pozytywną zmianą jest naprawa betonem stopni schodów przy moście Królowej Jadwigi, których stan  zagrażał bezpieczeństwu

mkj

Przyczółek mostu Królowej Jadwigi. Widok na dolinę Warty.

sch1

Naprawione schody mostu Królowej Jadwigi

oraz wyremontowanie schodów, a właściwie zbudowanie ich od nowa przy moście Chrobrego (tych zdjęcie uzupełnię przy najbliższej okazji) .           

PS No więc uzupełniam wpis zdjęciem "kredkowych" schodów.

sch2

© Nordic Walking mk
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci