Menu

Nordic Walking mk

Więcej Nordic Walking aby żyć dłużej

IX Mistrzostwa Polski Nordic Walking - Osielsko 2017

mk130363

Na wstępie dziękuję za zainteresowanie poprzednim artykułem. W dniu publikacji zajrzało do niego prawie 800 czytelników. A cieszył się wyjątkowo dużą popularnością również w kolejnych dniach. Także platforma Bloxa została nim poruszona, gdyż udostępniła artykuł także na swoim fanpage. Wielu z Was pozytywnie ustosunkowało się także do problemu w nim poruszonemu, zaznaczając polubienia, publikując swoje zdjęcia , czy zaznaczając że wiele takich zdjęć macie także,

W tym roku w Mistrzostwach wystartowałem po raz pierwszy na dystansie 5 km. Tak, wiem że to malutko z perspektywy moich poprzednich startów, ale dla mnie na tę chwilę to duży postęp. Nie miałem przy tym zupełnie żadnych oczekiwań sportowych, poza dobrą zabawą i spotkaniem z Wami. Rekreacja, która została mi podarowana w ostatnich dwóch miesiącach budzi optymizm, ale maratony i ściganie się nie są już raczej dla mnie. Tempo moich treningów w stosunku do poprzednich lat spadło do poziomu zupełnie rekreacyjnego, ale ja zawsze czerpałem radość, także a może przede wszystkim właśnie z takich wyjść, więc mi to nie przeszkadza. Ciesze się z tego co mam, bo zimą nie miałem nic. Teraz powoli dochodzę do normalnego funkcjonowania i mogę korzystać z uroków naszej pasji. 

W Osielsku zameldowaliśmy się z Anią tuż przed startem dystansu na 10 km. Wszystko działo się w dość dużym tempie, a do startu niewiele ponad godzinę. Już idąc z parkingu witamy się z Olgierdem i Małgorzatą, którzy jakby wyszli nam naprzeciw :) Potem przywitania z drużyną i ze znajomymi. Pakiety startowe w biurze zawodów odebraliśmy bez problemu i bez kolejki. Potem banan, no i co chwilę mały kubeczek wody.

Kopia_z_ferdynem

banan nie tylko na twarzy

Rozpoczyna się rozgrzewka prowadzona jak zwykle przez Edytę, którą poprzedziło oczywiście oficjalne rozpoczęcie Mistrzostw.

z_P1320504

Robię pierwsze fotki idącym w półmaratonie i na dyszkę.

 

z_Obraz_029

 

W tym tłumie to najczęściej przypadek z kim porozmawiam choć przez chwilę. Wszyscy przemieszczają się we wszystkich kierunkach. Przy tak dużej liczbie uczestników jest jak w ulu. Nasz zielony namiot jest punktem zbornym dla drużyny i łatwo go znaleźć jak latarnię morską. Gdy zbliża się godzina startu 5 km zaczynamy się gromadzić przy odpowiednich boksach. Nie mogę znaleźć swojego bo ... wszędzie stoją kobiety. No po prostu jest ich tak dużo że zasłaniają panów. Szukam i już prawie znajduję swoją kategorię chcąc przebić się do moich rywali , ale łapie mnie jakaś telewizja. Przeprowadza ze mną szybki wywiad na gorąco, tuż przed startem. Uff wreszcie jestem wśród "swoich" panów i tu mam okazję chwilę porozmawiać z poznanym niedawno w Okonku Tomkiem, który startuje w sąsiedniej młodszej kategorii. Wychodzimy po kolei kategoriami wiekowymi na pola startowe. Endomondo załapało sygnał i już je uruchomiłem. Stoper do kontroli czasu w gotowości. Nie, nie będę bił żadnej życiówki. Ale lubię wiedzieć jak idę.  Ustawiam się na końcu stawki, by nikogo nie blokować. Na treningach chodziłem ostatnio w tempie 10min/km. Niczego więcej nie oczekuję, choć oczywiście zawody wyzwalają głęboko zakopane pokłady energii. Startujemy ze stadionu, gdzie organizatorzy zawsze inaczej ustawiają przebieg trasy. Tuż po starcie widzę z bardzo daleka i słyszę okrzyki Żanetty, a potem Edyty dopingujących mnie,a może to było w odwrotnej kolejności. W każdym razie macham do nich, żeby widziały, że słyszę i dziękuję.

DSC_2724

 

Tym razem idziemy po pętli w kierunku odwrotnym do ruchu wskazówek zegara, czyli tak jak było na pierwszych zawodach rozegranych w Osielsku. W przybliżeniu trasa wyglądała tak.

 Ze stadionu wychodzimy na szutrową ścieżkę wzdłuż ulicy. Nie jest to nordicstrada, ale można bez problemu wyprzedzać. Mimo tego zdarzają się zachowania żenujące. "Ja sobie boczkiem, boczkiem" i po mojej lewej stronie przebiega pan z kijkami "pod pachą" . Wchodzimy w las i mijamy tabliczkę z oznaczeniem pierwszego kilometra. Chwilę wcześniej odzywa się powiadomienie endomondo Jestem mile zaskoczony. Endo odezwało się niewiele po przekroczeniu czasu 9 minut. Jednak dokładna analiza trasy i przebiegu mojego marszu wskazuje, że pierwszy kilometr pokonałem w czasie 9:17. Później endo będzie mniej dokładne dodając na każdym kilometrze po kilkanaście, czy kilkadziesiąt metrów, stąd międzyczasy wg powiadomień głosowych były nieco bardziej optymistyczne niż rzeczywistość. Jednak to nastrajało mnie coraz bardziej pozytywnie, co do mojego ostatecznego wyniku. Moi rywale odeszli mi dość daleko, ale wciąż miałem jakieś miłe towarzystwo z innych kategorii i innych dystansów, i dziękuję za wszystkie pozdrowienia na trasie. Rozpoczynają się też mijanki na trasie. Tu zaczną się pewnie kolejne kontrowersyjne sytuacje, myślę, ale tymczasem mijamy pierwszy punkt nawadniania. Wkrótce wychodzimy na drogę wzdłuż ogródków działkowych. Gdzieś tu powinien być drugi kilometr. Jest, czas drugiego kilometra 9:11. Więc nawet się trochę poprawiam, choć nie czuję tego, ani nie czuję ciśnienia, by jeszcze przyspieszyć Ale to się dzieje. Trzeci kilometr pokonuję w 9:04. Zupełnie nie poczułem dwóch pagórków, w tę stronę chyba pokonuje się je łatwiej, albo to złudzenie. Znów mijanki i zaczyna się. "Lewa wolna", choć po prawej stronie jest miejsce do wyprzedzenia. Pan, który mnie wyprzedza, truchcikiem pokonuje potem kilkanaście metrów. Na zwróconą uwagę odpowiada "nie bądź pan taki drobiazgowy". Zachęcam do kupowania kamerek sportowych. Będziemy wyrzucać takich cwaniaków z zawodów, przy użyciu nagrań, które obnażą takie niesportowe zachowania. Te dobre międzyczasy natchnęły mnie myślą, że mogę nawet powalczyć korespondencyjnie z Anią o lepszy czas. To wyzwalało chyba dodatkowe siły, choć jakoś specjalnie nie cisnąłem. Jednak rozpoznałem wśród idących przede mną dwóch rywali z kategorii i metodycznie równym krokiem się do nich zbliżałem. Bez szarpania doszedłem ich i wyprzedziłem. Czwarty kilometr w czasie ... poniżej 9 minut., 8:52. No to już było wyjątkowo dobrze i pojawiła się realna szansa osiągnięcia czasu poniżej 45 minut. Przed wejściem na stadion miłe zaskoczenie. Słyszę "wyprzedzam z prawej" To zawodniczka PASJI tak mnie mile zaskoczyła zawołaniem, które promuję od lat. Po chwili kolejna zawodniczka czyni podobnie. Nie wiem czy słyszała, jak pochwaliłem tę pierwszą słowami "wzorowe zachowanie", czy też ma także takie dobre zwyczaje. W każdym razie dobry przykład nie może działać źle. Oczywiście na trasie cały czas trwają przetasowania zawodników nie tylko poszczególnych kategorii, ale i dystansów,

Beata_Zarach_7600

 

choć wydaje mi się że harmonogram startów poszczególnych konkurencji jest dość dobrze ułożony. Wszelka jego poprawa może powodować po prostu wydłużenie imprezy. A to przecież przerabialiśmy w pierwszych edycjach Pucharu kilka lat temu. Przed startem 5 km większość idących na 10 km powinna być już wcześniej na drugim kółku, Półmaratończycy mogą tu różnie trafić, chodzący poniżej czasu 2:30 nie powinni mieć konfliktu z wieloma ścigaczami z piątki, chodzący nieco wolniej mogą akurat wstrzelić się ze swoim wejściem na ostatnie kółko wraz ze startującymi na 5 km. Ale tak jest od lat i trzeba sobie jakoś z tym radzić w duchu fair play. Wchodzimy tymczasem na stadion. Zbyszek Kosiński - sędzia główny - krzyczy, że w całkiem dobrej formie jestem. Sprawdzam jeszcze stoper i jest zapas.

Kopia_przed_metjuż za chwileczkę, już za momencik...

z_P1330087

Powinno być dobrze i jest. Piąty kilometr w rewelacyjne 8:26 i metę osiągam w czasie 44:50.

 

Medal na szyję i czekam na kolejnych kończących zawody robiąc im zdjęcia.

 

 

z_Obraz_129

Mój wynik daje cień nadziei na wygranie z Anią, choć znając jej postępy i szybkość samej trasy w Osielsku był to raczej półcień. W końcu Ania dociera do mety, ale trudno coś stwierdzić od razu ze względu na dość spore przesunięcie czasu startu względem siebie.

 

z_Obraz_138

Dużym aplauzem na mecie witani byli najmłodsi uczestnicy.

 

Ania oczywiście nie wie jak szybko przeszła dystans, idzie bez stopera i zupełnie ją to nie interesuje na trasie. Sprawdzam jej czas z chipa i okazuje się że jednak dołożyła mi 16 sekund. To niewiele, gdybym pocisnął na 4 kilometrze jak na 5, to może byśmy byli równo. No ale nie miałem zbyt dużego parcia na wynik, co nie zmienia faktu, że dobrze się bawiłem. Oczekiwanie na odczyt chipa skraca wymiana wrażeń z trasy.

Kopia_odczyt

Ale to nie koniec zabawy. Nasza drużyna Face Nordic Walking Team świętowała w Osielsku drugie urodziny. Stół tradycyjnie był zastawiony różnymi przekąskami przygotowanymi przez cukierniczki i kuchareczki z naszej drużyny.

 

"Takich czterech jak my trudno znaleźć" ... "i ja, i ja"

Nie zabrakło pamiątkowych zdjęć,

 

a w międzyczasie dopingowaliśmy zawodników, którzy jeszcze kończyli swoje dystanse.

z_P1330396

 z_P13304041

Jako posiłek regeneracyjny zaserwowano bigos z bułką oraz drożdżówkę. Nie wiem jak innym, ale mi smakowało. 

Jak zwykle, dla mnie, ogromną przyjemnością było poprowadzenie dzieci w marszu mini nordic walking. To są dla mnie najbardziej radosne momenty zawodów. Ale chwilę wcześniej Arek prosi mnie o podzielenie się jakimś wspomnieniem z pierwszych lat Pucharu Polski.

 

Kopia_P1330309

 

Kopia_z_dziemi

I to by było prawie wszystko w tej relacji, bo ceremoniał nagradzania najszybszych i losowania nagród znamy i widzieliśmy już pewnie ponad sto razy. Jedni wchodzą na podium inni ich oklaskują podobnie jest z wylosowanymi upominkami, których w Osielsku było sporo. Mamy już wstępne zapewnienie, że w przyszłym roku na X Mistrzostwach znów spotkamy się w Osielsku.   

Poniżej dwa linki do galerii zdjęć. Druga galeria będzie sukcesywnie uzupełniana w miarę moich możliwości czasowych. Zawierać będzie około 900 zdjęć. Zachęcam, więc do zaglądania tu co pewien czas, bo ujęcia są naprawdę ciekawe, oddające klimat zawodów 

 

Mistrzostwa Osielsko 2017 moje zdjęcia

 

Mistrzostwa Osielsko 2017 Ani zdjęcia

 

Do zobaczenia za rok na X MISTRZOSTWACH POLSKI NORDIC WALKING

 

Nie oceniajmy techniki nordic walking po jednym zdjęciu ...

mk130363

bo możemy się bardzo pomylić.

Zanim napiszę relację z Mistrzostw Polski Nordic Walking w Osielsku, wrzucam temat, który już kilka razy sygnalizowałem w dyskusjach na temat techniki NW i sugerowałem by jej nie oceniać na podstawie zdjęcia, zwłaszcza jednego. Zdarzenie dotyczy właśnie wspomnianych zawodów, po których zwątpiono w technikę nordic walking zawodnika idącego na drugiej pozycji na niżej załączonym zdjęciu.  

Z UWAGI NA PROŚBĘ AUTORKI

ZDJĘCIA USUWAM JE Z BLOGA

Zdjęcie na facebooku było mniejsze niż to prezentowane na blogu, ale ja rozpoznałem tego zawodnika od razu. Znam go od lat, choć nie znam go osobiście. Jednak parę razy zdarzyło się, że startowaliśmy w tych samych zawodach, czasem na różnych dystansach. Wygląda dość niepozornie. Ubiór sportowy, ale na pierwszy rzut oka, żaden full wypas, choć na metki mu nie zaglądałem. W każdym razie żadnej kompresji, kolorowych czy ekstrawaganckich koszulek u niego nigdy nie widziałem. To Grzegorz Dors, znany pewnie większości osób, które interesują się zawodami nordic walking. Na ogół wygrywa zawody w których startuje, choć nie śledzę dokładnie jego kariery. Poza tym jest trenerem wielu zawodników i zawodniczek, którzy/które również wielokrotnie wygrywali i wygrywają rozliczne zawody nordic walking (na różnych dystansach) organizowane przez bardzo różne stowarzyszenia zajmujące się NW. Podobnie było w tym roku w Osielsku. Grzegorz wygrał na dystansie 10 km i to nie tylko w swojej kategorii wiekowej, ale także wśród wszystkich startujących na 10 km, czyli w nieoficjalnej klasyfikacji OPEN.

Na wstępie zaznaczę, że techniką NW zajmuję się od zarania mojej przygody z nordic walking, czyli od ponad ośmiu lat..Wówczas trzeba było naprawdę sporo poszperać w internecie, by znaleźć prawidłowy opis, czy film prezentujący poprawną technikę. Ja to wyłuskałem z zalewu mniej lub bardziej nieprawdziwych informacji tam prezentowanych. Ale w tamtych latach właściwie większość osób znajdowało te prawdziwe informacje prawie wyłącznie dzięki instruktorskim szkoleniom. Ja także dużo zawdzięczam instruktorskim szkoleniom, moim nauczycielom i trenerom, a gdy zaczynałem pisać tego bloga głównym celem było właśnie ukierunkowanie czytelników na prawdę zweryfikowaną także podczas tych szkoleń. Teraz jest dużo łatwiej, bo są książki i filmy instruktażowe firmowane bardzo znanymi nazwiskami i organizacjami obecnymi w nordikowym światku Polski. Temat rozwinął się także bardzo przez te 8 lat w polskim internecie. Kiedyś jedno, dwa forum poświęcone tej aktywności, dzisiaj wiele stron nią się zajmujących. Dodam jeszcze, że kiedyś miałem w planie zamieścić opis faz techniki nw ilustrując go zdjęciami zrobionymi sobie za pomocą samowyzwalacza. Zrobiłem kilkadziesiąt serii zdjęć podczas marszu i ... nie udało mi się uchwycić w sposób idealny wszystkich faz tak aby móc je zaprezentować w publikacji w taki sposób jakby były zrobione podczas jednego marszu. Zdjęcia pokazywały poszczególne fazy, ale od razu było widać, że pochodziły z różnych marszów wykonanych przeze mnie w odstępie kilku minut. Nie da się bowiem idealnie powtórzyć marszu, kilka razy z rzędu tak aby np. stopa zawsze wylądowała w tym samym miejscu. Poza tym faza naszego ruchu tak bardzo zmienia się w tysięcznych częściach sekundy, że jest to nie do uchwycenia w technologii, którą wybrałem. Jedyną metodą byłoby jedynie nagranie filmu i wykadrowanie odpowiednich momentów. Ale ja chciałem mieć idealną jakość tej prezentacji i nie chciałem też "pozować" do zdjęć. Te uwagi zamieszczam, by zaznaczyć że temat techniki zgłębiałem od podszewki i wielokrotnie weryfikowałem także swoje umiejętności poprzez próbę samooceny  Ale wróćmy do tematu.   

Co miałoby być nie tak na zdjęciu?

Otóż wszystko jest jak najbardziej prawidłowo. Na tym zdjęciu Grzegorz wzorcowo prezentuje jedną z faz ruchu podczas marszu nordic walking. Ujęcie na fotografii jest trochę nieszczęśliwie zrobione, stąd pewnie nietrafna ocena techniki. Grzegorz jest bowiem pokazany nieco z ukosa, czyli pośrednio między profilem, a en face. Zgodnie z opisem techniki wg. INWA Grzegorz właśnie prawą nogę lekko zgiętą w kolanie przesuwa do przodu obok lewej nogi. W tym momencie ciężar jego ciała spoczywa na lewej nodze i prawej ręce wspartej na kiju. Jeśli ktoś miałby wątpliwość załączam materiały INWA i "wycięte" powiększenie odpowiedniego zdjęcia wraz z fragmentem opisu. 

 

 

 Gdyby Grzegorzowi zrobiono zdjęcie z profilu wyglądałby pewnie jak Risto Kasurinen INWA International Coach, widoczny na powyższych zdjęciach.

Ponieważ akurat "spłynęły" do mnie niektóre zdjęcia z Osielska, które pokazują mój marsz, prezentuję je poniżej, gdyż akurat tak się przypadkowo złożyło, że ja również zostałem ujęty właśnie w tej samej fazie ruchu. 

Pierwsze zdjęcie en face zrobione chwilę po starcie.

Drugie ujęcie jest z ukosa, ale z odwrotnej strony niż zrobiono to Grzegorzowi. Wykonano je podczas prowadzenia dzieci w Mini Nordic Walking

.

 I na koniec taka jeszcze zupełnie drobna ciekawostka. Ale chyba to najlepszy smaczek w tym artykule. Zdjęcie z pierwszej edycji Pucharu Polski, zawodów rozgrywanych w Tyrawie Solnej, prezentuje moje wejście na metę dystansu 20 km, w "asyście" klaszczącego mi wówczas sędziego głównego zawodów Jakuba Kortasa. I tak się akurat złożyło, że zdjęcie, które niedawno przypomniałem także na facebooku jako "profilowe w tle" pokazuje dokładnie tę samą fazę ruchu, tylko w lustrzanym odbiciu. I oczywiste jest chyba, że Jakub nie bił mi brawa z powodu tej "niepozornej" fazy ruchu, tylko widział mnie wiele razy na trasie i teraz na mecie w akcji, w ruchu ciągłym, także przy pełnej amplitudzie ruchu ramion. To była dla mnie największa satysfakcja z tych zawodów, choć powodów do radości by się znalazło więcej.  

 

 Ja jestem skromnym amatorem, ale trzech takich Mistrzów - Risto, Jakub, Grzegorz - nie może się mylić.

I jestem pewien, że wielu z Was odnajdzie się na zdjęciach z zawodów, także tych ostatnich, właśnie w tej fazie ruchu.

 

8 Mistrzostwa Polski Nordic Walking - Osielsko 2016

mk130363

Z archiwum nordic walkera

6 sierpnia 2016

Relacja trochę nietypowa, nadrabiająca zaległości z ubiegłego roku. Niemniej zamieszczam ją, bo może ktoś nie dotarł do galerii zdjęć, które publikowałem.  

Właściwie wszystko się tu powtarza według schematu znanego od lat. Atmosfera jest przesympatyczna, a organizacja wzorowa. Nie będę więc tym razem opisywał dokładnego przebiegu wydarzeń. Ja nietypowo z powodu dokuczającej od pewnego czasu rwy kulszowej wybrałem dystans krótszy niż zazwyczaj, bo 10 km. Wcześniej kibicowałem i robiłem zdjęcia uczestnikom startującym w półmaratonie. 

 

 

 

 

Mimo dość dużego bólu udało mi się nawet zrobić niezły czas, choć oczywiście gorszy o kilka minut od mojej życiówki. Nie będę rozpisywał moich międzyczasów na poszczególnych kilometrach, gdyż najważniejszy był dla mnie sam udział i tylko na taki wynik pozwoliło mi wówczas zdrowie. Ze statystycznego obowiązku odnotuję, że pierwsze 5 km przeszedłem w czasie 42:23 a drugie 5 km w czasie 41:51. W sumie więc 10 km przeszedłem w czasie 1:24:14.  

 

 

 

Było to jak zwykle czas spotkań z wieloma przyjaciółmi. Jednych znam dłużej innych krócej, niektórych po raz pierwszy spotykam osobiście.

 

 

 

Jednocześnie obchodziliśmy urodziny naszej drużyny Face Nordic Walking Team. Osielsko jest miejscem pierwszego zlotu członków drużyny w 2015 roku i teraz to spotkanie powtórzyliśmy w dużo większym gronie. Rok 2016 był dla nas czasem dużych sukcesów nie tylko indywidualnych, ale także w klasyfikacjach drużynowych. Fenomenu naszej społeczności gratulował nam nie tylko Prezes PFNW Olgierd Bojke, ale także kapitan i trener najsilniejszego naszego rywala w drużynówce Bogdan Grygorowicz. Można powiedzieć że to bardzo miłe i bardzo fair play, gdy zwycięzca drużynówki gratuluje sukcesu drużynie, która zajmuje drugie miejsce.    

Kopia_00__0862

 

Kopia_031_loa

Ten wpis jest jednocześnie zapowiedzią 9 Mistrzostw Polski, które odbędą  się 5 sierpnia 2017. i na które serdecznie wszystkich zapraszam. Dziś ostatni dzień zapisów internetowych, w piątek i w sobotę będzie się można zapisać jeszcze w biurze zawodów.

Nieuchronnie zbliżamy się też do okrągłej rocznicy 10 zwodów najwyższej rangi w Polsce. Z tej okazji będę poszukiwał osób, które w 2018 będą miały najwięcej startów w Mistrzostwach Polski organizowanych przez PFNW, z wyłączeniem Maratonu i Sztafet, bo to trochę inna bajka i osobny rozdział w historii nordic walking. Liczę, że będą to osoby mające po mistrzostwach Polski w 2018 co najmniej 9 startów. O szczegółach będę informował na blogu. 

Tymczasem dla tych, którzy nie widzieli przedstawiam linki do galerii zdjęć z Mistrzostw w Osielsku z 2016 roku.

Mistrzostwa Osielsko 2016 zdjęcia Ani

Mistrzostwa Osielsko 2016 moje zdjęcia

Mistrzostwa Osielsko 2016 ja na zdjęciach i FNWT

Puchar Wielkopolski Nordic Walking - Okonek 2017

mk130363

Podobnie jak w ubiegłym roku tydzień po Wągrowcu spotkaliśmy się na kolejnej eliminacji Pucharu Wielkopolski NW w Okonku. Pamiętając ubiegłoroczne perypetie z dojazdem już po poprzednich zawodach żartowaliśmy z Kasią Błaszczyk na temat godziny wyjazdu na zawody. Ja tym razem jechałem z innym towarzystwem - Anią z mojej drużyny. Właściwie mieliśmy wyjechać wcześniej niż rok temu, ale ostatecznie wyszło z godziną wyjazdu... tak jak w ubiegłym roku. Natomiast od samego początku wybraliśmy drogi, które nie należą do tradycyjnych szlaków nad morze. Nadłożyliśmy może kilkanaście kilometrów, ale za to jechaliśmy drogami bez korków. To pozwoliło dotrzeć dużo wcześniej, choć trochę drżeliśmy czy przed zamknięciem biura zawodów. Ostatecznie mieliśmy 10 minut zapasu i 40 minut do startu zawodów. W sumie to dla mnie było tylko o tyle ważne, że nie mógłbym zrobić zdjęć ze startu gdybyśmy się spóźnili, ale Ania miała startować w zawodach, więc ewentualnie pozostawało koło ratunkowe w postaci "telefonu do Przyjaciela" w biurze zawodów. Na szczęście my nie musieliśmy korzystać z tej opcji, ale jak się okazało inni i owszem. W związku z korkami na drogach i późniejszym dotarciem innych zawodników opóźniono start o 15 minut. Był więc jeszcze czas na spokojne przywitania oraz rozmowy z uczestnikami i organizatorami zawodów.

przed_zaw._2

Tym razem nie robiłem lustracji trasy zawodów przed startem, ale od razu zauważyłem że zrobiono pewne zmiany na samym stadionie. Start i metę ustawiono za trybunami stadionu na trawie, i wzdłuż tych trybun wyruszało się na trasę. Na żużlową nawierzchnię stadionu  wchodziło się 20 metrowym odcinkiem asfaltu. Tą szło się około 100m, po czym robiło się agrawkę na murawę stadionu i po kolejnych 100 m ponownie wchodziło się na bieżnię, którą podążało się przez "pół stadionu" do wyjścia boczną furtką. Dalej trasa wiodła jak w poprzednim roku polnymi i leśnymi drogami i ścieżkami. Końcówka przed stadionem również została zmieniona. Zrezygnowano z wykarczowanego w ubiegłym roku lasku, prowadząc trasę wydeptaną ścieżką do wejścia na stadion. Tu czekało kilkumetrowe podejście i trasa koroną nasypu trybun, zakończona ostrym zejściem agrawką za drzewem i ostatnią prostą po trawie. Przy zejściu z nasypu można było liczyć na pobłażliwe oko sędziego, wszak chodziło tylko o bezpieczeństwo, a nie popisy mogące się zakończyć upadkiem. Przybliżoną trasę pokazuje szkic wyrysowany w aplikacji endomondo.

 

Trudno mi dywagować czy, i na ile ewentualnie trasa mogła być dłuższa niż nominalna. Mnie odczyt pokazał, że pętla miała 2,7 km ale raz, że ja generalnie po zewnętrznej na zakrętach zawsze szedłem nadkładając pewnie w sumie kilkanaście metrów, ale przede wszystkim trasa miała kilka nawrotów i ostrych zakrętów, które w przypadku korzystania z aplikacji w telefonie komórkowym mogą pogorszyć znacząco dokładność pomiaru. No i mój ślad jest nieco zygzakowaty, a przy tym zatrzymywałem się robiąc zdjęcia czasem bez spauzowania aplikacji i endo samo jedno wie, co się wtedy działo. U różnych uczestników widziałem różne wyniki od 4,9 - 5,3 km przy 5 kilometrowej trasie. U jednego wyszło niemal dokładne 5 km ale ślad na mapie znacząco różni się od rzeczywistości i trudno stwierdzić, czy endo dokładnie tyle ile dodało w jednych miejscach, w innych odjęło. W stosunku do ubiegłorocznej trasy zwiększono odcinek na stadionie, skrócono dojście na stadion, nie sądzę by trasa wydłużyła się o kilkaset metrów, ale różnica kilkudziesięciu jest możliwa. 

Kwadrans po godz.11 nastąpiły starty poszczególnych dystansów i kategorii wiekowych.

Kopia_Obraz_005

Kopia_Obraz_009

Kopia_Obraz_014

 

 Kopia_Obraz_101

 

Ja wyruszałem na trasę również z kijami, by przejść ją rekreacyjnie, a przy okazji zrobić uczestnikom zdjęcia na trasie. Większość fotografów skupia się na ogół na starcie i mecie, rzadko ktoś fotografuje w okolicach stadionu, ja lubię wybrać miejsca gdzie nikt nie robi zdjęć. Wówczas wraz z innymi galeriami tworzy to obraz całej rywalizacji. Niestety jest czasem problem z dotarciem do innych fotorelacji.

Kopia_Obraz_134

 

Kopia_Obraz_174

 

  Kopia_Obraz_239

 

Kopia_Obraz_275

 

Kopia_Obraz_3111

 

 

Tym razem zrobiłem trasą zawodów tylko jedno kółko. Mało być o kilka stopni chłodniej niż w ubiegłym tygodniu, ale tak nie było. Na dodatek w Wągrowcu idzie się dużą część trasy w głębokim cieniu tuż nad brzegiem jeziora i wówczas ten chłód bardzo pomaga. W Okonku niby idzie się pewnie połowę dystansu w lesie, to jednak daje on raczej półcień. Dlatego uczestnicy zapewne mogą tu odczuwać bardziej wyczerpanie spowodowane dość wysoką temperaturą. Sam również to odczułem, więc nie miałem ochoty iść na trasę po raz drugi. Zresztą uczestnicy 5 km zakończyli już swój udział, a na metę wkrótce zaczęli wchodzić długodystansowcy pokonujący 10 km. Sam rejestrację trasy na endomondo zacząłem dopiero na bieżni (nie mogłem złapać fixa), dlatego swój marsz zakończyłem również w tym miejscu.  I od razu zacząłem fotografować nadchodzących zawodników. Następnie przeszedłem przez nasyp i dokończyłem fotorelację w rejonie mety, gdzie kończąc zawody uczestnicy dekorowani byli medalami.

Kopia_trasa_11

 Kopia_Obraz_3141

 

 

Kopia_Obraz_346

 

Kopia_Obraz_417

 

Kopia_Obraz_520

Podobnie ja w Wągrowcu zaplanowano w Okonku marsz Mini Nordic Walking, w którym ponownie wystąpiłem w roli przewodnika dla najmłodszych. Tym razem dzieci było więcej i bardziej naciskały, nieco wykraczając poza ramy marszu, Iidąc po nasypie musiałem sadzić długimi susami praktycznie biegnąc, inaczej czołówka wyprzedziła by mnie zbyt wcześnie i mogło dojść do nieporozumień odnośnie trasy dalszego marszu. Udało mi się jednak pierwszemu zejść z górki i dojść do drzewa, za którym był nawrót i prosta do mety. Teraz najmłodsi mieli już wolną drogę i wielu pozwoliłem się wyprzedzić. Miałem też przyjemność udekorować kilkoro z nich medalami na mecie. Sam zresztą również takową pamiątkę otrzymałem z rąk Edyty Kędzierskiej.  

 

 Kopia_P1320182

 

Kopia_P1320194

Warto jeszcze wspomnieć, że w tym roku w organizacji zawodów PFNW zaszły dalsze pozytywne zmiany. Pierwszą jest zastosowanie boksów startowych, w których gromadzą się zawodnicy przed wejściem na linię startu. Do tej pory bywało przy bardzo dużej liczbie zawodników tak, że wejście na linię startu oblegało kilkuset uczestników, z których wielu startowało w później wyruszających na trasę kategoriach wiekowych, i Ci którzy byli wzywani właśnie na start musieli się przedzierać przez gęste kordony niecierpliwych i podekscytowanych zawodników. Teraz wszyscy ustawiają się w boksach i po kolei wychodzą do "bloków" startowych.

Kopia_Obraz_385

Drugim udogodnieniem mającym na celu skrócenie czasu dekoracji jest zastosowanie dwóch podiów, osobno dla kobiet i osobno dla mężczyzn. Zyskuje się tu czas niewątpliwie na wchodzeniu na pudło i jego opuszczaniu oraz na czasie dla fotoreporterów. Wyczytywania nazwisk zwycięzców nie da się skrócić, ale myślę że przynajmniej o 30% te dekoracje przebiegają szybciej.

Kopia_P1320219

- Gdzie jest Boguś?

- Graweruje medal.

To też pewna nowinka na zawodach Federacji. Na medalu można (odpłatnie) wygrawerować swój wynik.

Ostatnim punktem imprezy były właśnie dekoracje najszybszych i losowanie nagród. Troje z sześciu uczestników zawodów  reprezentujących FNWT stanęło tym razem na pudle. 

 

 Kopia_Obraz_5361

Po dekoracjach jeszcze seria pamiątkowych zdjęć i wracamy do domu.

 

 

Kopia_Obraz_541

Na  koniec załączam linki do galerii zdjęć. Pierwsza to będą moje zdjęcia wzbogacone tymi, które zrobili i przesłali mi przyjaciele z nordikowych szlaków.

 Puchar Wielkopolski Okonek

Druga galeria (około 900 zdjęć) pojawi się prawdopodobnie pod koniec tygodnia.

Puchar Wielkopolski Okonek-cz.2

Puchar Wielkopolski Nordic Walking - Wągrowiec 2017

mk130363

Już po raz czwarty spotkaliśmy się w Wągrowcu podczas inauguracji Pucharu Wielkopolski Nordic Walking. Po moich dwóch startach w tej imprezie tym razem podobnie jak w ostatnim czasie wystąpiłem tu jako kibic fotoreporter. Byliśmy z Anią, która startowała w zawodach dość wcześnie, bo tuż po godzinie 10. Przywitała nas niestety duża kolejka oczekujących do biura zawodów. Powód chyba jest łatwy do zgadnięcia. Dzień wcześniej odbywał się Puchar Polski w Polanicy-Zdrój i o ile zawodnikom to może nie przeszkadzało w szybkim dotarciu na zawody, o tyle dla organizatorów okazało się to trudniejsze, gdyż jednak trzeba było przed zawodami dokonać pewnych przedsięwzięć związanych choćby z ustawieniem namiotów i wytyczeniu trasy. Stąd pewne opóźnienie w otwarciu biura zawodów, co spowodowało kolejkę oczekujących na pakiet startowy. Praca w biurze szła jednak wartko, więc wszyscy zdążyli się zarejestrować. Ja nie miałem tego problemu i mogłem porozmawiać z wieloma przyjaciółmi z nordicowych tras, sędziami i organizatorami. Jednak do Wągrowca przyjechałem z kijami, gdyż zamierzałem przejść się po trasie zawodów rekreacyjnie. By nikomu nie przeszkodzić na wąskiej trasie wzdłuż jeziora wyruszyłem pół godziny przed startem pierwszej grupy zawodników. Sama trasa była niemal identyczna jak w poprzednich latach z dwoma drobnymi korektami. Przy zejściu nad jezioro trzeba było ominąć zwalone drzewo i zboczyć kilka metrów w bok, a na stadionie organizatorzy za każdym razem nieco inaczej prowadzą zakrętasy wiodące do mety. Tym razem mam wrażenie, że trasa była ciut krótsza niż w ubiegłym roku i tym samym bardziej zbliżona do nominalnych 5 i 10 km.

Gdy doszedłem na stadion zawodnicy idący na 10 km byli już praktycznie w blokach startowych. Zapomniałem, że telefon którym miałem robić zdjęcia wyłączyłem na czas podróży i teraz nie zdążyłem już go uruchomić przed startem panów na 10 km. Tak więc zdjęcia zacząłem od rywalizujących na 10 km pań.  

Kopia_Obraz_001

Kopia_Obraz_046

 

Podczas startu doszło do pewnej kuriozalnej sytuacji. Jeden z zawodników najwyraźniej łapał sygnał endomondo idąc kilkadziesiąt metrów i trzymając telefon w dłoniach przy zwisających na paskach kijach. Zakończyło się to dla niego żółtą kartką. Różne aplikacje rejestrujące nasz marsz także podczas zawodów warto uruchamiać ze spokojem  kilka minut przed startem (chyba że ktoś ma zegarek sportowy to może w czasie samego startu go uruchomić). W końcu i tak chodzi nam głównie o zapis trasy, a czas będziemy przecież mieli dokładnie zmierzony i można go później w aplikacji edytować zgodnie z rzeczywistością. 

Gdy już wszyscy (także startujący na 5 km) wyruszyli na trasę zachęcony przez Roberta Brzezińskiego wyruszyłem jeszcze raz na trasę. W przypadkach gdy doganiali mnie uczestnicy zawodów schodziłem na bok i robiłem zdjęcia. Było przy tym trochę żartów gdyż proponowałem darmową sesję zdjęciową na trasie. Niemal wszyscy jednak tak cisnęli na wynik, że nie chcieli się zatrzymywać. Tylko jedna zawodniczka odpowiedziała pozytywnie i na zupełnym luzie zaliczyła fotkę jakiej nie ma tu nikt.

Kopia_Obraz_128

Kopia_Obraz_170

 Kopia_Obraz_2082

Kopia_Obraz_2291

 

W sumie więc zrobiłem 5 km na raty w czasie (netto zsumowanym) około 50 min. Na stadionie znów pstrykałem fotki zbliżającym się do mety uczestnikom.

Kopia_P1310369

Kopia_Obraz_387

Kopia_Obraz_409

Bardzo dobrą decyzją jest umieszczenie na trasie sędziego lotnego idącego z kijami. To dodatkowo temperuje zakusy, by tam gdzie nikt nie widzi nie podbiegać. Już dość dawno pisywałem, że obecność takiego sędziego powinna wpływać pozytywnie na eliminowanie tego najgorszego przewinienia niektórych maszerujących w zawodach. A prawda jest taka, że Edyta Kędzierska i tak najczęściej maszeruje wśród uczestników zawodów, więc założenie kamizelki sędziego jest właściwie tylko formalnością,, która jednak ma znaczenie. 

 

Wszyscy dochodzący na metę dekorowani byli medalami i wkrótce po zakończeniu swojej konkurencji udawali się na posiłek regeneracyjny. Był to też czas spotkań z przyjaciółmi.

 

Kopia_Obraz_403

Wiedziałem, że po zawodach głównych planowany był Mini Nordic Walking dla najmłodszych i czekałem na jego zapowiedź, by pomaszerować z dziećmi pilotując je na trasie. Muszę powiedzieć że jest to zawsze najsympatyczniejsze wydarzenie wszystkich zawodów i mi sprawia olbrzymią przyjemność. Również wśród obserwujących ten marsz wzbudza prawdziwy aplauz i to nie tylko rodziców ale wszystkich kibicujących najmłodszym.   

 Kopia_P1310397

 

Kopia_P1310408

Pozostało jeszcze podsumowanie zawodów poprzez dekoracje na podium i wręczanie pamiątkowych statuetek najszybszym na poszczególnych dystansach w kategoriach wiekowych.

Kopia_Obraz_413

Jak zawsze rozlosowano także kilka upominków oraz nagrodę główną w postaci trzydniowego pobytu nad morzem. Tę nagrodę ku ogromnej radości drużyny FNWT i przyjaciół zdobyła Zosia, która zresztą wcześniej stanęła na pudle.

 

Impreza jak zwykle przeprowadzona bardzo sprawnie i w sympatycznej atmosferze. Osoby startujące tu pierwszy raz, także z odległych zakątków kraju bardzo chwaliły trasę zawodów. Ja miałem okazję porozmawiać z kilkoma osobami znającymi mnie z bloga. Bardzo dziękuję za ciepłe słowa na jego temat. Dużą frajdą był dla mnie spacer z najmłodszymi adeptkami naszej dyscypliny. To nasza przyszłość.Przy okazji jednej rozmowy (niemal w przelocie) ze Zbyszkiem Kosińskim wyszedł mój pewien błąd sprzed 4 lat, który już skorygowałem na blogu.    

Linki do galerii zdjęć poniżej:

Puchar Wielkopolski 2017

FNWT i Mini NW w Wągrowcu

 

PS Jak zapowiadałem na facebooku prezentuję nową galerię zdjęć (z której tylko niektóre były wcześniej prezentowane)

Galeria jest bardzo obszerna, zawiera ponad 700 zdjęć, zapraszam do oglądania

Puchar Wielkopolski 2017_cz.2

I Wiosenna Sztafeta Nordic Walking od juniora do seniora

mk130363

20 maja

Znowu sztafeta? Dopiero co były w Jastrowiu...

Ale jednak zaintrygował mnie tytuł tych zawodów, więc zacząłem czytać szczegóły. I szybko zrozumiałem, że to będzie bardziej zabawa niż spinanie się na jakieś super wyniki.Dla Mistrzostw Polski w sztafetach jasne jest, że drużyny wystawiają swoje bardzo silne składy i rywalizacja jest na poważnie. Nasza drużyna w ubiegłym roku wystawiła właśnie taką silną sztafetę która zdobyła 3 miejsce w Polsce. Oprócz tego wystawiliśmy wówczas wiele innych sztafet, które uczestniczyły głównie dla fanu, choć oczywiście każda walczyła o jak najlepszy wynik. W tym roku w Mistrzostwach Polski nie kompletowaliśmy najsilniejszego składu. Poszliśmy całkowicie na fan i wystawiliśmy sztafet. Kilku najszybszych zawodników wybrało maraton kilkoro w ogóle nie mogło wziąć udziału w zawodach i nie robiliśmy wobec tego jakiejś specjalnej mobilizacji. Mimo tego i tak zdobyliśmy wysokie miejsca, drugie wśród sztafet młodzieżowych i czwarte wśród sztafet mieszanych. Rywalizacja sztafet jest dość specyficzna, ale ma niewątpliwie wymiar drużynowy, a nie indywidualny. Co do rywalizacji drużynowych to ma ona bardzo różną formę. Są cykle zawodów, w których zawodnicy startując indywidualnie reprezentują również swoje kluby i najszybsi zdobywają punkty do takiej klasyfikacji. Bywają jednak zawody,, w których rywalizacja drużynowa jest prowadzona ad hoc.Wówczas dochodzi wielokrotnie do tzw. ustawki. Bardzo szybcy zawodnicy z różnych klubów skrzykują się tuż przed startem i występują jednorazowo pod wspólnym szyldem, by zdobyć określony tytuł, puchar, czy nagrody. Jakby nie mieli dość nagród i pucharów które zdobywają przecież i tak indywidualnie Takie klasyfikacje dla mnie mają wymiar farsy. No ale niektórzy organizatorzy takie klasyfikacje honorują i jest to ich prawem oczywiście, czy ma to sens, pozostawiam, by każdy sam sobie odpowiedział. Skoro jest już tak dużo klubów. w których barwach tak wiele osób startuje na co dzień, to jeśli zawodnicy jakichś klubów nie mogą wystawić pełnej silnej drużyny w danych zawodach, to często w pogoni za pucharami tworzy się takie jednorazowe efemerydy. 

Tu miało być inaczej. Przed zawodami ustanowiono 8 kapitanów drużyn i do nich dolosowywano pozostałych zawodników w danej sztafecie. Także skład, a więc i siła danej drużny były zupełnie przypadkowe i największy mistrz mógł trafić do ekipy z wolniej maszerującymi uczestnikami. Wszyscy traktowali to jako dobrą zabawę i śmiechu przy tym było co nie miara. Każda ekipa oznaczona była także szarfami w odmiennych kolorach żeby się w tym wszystkim nie pomylić przy zmianach i także przyjęła jakąś nazwę pod którą miała brać udział w sztafecie. Drużyna, w której startowałem przyjęła intrygującą nazwę Szalone Różowe.

4szalone_rowe

Rozpoczęliśmy oczywiście od rozgrzewki, po której nastąpiła seria zdjęć grupowych.

 1rozgrzewka

 

8grupowe_na_starcie_2

Przed samymi sztafetami rozegrano osobno wyścigi dzieci i osób niepełnosprawnych na dystansie jednego okrążenia stadionu czyli 400 m. Sztafety startowały na dystansie 5 x 2 x 400 m czyli każdy z 5 uczestników pokonywał dwukrotnie pętlę 400 m co dało całej sztafecie dystans 4 km.Z tym że trzeba zaznaczyć, że 2 okrążenia nie były pokonywane przez zawodnika na raz tylko najpierw cała drużyna po kolei robiła po jednym kółku, a następnie w tej samej kolejności robiła po drugim kółku.To powodowało, że sytuacja na trasie zmieniała się jak w kalejdoskopie na jednej zmianie można było przyjść na 4 miejscu, kolejną można było kończyć liderując całej stawce drużyn. Wszystko zależało od przyjętej strategii i kolejności startu poszczególnych zawodników w poszczególnych drużynach. Ja startowałem z jednym bardzo szybkim zawodnikiem - Piotrem który był kapitanem oraz trójką bardzo młodych uczestników z jednym Małym Koziołkiem na czele. Taktykę przyjęliśmy najlepszą z możliwych czyli tak by jak najlepiej wykorzystać siłę najszybszego z nas Piotra. Cały czas byliśmy w czołówce tasując się z innymi drużynami a Piotr zawsze wprowadzał nas do ścisłej czołówki. Ostatecznie nasza drużyna pod szyldem Szalone Różowe zajęła drugie miejsce. Sam pokonałem oba okrążenia w dość żwawym tempie jak na moje obecne możliwości. Każde z nich niemal równiuteńko przeszedłem w czasie nieco ponad 3 minut a sumując czas obu czyli 800 m pokonałem w 6 min 24 s. 

                    Kopia_15na_starcie_2

Po wysiłku czekał nas posiłek regeneracyjny, a przez cały czas imprezy serwowane były smaczne wypieki organizatorów.

18posiek_regeneracyjny

 

Na koniec przystąpiono do dekoracji uczestników, którzy wyróżnili się w konkurencjach indywidualnych oraz wręczono puchary najlepszym sztafetom.

 

Kopia_22na_pudle

Potem rozlosowano tak wiele upominków wśród uczestników, że w pewnym momencie zaczęliśmy się zastanawiać czy będzie będzie druga runda losowania, gdyż niemal każdy coś otrzymał. Wszyscy wyjeżdżali z Piły bardzo zadowoli z dobrej zabawy i przemiłej atmosfery.

Galeria zdjęć moich oraz zapożyczonych od innych fotoreporterów poniżej:

Wiosenna Sztafeta w Pile

Mistrzostwa Skoków w Nordic Walking - 2017

mk130363

14 maja

Tu także uczestniczyłem w imprezie jako kibic-fotoreporter. Opis samej organizacji zawodów pewnie mógłbym przekopiować z ubiegłego roku i pewnie tez wielu uczestników zaliczyło te mistrzostwa po raz drugi. Połowa maja to czas Skoków dla nordic walking, a nie jak niektórzy żartują patrząc na oficjalną nazwę zawodów (Mistrzostwa Skoków Nordic Walking) ... czas skoków nordic walking. 

Kopia_skoki_1

Zmieniła się tym razem trasa zawodów, myślę że na bardziej atrakcyjną i przebiegającą praktycznie niemal wyłącznie po naturalnych ścieżkach. Być może do tej zmiany sam dołożyłem kamyczek opisując poprzednia imprezę. Niewątpliwie bardzo pozytywne jest, że nowi organizatorzy imprez nordicowych uczą się i starają się podnieść poziom organizacyjny.

Kopia_00__0231

Kopia_00__0293

 

Tu ciekawostką jest że zawody nordicowe dołączono do kilka lat wcześniej zapoczątkowanych tu biegów przełajowych, jednak ktoś przypadkowo tu goszczący mógłby pomyśleć, że jest zupełnie odwrotnie, bowiem dystans do pokonania z kijami jest tu zawsze wyraźnie dłuższy od dystansu biegu, a przecież na ogół w takich przypadkach jest dokładnie odwrotnie. Obie aktywności odbywają się niemal równocześnie, gdyż ich trasy są zupełnie inne oprócz samego startu i mety. Co jeszcze idzie tu ku lepszemu? Warto wspomnieć o pakiecie startowym, gdyż pamiątkowe koszulki bawełniane zastąpiono koszulkami technicznymi w dwóch kolorach, czerwonym dla pań i niebieskim dla panów różnicując jednocześnie nadruki na nich w zależności od tego czy ktoś startował w "Mistrzostwach Nordic Walking" czy w "Skockich Przełajach".

Kopia_00__1151

 

Kopia_00__236

Zawody odbywają się bez udziału sędziów pilnujących by co bardziej wyrywni nie podbiegali. No ale każdy uczestnik jest tego świadomy i oprócz apelu organizatora pozostaje tylko wzajemne pilnowanie się. Co do techniki chodzenia z kijami lepie byłoby pewnie  ... bym pomilczał. Tak średnio licząc "na oko" u 50% były błędy widoczne gołym okiem, a u 30% nie było techniki żadnej. Tu , co by nie powiedzieć złego o profesjonalnych zawodach (z obsadą sędziowską na trasie), to jednak ich systematyczni uczestnicy prezentują się wyraźnie lepiej. Stojąc tuż przed metą fotografowałem i obserwowałem praktycznie pojedynczo zmierzających do mety zawodników i zawodniczki. Gdy idzie grupa trudniej to zobaczyć, gdy obserwuje się pojedynczo zawodnika przez  praktycznie100 m... to wygląda to tak jak wygląda. I zdjęcia naprawdę tego nie oddają, podobnie zresztą jak i w przypadku prawidłowej czy poprawnej techniki. Dopiero w ruchu obserwując na zimno przez dłuższy czas można to ocenić... i sobie usiąść.

 

 ... nieeee, tak siedziałem czekając na zawodników na pierwszym kilometrze trasy

Link do galerii zdjęć poniżej:

Skoki - Mistrzostwa Nordic Walking

GP Wielkopolskiego Parku Narodowego w Nordic Walking - Jeziory

mk130363

Właściwie niemal od początku mojej przygody z kijkami regularnie bywałem w Wielkopolskim Parku Narodowym i widziałem to miejsce jako idealne do uprawiania nordic walking. Bywałem tu już wcześniej na spacerach i widziałem piękno tych terenów. Gdy więc zacząłem chodzić wspomagając się kijami poznałem te tereny lepiej i ...na wskroś dogłębnie. Tym terenom poświęciłem wiele artykułów na blogu opisując bądź trasy bądź imprezy, w których brałem tutaj udział, a także nawet taką, którą sam zorganizowałem. Z nieukrywaną radością przyjąłem, więc informację o tym nowym cyklu Grand Prix w kalendarzu imprez nordic walking.

Kopia_P1300129

Niestety zdrowie nie pozwala mi brać udział w tych imprezach ale postanowiłem kibicować i być fotoreporterem podczas inauguracji tego cyklu. Inną sprawą jest, że obsługując w ten sposób imprezę przeszedłem z kijami prawie 6 km. Ciekawostką ze sportowego punktu widzenia jest tu to, że nie kręcimy podczas tych zawodów kilku krótszych kółek tylko zawsze idziemy jedno kółko liczące zazwyczaj około 10 km. Jest to oczywiście pewna trudność dla obsługi sędziowskiej, gdyż wiemy dobrze, że i przy krótszych pętlach sędziowskie oko nie dostrzeże wszystkich przypadków łamania przepisu o niepodbieganiu w czasie zawodów NW. Możliwe jest obstawienie trasy ekipą 50 czy 100 sędziów, tylko jakie byłyby tego koszty i jakie opłaty startowe.Przy pętli 10 km problem się praktycznie podwaja i liczyć jedynie należy, że większość uczestników brzydzi się wszelką formą oszustwa. Kręcenie kółek na stadionie, gdzie bylibyśmy pod nieustannym ostrzałem oka sędziego mija się przecież z celem i byłoby strzałem w kolano dla naszej dyscypliny.

Kopia_00__0861

 Kopia_00__1203

 

Kopia_00__473

 

Można powiedzieć, że GP WPN to raczej rajdy o sportowym charakterze z mierzeniem czasu i wyłanianiem zwycięzców. Nie będę tu relacjonował samej imprezy, zauważę jednak że jest to na pewno ciekawa propozycja i widać, że zainteresowanie nią sięga daleko poza okolice Poznania. Cały cykl jest organizowany dzięki współpracy 4 gmin: Mosiny, Puszczykowa, Stęszewa i Komornik. Obsługę sędziowską zabezpiecza Marsz Po Zdrowie, a pomiar czasu Maratończyk Pierwsza impreza odbyła się w Jeziorach 22 kwietnia. Zdjęcia z tej imprezy w linkach u dołu artykułu. Przy tej inauguracji dodatkowo jako imprezy towarzyszące odbyły się również biegi przełajowe na dystansie 60 km (to na cześć upamiętnienia obchodów 60-lecia WPN) i 21 km. Oprócz rywalizacji w poszczególnych imprezach prowadzona jest również klasyfikacja punktowa całego cyklu. W czerwcu odbyła się druga impreza cyklu w Puszczykowie. We wrześniu i październiku na swoje imprezy zapraszają odpowiednio Stęszew i Komorniki.   

Kopia_jeziory_2

GP WPN w Nordic Walking - Jeziory cz.1

GP WPN w Nordic Walking - Jeziory cz.2

Maraton, Sztafeta, a może Rajd - Jastrowie 2017,

mk130363

W Mistrzostwach Polski Nordic Walking w Maratonie brałem udział dwa razy, w Mistrzostwach Sztafet jeszcze ani razu, ale niestety zdrowie pozwoliło mi tylko na Rajd w tym roku, co i tak jest dużym osiągnięciem jak na ostatnie siedem miesięcy. Do Jastrowia dotarłem wraz z kibicami fotoreporterami i Anią z naszego Teamu, tuż przed południem, można by rzec stosunkowo późno biorąc pod uwagę start maratonu i sztafet. Ale nie przeszkodziło mi to wypełnić mojej głównej misji tego dnia, czyli sfotografować możliwie wielu uczestników tej imprezy w różnych ujęciach i różnych miejscach trasy zawodów. Po odebraniu pakietu startowego na rajd i pierwszych przywitaniach w miasteczku namiotowym naszego Teamu, ruszyłem na trasę robić zdjęcia. Zacząłem z górnej "galerii" położonej na wysokiej skarpie nad.jeziorem i od razu dostrzegłem zawodniczki naszego Teamu pokonujące właśnie piaszczystą plażę.

Kopia_00__00110

Ta plaża pewnie spędzała sen z powiek wielu uczestnikom maratonu, ale tego dnia była wyjątkowo pozytywnie nastawiona do zawodników. Piasek był bardzo wilgotny po wcześniejszych deszczach dzięki czemu nie mielił się tak pod stopami jak przed rokiem podczas Pucharu Wielkopolski.

 Kopia_00__0068

 

Na pewno był pewnym utrudnieniem dla pokonujących go wiele razy, ale nie takim jakiego się spodziewano. Wielu maratończyków zaopatrzyło się w stuptuty zabezpieczające przed wpadaniem piasku do butów. Ja nie widziałem takiej potrzeby dla siebie, gdyż teoretycznie miałem pokonać plażę tylko jeden raz tego dnia. Okazało, się jednak że pokonałem ją dwa razy, bo drugi to było podczas robienia zdjęć. Jednak po powrocie do domu w butach praktycznie (poza kilkoma ziarnkami) nie miałem piasku.

Robiąc zdjęcia szedłem naprzeciw zawodnikom uczestniczącym w maratonie i sztafetach. Wielu z nich pozdrawiało mnie, a że niemal wszystkich znam lepiej lub gorzej więc i ja wielu pozdrawiałem dopingującym słowem

Kopia_00__086

 

Kopia_00__165

 

Kopia_00__194

Kopia_00__211

Byłem bardzo ciekaw czy trasa tego roku znów poprowadzona zostanie pomostem wyłożonym wykładziną.O tym jednak miałem przekonać się podczas rajdu, gdyż po dywanach kroczyć mieliśmy na pierwszym, a nie na ostatnim kilometrze. Czas mijał szybko, więc nie mogłem zbytnio oddalić się od miejsca startu rajdu, a musiałem przecież jeszcze uzbroić się w chip i numer startowy. Gdy wróciłem do naszej bazy musiałem nawet spieszyć się z tymi czynnościami by nie spóźnić się na start. Rajd miałem w założeniach pokonać w trzech ratach z dwoma odpoczynkami po drodze, podczas których także miałem robić zdjęcia. W rajdzie startowała także Ania, z którą ustawiliśmy się w końcowych rzędach 44 uczestników rajdu. Przed startem przepuściliśmy jeszcze kilku nadchodzących maratończyków by nie tamować im drogi, po czym ruszyliśmy na trasę.

Kopia_P1290631

Kopia_P1120951

Było jasne że część uczestników rajdu pójdzie tempem jak na zawodach najwyższym wg swoich aktualnych możliwości. Myślę że część potraktowała jednak rajd jako typowy fun, choć raczej nikt nie starał się specjalnie zwalniać. Ponieważ początkowo jednak szliśmy dość zwartą grupą starałem się idąc na końcu ustępować jak najwięcej miejsca doganiającym nas maratończykom. Zakręty brałem więc najczęściej szeroko po zewnętrznej. Wkrótce uczestnicy rajdu rozciągnęli się na kilkudziesięciu i kilkuset metrach i tak przerzedzonym było już nam łatwiej ustępować miejsca. Przeszliśmy dość długim pomostem wyłożonym dywanem, ale tu zabrakło pewnej atrakcji, której doświadczyliśmy w ubiegłym roku. Wówczas pomost stał w wodzie jeziora, teraz na suchym gruncie.W tym miejscu zamieszczam zdjęcia miejscowego portalu pokazujące to miejsce i uczestników sztafet i maratonu. Na drugim widać, że niewiele brakuje by woda sięgnęła pomostu.

Kopia_P1120819

 

 Kopia_P1120707

Pewnie mniejsze opady tej zimy spowodowały że poziom jeziora obniżył się. Niemniej nie znam żadnej innej trasy, gdzie możliwe byłyby podobne atrakcje. Pomost będzie zaprezentowany na wielu zdjęciach ostatniej z mojej galerii, które pobrałem z lokalnego portalu. Ja tymczasem maszerowałem mijając ławeczki zachęcające do odpoczynku na trasie, jednak to było jeszcze za wcześnie na zaplanowany postój. Na trasie były oznaczenia kilometrów, ale wkrótce przekonałem się że były one  oznaczeniami trasy biegu , który miał się odbyć po imprezie nordic walking. Jeszcze wówczas nie wiedziałem jak organizator poradził sobie ze skróceniem ubiegłorocznej  pętli, tak aby zachować odpowiedni dystans dla maratończyków. Po drugim kilometrze dotarłem do punktu nawadniania i ponieważ przed startem jakoś specjalnie się nie nawadniałem z powodu dość rześkiej pogody, teraz skorzystałem z izotonika. Nadal szedłem bez odpoczynku około 100m przed grupką kilku zawodniczek zamykających rajd. Jednak czułem że powinienem jednak wkrótce zatrzymać się. Wyszliśmy na szeroką prostą drogę i według wskazania endomondo na 2,39 km postanowiłem przysiąść na pieńkach leżących obok trasy. Jak na złość w tym miejscu akurat wygodnych ławeczek nie było. Spauzowałem endo i wyjąłem drugi telefon którym zacząłem pstrykać zdjęcia.

 Kopia_00__214

Zaskoczyło mnie dość mile, że sędzia który stał na posterunku około 100 m dalej zainteresował się i podszedł zapytać się czy coś się złego nie stało. Po rozwianiu wątpliwości cofnął się ale wówczas do miejsca w którym rezydowałem zbliżył się maratończyk którego zaczęły brać skurcze. I sędzia ponownie zainteresował się sprawą.

To pozytywnie pozwala ocenić sędziego który nie tylko potrafi upomnieć za błędy w technice, ale którego interesuje także zdrowie zawodników. Ale to już chyba w większości przypadków standard w zachowaniu sędziów PFNW. Tymczasem moje stanowisko fotoreporterskie minęły zawodniczki zamykające rajd. Akurat mijał je również Marcin Michalec, który najszybciej pokonywał dystans maratonu.

 

Po kilku minutach postoju ruszyłem za nimi. Trasa wokół jeziora nie jest zupełnie płaska tak jak zresztą wspominałem w artykule zapowiadającym te zawody, ale nie ma jakichś dużych wzniesień. Na pewno można ją uznać za urozmaiconą. Zresztą wynik zwycięzcy maratonu, który pobił ubiegłoroczny rekord z Osielska pokazuje, że trasa nie była dużo trudniejsza. Jedyne co mi nie do końca przypadło do gustu to to, iż sceneria była jednak nieco jesienna. Wydaje mi się, że w ubiegłym roku wiosna nieco wcześniej zawitała i było bardziej zielono na trasie. A może tylko mi się tak zdawało z powodu wówczas dość słonecznej pogody. Powoli acz systematycznie zacząłem doganiać idące przede mną zawodniczki. I wówczas przemknęła mi myśl, by już nie zatrzymywać się na trasie. Jeśli przysiądę na jednej  ze znów pojawiających się ławeczek było jasne, że już dziewczyn nie dogonię. A nie chciałem jednak nie dość że ostatni to jeszcze samotnie wchodzić na metę. Postanowiłem zaryzykować i iść do końca. Wprawdzie musiałem pogodzić się z tym że już nie zrobię zdjęć z tej części trasy ale to już było niedaleko do 5 kilometra, a ostatnie około 300 m przecież obfotografowałem przed startem. Zacząłem jednocześnie zastanawiać się, gdzie jest ten  przewidywany skrót  na trasie. Wyprzedziłem dziewczyny które śmiały się, że idę im zrobić zdjęcie na mecie, bardzo daleko zauważyłem między drzewami miejsce startu i plażę. Doszedłem do 5 kilometra i coś mi tu przestało pasować, bo wyglądało na to że pętla ma 5360m, czyli tyle ile w ubiegłym roku . To na jakim dystansie idą maratończycy? Sprawa wkrótce się wyjaśniła, ja tymczasem zbliżałem się do plaży.

 

Piasek wilgotny jak wspomniałem nie był aż takim utrapieniem jak w ubiegłym roku, raczej jednak nie pomagał. Dotarłem do mety w czasie 58:03, a więc trochę szybciej niż się spodziewałem, o te parę minut których nie siedziałem na ławeczce fotografując zawodników na trasie.

Kopia_meta1

Ładny odlewany medal na szyi (zdjęcia medali w ostatniej galerii), zamykam endo i fotografuję dziewczyny docierające na metę rajdu.

Kopia_00__234

Sędziowie trochę nas przeganiają bo zbliża się sztafeta i akurat miała nastąpić zmiana. Chwilę jeszcze czekam by sfotografować zmianę jednej z naszych (FNWT) sztafet

 

po czym idę na "galerię" z wysokości obserwować dalszy przebieg zawodów.

Kopia_00__203

Prawdziwy dramat przeżywała Monika, która niemal całą trasę sztafety pokonała kuśtykając z powodu odniesionej kontuzji. Ale wielki hart ducha pozwolił jej ukończyć swoją zmianę i tym samym wysiłek współzawodników z drużyny ne poszedł na marne.

Kopia_P1300046

W "obozie" zostaję zaopiekowany kocem, choć zbytnio nie spociłem się podczas marszu. Przebojem dnia były teamowe czapeczki z naszym logo w kolorze naszych koszulek. 

 

Starzy wyjadacze pamiętający pierwsze zawody w Polsce, zawsze znajdą czas by zamienić parę zdań.

Kopia_P1300056

Teraz dowiaduję się, że maratończycy startowali z miejsca oddalonego od plaży o  około 680 m i o tyle było krótsze pierwsze pokonywane przez nich okrążenie.To wyjaśniło sprawę dystansu. Organizator postąpił najprościej jak było można, nie starając się na siłę skrócić każdej z pętli, ale po prostu jedną z nich o dystans odpowiadający skróceniu na wszystkich ośmiu pętlach. Sztafety startowały z plaży podobnie jak rajd. Maratończycy na plaży mieli start honorowy, a ostry po drugiej stronie jeziora. W sumie mieli dzięki temu dobrą rozgrzewkę przed rozpoczęciem rywalizacji. Pogoda tego dnia zbytnio nie dopisywała, było pochmurno i wilgotno, gdyby wyszło słońce i dogrzało o 4-5 stopni byłoby pewnie lepiej i dla zawodników, i dla kibicujących. Biegacze wprawdzie lubią taką pogodę ale podczas marszu rozgrzewamy się raczej wolniej choć równomierniej. Pozostało nam zjeść posiłek regeneracyjny w postaci żurku i pajdy chleba ze smalcem. Można też było dokupić ciasto drożdżowe i herbatę. Ostatni maratończycy wychodzili na trasę ostatniego okrążenia, gdy zaczęliśmy powoli żegnać się z przyjaciółmi uczestniczącymi wi zawodach. Nasz Team zdobył kilka wartościowych miejsc także na pudle i w maratonie, i w sztafetach. Tu odnotuję tylko drugie miejsce naszej sztafety młodzieżowej, gdyż czuję się inicjatorem pomysłu startu młodzieży w sztafetach. 

Kopia_P1140160

Poniżej podaję linki do dwóch galerii zdjęć już przeze mnie prezentowanych na facebooku.

Maraton - Sztafety

Rajd - Maraton - Sztafety

Trzecia galeria (w przygotowaniu) pojawi się tylko tu na blogu. Pokaże ona trasę i uczestników na pierwszych kilometrach pętli,w tym na sławnym pomoście, punkcie nawadniania oraz zaprezentowane zostaną zdjęcia ze startu maratonu oraz  dekoracji. Zapraszam do zaglądania na bloga, jutro lub najdalej pojutrze powinna się pojawić.

Jastrowie.pl Nordic Walking

Wesołych Świąt Wielkiej Nocy!

mk130363

Z okazji Świąt Wielkanocnych życzę Wam, aby Zmartwychwstały Chrystus, nasz Pan i Zbawiciel, który z miłości do nas oddał swoje życie, obdarzył Was błogosławieństwem, a Wasze serca napełnił radością.

 ja_jestem_zmartwychwstaniem_i_zyciem

 

Niech ten czas przyniesie Wam spokój i ciepło domowego ogniska. Radujmy się wspólnie z nadejścia Pana, nowego życia, wiosennej pogody, dzieląc się dobrym słowem z najbliższymi.

 

 

animated-easter-bunny-image-0021

Mistrzostwa Polski w Maratonie Nordic Walking

mk130363

Już w najbliższą sobotę w Jastrowiu wielkie święto Nordic Walking. Po raz czwarty odbędą się Mistrzostwa Polski w Maratonie Nordic Walking. Do tej pory trzykrotnie spotykaliśmy się na tej imprezie w Osielsku. Tym razem na miejsce spotkania najodważniejszych walkerów wybrano Jastrowie. W ubiegłym roku gościło nas podczas Pucharu Wielkopolski. W tym roku dostało szansę organizacji imprezy najwyższej rangi. Oprócz maratończyków, których do tej pory zapisanych i opłaconych jest 90, swe zmagania o Mistrzostwo Polski będą prowadzić już po raz szósty także sztafety. W tym przypadku 4 uczestników będzie pokonywało na raty również dystans maratoński  Nowością w tym przypadku jest podział na 4 kategorie. Rywalizować będą osobno sztafety żeńskie, męskie i mieszane (2+2) oraz sztafety młodzieżowe (te na dystansie krótszym o połowę). Dla entuzjastów i kibiców zorganizowano rajd trasą zawodów na dystansie 1 okrążenia pętli o długości 5274 m, Maratończycy pętlę będą pokonywać 8 razy, a uczestnicy dorosłych sztafet 2 razy.

Bardzo podobała mi się trasa w Jastrowiu, na której zorganizowano Puchar Wielkopolski. Już wówczas okrzyknąłem ją najatrakcyjniejszą z tras wszystkich Pucharów Regionalnych, przynajmniej z tych, na których byłem. Zaryzykuję nawet stwierdzenie, że żadna z tras ubiegłorocznego Pucharu Polski jej nie dorównuje. Już samo położenie trasy wokół jeziora powoduje, że jest malownicza. Cała praktycznie przebiega w lesie i po naturalnych leśnych ścieżkach, Nie ma w niej wąskich długich przesmyków utrudniających wyprzedzanie. Pewną atrakcją ale i pewnie utrapieniem będzie dla uczestników 150 metrowy odcinek piaszczystej plaży, który będą pokonywać 8 krotnie. To w sumie 1200 m kopnego piachu do pokonania. Niewątpliwie sporą atrakcją było w ubiegłym roku "ściganie" się po drewnianym pomoście długości kilkudziesięciu metrów, który wyłożono wykładziną dywanową. Pętla ubiegłorocznych zawodów miała 5360 m. Z uwagi na prawidłowy dystans maratonu musi ona zostać skrócona o 86 metrów. Poniżej przedstawiam moją wizję przebiegu w całości wzorowaną na ubiegłorocznej z uwzględnieniem skrótu jaki dostrzegłem na prezentowanej na oficjalnej stronie zawodów mapce poglądowej. Czy skrót będzie w tym miejscu, w którym ja przyjąłem również na swojej mapce, trudno mi zweryfikować bez wizji lokalnej. Widok na mapce utrudniają drzewa, w każdym razie sprawą organizatora jest by to zagwarantować.    

Route 3 513 794 - powered by www.runmap.net

 

Jeśli chodzi o ukształtowanie terenu to jest on w miarę płaski. Zobaczymy je po kliknięciu w numer trasy (Route) znajdujący się pod mapką 3 513 794 . Startujemy z poziomu około 105 metrów. przez około półtora kilometra wysokość będzie wahać się w granicach około 1-2 metrów po czym zaczniemy się wolno wspinać do wysokości 111 m, co osiągniemy przed 2 kilometrem. Następnie na odcinku jednego kilometra będą znów niewielkie wahania w granicach 1-3 metrów po czym około 100 m przed 3 kilometrem zaczniemy się wspinać na wysokość około 119 m. Ten najwyższy punkt trasy osiągniemy na około 3 kilometrze. Później będziemy stopniowo schodzić w dół również z niewielkimi wahaniami 1-3 m i przed 4 kilometrem osiągniemy wysokość 101 m. Z mapki wynika, że około 150 m po minięciu 4 kilometra znów osiągniemy wysokość 110-111 m, a w połowie 5 kilometra nawet 113, ale czy to będą aż takie różnice poziomów nie pamiętam. Jest to jednak prawdopodobne, gdyż pokazuje to także profil trasy pokazany przez organizatora.Trasa w tym miejscu biegnie bardzo blisko jeziora, więc z uwagi na występowanie skarp i zasłanianie ich przez drzewa mogą istnieć jakieś niedokładności w jej wyrysowaniu na mapie spowodowane brakiem widoczności ścieżki.W każdym razie wspięcie się o kilka metrów w górę musimy wkalkulować, gdyż pętlę zakończymy na wysokości oczywiście 105 m. To tyle co mogę napisać z przejrzenia tej mapki i z pamięci ubiegłorocznych zmagań. Teren nie jest zbyt górzysty, ale na pewno urozmaicony i nie płaski jak stół. Myślę, że to trasa w sam raz na zmagania entuzjastów Nordic Walking.   

Można oczywiście przejrzeć poglądową mapkę zaprezentowaną przez organizatora, która pokazuje trasę bardziej wypłaszczoną (różnica poziomów niecałe 12 m)

Jastrowie trasa

Na koniec prezentuję przewidywany przypuszczalny skrót trasy,. nazwałem go Trójkątem Jastrowskim.

 

Długość trójkąta 240 m. Dwa ramiona po których szliśmy w Pucharze Wielkopolski to około 160 m. Trzecie ramię będące skrótem to około 80 m. Ale czy tak będzie w rzeczywistości przekonamy się w sobotę.

 

Nad Wartą

mk130363

Wreszcie są jakieś zasady obowiązujące korzystających z terenów nad Wartą.

Kopia_00__0019

Pojawiły się tablice z informacjami co wolno, a czego nie nad Wartą. Nie wolno między innymi prowadzać psów bez uwięzi co było zmorą ubiegłego roku dla mnie, gdyż kilkakrotnie zostałem zaatakowany, a raz nawet pogryziony. Teraz można już bez skrupułów zwracać uwagę osobom puszczającym psy luzem. Oznakowano również strefy, gdzie można spożywać alkohol i gdzie tego nie wolno. Pozytywne jest zwrócenie uwagi że to tereny służące rekreacji i wypoczynkowi, a zakaz śmiecenia jest chyba największą oczywistością.

By nie cytować wszystkich reguł powiększony wycinek zdjęcia.

 Kopia_2_00__001

Punkt 4. wprawdzie powinien być umieszczony w jakiejś oddzielnej formule "Co należy" no ale dobrze, że w ogóle o tym pamiętano.

Z mniej pozytywnych spraw to moja trasa została rozjeżdżona w wielu miejscach przez ciężki sprzęt budowlany i samochody. Jesienią i zimą trwały tu jakieś kolejne prace z układaniem kabli, co spowodowało zdewastowanie w miarę uklepanej drogi. Na szczęście tereny są rozległe, więc da się ominąć przeszkody błotno koleinowe na razie bez problemu,a z czasem mam nadzieję, że ścieżka się ponownie uklepie.

 

Kopia_00__0089

 

 

Puchar Wielkopolski Nordic Walking - Okonek 2016 _ cz.2

mk130363

Z archiwum nordic walkera...

16 lipiec 2016

Wychodziłem na trasę ostatni i do tego samotnie. Ale dla mnie najważniejsze było to, że brałem udział. Jeden z przyjaciół z Teamu obserwujących moją "samotność długodystansowca" ochrzcił mnie wówczas mianem "Samotnego Wilka". Rozbawiła mnie ta ksywka i rozważę przy następnej koszulce teamowej jako napis na rękawku. Niewątpliwie coś w tym było przynajmniej patrząc na zdjęcia z tych zawodów. Nie miałem bezpośredniej walki ze współzawodnikami, których okazało się w ostateczności 8 (prócz mnie) w mojej kategorii wiekowej. Trudno było mówić o jakiejkolwiek bezpośredniej rywalizacji z uczestnikami idącymi na moim dystansie, gdyż wszyscy oni wystartowali jakieś 9-11 minut przede mną, więc gdy wychodziłem na trasę, oni byli już mniej więcej w połowie pierwszego okrążenia. No i ja przede wszystkim szedłem dość rekreacyjnie, choć ze zwyczajową dynamiką..Początkowo widziałem plecy ostatniej grupy startujących na 5 km i pod koniec pierwszego okrążenia zacząłem nawet doganiać pojedyncze osoby. 001a

Trasa okazała się prawidłowo wymierzona. Był z  tym jakiś problem w poprzednich zawodach, gdzie pętla była nieco dłuższa niż 2,5 km i dystans całkowity przekraczał 10 km. Tym razem było przyjemne zaskoczenie, gdyż mapka trasy prezentowana przed zawodami wskazywała na dystans około 10,5 km. Ale przebieg skorygowano i poniżej prezentuję jak to w rzeczywistości wyglądało:

 

Ta zmiana jednak wymusiła wykarczowanie jakichś krzaków w lasku obok stadionu. I to nie do końca się udało, ponieważ pozostały wystające pieńki ukryte w trawie, o które łatwo się było potknąć. Teren tu dodatkowo był bardzo nierówny, co potęgowało możliwość odniesienia kontuzji. Sam chyba dwa razy walnąłem palcami w jakieś wystające pozostałości, a raz "potoczyłem" się po potknięciu kilka kroków omal nie upadając i omal nie będąc pewnie posądzonym o podbieganie, bo mogło to tak z daleka wyglądać. Organizatorzy robili co mogli, by trasa była bezpieczniejsza oznakowując najbardziej wystające korzenie i pozostałości karczowiska, ale w następnej edycji dobrze byłoby dociąć newralgiczne fragmenty trasy na tym odcinku. Trasa wiodła całkowicie po naturalnej nawierzchni i to było niewątpliwie jej plusem. Jedynie kilkanaście metrów przejścia przez tunel w nasypie kolejowym był drogą asfaltową, ale to jest do zaakceptowania.  W dwóch miejscach trasy były spore kałuże, które pewnie utrudniały wyprzedzanie, ale wszystko zależy od kultury uczestników. Mnie dogonili przy takich kałużach jedni z najszybszych zawodników na 10 km - Robert i Stefan, i ci zwolnili za mną idąc przesmykiem między kałużami. Koleżanka z Teamu miała mniej przyjemną konfrontację w innym miejscu i z kimś innym, kto niemal wepchnął ją na elektrycznego pastucha ciągnącego się wzdłuż drogi przed tunelem.

0044

0054 

Szedłem prawie cały czas samotnie. Doganiali mnie najszybsi na 5 i 10 km, a ja doganiałem tylko niektórych najwolniej idących na 5 km, co zresztą po drugim okrążeniu się skończyło i pozostał samotny marsz dość daleko za ostatnimi idącymi na 10 km. Tu oczywiście wirtualnie kilku wyprzedziłem lepszym czasem netto, ale fizycznie byłem ostatnim zawodnikiem wchodzącym na metę. 

Moje międzyczasy poszczególnych okrążeń były nawet całkiem przyzwoite, choć oczywiście dalekie od pełni możliwości w pełnym zdrowiu.

1 okrążenie 2,5 km - 22:39

2 okrążenie - 22:59, po 5 km - 45:38

3 okrążenie -  23:03, po 7,5 km -1:08:41

4 okrążenie - 22:13, META 10 km - 1:30:54

Po dojściu na metę pamiątkowy medal i uzupełnienie płynów w punkcie nawadniania. Potem zacząłem rozglądać się za przyjaciółmi z Teamu i nie tylko. Pamiątkowe zdjęcia, a następnie posiłek regeneracyjny wypełniły czas do dekoracji. Nie pamiętam dokładnie posiłku ale smakowało mi na pewno. Chyba była smażona kiełbaska z ogórkiem i można było dokupić smażone ziemniaki w mundurkach.

 

Podczas dekoracji robiłem zdjęcia

015

i teraz okazało się, że warto było jeszcze w ostatniej chwili dopisać Zosię i Dorotę do drużyny FNWT. Zosia była druga, a Dorota trzecia w swych kategoriach.

 Kopia_00__00710

Oczywiście nie były do jedyne pudła naszej drużyny, więcej na zdjęciach w zamieszczonym linku na końcu wpisu.

Imprezę zakończyła Pani Burmistrz Okonka zapraszając nas na następny rok. Ten wpis również można potraktować jako zaproszenie - 15 lipca 2017 znów spotkamy się w Okonku na Pucharze Wielkopolski Nordic Walking.  

Po dekoracjach chłodziliśmy się jeszcze jedząc lody i machając na pożegnanie odjeżdżającym przyjaciołom z nordicowych tras.

 

Link do zdjęć moich oraz zebranych od innych uczestników poniżej.  .   

PW Okonek 2016 zdjęcia

Zdjęcia znalezione w lokalnym serwisie też pewnie zainteresują parę osób

zdjęcia serwis lokalny

Puchar Wielkopolski Nordic Walking - Okonek 2016 _ cz.1

mk130363

Z archiwum nordic walkera...

16 lipiec 2016

Emocje zaczęły się długo przed startem. Ich kulminacja nastąpiła ... w czasie podróży do Okonka, ale o tym za chwilę. Ja postanowiłem potraktować ten start rekreacyjnie i dlatego nie spodziewałem się po nim jakichś wielkich emocji. Wprawdzie widziałem, że na liście startowej w mojej kategorii było tylko 5 zawodników, więc teoretycznie już gwarantowało to niezłą pozycję i możliwość walki o więcej, ale ostatni czas musiałem potraktować ulgowo w treningach.

pw

2 dni wcześniej rozmawiając przez telefon ze Staszkiem dowiedziałem się o fajnym biegu, który miał być rozegrany jako impreza towarzysząca poznańskiemu triathlonowi .To znaczy przede wszystkim fajny był pakiet startowy jak na imprezę bez wpisowego. Oprócz dość ładnej koszulki technicznej była w nim czołówka jako, że bieg miał być rozgrywany w nocy. Niestety według słów Staszka system już nie przyjmował zgłoszeń nie pozwalając nawet na wpisanie nazwiska. Następnego dnia wieczorem odnalazłem zapisy do tego biegu i o dziwo system przyjął moje dane oraz poinformował, że poprzez sms otrzymam kod promocyjny, który umożliwi mi ostateczne wpisanie na listę startujących. Niestety sms długo nie przychodził. Przesiedziałem do późnej nocy w necie, aż w końcu zorientowałem się że trzeba jednak przygotować ekwipunek startowy na następny dzień. Poszedłem spać grubo po północy, ale nie przejmowałem się bo wyjazd zaplanowany był na godzinę 7.15 więc czekało mnie przynajmniej 5 godzin snu. Trochę jednak trwało zanim usnąłem. O 5 rano obudził mnie sms, sms z oczekiwanym kodem promocyjnym. Poderwałem się na nogi i spróbowałem się zarejestrować. Niestety system nie przyjmował mnie tym razem w żaden sposób, dlaczego więc wysłał mi smsa nie wiem. W każdym razie nie było już sensu dosypiać, więc wyruszałem w drogę trochę niedospany. Tu niestety muszę stwierdzić, że nasi kierowcy przeliczyli się z planowaniem godziny wyjazdu, a my czyli pasażerowie nie zwrócili im na to uwagi i nie skorygowali jej jednak na wcześniejszą. Wprawdzie poprzednio bardzo wcześnie dojeżdżaliśmy na miejsce jadąc tą samą trasą i faktycznie można było wówczas jechać o 7.15, ale teraz były ... wakacje. Na dodatek przed samym wyjściem z domu Kasia skorygowała wyjazd na 7.30, co było już lekko niepokojące, bo oznaczało jazdę niemal na styk zdążenia. Ale nie musiałem robić długiej rozgrzewki, więc jeszcze byłem umiarkowanie spokojny, tym bardziej, że humory dopisywały w czasie podróży w naszej ekipie. Pierwsze większe zdenerwowanie wywołał wolnobieżny ciągnik w Ujściu, gdzie na podwójnej ciągłej i krętych uliczkach nie dało się go wyprzedzić. Traciliśmy kolejne minuty podążając za nim, a czary goryczy dopełnił korek na światłach w tej miejscowości, tak nam się przynajmniej wydawało. Zaczęło być już niemal na styk godziny rejestracji, ale jeszcze staraliśmy się zachować pozory spokoju. Z Piły wyjeżdżaliśmy w sznurze pojazdów nie mogąc rozwinąć maksymalnych prędkości, więc niepokój wzrastał w naszych sercach. Powoli wiadome się stawało, że przybędziemy zdecydowanie później niż to było w planie. Jednak dopiero w Jastrowiu okazało się, że najgorsze dopiero przed nami. Kilkukilometrowy korek spowodował stratę kolejnych cennych minut i jasne już było, że nie tylko nie odbierzemy pakietów w terminie, ale nie zakosztujemy też wspólnej rozgrzewki. W miarę posuwania się do przodu (trudno to nazwać jazdą) sytuacja pogarszała się a sam start stanął na krawędzi wykonalności. Tylko szybki telefon do Nisi (która była już na miejscu), że jedziemy i będziemy spóźnieni, mógł dać cień nadziei. Nerwowe oczekiwanie na odpowiedź i decyzję sędziów, co z tą nasza wesolutką ale spóźnioną (już nie ulegało wątpliwości) ekipą zrobią. Odpowiedź przyszła na szczęście szybko, a emocje sięgały zenitu, bo sytuacja pogarszała się z minuty na minutę i z kolejnego pokonanego metra trasy na kolejny metr. Była bardzo optymistyczna, bo okazało się że sędziowie pozwolą nam wystartować nawet samotnie po spóźnieniu.

Pojawił się jednak kolejny problem. Zosia pozyskana dla naszego Teamu podczas poprzednich zawodów zapisana była na zawody bez nazwy drużyny i tę nazwę trzeba było zapodać w biurze przed startem. I ja się tego podjąłem, tyle że nie przewidziałem, że się spóźnię i nie zdążę tego uczynić przed startem. W Teamie Zosia jeszcze mało znana była i w tym tłumie startujących pewnie trudna do znalezienia. Jej telefon nie odpowiadał, bo zapewne już była w rejonie startu i zostawiła go w samochodzie . Poza tym do Teamu chciałem dopisać jeszcze kolejną zawodniczkę - Dorotę (która jeszcze nawet o tym nie wiedziała). Wyglądało na to, że nie będzie to możliwe w zaistniałej sytuacji. Prosiłem o zadziałanie w tych dwóch sprawach Teamu, niestety w tym zamieszaniu przedstartowym trudno było liczyć na efektywną pomoc. Sprawa wyglądała na przegraną.

Na stadionie w Okonku trwały już ostatnie przygotowania do startu zawodów., Oficjalnie otworzyła je Pani Burmistrz Okonka Małgorzata Sameć. Wkrótce rozpoczęła się też rozgrzewka. 

0013

 

Tymczasem w samochodzie trwały poszukiwania jakiegoś objazdu tego niekończącego się korka.Sytuacja stawała się już tak dramatyczna, że groziło nam dotarcie na miejsce nawet godzinę po planowanym starcie zawodów. Coraz trudniejsze stawało się nawet to do przewidzenia. Na szczęście Łukasz znalazł jakąś inną drogę, może nawet parę kilometrów dłuższą, ale za to pustą. Odbiliśmy w bok i dzięki temu dotarliśmy na miejsce dosłownie kilka minut przed startem. Parkowanie tymczasowe w przypadkowym miejscu, szybki odbiór pakietów startowych i zdążyłem nawet zadziałać w sprawie Zosi i Doroty. Potem, po moim dotarciu na metę było dużo śmiechu zwłaszcza z zapisu Doroty, która zwracając się do Staszka skwitowała całą sytuację "sprzedałeś mnie". Faktycznie było tak, że to Staszek wiedział. iż staram się o jej pozyskanie do drużyny,a Dorota dowiedziała się o tym już po zawodach.   

Szybko się przebierałem, kątem oka obserwując start mojej kategorii wiekowej na 10 km

0102

i ruszyłem w kierunku bramy startowej. Tu przywitał mnie Dyrektor Pucharu Polski Robert Brzeziński, który przed chwilą wystartował ostatnią grupę idących na 5 km. Powiedział, żebym wystartował spokojnie, wtedy gdy będę gotów. Zresztą i tak czas netto zmierzy mój chip, a żadnych sankcji za opóźnienie startu (w nie swojej grupie) przecież nie będzie. Co więcej zostałem jeszcze tak uhonorowany, że mój start obwieścił strzał startera, tak jak wszystkich grup wychodzących na trasę.          

 

 

Wszyscy jesteśmy maniakami

mk130363

Nie czuję się dość kompetentny, by oceniać to, co się wydarzyło wokół biegu znanego w całej Polsce od wielu lat. Jest mi natomiast po prostu przykro, że to co było niemal święte dla poznańskich i nie tylko biegaczy odarto z szat i może.. sprofanowano? Wszyscy jesteśmy maniakami swoich pasji: biegania, chodzenia z kijami, jazdy na rowerze, fitnessu, zumby, pływania, jazdy na nartach i czego kto sobie zażyczy związanego z aktywnością fizyczną. Wpadamy w to, opanowuje nas jak wirus, nie możemy bez tego żyć, a chwile bezczynności są dla nas najgorszą torturą. Z tego szaleństwa wzięła się nazwa pewnego klubu biegowego, a wkrótce potem powstał bieg jeden z najbardziej znanych w Polsce i najbardziej renomowanych. Wówczas nie było jeszcze tyle maratonów i półmaratonów co teraz i ten bieg zaliczał się do 15 najlepszych (największych) biegów w Polsce. Można by powiedzieć bieg kultowy. Słyszałem o nim chyba jeszcze zanim zacząłem pomykać z kijami, albo może właśnie gdy zaczynałem przygodę ze swoją pasją. Chyba to ostatnie jest jednak bardziej prawdziwe. Na początku swojego maniactwa mówiłem, że nigdy nie będę biegał. Ale po około półtora roku uprawiania nordic walking jednak spróbowałem i stwierdziłem, że mogę, że daję radę, biec, truchtać bez przerwy nie tylko jeden, ale nawet pięć kilometrów. Było to dla mnie tak wielkim zaskoczeniem, ze nie tylko zapragnąłem pobiec w jakimś profesjonalnym biegu, ale w tej całej euforii po 6 tygodniach od pierwszego biegu (a podstawowym treningiem był dla mnie wciąż nordic walking) przetruchtałem swoją pierwszą treningową dyszkę. Wynik nie był jakiś rewelacyjny bo 10,5 km pokonałem w 1 godz. i 10 minut. Ale sama spontaniczność biegu, gdzie wydłużałem sobie dystans z kroku na krok niemal tak jak często bywało to w nordic walking tchnęła takim optymizmem, że już widziałem się za rok w półmaratonie. Ta moja pierwsza dyszka była jednak nieprzypadkowo chyba w marcu. Po pierwszych profesjonalnych biegach w II Grand Prix Poznania nad Rusałką (marzec 30:41, kwiecień 26:52, maj 27:02) , przyszła refleksja, że ja właściwie nie potrzebuję przebiec półmaratonu. Podobne dystanse realizuję podczas zawodów nordic walking i tam się całkowicie spełniam jako długodystansowiec. Debiut miałem w marcu, a wówczas głośno było, jak zazwyczaj, o Maniackiej Dziesiątce. I ten bieg stał się niejako dla mnie docelowy. Tym czym dla maniaków biegania był półmaraton, czy maraton, dla mnie był ten bieg na 10 km. Ale nie robiłem do tego biegu jakichś specjalnych przygotowań. Robiłem swoje w nordic walking, biegając treningowo średnio 5 km tygodniowo wliczając w to bieganie w cyklu Biegaj z Opel Szpot i startując od jesieni w kolejnym cyklu Grand Prix Poznania. Zapisy były dość wcześnie ogłoszone, a ilość miejsc (z 1500 podwyższona do 2000) ograniczona bardziej niż dziś, choć może nie było jeszcze takiej lawiny chętnych. Faktem jest, ze zapisywałem się w ciemno nie wiedząc, że rwa barkowa, która mnie dopadnie będzie istotnym czynnikiem psującym nieco radość z udziału, a satysfakcję z wyniku na pewno. Jakby na drugim planie,

 

ze zdrętwiałym ramieniem dobiegłem do mety (wówczas jeszcze robiło się dwa kółka wokół Malty) w czasie 1:05:23. No ale było to na zasadzie zapłacone, pobiegane, zaliczone.Swoje wrażenia z tamtego biegu oczywiście opisałem na blogu.

Maniacka Dziesiątka 2012

Niczego jeszcze nie planowałem, choć oczywiście chciałem to sobie odbić rok później. Latem w Poznaniu pojawiły się biegi parkrun, które wplotły się w mój cykl przygotowań i treningów. Zapewne oprócz zdrowia przyczyniły się, że w drugiej mojej Maniackiej (już na nowej trasie) osiągnąłem dużo lepszy czas 54:39, który w pełni mnie satysfakcjonował. Tym bardziej, że końcowe 2 km na Malcie były praktycznie po lodzie, błocie pośniegowym i wodzie. Ale frunąłem wówczas finiszując i wiedząc, że wynik będzie lepszy od oczekiwań.


Kopia_281

Tak opisałem swoje ówczesne wrażenia:

Maniacka Dziesiątka 2013 cz.1

Maniacka Dziesiątka 2013 cz.2

Maniacka Dziesiątka 2013 cz.3

Jak widać sporo miejsca poświęciłem tamtemu biegowi na blogu. Różne okoliczności sprawiły, że więcej w Maniackiej nie wystartowałem. Niewątpliwie gdybym osiągnął wynik mnie niezadowalający, próbowałbym dalej, ale komercja, którą odczuwałem płacąc dwukrotnie więcej niż za Mistrzostwa Polski w nordic walking. nie zachęcała do kolejnych prób. Jednak oczywiście pozostałem kibicem maniaków biegnących w tej imprezie. 

W 2014 zrobiłem kilkadziesiąt zdjęć z tamtego biegu. Niestety oryginały się nie zachowały. Ale galerię umieściłem na Facebooku i teraz przeniosłem te kopie do tej galerii: Maniacka Dziesiątka 2014

W tym roku postanowiłem również kibicować biegaczom na trasie i zrobiłem 10 razy więcej zdjęć (540). Najpierw z kładki pieszo-rowerowej przy Galerii Malta, a następnie na kilometr przed metą, choć zwycięzca dogonił mnie kilometr wcześniej.

Maniacka Dziesiątka 2017

Bieg się odbył i pewnie uczestnicy byli nie mniej zadowoleni niż w latach poprzednich. Swym udziałem byli ponad konfliktem klubu biegacza KB Maniac i organizatora. Myślę, że to było najważniejsze, by impreza się w ogóle odbyła. Czas pokaże czy za rok, będą dwie Maniackie Dziesiątki. Byłoby to pewnie ze szkodą dla renomy tego biegu, ale na dzień dzisiejszy wygląda na to że żadna ze stron nie zrezygnuje ze swoich racji

 

 

 

Powietrze nad Maltą kosztuje ... 3000 zł

mk130363

28 stycznia planowana była inauguracja XI edycji cyklu "Biegaj z Opel Szpot" nad poznańską Maltą. W dziesięciu dotychczasowych edycjach rozegrano 92 biegi. Organizatorem cyklu była firma Szpot a partnerami marka Opel, Miasto Poznań, POSiR, PZU i Mobil. Patronami medialnymi były Telewizja Poznań, Radio Eska i Głos Wielkopolski oraz portal wszystkoobieganiu.pl

Chyba niewielu jest biegaczy w Poznaniu, którzy nie uczestniczyliby choć raz w tym biegu. Impreza była zawsze bezpłatna, na ogół nie oferowała "nic" specjalnego poza przebiegnięciem dystansu wokół jeziora Maltańskiego. Poza bodajże jedną jubileuszową edycją, nie było tu medali. Nie było tu wyników z czasami rejestrowanymi przez systemy pomiarowe. Nie było limitu startujących. Frekwencja była bardzo różna, ale zazwyczaj było to kilkuset zawodników i zawodniczek. Rekord padł we wrześniu 2010 roku - około 1500 uczestników. Byłą za to promocja biegania i aktywności ruchowej wśród młodzieży. Była klasyfikacja udziału młodzieży szkolnej w tym biegu, a dla zwycięskich szkół były nagrody finansowe na zakup sprzętu sportowego. Kwoty tych nagród  wielokrotnie przekraczały budżet szkoły na zakup takiego sprzętu. W biegu mógł uczestniczyć każdy, uczestniczyli w nim i bardzo profesjonalni biegacze uzyskujący znakomite czasy, w tym znani maratończycy i zupełni amatorzy. Dla wielu osób była to pierwsza impreza w której pobiegły . Każdy otrzymywał "Paszport Biegacza" w którym rejestrował udział w poszczególnych edycjach uzyskując pieczątki za każdy bieg, w  którym wziął udział.

Kopia_op_0031

Po 3, 5 i 7 biegu pierwsze 100 osób, które uzyskały odpowiednią liczbę pieczątek (3, 5, 7) otrzymywało upominki w postaci koszulek czy plecaków. Po każdym biegu losowanych było też wśród uczestników przynajmniej 20 drobnych upominków. Główną nagrodą w losowaniu był każdorazowo samochód Opel na weekend. Bieg zmieniał się na przestrzeni lat. Były to zmiany niewielkie, ale zawsze na lepsze. W latach 2011-2013 funkcjonował pod nazwą "Biegaj z Chevrolet Szpot". W ostatnich latach wprowadzono numery startowe dzięki czemu każdy poczuł się jak prawdziwy sportowiec uczestniczący w zawodach.. W ostatnim roku wyróżniano też 3 pierwsze kobiety i 3 pierwszych mężczyzn na mecie. Rywalizacja uczestników była taka jak w każdym innym biegu, choć nie brakowało uczestników pokonujących dystans w sposób całkowicie rekreacyjny, w tym całymi rodzinami z dziećmi. Sam uczestniczyłem w 38 biegach tego cyklu. Kilka razy towarzyszyłem biegaczom na rowerze robiąc zdjęcia. W tym biegu zawsze można było wszystko wygrać i nikt nigdy nic nie przegrał. Żal, że ...

TEJ IMPREZY W TYM ROKU NIE BĘDZIE.

Przynajmniej na dzień dzisiejszy, wszystko na to wskazuje. Okazuje się, że POSiR chce kasy za każdy bieg, w wysokości 3 tys. zł. Bieg jest niekomercyjny, nie przynosi żadnego dochodu, a koszty jego organizacji i przekazywanych nagród dla szkół, i tak wynoszą kilkadziesiąt tysięcy złotych. Trudno zrozumieć decyzje władz miasta, tym bardziej że cykl miał odbywać się pod patronatem jego Prezydenta.  Dlaczego POSiR chce skomercjalizować powietrze nad Maltą. Przecież nie ponosił żadnych kosztów związanych z biegiem. Czy dochodzimy do ostatecznej mety tej imprezy?

 

 

A gdyby tak...

mk130363

W roku ....rzeczywiście zrobić rewolucję w Pucharze Polski Nordic Walking. Wszyscy zawodnicy będą klasyfikowani w jednym zestawieniu w walce o Dużą Kryształową Kulę, niezależnie od tego na jakich dystansach będą startować i w ilu zawodach wezmą udział. Odbędzie się wówczas 17 niezależnych od siebie zawodów, w 17 miejscowościach (w 5 przypadkach byłaby opcja połączenia 2 imprez w jedną i sumaryczna liczba miejscowości byłaby wówczas 12) i na każdych zawodach będzie rozgrywany tylko jeden dystans. Będzie to 8 zawodów na dystansie 5 km, 5 zawodów na dystansie 10 km, 3 półmaratony i 1 maraton. Punkty będą liczone następująco (podaję tylko zwycięzców, dalsze miejsca byłyby liczone analogicznie do obecnie obowiązującego systemu). Zwycięzca 5 km otrzyma 100 pkt, zwycięzca 10 km -150 pkt., zwycięzca półmaratonu 250 pkt. zwycięzca maratonu 500 pkt.. Oczywiście w każdej kategorii wiekowej osobno. Przyznawane byłby trzy Kryształowe Kule (zbieżność nazwiska pomysłodawcy przypadkowa): 2 małe, jedna za dystanse 5 km (jak za sprinty w biegach narciarskich), jedna za wszystko licząc od 10 km wzwyż (czyli jak na dystansach w biegach narciarskich) i jedna duża Kryształowa Kula za całość. Jak zaznaczyłem wcześniej istniałaby możliwość połączenia dystansów 5 km i 10 km w pięciu miejscowościach jako zawody rozgrywane dzień po dniu w tej samej miejscowości (tak jak często jest sprint i dystans w biegach narciarskich). Pomysł byłby praktycznie bez słabych punktów, gdyby nie to, że ci co wygrywają na długich dystansach startowaliby zapewne także na 5 km i pewnie też by wygrywali zgarniając puchary. Znalazłem jeden sposób by poradzić sobie z tym problemem. Osoby, które choćby raz wystartowałyby na dystansie od 10 km wzwyż, nie byłby brane pod uwagę przy nagradzaniu poszczególnych zawodów na 5 km i zdobyte punkty na 5 km nie liczyłyby się im do rywalizacji w generalce o małą KK na 5 km. Te punkty liczyłby się im tylko w rywalizacji o Dużą KK. Pomysł wydaje mi się dość ciekawy także z tego względu, że przynajmniej kilka osób ścigających się w Pucharze Polski na 5 km ma potencjał i kondycję umożliwiającą ściganie się na dystansach dłuższych. Być może ktoś z nich chciałby spróbować powalczyć o Dużą KK i wówczas musiałby wystartować na dystansach, a tym samym zwolniłby miejsce na podium o Małą KK na 5 km dla osoby, której faktycznie dłuższy dystans przejść trudno. 

Pierwszymi zawodami w sezonie byłby tak jak obecnie Maraton, a następnie 10 km i dopiero po nich 5 km. Dalsza kolejność do ustalenia. Jeśli zawodnik wystartowałby po raz pierwszy w cyklu na 5 km, to wówczas na dystansach miałby już dość dużą stratę tak samo jak i w rywalizacji o DKK. Mógłby więc wygrywając zgarnąć nagrodę za 5 km, której już nikt by mu nie odebrał, ale gdyby chciał rywalizować jednak o DKK, to prędzej, czy później musiałby zacząć chodzić te dłuższe dystanse i wówczas już kolejnych nagród za 5 km oraz punktów w generalce na tym dystansie, by nie otrzymywał. Zawodnicy, którzy jako pierwsze zawody wybraliby maraton, 10 km lub w późniejszym terminie półmaraton mogliby oczywiście startować później także na 5 km, ale z wyjaśnionych już względów nie otrzymywaliby nagród na tym dystansie, a zdobyte punkty liczyłby się tylko w rywalizacji o DKK. 

Oczywiście ilość imprez, zasady punktacji poszczególnych dystansów podałem przykładowo. Ale warto zauważyć, że Polska Federacja Nordic Walking zorganizowała w bieżącym roku 6 imprez Pucharu Polski, 10 imprez Pucharów Regionalnych i Mistrzostwa w Maratonie czyli 17 imprez. Wprawdzie później jeszcze były nadplanowe Mistrzostwa/Puchar Europy, ale i tak niewątpliwie strzelona przeze mnie ilość imprez w roku .... jest 17, a więc bardzo zbliżona. Dlaczego rozdrabniać się na kilka różnych mniejszych lub większych Pucharów jak można zrobić jeden wielki, największy w Polsce i pod względem frekwencji i pod względem ilości imprez, powtarzam jeden rzeczywiście największy cykl pucharowy w Polsce. Jeśli połączylibyśmy te 5 dystansów 5 km i 5 dystansów 10 km w imprezy dwudniowe, rozgrywane w jednej miejscowości, to zyskalibyśmy dodatkowych 5 terminów np. na 2 półmaratony 2 dystanse 10 km i 1 dystans 5 km. A integracja na takich dwudniowych impreza  by kwitła i nikt nie mógłby narzekać na długo trwające dekoracje, bo byłyby rozbite na osobne ceremonie dla każdego dystansu.. Dodatkową zaletą tak pomyślanego cyklu byłoby to, że w dużej mierze ograniczylibyśmy małą przepustowość na niektórych trasach, bo zawsze jednocześnie "szedłby" jeden dystans więc zawodnicy z różnych rywalizacji nie "przeszkadzaliby" sobie na trasie tylko wszyscy walczyli ze sobą. Na pętli o długości 5 km praktycznie niemożliwe byłoby dublowanie wolniejszych zawodników (poza maratonem oczywiście), więc nie trzeba by było ich wyprzedzać.  Półmaratony i maraton musiałby mieć pętlę, co najmniej powyżej 4 km, co byłoby w obecnie proponowanych miejscowościach łatwiejsze do zagwarantowania. Naprawdę współczuję wszystkim chodzącym półmaraton ścigania się na pętli 2,5 km, chodziłem tak wielokrotnie 20 km i wiem jak to smakuje. Pętle 2,5 km mogłyby być tylko dla zawodów na dystansach 5 i 10 km. Sztafety mogłyby się odbywać razem z maratonem tak jak dotychczas i byłaby to pewnie rywalizacja także w mniejszym stopniu obłożona ścigaczami długodystansowymi, bo ci chcąc zaistnieć w DKK  lub KK na dystansach, szliby w maratonie. Zaczęlibyśmy od trzęsienia ziemi w postaci maratonu, a później napięcie i emocje by tylko rosły :)    

Praktycznie nie widzę wad takiego systemu. A popatrzcie jaką rangę zyskałyby takie małe miejscowości jak Okonek, Śrem, Czaplinek, gdyby zamiast Pucharu Wielkopolski lub Pomorza organizowały zawody Pucharu Polski?Jednocześnie można, by się spodziewać że zawody w tych miejscowościach, gdzie były Puchary Regionalne, być może cieszyłby się większą frekwencją, bo zawodnik przyjeżdżający na nie kilkaset kilometrów i wygrywający dystans 5 i 10 km zdobywałby całe 250 pkt do generalki o DKK, a nie jedynie 10 pkt. Przy okazji odpadłby dla wielu osób kontrowersyjne liczenie tych małych punktów (Pucharu Regionalnego) do dużego Pucharu (Pucharu Polski). Poza tym imprezy same w sobie byłyby zapewne łatwiejsze do sprawnego przeprowadzenia,  dni startowe dystansu 5 km bardzo krótkie dlatego proponowałbym 10 km rozgrywać w sobotę, a 5 km w niedzielę. Zobaczcie jak krótkie będą zawody tylko na 5 km. Praktycznie z dekoracjami mogą zamknąć się w 2-2,5 h maksymalnie od chwili startu (start o 10.00 o 12.30 jedziemy do domu). A w przypadku imprez dwudniowych, gdy i tak często na imprezę jedziemy sporo kilometrów i trwa ona ze względu na małą przepustowość trasy do późnych godzin popołudniowych i tak musimy nocować i wracamy do domu w niedzielę. Poza tym odpada problem startu na dwóch dystansach, każdy może startować na czterech dystansach, i może na nich wszystkich się sprawdzić bez wzbudzania jakichś sensacji czy kontrowersji w miarę możliwości zdrowotnych i kondycyjnych.. Jednocześnie Mistrzostwa Polski w maratonie i w sztafetach włączylibyśmy do Pucharu Polski i można by do klasyfikacji drużynowej w Pucharze Polski równocześnie włączyć wyniki sztafet np. ustalając odpowiednią klasyfikację i licząc każdej drużynie punkty zdobyte przez najlepszą swoją wystawioną sztafetę w każdej z kategorii. Kategorie nieobstawione oczywiście 0 pkt., tak jak to jest w przypadku, gdy nie obstawimy zawodnikami jakiegoś dystansu. Sztafety byłyby jak konkurs skoków drużynowych w Pucharze Narodów.. Projekt jak widać jest też rozwojowy. i ja już piąty raz dopisuję nowe pomysły i uwagi do pierwowzoru.   

No i chyba wówczas można by uznać, że zwycięzca DKK jest najlepszy i najwszechstronniejszy w Polsce, a nie rozmywać to tylko na poszczególne dystanse. Oczywiście jedne z zawodów łączonych na 5 i 10 km oraz jedne z zawodów w półmaratonie jak i jedyny maraton miałyby jednocześnie rangę Mistrzostw Polski. Oczywiście z uwzględnieniem nie nagradzania tymi tytułami na dystansie 5 km tych, którzy w cyklu ścigają się także na dystansach - oni i tak mieliby do podziału tytuły na 10, 21 i 42 km. To także uwolniłoby może kilka miejsc na pudle dla tych którzy są tuż za czołówką ścigaczy 5 km a dłuższego dystansu przejść nie mogą. Osoby niepełnosprawne miałyby swoją kategorię na tych samych zasadach i komu zdrowie, by pozwalało ścigałby się także na dłuższych dystansach. Wszak każdy ma zezwolenie lekarza albo podpisuje oświadczenie, zresztą są przecież osoby niepełnosprawne, których dystans 5 km nie satysfakcjonuje i startują na dłuższych.  

Powtórzę jeszcze raz żeby było wyraźnie. Wszystkie tytuły i "Kryształy" byłyby przyznawane (i liczone) z podziałem na kategorie wiekowe i z podziałem na płeć. Każdy więc uczestnik w swojej kategorii wiekowej mógłby więc uczestniczyć w rywalizacji albo o MKK na 5km albo o MKK na dystansach oraz każdy jednocześnie w rywalizacji w swojej kategorii wiekowej o DKK. W tej ostatniej rywalizacji większe szanse będą mieli oczywiście ci, którzy rywalizują na dystansach, bo im będą się liczyć także punkty z 5 km na których wystartują, ale w biegach narciarskich jak ktoś tylko startuje w sprintach, to w klasyfikacji o DKK także się nie liczy. Oczywiście będzie potrzebne także ujednolicenie kategorii wiekowych na wszystkich dystansach. Odpada więc kolejny problem spędzający sen z powiek niektórym zawodnikom. Jeśli ujednolicimy je według kategorii na 5 km gdzie są kategorie połówkowe to kategorie połówkowe znajdą się także na dłuższych dystansach.

Zaznaczam, że jest to mój autorski projekt i wszelkie prawa do jego wykorzystania należą do mnie. Oczywiście pierwszeństwo w wykorzystaniu pomysłu ma Puchar Polski, gdyż te zawody i doświadczenia na nich zdobyte zainspirowały mnie do jego stworzenia i opisania.   

PS Jest jeszcze inna opcja rozwiązania największego problemu i zarazem bardziej sprawiedliwa dla wszystkich. Zawodnik zapisujący się po raz pierwszy na zawody, deklarowałby w rywalizacji, o którą MKK weźmie udział, czy na 5 km czy na dystansach. Nie mógłby tego zmienić w trakcie sezonu. I nagradzany na poszczególnych zawodach byłby tylko w zadeklarowanej rywalizacji. Jednocześnie każdy mógłby rywalizować o DKK, W ten sposób osoby startujące przeważnie na 5 km mogłyby czasem a nawet za każdym razem wystartować na dystansach, gdzie nie byłby wprawdzie nagradzane, ale punkty tam zdobyte liczyłyby się do klasyfikacji o DKK. Jednak wówczas należy się spodziewać, że praktycznie nie będzie migracji ścigaczy o dobrej kondycji z 5 km do rywalizacji na dystansach, bo i tak na dystansach dostaną potrzebne punkty, a nagrody zgarną z 5 km. Tu należałoby się zastanowić, czy chcemy bardziej sprawiedliwej rywalizacji o Dużą Kryształową Kulę, czy też chcemy prowokować rywalizacją o nią silnych i mocnych zawodników do wychodzenia z rywalizacji na 5 km i zwalniania miejsc na pudle dla zawodników słabszych, czy mniej zdrowych, bo przecież w każdej kategorii są i jedni i drudzy.

 

 

 

 

 

 

 

Zmiany w 2017 roku

mk130363

W odpowiedzi na zaproszenie do wzięcia udziału w dyskusji na temat przyszłorocznych założeń Pucharu Polski Nordic Walking, nie mogąc uczestniczyć w bezpośredniej dyskusji z zawodnikami, która odbędzie się w Gdańsku, pragnę przedstawić swoje uwagi i argumenty listownie.

Niewątpliwie przez fora internetowe przewaliła się w ostatnim czasie fala krytyki proponowanych zmian. Dyskusja jest bardzo burzliwa, jednak dominujący jest sprzeciw zawodników praktycznie przeciwko wszystkim zmianom. Przytaczane są różne argumenty, jedne bardziej, inne mniej usprawiedliwione, czasem opór jest przeciwko zmianom dla zasady, ponieważ wszystko co nowe i nieznane budzi nasze obawy. Więc często argument brzmi nie bo nie i po co zmieniać to co dobre, i co sprawdziło się przez wiele lat. Należy docenić to, że nasz głos jest dla organizatorów bardzo ważny. Każdy organizator może bowiem przeprowadzić zawody na swoich zasadach, a zawodnicy na ogół mogą co najwyżej zagłosować na wprowadzane zasady, czy ich zmiany swoją obecnością na zawodach, czyli frekwencją. Z tym, że oczywiście należy mieć na uwadze, że dla dużej rzeszy potencjalnych uczestników zawody organizowane przez Polską Federacją Nordic Walking są jedynymi o tak dużej renomie zawodami w Polsce. Wynika to i z historii oraz doświadczenia organizowania tego typu imprez i z wysokiego poziomu przeprowadzenia tych zawodów. Oczywiście jest kilka innych podmiotów organizujących imprezy na podobnym poziomie, jest wiele imprez małych, kameralnych o równie wysokim poziomie zaangażowania organizatorów. Jednak takiej karuzeli zawodów przetaczających się przez całą Polskę nie ma nikt inny. To niewątpliwie przyciąga wielu uczestników. Bardzo trudno to zepsuć. Nie spodziewałbym się więc, że gdyby wprowadzono te zmiany, frekwencja na zawodach istotnie by zmalała. Może cześć zawodników zrezygnowałaby, może część ograniczyła starty, ale to i tak dzieje się co roku. Na to miejsce pojawiają się nowi uczestnicy, wszak dyscyplina rozwija się w zawrotnym tempie. Startujących w zawodach więc zapewne nie zabraknie niezależnie od zasad, które będą obowiązywać. Ale czy aby na pewno będziemy zadowoleni z zasad, które są obecnie proponowane. Po tym przydługim wstępie przechodzę do konkretów według punktów prezentowanych na stronie www.pfnw.eu w artykule z dnia 20.11.2016 .

Według punktu 4 proponuje się połączenie kategorii wiekowych 18-29 i 30-39 w jedną kategorię senior 18-39. Dotychczasowa polityka związana z kategoriami wiekowymi działała w kierunku ich powiększania. Analizowano, gdzie uczestników jest najwięcej i tam tworzono kategorie połówkowe co 5 lat. Wydawało się to zrozumiałe mając na względzie to, że w jednych kategoriach o 3 premiowane najbardziej miejsca walczyło 50 uczestników, a w innych mniej niż 10 osób, a nawet czasem zdarzało się ze trudno było obsadzić w pełni pudło. Deficyt zawodników dotyczył głównie właśnie tych młodszych kategorii wiekowych. Sam wielokrotnie żartowałem, że ponieważ czuję się młody duchem powinienem startować w kategorii 18-29. Wówczas w wielu zawodach pudło miałbym zagwarantowane. Propozycja wydaje się więc być jak najbardziej prawidłowo umotywowana. Jednak, czy to przyciągnie do tej dyscypliny tych młodych w sile wieku mężczyzn? O kobietach tu nie wspominam, bo one raczej bezwarunkowo pokochały Nordic Walking niezależnie od wieku. Nie wydaje mi się by to był krok mający na celu upowszechnienie tej dyscypliny w młodszych rocznikach. Starsi szybciej doceniają jej zalety, młodszych wciąż przyciąga bieganie z wielotysięcznymi maratonami, Trudno jeszcze przyciągnąć tych młodych do nordic walking choć niewątpliwie widać i tu postęp. Nie działajmy w celu zniechęcania tych roczników przez łączenie kategorii, w której różnica wieku wyniesie aż 21 lat. Jeśli tak trudno nam osoby w tym przedziale wieku przyciągnąć to nie "wyganiajmy" ich.

Punkt 5 wzbudza chyba największe kontrowersje. Chodzi o dekoracje indywidualne po każdych zawodach. Proponuje się nagradzanie w kategorii open po 8 najszybszych zawodniczek i zawodników na każdym z dystansów z uwzględnieniem bonifikat  za wiek z danej kategorii wiekowej. Rezygnuje się tym samym z nagradzania w kategoriach wiekowych. Ma to skrócić czas przeprowadzania dekoracji, w domyśle czytam: czas całej imprezy. Owszem, przy tak wielu kategoriach ta ceremonia trochę trwa. Jednak czy naprawdę jest to takie utrapienie dla nas, zawodników, spośród których wielu właśnie czeka na ten moment stanięcia na podium? Tego nie da się porównać w żaden sposób. Oczywiście powie ktoś, że nie dla nagradzania pudłem startujemy. To w takim razie po co w ogóle honorować jakiekolwiek miejsca, pierwsze, trzecie czy ósme. Istotą rywalizacji jest chęć wygrywania czy osiągania miejsc w czołówce. Nie umniejszam idei startu dla samego udziału i widzę w tym duży sens, ale istotą zawodów jest nagradzanie najlepszych. Skrócenie ceremonii da nam kilkanaście minut czasu, może pół godziny, w zamian uzyskamy kilkadziesiąt osób, które nie będą mogły cieszyć się z osiągniętego wyniku w swojej kategorii wiekowej stojąc na podium i otrzymując pamiątkowe puchary. Według proponowanych zmian w kategoriach wiekowych docenieni zostaną uczestnicy tylko podczas podsumowania całego cyklu, a więc w klasyfikacji generalnej. By w takim podsumowaniu załapać się na czołowe miejsca trzeba jednak uczestniczyć praktycznie we wszystkich zawodach danego cyklu. Każda absencja ogranicza szanse zawodnika bo inni uciekając zdobywając punkty. Są osoby, które prezentują wysoki poziom wytrenowania i doskonałą kondycję, jednak obowiązki rodzinne czy zawodowe nie pozwalają im uczestniczyć we wszystkich zawodach. Jednocześnie jednak może być im trudno rywalizować w kategorii open, gdzie czołówka często ma wyśrubowane wyniki czasowe graniczące wprost z bieganiem. Im może być trudno załapać się do pierwszej ósemki open o pudle nie wspominając, podczas gdy w kategorii wiekowej na pojedynczej imprezie takie wyniki osiągali. Czy pozbawienie takiej szansy nie będzie jednak podcinaniem im skrzydeł? Sam system bonifikat za wiek wg przedstawionego planu nie jest zły i na pewno prawidłowo umotywowany. Niewątpliwie pod względem wydolnościowym osoby z kategorii pozbawionych bonifikat mają większe możliwości. To, że w wielu przypadkach zawody wygrywają zawodnicy 40+ czy 50+ nie wynika z tego, że taki wiek jakoś specjalnie pomaga w osiąganiu znakomitych wyników w tej dyscyplinie, tylko z tego że zawodników w tych kategoriach wiekowych jest najwięcej, a łatwiej znaleźć tych znakomicie wytrenowanych w dużej grupie niż w małej. Nie uważam, by ten system trzeba było od razu wyrzucać do kosza. Doceniam pracę włożoną w jego opracowanie. Jednak nieodparcie kojarzy mi się z systemem punktacji za wiatr w skokach narciarskich, gdzie wielu skacze w ten sam dołek, a o zwycięstwie decydują punkty przyznane za wiatr. Czy u nas zawodnicy wchodzący na metę z różnych kategorii, walczący nieraz  ramię w ramię, mają kalkulować, że i tak wygrają, bo dostaną bonifikatę za wiek? Przyznam, że wielokrotnie zdarzało mi się wygrywać z zawodnikami młodszymi w bezpośredniej walce. Czy miałbym podobną satysfakcję, gdybym przyszedł na metę za nimi, ale wygrałbym dzięki bonifikacie? Jeśli Organizator chce w jakiś sposób uhonorować osiągnięcia zawodników w kategorii open z uwzględnieniem wieku proponuję utworzenie dodatkowej klasyfikacji na „Najskuteczniejszego nordic walkera” W takiej klasyfikacji wyłaniano by po każdych zawodach 10 najlepszych na każdym dystansie (kobiet i mężczyzn) i przyznawano by im punkty od 10 do 1. Klasyfikacja liczona by była tylko w generalce całego cyklu tzn. nie nagradzano by tej dziesiątki na poszczególnych zawodach tylko w podsumowaniu całego cyklu nagrodzono by 8 osób, które zdobyły w takiej klasyfikacji najwięcej punktów na każdym z dystansów. Nagrody niekoniecznie musiałby być od razu pucharami, bo tych spodziewam się, że osoby te zapewne zdobyłyby bez liku w swoich kategoriach wiekowych. Tytuły by były więc bardziej honorowe i moim zdaniem wystarczyłyby tu dyplomy wysłane do laureatów po zakończeniu cyklu.

Punkt 7 proponowanych zmian zakłada likwidację kategorii osób niepełnosprawnych na dystansie 5 km. Rozumiem kontrowersje związane z tą kategorią. Nie wszyscy zawodnicy niepełnosprawni mają w jakiś sposób znacząco ograniczone możliwości osiągania doskonałych wyników w naszej dyscyplinie. Jest wiele osób pełnosprawnych, które mogą im pozazdrościć osiąganych czasów. Ale przede wszystkim w samej kategorii osób niepełnosprawnych jest bardzo zróżnicowany ten poziom niepełnosprawności. I to pewnie wzbudza największe kontrowersje. Nie jest jednak możliwe wprowadzenie kilku czy kilkunastu kategorii niepełnosprawności podobnie jak na paraolimpiadzie. Może kiedyś ktoś zorganizuje zawody osób niepełnosprawnych, w których weźmie udział kilkaset osób i wówczas to będzie bardzo pożądane. Na tym etapie rozwoju sportowego sposobu uprawiania nordic walking nie jest to możliwe. Ale nie wylewajmy dziecka z kąpielą. Oprócz kilku ścigaczy jest grono osób, dla których rywalizacja o 4 czy 5 miejsce w tej kategorii może być bardziej istotna niż rywalizacja o miejsce 20 w gronie osób pełnosprawnych. Nie pozbawiajmy ich satysfakcji z dobrej lokaty czy nawet osiągnięcia miejsca na pudle.

Punkt 9 programu zakłada możliwość startu na dwóch dystansach podczas jednych zawodów. Jestem zdecydowanym przeciwnikiem takiego rozwiązania i to bez względu na to czy program zawodów to umożliwi, czy nie. Dotyczy to zapewne głównie startu na 5 i 10 km, ponieważ w przypadku łączenia któregokolwiek dystansu z półmaratonem ramy czasowe zapewne na to by nie pozwoliły. Jest na pewno część zawodników, którzy mają odpowiednią kondycję, by wystartować jednego dnia na obu dystansach. I wystartować domyślam się, że z sukcesem na podium. Ale skoro tak, to dlaczego nie wystartują w półmaratonie? Dlatego, że tam mogą zdobyć jedną nagrodę zamiast dwóch? A mówi się podobno, że nie startujemy dla nagród. Zabierając nagrody na dwóch dystansach pozbawiają w ten sposób nagród innych zawodników, których spychają z podium na dalsze miejsca. W zawodach biegowych często funkcjonuje zapis o nie dublowaniu nagród. Tzn. osoby nagrodzone w klasyfikacji open nie są nagradzane w kategoriach wiekowych. Zapewne po to by jak największej liczbie zawodników sprawić radość z nagrody czy pucharu. Umożliwiając taki podwójny start umożliwiamy tworzenie elity pucharowej rekwirującej po kilka nagród, jednocześnie pozbawiając innych możliwości cieszenia się w podobny sposób. Poza tym umożliwianie podwójnego startu wydłuża w znaczący sposób czas trwania imprezy. W przypadku startu na jednym tylko dystansie minimalny czas potrzebny do rozegrania dwóch konkurencji 5 i 10 km mieści się w 2 godzinach. W przypadku umożliwienia startu na dwóch dystansach trzeba by na to przeznaczyć co najmniej 3 godziny, przy założeniu, że osoba chodząca z prędkością 5 km/h wystartuje do drugiego dystansu z marszu, a przecież jeśliby by miałaby być możliwość startu na dwóch dystansach to musiałaby być zagwarantowana dla wszystkich także tych najwolniejszych. I nie jest tu tłumaczeniem, że program zawodów można tak ustawić, by była długa przerwa między tymi dwoma dystansami. W ubiegłej edycji zdarzyło się ze trzeba było tak zrobić z uwagi na przepustowość trasy i olbrzymiej liczby zgłoszonych uczestników. Powodowało to jednak zmianę harmonogramu zawodów i wydłużenie ich trwania. W przypadku, gdy zawodnicy jadą po kilkaset kilometrów ma to określone skutki i może powodować dodatkowe koszty, czy wydłużenie w sposób znaczący podróży powrotnej z powodu np. braku połączeń kolejowych. Tak się stało w poprzedniej edycji i była to konieczność ze względu na bezpieczeństwo przeprowadzenia zawodów, ale powinniśmy unikać takich sytuacji, gdy zawodnik opłacony i mający zaplanowany dojazd zostaje postawiony przed faktem dokonanym, a jego często misternie opracowany plan  legnie w gruzach. Harmonogram zawodów powinny zmieniać co najwyżej czynniki nieprzewidywalne typu załamanie pogody, zalanie trasy itp. Tutaj kłania się także pewien wymóg, który Polska Federacja powinna egzekwować od miejscowego organizatora tzn. przygotowania trasy o pętli o długości 5 km i/lub odpowiedniej szerokości. Jeśli odpowiednia długość trasy nie jest możliwa do osiągnięcia, a niewielka szerokość pogłębia problem małej przepustowości to moim zdaniem należy zadać sobie pytanie czy taka miejscowość powinna aspirować do organizacji tak dużej imprezy tej rangi. Trasa jednego z renomowanych biegów 10 km  w Poznaniu rozgrywanego na dwóch okrążeniach wokół jeziora Maltańskiego z powodu zwiększenia ilości startujących i zmniejszenia tym samym przepustowości została wyprowadzona do centrum miasta na jedną pętlę o długości 10 km. Jeśli chcemy mieć duże imprezy na wysokim poziomie organizacji to muszą się one odbywać na odpowiednich trasach. Nie może być ranga zawodów najwyższa w Polsce na trasie prowincjonalnej. Jeśli nie można tego zrobić w najbliższej edycji to jednak jak najszybciej należy to zmienić, a nie mamić zawodników wizją możliwością zdobycia dwóch nagród w zawodach.

Punkt 10 zakłada podwyżkę opłat zarówno w Pucharze Polski jak i w Pucharach Regionalnych. Przy czym w tych ostatnich podwyżka ma wynieść 100% bowiem opłata zostanie zwiększona z 20 zł na 40 zł. Jest niestety taka tendencja w biegach do corocznego podnoszenia opłat. I dotyka to również nas w nordic walking. My zawodnicy nie mamy na to zupełnie wpływu i nie spowoduje to bojkotu zawodów. Ale czy musimy iść tą drogą, czy koszty organizacji wzrosły w ciągu roku 33% w przypadku Pucharu Polski i 100% w przypadku Pucharów Regionalnych? Co jest największym problemem dla organizatora w opłatach startowych? Wydaje mi się, oczywiście poza przypadkiem, gdy opłaty są tak małe, że nie opłaca się organizować w ogóle zawodów, że największym problemem może być zapisywanie się i opłacanie na ostatnią chwilę. Bo wówczas do końca nie wiadomo ile medali przygotować, ile pakietów startowych, jak będzie z tą wspomnianą przepustowością trasy? Zróbcie w dniu zawodów opłatę nawet 150 zł, a na dwa dni przed nawet 100 zł wówczas sprawy, o których wspomniałem będą wiadome i przewidywalne zapewne wcześniej. Proszę utrzymajcie opłaty podstawowe tzn. na 10 dni przed zawodami na poprzednim poziomie tzn. 30 zł Puchar Polski i 20 zł Puchar Regionalny, a jeśli już musicie cokowiek podwyższać w tych opłatach to poprzestańcie na wyrównaniu opłaty Pucharu Regionalnego do opłaty PP czyli 30 zł. Karnety myślę, że załatwią sprawę dla garstki zawodników, którzy jednak poniosą duże koszty dojazdów na wszystkie imprezy, a że sezon trwa dość długo i trudno przewidzieć kontuzje, choroby, obowiązki rodzinne i czasem zawodowe, to faktycznie ta garstka rzeczywiście korzystających może okazać się niewielka. W kwestii opłat jeszcze jedna uwaga. Termin poszczególnych poziomów opłat musi być dokładnie podany co do daty i godziny. Nie ogólnie 10 dni przed zawodami, tylko musi być podana konkretna data. W bieżącym sezonie system poboru opłat wielokrotnie oszukiwał naliczając podwyższoną opłatę mimo obowiązywania jeszcze tej podstawowej. Sam w ten sposób zostałem również poszkodowany.

Co do pakietu PREMIUM to uwaga byłaby taka, że jednak powinna być możliwość zamówienia koszulki czy innego akcesorium w jakimś ściśle określonym terminie przed zawodami. Np. może to być osobno zorganizowany sklep internetowy, w którym zamawiamy i opłacamy produkt np. co najmniej 3 tyg. przed zawodami i podajemy konkretne zawody, na których produkty chcemy odebrać. Jeśli takiej możliwości nie będzie, to ktoś chcący kupić jakąś koszulkę, której akurat zabraknie na danej imprezie będzie „zmuszony” pojechać może kilkaset kilometrów na inną imprezę nie wiedząc do końca czy ją tam zdoła kupić



                                                                                                    Z wyrazami szacunku i pozdrowieniami

                                                                                dla całej ekipy PFNW organizującej cykle zawodów nordic walking

                                                                                                                         Maciej Kulka



PS Podtrzymuję propozycję zaprezentowaną na FB dołączenia kategorii młodzieżowej do Mistrzostw Polski Sztafet

 

XIII Bieg i Nordic Walking z Okazji Święta Niepodległości - zapowiedź

mk130363

Bieg w Baranowie wiemy, że jest rozgrywany po raz 13. Który raz pójdziemy tam z kijami nie umiem powiedzieć na pewno, ale najstarsze zapiski mi wiadome, datują się na rok 2012. Wskazywało by to, że dla nas będzie to 5 marsz, ale całą prawdę zna tylko organizatorka tego wydarzenia Pani Katarzyna Polańska-Bebejewska. W roku 2012 nie uczestniczyłem w tym wydarzeniu. Dowiedziałem się o nim od prawdziwego poławiacza małych, lokalnych, często kameralnych zawodów NW, Staszka Przybylaka. Jako długoletni biegacz zna bowiem imprezy, o których najstarszym NWalkerom się nie śniło. Często bowiem marsze powstają jako imprezy towarzyszące biegom, które Staszek zna od podszewki. Tu akurat nic nie wiem, by Staszek kiedykolwiek startował w biegu w Baranowie, ale dla mnie on odkrył tę imprezę jak nordicową. Początki nie były łatwe, jak wynika z tego co mi kiedyś zrelacjonował Staszek. Zamiast zapowiadanych 4 czy 5 km pokonali wówczas 7 km. Prawdopodobnie nikt uczestników nie zawrócił w odpowiednim miejscu i ci poszli trasą długiego biegu (nie wiem czy wówczas rozgrywany był też bieg krótki). Poza tym wszystko było fajne. Nie wiem jaki był wówczas limit startujących uczestników, ale być może był on taki jak obecnie czyli 300 osób. Za to z dużym prawdopodobieństwem podam prawidłową liczbę startujących w marszu nordic walking. Według zapisków Staszka w roku 2012 było ich 41.

Rok później stanąłem już na starcie tej imprezy. Swoje wrażenia opisałem w tym miejscu :

X Bieg i Nordic Walking z okazji Święta Niepodległości

Wówczas z limitu 300 miejsc startujących w dwu biegach i marszu NW, idący z kijami uszczknęli 49 miejsc. Postęp można by uznać za nikły i przypadkowy.

aktywny_11_listopada_1_

Prawdziwy przełom nastąpił w roku 2014. Wtedy na starcie i mecie zdołaliśmy zgromadzić się w liczbie aż 81 osób. Relację z tego wydarzenia przedstawiłem tutaj: XI Bieg i Nordic Walking z okazji Święta Niepodległości 

 

Rok 2015 to jednak pewien spadek startujących w porównaniu do roku poprzedniego, ale powiedzmy, że nie cofnęliśmy się do poziomu z pierwszych dwóch lat. Do mety doszło nas 63, a opisać tego oczywiście nie omieszkałem:

XII BIEG I NORDIC WALKING z okazji Święta Niepodległości

2571

Ilu nas dojdzie w tym roku do mety? Trudno oczywiście przewidzieć czy wszyscy zapisani wystartują. W każdym razie naliczyłem, że zapisanych jest nas 103. Zapowiada się, że pobijemy rekord z roku 2014. Liczba 100 byłaby chyba dla nas magiczna, bo osiągnęlibyśmy wówczas zapewne więcej niż 1/3 ogólnej liczby uczestników. Czy się uda? Zobaczymy...nie zapeszajmy, w ubiegłym roku zapisanych nas było 95.

Niestety jeśli ktoś chciałby jeszcze zapisać się na ten bieg lub marsz nordic walking, to limit dostępnych miejsc został w tym roku wyczerpany. Jeśli ktoś z zapisanych zrezygnuje i poinformuje o tym organizatora, wówczas zwolni się miejsce dla kogoś, kto nie zdążył z zapisami. Polecam także zapamiętać tę imprezę i nie przegapić okazji w przyszłym roku.

A My spotykamy się 11 listopada przed godziną 13.00, a o 14.00 ruszamy.

Enduhub

mk130363

Niedawno na mojej bocznej szpalcie bloga pojawiła się zakładka Moje wyniki. Dotąd rezultaty jakie osiągałem w zawodach widoczne były tylko w zakładce MaratonyPolskie.PL. Postanowiłem jednak udostępnić także wyniki zapisane w portalu enduhub.com .

Kopia_enduhub

Zdecydowałem się na to z powodu pewnych różnic w prezentowaniu wyników i chęci popularyzacji portalu enduhub jako właśnie inaczej je pokazującego. W Maratonach samemu wpisuje się wszystkie dane, a więc czas, dystans, miejsce open, m-c w kategorii wiekowej, czy w kategorii wg płci. Możemy też zaznaczyć ilu zawodników startowało w naszej konkurencji. Warunek jest jeden, marsz NW lub bieg musi być zarejestrowany w kalendarzu zawodów. Wpisać do kalendarza można zawody w każdej chwili, miesiąc przed albo np. 5 lat wstecz. Oczywiście administrator portalu zawsze weryfikuje, czy takie zawody się odbyły lub odbędą na podstawie podanych w zgłoszeniu linków. Niewątpliwą zaletą zapisywania tu w taki sposób wyników jest to, że jeśli organizator zawodów niezbyt dokładnie określi dystans zawodów sami możemy to w swoim wyniku skorygować podając rzeczywiście pokonany. Bywa przecież nieraz, że organizator poda dystans 10 km, a w rzeczywistości było do pokonania np. 10,5 km lub np. 9,7 km. Tu możemy właśnie sami to wpisać w swoim wyniku, tym samym dokładniej określając tempo z jakim przeszliśmy dane zawody. Oczywiście możemy także zaznaczać tu swoje rekordy życiowe na różnych dystansach. Kiedyś zaletą tego portalu było także to, że można było tu rejestrować także rajdy i biegi towarzyskie. Wówczas oczywiście rejestrowało się tylko czas przejścia danego dystansu bez podawania miejsc, bo klasyfikacji nie było. Obecnie jest to bardzo dowolnie interpretowanie przez administratorów i niektóre rajdy, czy biegi towarzyskie da się zarejestrować, inne nie. Można powiedzieć, że jedni są lepsi ale inni jeszcze lepsi. Na Maratonach jestem zarejestrowany od sierpnia 2010, a więc dość szybko tam trafiłem, biorąc pod uwagę moją karierę zawodniczą. Nie musiałem aż tak bardzo cofać się wstecz, by zapisać wyniki osiągnięte we wcześniej rozegranych zawodach. Dla mnie jest to swego rodzaju dokumentacja i pamiątka wszystkich moich startów. Zawsze mogę też porównać wyniki osiągane na tych samych trasach w poszczególnych latach. Jednak tutaj nigdy nie mogę odnieść bezpośrednio swoich wyników do wyników moich rywali. Ta baza nie podaje kto startował w tych samych zawodach i jaki osiągnął wynik. Można to tylko sprawdzić jeśli taka osoba jest  również zarejestrowana w portalu i zamieściła swój wynik. Ale poszukiwania mogą być bardzo pracochłonne lub w przeważającej większości bezowocne, gdyż większość osób rejestruje się i występuje pod tzw. Nickiem, no i nawet jak coś znajdziemy to znów będzie to pojedynczy wynik jakiegoś jednego naszego rywala.     

I tu z pomocą przychodzi enduhub. Ten portal nieco inaczej gromadzi nasze wyniki. Tu po rozegraniu zawodów i ogłoszeniu wyników na stronie internetowej, zgłaszamy te zawody podając link do tych wyników i to jest weryfikacja że zawody się odbyły. Następnie administratorzy (kiedyś) wklepywali ręcznie te wyniki do swojej bazy w ciągu jednego lub dwu dni. Z tym, że wklepywali całą listę wszystkich zawodników biorących udział w danych zawodach na danym dystansie. Jeśli tak jak u nas bywa to często w zawodach są różne rozgrywane dystanse, to każdy dystans trzeba zgłosić osobno. Ostatnio zauważyłem, że administratorzy znacznie przyspieszyli swoją pracę. Obecnie po zgłoszeniu, wyniki niemal natychmiast pojawiają się w bazie. Musi więc to być teraz robione automatycznie. Na portalu enduhub trzeba się oczywiście także zarejestrować. Kiedy ja się zarejestrowałem nie pamiętam, ale niemal od początku istnienia tego portalu. Po zalogowaniu możemy obejrzeć swoje wyniki zawodów ustawione chronologicznie od najświeższych. Możemy także kliknąć w nazwę zawodów i wówczas obejrzymy właśnie pełną klasyfikację danych zawodów, i będziemy mogli porównać jak poszli czy pobiegli w nich nasi rywale. Mamy więc pamiątkę nie tylko swojego wyniku ale też możemy odświeżyć pamięć, kto z nami kiedyś wygrał, a z kim my teraz wygraliśmy. Ale to nie koniec zalet. Otóż nie zawsze musimy zgłaszać wyniki zawodów by swój wynik mieć w tej bazie. Wystarczy, że ktoś inny zarejestrowany na portalu zgłosi wyniki zawodów, w których braliśmy udział, a będziemy mogli w łatwy sposób je sobie dopisać. Wystarczy kliknąć w zakładkę profilową "znajdź brakujące" a system sam wyszuka wszystkie nasze niezapisane wyniki zawodów. Należy je tylko oznaczyć i zapisać. Tu również możemy zapisać swoje rekordy życiowe na poszczególnych dystansach, choć system chyba nawet sam to robi w przypadku biegów na atestowanych przez PZLA trasach. Jest wiele ciekawostek, o których można by tu pisać, jednak pozostawię to odkryciom nowych użytkowników portalu enduhub. Z takich moich ostatnich odkryć warto zauważyć, że w przypadku zawodów, w których liczy się czas netto, a nie brutto (ale brutto też jest podawany) lepiej podać link do wyników uproszczonych czyli bez tego czasu brutto. Bowiem portal niejako automatycznie wyróżnia na czerwono czas brutto mimo, że zawodnicy i tak są klasyfikowani wg. czasu netto. W przypadku gdy czasu brutto nie ma podanego jedynym i wyróżnionym na czerwono jest wynik właściwy czyli netto. Tu podpowiem uczestnikom zawodów PFNW, że najlepiej jako link wyników podać ze strony Herkulesa czy raczej ze strony www.wyniki.b4sport.pl - "Wyniki uproszczone" . Ten link pomija czas startu i czas brutto i nie wprowadza chaosu w wynikach. Niestety w wynikach, które już istnieją w bazie danych nie da się tego poprawić. No i jeszcze jedna uwaga. Jeśli uda nam się wystartować w biegu idąc z kijami, a organizator nie przewidział osobnej klasyfikacji dla maszerujących NW, nasz wynik będzie widniał jako uzyskany w biegu. W przypadku portalu MaratonyPolskie.PL możemy zmienić sobie dyscyplinę i zaznaczyć ten start jako NW. Jedyną wadą jest w enduhub to, że jeśli nie było klasyfikacji zawodów z podaniem czasów poszczególnych uczestników to takich zawodów nie dopiszemy do bazy wyników. Stąd np, wielu moich biegów lub marszów NW w zawodach "Biegaj z Opel Szpot" nie mogę tu zamieścić, a w Maratonach mogę. 

No i na koniec taka ciekawostka dla członków klubu, w którego barwach startuję czyli Face Nordic Walking Team. Gdyby się znalazło choć kilku członków naszej drużyny, którzy zarejestrowaliby się w enduhub, moglibyśmy założyć w tym portalu także swój zespół. A gdyby wszyscy się zarejestrowali...

zaBIEGaj o FUNdusze

mk130363

Kontynuując niejako wpis o Biegu z Opel Szpot przedstawię jaka to impreza spowodowała, że zmieniłem sobotnie plany startu i w tym zamykającym tegoroczny cykl biegów nad Maltą nie wystartowałem .

Kopia_00__432

O tym konkurencyjnym biegu dowiedziałem się dwa dni przed startem od Staszka Przybylaka. Dość późno został dodany do kalendarza MaratonyPolskie.PL, a ja w biegi ostatnio rzadziej zaglądam. No, ale Staszek zagląda i powiedział mi, że bieg jest bezpłatny, a ma interesujący pakiet startowy. Niestety gdy wszedłem na stronę www biegu okazało się, że rejestracja została zakończona. Z regulaminu dowiedziałem się, że rejestracja w zasadzie trwała do 10 września. Prawdopodobnie jednak dlatego, że ilość zapisanych osób była daleka od limitu 1000 biegaczy przedłużono te zapisy. Jeszcze w środę przyjmowano zapisy elektroniczne na tzw. listę rezerwową. Ale w czwartek już było pozamiatane, tak mi się w każdym razie wydawało, choć lista osób zapisanych przedstawiała tylko 786 nazwisk. Pogodziłem się z tym, bo i tak w sobotę miałem pokonać trasę wokół Malty, więc pod tym względem było to dokładnie to samo. No ale w piątek po południu odnalazłem na facebooku stronę wydarzenia zaBIEGaj o FUNdusze i tam wyczytałem, że można jeszcze się zapisać wysyłając maila lub zrobić to w biurze zawodów w piątek lub w sobotę.

 

Było już po 16 a biuro miało być czynne od 17. Postanowiłem kuć żelazo póki gorące i zamiast pisać maila, i czekać na potwierdzenie, wsiadłem na rower i pojechałem. Wszak miałem tam niespełna 4 kilometry, więc w kilkanaście minut byłem na miejscu. Mimo że było jeszcze kilkanaście minut do otwarcia biura, to już było czynne. Wszedłem i zapytałem czy można się zapisać. "Tak, oczywiście" odpowiedziała uśmiechnięta wolontariuszka. Wypełniłem kartę zgłoszenia okazałem DO i odebrałem pakiet startowy z numerem 840. Wynikało z tego, że osób zapisanych elektronicznie i tych którzy przyszli do biura, tak jak ja, było do tego momentu właśnie 840, choć nie wiadomo ile osób pisało maile. W każdym razie mam wrażenie, że zapisy w biurze trwały do końca tzn do rozpoczęcia biegu... a może nawet jeszcze po rozpoczęciu. W każdym razie dwóch zawodników w kategorii M20, których zupełnie nie kojarzę ze startu (że niby szli za mną) na dystansie 5,4 km osiągnęło czasy w granicach 1:13 i 1:23, a więc znacznie odbiegające od standardów biegowych. Musieli więc iść spacerkiem za mną i wystartować też chyba jednak jakiś czas po wszystkich, bowiem czasy podawane były netto. Podsumowując więc zapisy trzeba uczciwie przyznać, że organizator był bardzo otwarty na uczestników. W zasadzie w biegach płatnych jest to niespotykane. Miną terminy, nie ma możliwości startu. Czy wszyscy uczestnicy, a raczej "uczestnicy" byli równie otwarci na to, co zaproponował organizator, to inna sprawa, o której może wspomnę na końcu.  

 IMG_58771024x683

 

Tu  napomknę, że chciałem w tym biegu wystartować maszerując z kijami z zupełną premedytacją. Regulamin nic nie wspominał na ten temat i nie sądziłem, by organizator ściągał mnie z trasy z tego powodu, a gdyby nawet to trudno, przecież bym nie miał pretensji. Fakt jest jednak taki, że jak zwykle w podobnych sytuacjach postanowiłem ustawić się na końcu stawki biegaczy, tak by nikomu nie przeszkadzać kijami na starcie. A na trasie to nawet nikt nie mógł mieć pretensji, bo przecież trasa otwarta jest dla wszystkich, także dla tych nie uczestniczących w biegu, więc można na niej było spotkać i rowerzystów, i rolkarzy i spacerowiczów jadących także pod prąd, z którymi każdy ze startujących musiał sobie jakoś radzić. No ale wracając do zapisów. W pakiecie startowym była koszulka techniczna w kolorze białym z napisem promującym bieg, oraz mała ściereczka łatwo pochłaniająca wilgoć w różnych kolorach. Ja otrzymałem akurat zieloną. W pakiecie finishera na mecie biegu miały być dwie butelki wody, wafelek i medal. Bieg był rozgrywany na dwóch dystansach: jednego bądź dwóch okrążeń wokół Jeziora Maltańskiego, a więc 5,4 km lub 10,8 km. Z biegiem połączona była akcja promowania Funduszy Europejskich pokazująca możliwości uzyskania dofinansowania oraz wszystkich procedur z tym związanych. Na wielu stoiskach w miasteczku zawodów informacji udzielali konsultanci Urzędu Marszałkowskiego oraz beneficjenci Funduszy Europejskich, którzy opowiadali o swoich projektach i przedstawiali ich efekty. Można też było wziąć udział w konkursach wiedzy o funduszach. Znalazło się także coś dla dzieci i młodzieży – gry, zabawy i konkursy z nagrodami. Cała impreza trwała od godz. 8.00 do 17.00, a start biegu o godz. 13.00.

 

Po skończeniu fotografowania uczestników Szpota miałem ponad godzinę do startu zaBIEGaj o FUNdusze więc wypoczywałem na ławeczkach w pobliżu tablicy świetlnej toru regatowego. Obserwowałem też uczestników wspomnianej uprzednio imprezy organizowanej przez jeden z banków. Wśród spacerujących dostrzegłem Majkę i Waldka Kretkowskich. Majka przyjechała pobiec, a Waldek pokibicować i zasięgnąć informacji o Funduszach. Przed startem przeprowadzono wspólną rozgrzewkę dla uczestników biegu.

IMG_59481024x683

Ta trwała jednak odrobinę zbyt długo, co w konsekwencji spowodowało pewien poślizg czasowy na starcie. Prowadzący imprezę miał bowiem do przekazania kilka ważnych informacji dla uczestników i to spowodowało opóźnienie startu o kilka minut.

Start obu dystansów był rozdzielony czasowo. Przerwa trwała mniej więcej 7 minut, tak aby rozdzielić rywalizujących i aby ci walczący o nagrody wiedzieli z kim walczą. Pierwsze trójki open i w kategoriach wiekowych nagradzane były upominkami o wartości kilkuset złotych.

IMG_59971024x683

Najpierw wyruszyli na trasę, ci którzy wybrali dłuższy dystans, a następnie, ci którzy wybrali jedno kółko wokół Malty. Ja startując z ostatnich pozycji od początku zmykałem stawkę krótszego dystansu. Przede mną wystartowała para osób również maszerujących, pani szła z kijkami trekingowymi, a pan jej towarzyszył bez kijów. Już na początku miałem do nich stratę kilkuset metrów wystartowali bliżej linii i zapewne pierwsze metry truchtali ze wszystkimi, ale zupełnie mnie to nie ruszało. Dla mnie celem było po prostu przejść wokół Malty swoim możliwym w tym dniu tempem

 

 

 Tak więc nie maszerowałem zwyczajowym tempem jakie osiągam podczas zawodów, zresztą nawet nie mogłem iść tak szybko. Tempo oscylowało nieco poniżej 10min/km. Wspomnianą maszerującą parę dogoniłem przed 2 kilometrem i potem stopniowo bardzo powoli powiększałem nad nią przewagę. Spoglądałem na stoper kontrolując międzyczasy ale w obliczu rekreacji nie były dla mnie aż tak ważne bym starał się je zapamiętać.

Kopia_zabiegaj1

Endomondo też nie odzwierciedla w pełni tempa bowiem raz, że było włączone kilka minut przed startem, a wyłączone kilka minut po osiągnięciu mety, dwa że przed linią startu i po zakończeniu też zarejestrowało pewien dystans, i trzy że w trakcie marszu także dodało pewnie kilkaset metrów dystansu .Ostatecznie na mecie uzyskałem czas 53:20 co jest pewnie najwolniejszym moim marszem z kijami na tej trasie. Średnie tempo wyszło 9:53/km. W dość niespotykany sposób wręczono nam medale. Otóż nie wieszano ich na szyi na mecie, ale wręczano nieopodal w pakiecie finishera, w plastikowym woreczku wraz z butelkami wody i wafelkiem. Byłem nieco zdezorientowany na mecie poszukując medalu i na szczęście Majka, która przybiegła znacznie szybciej w porę mnie uspokoiła, że wszystko (także medal) czeka na mnie. Przy moim wysiłku nie potrzebowałem się zbytnio nawadniać, więc wypiłem resztę wody z butelki, którą miałem przy rowerze, natomiast wafelka chętnie zjadłem od razu, gdyż przecież znacznie ponad 3 godziny przebywałem już na Malcie, bez żadnego paliwa. Staszka niestety już nie było na mecie, spieszył się do domu nie sprawdzając listy wyników. Nie liczył zresztą na wiele, bo najwyższą kategorią wiekową była 60+, a on od tego sezonu może startować już w kategorii wyższej 70+. No i tu się lekko zdziwił po obejrzeniu w domu wyników. Okazało się, że kategoria 60+ wcale nie była aż tak mocno obsadzona jak się spodziewał i załapał się na trzecie miejsce wśród dużo młodszych od siebie. Ja tymczasem ponownie porozmawiałem z Majką i Waldkiem, co upamiętniłem wspólnym zdjęciem.

Kopia_00__434

Przed powrotem do domu postanowiłem jeszcze zerknąć na wywieszoną listę wyników. Tu spotkała mnie przykra niespodzianka, ponieważ nie było mnie na niej. Były jednak na liście osoby, które ukończyły bieg za mną, stąd wiedziałem, że nie wynika to z tego że wywieszono listę niekompletną, nie zawierającą osób zamykających bieg. Podjechałem do namiotu firmy mierzącej czas z reklamacją. I tu zostało wszystko wyjaśnione. Podałem swój numer startowy i dla porównania czas zarejestrowany na stoperze. No i pan mnie odnalazł. Okazało się że mój wynik był na liście tyle, że przyporządkowany był mu tylko numer startowy, a nie imię i nazwisko. Okazało się, że na karcie zgłoszenia wypełnionej przeze mnie, nie było zapisanego numeru startowego - nie było w ogóle takiej rubryki, a osoby wydające pakiet z numerem startowym tegoż nie dopisały na zgłoszeniu. Takich przypadków było pewnie więcej, gdyż pan zajmujący się pomiarem czasu pokazał mi plik przynajmniej kilku kart zgłoszeniowych (w tym moją odnalezioną), których nie mógł zarejestrować w systemie z powodu właśnie braku na nich numeru startowego. Zapewne większość z tych osób pojechało do domu bez sprawdzania wyników i teraz "walczą" o wpisanie ich na listę wyników. Sprawy są pewnie wyjaśniane na bieżąco po zgłoszeniu zainteresowanych. Nic w przyrodzie nie ginie, trzeba tylko odnaleźć i powiązać odpowiednie ogniwa.  

No i na koniec coś o otwartości biegaczy na organizatora. Otóż ja odebrałem pakiet z numerem 840. Ilu po mnie odebrało pakiet z wyższym numerem trudno powiedzieć, ale liczba zapisanych mogła dobić do 900 lub nawet dużo więcej. Wiadomo, że ktoś mógł się zapisać, a potem na bieg nie przyjechać z jakichś ważnych dla siebie powodów. Jednak listy wyników zawierają w tej chwili nazwiska w sumie 506 uczestników (326 na 5,4 km i 180 na 10,8 km) .Być może kilku uczestników jeszcze zostanie dopisanych na listy, kilku pewnie się na nich jednak nie znajdzie (mimo wystartowania) z tego powodu, że zmienili dystans z dłuższego na krótszy w trakcie biegu (a nie przed startem), kiedy zorientowali się że dłuższemu wysiłkowi nie podołają (choć w tym przypadku powinni być sklasyfikowani jako DNF czyli ci, którzy nie dobiegli do mety). Niemniej wychodzi na to, że około czterysta osób nie wystartowało mimo zapisania się. Pewnie jakaś cześć nawet nie odebrała pakietu, jednak prawdopodobnie bardzo dużo osób po prostu odebrało koszulki nie zamierzając wystartować.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Biegaj z Opel Szpot - edycja wrzesień 2016

mk130363

Może, kolejność wpisów na blogu będzie nieco niechronologiczna, ponieważ zalegam kilka relacji jeszcze z lipca i sierpnia, ale ten szybki wpis robię też ze względów czysto technicznych. Wpis jest o tyle szybki, że właściwie nic tu nie będę relacjonował, ani przebiegu imprezy ani swojego startu. Dzień przed startem okazało się, że mogłem nagle i niespodziewanie wystartować w innym biegu na Malcie (2 godziny po Szpocie) i postanowiłem skorzystać z tej okazji. Jednak nie opuściłem uczestników Biegaj z Opel Szpot całkowicie. Postanowiłem dokończyć tegoroczną misję robienia zdjęć na trasie imprezy. Na miejsce startu przy Amfiteatrze przyjechałem rowerem kilka minut przed rozpoczęciem biegu. Zrobiłem tu kilka wstępnych fotek i pojechałem na około 500 m biegu.

00__0131

 

 

Zdecydowałem się w tym miejscu pstrykać pierwsze fotki z trasy, bowiem liczyłem na wstępne rozciągnięcie zawodników i tym samym lepszą ich widoczność dla mego obiektywu. Na starcie zawsze jest tłum, sporo osób może być zasłoniętych i dlatego wiele nie miałoby swojej pamiątki z biegu. Tu oczekiwałem kilka minut na pojawienie się pierwszych biegaczy.

00__0234

 

 

 00__068

 

 Po przebiegnięciu lub przejściu niemal wszystkich uczestników (trudno to dokładnie czasem ustalić bowiem niektórzy idą dolną ścieżką) ruszyłem rowerem pod prąd kierunku biegu na jego 4 kilometr. Tu jeszcze dodam, że na głównym szlaku odbywa się przecież równocześnie normalny ruch osób uprawiających rekreację, w tym i osób biegających treningowo i dopiero z bliskiej odległości można rozpoznać, że to nie uczestnik po braku numeru startowego. I tak jest obecnie o tyle dobrze, że te numery w ogóle są, bo kilka lat temu ich nie było i nie można było rozróżnić uczestników od przypadkowych trenujących osób. To niewątpliwie dla mnie też ma znaczenie, bowiem osób bez numerów staram się nie fotografować. Jeśli się pojawiają w galerii to jest to przypadek związany z tym, że zdjęcia wykonywane są seriami, a poza tym najczęściej obok tych bez numerów biegną osoby z numerami startowymi, więc trudno tego uniknąć całkowicie. Publikuję na ogół wszystkie zdjęcia, nawet te zasłonięte w połowie przez kogoś biegnącego czy jadącego na rowerze nieraz w odwrotnym kierunku, bowiem to także oddaje klimat i przebieg całej imprezy.      

 

 

 

 00__167

 

 

 Niestety na czwarty kilometr dojechałem później niż ścisła czołówka biegu, stąd kilku pierwszych zawodników zabrakło w tym miejscu w galerii. Ale pozostałych starałem się niemal do końca namierzyć swoim aparatem. Piszę niemal do końca, bo tu znów trudno wyczuć kto jest tym zamykającym imprezę uczestnikiem.

00__204

 

 

 

 

00__278

00__297

 

 00__333

 

 

00__390

 

00__423

 

Okazuje się, tu pewnie "prawdziwi" biegacze poczują się zniesmaczeni, że w Biegaj z Opel Szpot idą, tak powtórzę idą także osoby, którym nie zależy ani na żadnym wyniku, ani na dobiegnięciu do mety w limicie czasowym, po którym odbywa się losowanie nagród. Po prostu traktują to jako rekreacyjny spacer wokół Jeziora Maltańskiego. To na pewno lepsze niż siedzenie w domu przy komputerze lub przed tv. To także lepiej niż tak jak kiedyś opisywałem, że niektórzy chowają się na pół godziny za trybunami i przychodzą na metę skróconą trasą. W biegu nie ma chipów, więc nie można zweryfikować ile osób ukończyło, a ile przyszło tylko się zapisać do statystyk liczących uczestników do klasyfikacji szkół. No ale pogoda była bardzo ładna więc pewnie to zachęcało do spaceru także tych nie mających chęci i siły by biegać. Tak czy inaczej było to aktywne spędzenie czasu. Po pstryknięciu ostatniej fotki podjechałem do miejsca startu biegu, w którym miałem wziąć udział, aby rozeznać miejsce gdzie na jego czas zostawię rower, a następnie wróciłem na ławeczki przy regatowej tablicy świetlnej. I tam właśnie dostrzegłem tych ostatnich młodych spacerowiczów z Biegaj z Opel Szpot. Tak nawiasem mówiąc, sobota stała pod znakiem sportu na Malcie. Oprócz biegu, z którego relację napiszę później, zauważyłem jeszcze jakąś imprezę, w której uczestnicy jechali rowerami, śmigali na rolkach, deskorolkach, hulajnogach, biegli, szli z kijkami, krótko mówiąc ruszało się wszystko, co może się ruszać. Była to impreza chyba pod sztandarami pewnego banku, którego nie będę reklamował, przynajmniej tak dostrzegłem po numerach startowych. I tu wyglądało że startowali uczestnicy bardzo rodzinnie, każdy tak jak mógł lub umiał.

Wracając do naszej imprezy pora na pewne podsumowanie. Podsumowanie mojej działalności fotograficznej oczywiście, bo sam bieg (całą tegoroczną edycję) rozliczy oczywiście organizator przyznając odpowiednie nagrody zwycięskim szkołom. Sam wziąłem udział w sposób czynny sześciu z dziewięciu imprez. W jednej, ostatniej wziąłem udział tylko jako kibic, obserwator i fotoreporter. Dwukrotnie zaliczyłem nieobecność usprawiedliwioną udziałem w innych ważnych dla mnie imprezach. Wszystkie siedem biegów zaprezentowałem w galeriach zdjęć (ostatnia na chwilę obecną jeszcze się tworzy). Jeden bieg - lipcowy zalega jeszcze także w relacjach. W galeriach znalazło się ponad 2320 zdjęć. Mam nadzieję, że wiele osób odnalazło się i ma pamiątkę z niejednego biegu.

Wrześniowy bieg znajdziecie pod linkiem

Edycja wrzesień lub na fanpagu na facebooku.

Ten szybki wpis okazał się wcale nie tak krótki jak początkowo myślałem. Ale może był szybki dlatego, że najlepiej pisze się na gorąco

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Puchar Wielkopolski Nordic Walking - Wągrowiec 2016

mk130363

09.07.2016

Z Wągrowca mam miłe wspomnienia z ubiegłego roku. Pierwszy start na dystansie 10 km i od razu życiówka. :) No ale mówiąc poważnie, wynik był niezły, bo średnie tempo wyszło poniżej 8min/km. W tym roku można by liczyć naprawdę na pobicie ubiegłorocznego rezultatu, gdyby nie konieczność ograniczenia obciążeń treningowych. Trochę mam pecha w tym roku startując na te 10 km (najdłuższy dystans w Pucharach Regionalnych), bo w dotychczasowych edycjach i Pucharu Wielkopolski i Pucharu Pomorza, ani razu ten dystans nie był równy 10 km. Więc w żaden sposób tej życiówki nie mógłbym zrobić. Była nadzieja, że w Wągrowcu będzie to dokładnie wytyczone, bo trasa miała być ta sama co w ubiegłym roku. Kilka tygodni przed zawodami, gdzieś jednak przeczytałem, że niby 200 czy 300 m miało być po twardej nawierzchni. Nie pamiętam kto puścił tę plotkę ale pomyślałem, że jedynym miejscem gdzie mogło się to zdarzyć na trasie, był fragment szutrowej ścieżki wzdłuż ulicy biegnącej obok stadionu. Pomyślałem, że może tę ścieżkę wybrukowano, więc byłem przygotowany na użycie gumowych nakładek. 

Do Wągrowca pojechałem tak jak ostatnio to bywało z drużyną Kijanek, ale w drodze pozyskałem do drużyny Face Nordic Walking Team  - Zosię Szaroletę, która wybrała się razem z nami na te zawody. Wystarczyło tylko zgłosić to w biurze zawodów, bo dotąd Zosia startowała jako niezrzeszona i tak była zapisana na te zawody. Wągrowiec to najbliżej Poznania położone tegoroczne miasto pucharowe więc podróż była dość krótka i mieliśmy dość dużo czasu po przybyciu na miejsce. Zaparkowaliśmy w tym samym miejscu co w ubiegłym roku ze Staszkiem, przy stadionie lekkoatletycznym. Formalności w biurze to był moment. Za to długo by opiswać nieustanne serdeczne  powitania i z drużyną, i ze wszystkimi znajomym,i z przyjaciółmi z nordicowych tras. Ktoś chce mieć znowu ze mną zdjęcie, szkoda że ja tego zdjęcia potem nie dostaję, więc go nie zamieszczam. Jest na stadionie jeden z naszych namiotów w miasteczku zawodów. Brakuje niestety szpilek, by go dobrze zamocować. Wiatr może nie jest bardzo silny, ale niestety pokrycie namiotu działa jak żagiel i namiot zaczyna fruwać. Robimy co możemy, tym co mamy i póki jesteśmy na miejscu panujemy nad sytuacją, ale nie wiem, czy w trakcie zawodów nie odfrunął na trybuny.

Kopia_001_przed

JaGna i Nisia wyprowadziły mnie z błędu dotyczącego twardej nawierzchni. Ale dowiedziałem się, że jest fragmentami ślisko (to po ostatnich deszczach) i jest dużo korzeni. Korzenie pamiętałem z ubiegłego roku, więc mnie to akurat nie ruszało. W historii moich startów nie takiej trudności technicznej trasy się robiło. A w Polanicy-Zdrój pamiętam było wówczas i z dużej górki (po wcześniejszej wspinaczce) i po deszczu. Ale ucieszyłem się, że nakładek na groty  nie będę musiał nakładać. Przed startem nie miałem jakichś szczególnych planów co do tempa. Postanowiłem przyjąć wszystko z dobrodziejstwem inwentarza. Nie robiłem też  jakiejś mocnej rozgrzewki. Kilka ćwiczeń, mała rundka z kijami po trawiastym stadionie, reszta miała nastąpić już na trasie. Zrobiłem jeden błąd, nie przyjrzałem się odcinkowi trasy wiodącemu właśnie w pobliżu startu i mety czyli na stadionie, to wkrótce okazało się dla mnie zupełnym zaskoczeniem. Przed startem robimy sobie jeszcze zdjęcia w grupkach większych

002_grupowe_1i mniejszych.

 

Start jak zwykle następował kategoriami wiekowymi najpierw dystansu 10 km, a następnie dystansu 5 km, najpierw mężczyzn, potem kobiet. Ruszyłem spokojnie z końca stawki mojej kategorii.

Kopia_0018

Kopia_0028

Trasa znana o pętli 2,5 km pokonana w ubiegłym roku czterokrotnie, więc praktycznie na pamięć można by iść. Ale co mnie zaskoczyło, o ile oznakowanie taśmami było na trasie, to brak było po raz kolejny oznaczeń poszczególnych kilometrów. Moim zdaniem to jednak duży mankament tegorocznych Pucharów Regionalnych. Oznaczenia ułatwiają przecież orientację jakim tempem się poruszamy. Nie bardzo rozumiem dlaczego ich brakuje. Trochę późno jest, gdy weryfikuje się tempo dopiero po całej pętli czyli po 1/4 dystansu, a w przypadku krótszego dystansu, w jego połowie.

 

Kopia_006

Mniej więcej pamiętałem jak były ustawione tabliczki w ubiegłym roku, ale różnica 20-30 m mogła oznaczać czasowo różnice kilkunastu sekund. Tak się nie da kontrolować tempa. Komunikatom endomondo też nie zawsze można wierzyć, bowiem także bywają opóźnione o kilka sekund, a jak jeszcze wystąpi jakiś błąd w pomiarze odległości to już pozamiatane. No ale nie miałem wyboru, komunikaty z endomondo słyszałem i wynikało z nich, że szedłem tempem niewiele (około 15-20 s) powyżej 8 min/km. Dramat rozpoczął się, gdy wszedłem na stadion. Zamiast mety ujrzałem długą jeszcze przede mną trasę (około 100m) wytyczoną skrajem stadionu, a następnie nawrót i tym sam skrajem prowadzoną z powrotem do wejścia na stadion a następnie na ostatnią prostą. Zrozumiałem, że pętla trasy jest o około 100 m dłuższa niż w ubiegłym roku. To dawało na 4 pętlach około 400 dodatkowych metrów dystansu i jasne stało się, że o wszelkich rekordach mogłem zapomnieć. Wprawdzie i tak byłoby mi tego trudno dokonać, ale przyznam że odebrało mi to chęć walki o cokolwiek. Uprzedzając wypadki napiszę, że moje endomondo faktycznie zmierzyło dystans jako 10,4 km, ale dopiero gdy wrysowałem pętlę w mapę uznałem, że tak musiało być w istocie.

Pierwsza pętla 2,6 km - czas 21:49, tempo 8:23/km

To oczywiście miało wpływ na to, że moje tempo po dostatecznym rozgrzaniu zamiast wzrosnąć, nieznacznie spadło. To zniechęcenie towarzyszyło mi na kolejnym okrążeniu i dopiero w drugiej części dystansu postanowiłem się odbudować i jeszcze powalczyć choć z samym sobą. Tymczasem podczas tego okrążenia doganiały mnie i wyprzedzały kolejno koleżanki z drużyny. Pytały co się dzieje, ale tego nie dało się wytłumaczyć w dwóch słowach. Mijająca mnie Agnieszka Kozłowska zapytała, gdzie jest punkt nawadniania. Nie zauważyła go na stadionie. Był tam, gdzie w roku ubiegłym, czyli między metą a wyjściem ze stadionu. Niestety, tego też się nie da w jakiś racjonalny sposób wytłumaczyć, mianowicie nie było komu podać kubka z wodą. Po prostu stał stół z kubkami, które pewnie ktoś napełniał z doskoku i trzeba było wziąć sobie kubek samemu. Chyba, że trafiło się iż akurat ktoś te kubki właśnie napełnił i wówczas wyciągnął pomocną dłoń w kierunku nadchodzącego zawodnika. Raz miałem to szczęście, później sam wziąłem kubek.. i wybaczcie nie pamiętam jak było po trzecim okrążeniu. 

Druga pętla 2,6 km - czas 22:54, średnie tempo 8:48/km

Po 2 pętlach i 5,2 km - czas 44:43, średnie tempo 8:36/km

Ponad minutę wolniej niż poprzednie kółko, to bardzo dużo. W trakcie trzeciego okrążenia postanowiłem jednak podjąć próbę walki ze zniechęceniem. Zmobilizowała mnie Agnieszka Jarysz, której plecy wciąż widziałem idąc kilkanaście sekund za nią po szutrowej ścieżce. Trzymałem się jej pleców jakiś czas, a wkrótce zacząłem odrabiać utracony dystans. Nad jeziorem udało mi się ją dogonić i wyprzedzić Ale uprzedzając wypadki, choć już do końca fizycznie szedłem przed nią, to ze względu na różnicę czasu startu i tak Agnieszka była korespondencyjnie na mecie przede mną. Ale niewątpliwie pomogliśmy sobie mobilizując się wzajemnie.

Trzecia pętla 2,6 km - czas 22:09, średnie tempo 8:31/km

Po 3 pętlach i 7,8 km - czas 1:06:52, średnie tempo 8:34/km

Było szybciej niż poprzednio, ale straty nadal były duże. Jednak ja rozkręciłem się na dobre. Na stoperze też to widziałem wyraźnie przynajmniej porównując kolejne komunikaty endomondo. Dogoniłem nawet kilka zawodniczek, które poprzednio mnie wyprzedziły i wchodziłem na na stadion przed nimi mimo, że większość z nich i tak w ostatecznym rozrachunku ze mną wygrała. No ale czas i tempo ostatniego okrążenia były już niezłe.

005_na_trasie

Czwarta pętla 2,6 km - czas 21:12, średnie tempo 8:09/km

META - 10,4 km - czas 1:28:04, średnie tempo 8:28/km

 

Cóż wynik zapisany i najlepiej niech odejdzie w niepamięć. Korzenie na trasie miały jednak swoje konsekwencje. Koleżanka która przyjechała z szeroko rozumianego Pomorza, by wzmocnić nasz Team, "zwichnęła" nogę w stawie skokowym, choć nie wiem jaka była ostateczna diagnoza lekarza. Przyczyną jednak okazały się nie same korzenie, a przyciemniane okulary. W mocno zacienionym lesie doprowadziły do potknięcia i urazu. Co do śliskości trasy ja jej za bardzo nie odczułem, faktem jest że nie szedłem z prędkością z jaką na ogół powinienem pokonywać ten dystans, ale może znaczenie miały też buty. Ja używam w każdym razie butów do biegów terenowych, a nie zwykłych biegówek. Te ostatnie mają dość gładką i pozbawioną głębokiego bieżnika podeszwę. A terenówki dodatkowo zazwyczaj mają podeszwy z materiałów szczególnie zapobiegających poślizgom.

Niestety serwis fotograficzny działał głównie na starcie oraz na mecie, ale tylko dla części uczestników kończących 5 km. Tak więc gdyby nie zdjęcia przyjaciół z drużyny, którzy ukończyli przede mną swój krótszy dystans nie miałbym zdjęć z trasy. Za to po zakończeniu marszu mogliśmy robić sobie wzajemnie zdjęcia do woli. Zaczęło się od poczęstunku ciasteczkami. Potem był posiłek regeneracyjny, czyli tradycyjna zupka, a zakończyliśmy biesiadowanie piknikiem na trawie. 

 

Kopia_00__0055

 

Gdzieś w tle odbywały się dekoracje, w których uczestniczyli także nasi zawodnicy dość licznie zresztą, co widać też na ostatnim zdjęciu grupowym.

 Kopia_00__0154

Na podium stanęła też nasza nowa zawodniczka w Teamie - Zosia.

 Zosia na trzecim miejscu podium

Mnie swojego Pucharu użyczył do zdjęcia Jasiu, pewnie dlatego że swego czasu chodziłem z najmłodszymi w mini NW.

012_puchar_Jasia

Ale to wszystko.

Wracając z zawodów najechaliśmy Panderozę Nisi i biesiadowaliśmy do wieczora.

 

 

Lewa wolna czyli...

mk130363

"Z drogi śledzie bo król jedzie".

Wiem, że czekacie na milsze wpisy dotyczące relacji z imprez nordikowych, ale postanowiłem opisać ten element naszych zmagań, który może budzić pewne emocje w trakcie rywalizacji.

Kopia_jak_tuidziesz sobie jak tu, jest full miejsca ...

Zawody, maszerujesz skrajem trasy po lewej stronie, nieważne dlaczego, może jest równiejsza nawierzchnia, może jest mniej korzeni albo piasku, może jest to po łuku w lewo lub za chwilę jest skręt w lewo, więc starasz się iść po najkrótszym torze, a może po prostu jest to zupełny przypadek. Po prawej stronie jest wystarczająco dużo miejsca, by zmieścił się jeszcze jeden zawodnik, czasem są to nawet 2 albo i 3 metry i nagle słyszysz za sobą rozkazujące pokrzykiwania "lewa wolna, lewa wolna". Ktoś chce cię wyprzedzić i żąda byś ustąpił mu z drogi i zmienił tor marszu schodząc na prawą część trasy. Oczywiście zdarza się, że ktoś to robi tronem proszącym i po usłyszeniu żeby wyprzedzał z prawej robi to bez problemu. Ale niektórzy są tak zacietrzewieni, że nie odpuszczą, oni mają rację bo idą szybciej. Traktują cię jak śmiecia bo idziesz wolniej i jesteś zawalidrogą. Kłócą się z tobą o ten ich wymarzony lewy tor marszu. Na jednych zawodach prawie popchnięto koleżankę na elektrycznego pastucha, ponieważ szła przesmykiem między kałużą i tym drutem, i przez kilka metrów "tarasowała" przejście krewkiemu ścigaczowi. Czasem idziesz rekreacyjnie, nie zależy ci szczególnie na jakimś rewelacyjnym czasie, nie bijesz życiówki. I słysząc, że ktoś cię dogania ustępujesz mu drogi, ułatwiasz przejście nawet jak jest wystarczająco dużo, miejsca by wyprzedzić cię bezkolizyjnie. Czasem idziesz wąskim przesmykiem długości kilkunastu metrów między kałużami albo jak ja kiedyś w Gdańsku między płotem po lewej i kałużą po prawej i słyszysz to stanowcze żądanie "lewa wolna". To skrajny przypadek, ale gdzie niby masz uciec wówczas ustępując z drogi, masz się powiesić na płocie, czy utopić po kostki w kałuży. Usłyszałem w tym roku dwukrotnie, że "takie są zasady".

Startuję w zawodach Nordic walking w Polsce praktycznie od początku, od początku, gdy napisano pierwsze przepisy i pierwsze regulaminy, czyli najogólniej mówiąc zasady startu i poruszania się techniką Nordic walking po trasach zawodów. Od początku śledziłem te zasady dość szczegółowo. Ba nawet dzieliłem się uwagami z sędziami, którzy później pewne moje sugestie np. odnośnie punktacji wprowadzali w życie. Staram się zawsze przestrzegać zasad i regulaminów, które obowiązują w poszczególnych zawodach. Panów, którzy mówią, że "lewa wolna" to zasady chciałbym zapytać, czyje są to zasady? Ich? Jest to prawo silniejszego? Z drogi śledzie bo "król" jedzie? "Król" niesportowego zachowania chyba. Trudno w obecnych czasach zarzucić komuś, że jest analfabetą. Można jednak powiedzieć, że jest leniem któremu nie chce się przeczytać regulaminów. Ja rozumiem, że regulaminy długie są i jeśli dla kogoś to strata czasu je czytać, to może nie czytać. Ale jeśli ktoś chce egzekwować regulaminy to niestety powinien się z nimi zapoznać i przyswoić podstawowe zasady obowiązujące wszystkich, także tych najszybszych. 

Co mówią przepisy?

Zacznę od tych obowiązujących w zawodach Polskiej Federacji Nordic Walking. Ta organizacja jako pierwsza zorganizowała zawody NW i jako pierwsza opracowała przepisy marszu i regulaminy startu. Poza tym, to właśnie na zawodach tej organizacji usłyszałem ostatnio okrzyki "lewa wolna" i co gorsze wykłócanie się o to prawo przez szybszego maszera.

W punkcie VII regulaminu Pucharu Polski, podpunkt 1 czytamy:  "Podczas imprezy obowiązują przepisy zawodów Polskiej Federacji Nordic Walking."

A więc, nie obowiązują zasady stanowione przez tych którzy maszerują szybciej lub wolniej, ani przez przypadkowych ludzi, ani przez pana, któremu wydaje się, że jako silniejszemu wszyscy mają mu bić pokłony i ustępować z drogi

W przepisach punkt 6, podpunkt (d) czytamy:

"Zawodnik wykonujący manewr wyprzedzania nie może przy tym przeszkadzać, względnie utrudniać ruchu zawodnikowi przez niego wyprzedzanemu. Zawodnik wyprzedzany zobowiązany jest do utrzymania przyjętego toru marszu."

Starczy? Powinno, ale dodam że, te przepisy obowiązują od dawna. Należałoby, więc po wielu latach ich obowiązywania, wreszcie je przeczytać. Nie mam wprawdzie kopii regulaminu, który stworzył w 2009 roku Jakub Kortas, sędzia główny 1 Mistrzostw Polski Nordic Walking, gdyż wówczas nie kopiowałem ich na swój dysk. Jednak mam skopiowany taki zapis z 2011. Można powiedzieć że odtwarzam to jak z kroniki Galla Anonima, ale człowiek który stworzył ten przepis nie jest bynajmniej postacią anonimową w światku Nordic Walking.

przepis_wyprzedzanie

Drugie zdanie z obecnie obowiązujących przepisów zostało dodane później, ale znajduję je w skopiowanych przepisach zarówno z roku 2014 jak i 2015. Jest to zdanie bardzo ważne i uważam, że jednoznacznie określiło postępowanie zawodnika wyprzedzanego podczas tego manewru. Zmiana przez niego toru marszu podczas ustępowania drogi może doprowadzić do tego, że zajdzie on drogę z kolei innemu uczestnikowi, który akurat nie będzie krzyczał "prawa wolna". Tak okrzyk "prawa wolna" również jest spotykany na zawodach (sam słyszałem). Tak jeden jak i drugi w znaczeniu żądania uważam za "niesportowe zachowanie". Zawodnik wyprzedzany nie ma lusterek i nie widzi co dzieje się z tyłu. Za bezpieczeństwo manewru odpowiada więc zawodnik wyprzedzający, który ma pełny ogląd sytuacji.

 Kopia_po_prwej_ok1

 jest miejsce wyprzedzam z prawej

Oglądaliście kiedyś jakiekolwiek zawody sportowe polegające na ściganiu się? Pytanie retoryczne pewnie. Widzieliście, by Justyna Kowalczyk zjeżdżała na zewnętrzny tor po okrzykach Johaug "lewa wolna"? Widzieliście w zawodach lekkiej atletyki, by nasi eksportowi 800-metrowcy Kszczot i Lewandowski ustępowali miejsca rywalom, by tym łatwiej było ich wyprzedzić. Taktyka biegów lekkiej atletyki polega na tym, że jedni chcą zmęczyć innych tempem i biegną szybciej po pierwszym torze. Ci, którzy dysponują szybszym finiszem biegną z tyłu i na finiszowym okrążeniu muszą niestety przy wyprzedzaniu nadrabiać dystans biegnąc po bardziej zewnętrznych torach. Gdyby któryś z tych finiszujących z tyłu zawołał "lewa wolna" chyba by go zabito śmiechem. Tu warto zauważyć, że wybór i tym samym zablokowanie korzystniejszego toru poruszania się rywalowi podczas zawodów w każdym ściganiu jest normalnym elementem taktyki wyścigu. I choćby z tego punktu widzenia zawołanie lewa wolna nie ma racji bytu w sporcie. Osoby wyprzedzane, biegnące czy jak w naszym przypadku idące wolniej najczęściej też chcą osiągnąć jak najlepszy wynik, czas, miejsce w swojej kategorii, na swoim dystansie. Jedynym przypadkiem, w którym ustąpienie miejsca szybszemu jest jak najbardziej wskazane, jest sytuacja gdy zostajemy zdublowani podczas kolejnego okrążenia przez zawodnika idącego ten sam dystans i mającego, o jedno kółko pokonane więcej niż my. To mieści się wówczas w kategoriach fair play. Należy jednak przy tym zachować ostrożność, by nie utrudnić z kolei komu innemu marszu. Obecnie w ferworze walki trudno jednak takie przypadki odróżnić od normalnego wyprzedzania, a poza tym mają one miejsce na ogół tylko na dystansach co najmniej półmaratonu lub gdy idziemy po krótkiej 2,5 kilometrowej pętli.

Ale wróćmy do zasad. Wspomniany Jakub Kortas od kilku lat pracuje w Kolegium Sędziów Fundacji CHODZEZKIJAMI.PL .Tego portalu nie muszę chyba przedstawiać większości pasjonatom Nordic Walking, a sędziowie pracują w cyklu mającym największą ilość imprez w Polsce czyli Pucharze Bałtyku oraz w wielu innych zawodach NW na terenie głównie Trójmiasta i Pomorza. Jak myślicie, zmieniło się jego (Jakuba) zdanie na temat wyprzedzania? Zajrzyjmy do przepisów tej organizacji i zauważmy co następuje: 

"Zawodnik wykonujący manewr wyprzedzania, nie może przy tym przeszkadzać, względnie utrudniać ruchu zawodnikowi przez niego wyprzedzanemu."

Nawet kropka postawiona jest w tym samym miejscu. No ale jakże mogło być inaczej. Nakaz zejścia na inny tor marszu jest niewątpliwie przeszkadzaniem i utrudnianiem marszu, nie mam co do tego wątpliwości. Powoduje, że zawodnik wyprzedzany pod wpływem wywieranej presji może zmienić kierunek i tor marszu powodując kolizję z innym zawodnikiem. 

Poszukajmy przepisów u innych. Polskie Stowarzyszenie Nordic Walking ma również bardzo długą tradycję w organizowaniu zawodów Nordic Walking. I również podobnie jak dwie poprzednio wymienione organizacje wyszkoliło wielu sędziów zawodów w marszu z kijami. Ma też od lat swoje przepisy. I właśnie niedawno opublikowano kolejną ich wersję. Co piszą na temat wyprzedzania?

- wyprzedzanie na trasie odbywać się może tylko w sytuacji i miejscu kiedy nie zaburza rytmu zawodnika wyprzedzanego (niesportowe zachowanie),

- zawodnik wyprzedzany nie może celowo blokować drogi zawodnikowi wyprzedzającemu (niesportowe zachowanie)

Pierwszy podpunkt po prostu innymi słowami ujmuje dokładnie to co zawarto w słowach poprzednio wymienionych organizacji dodatkowo podkreślając także wybór miejsca do wyprzedzania. A więc nie wyprzedzamy w miejscu, gdzie trasa jest np. tak wąska, że nie zmieszczą się obok siebie dwaj zawodnicy w odległości bezpiecznej od siebie. Tu zwrócę uwagę, że niektórzy wyprzedzają ocierając się niemal o osoby wyprzedzane, zachodząc im natychmiast drogę po wykonaniu manewru, podkładając kije pod stopy osoby idącej wolniej, co zmusza ją do zmiany rytmu i drobienia krokami, by nie nastąpić na grot kija osoby, która ją wyprzedziła.

Drugi podpunkt wskazuje na to by osoba wyprzedzana nie utrudniała celowo tego manewru. Z całą pewnością marsz po swoim torze bez jego nagłej zmiany nie jest niesportowym blokowaniem. Chodzi o to by osoba wyprzedzana specjalnie nie odstawiała kijów bardziej na zewnątrz (w kształcie odwróconej litery V) by zagrodzić tor, którym mogłoby się odbyć wyprzedzanie, by nie szła wężykiem specjalnie zmieniając tor marszu, aby osoba wyprzedzająca nie wiedziała, z której strony może to bezpiecznie zrobić. By idąc skrajem wąskiej ścieżki nie zajmowało nagle środka ścieżki co może uniemożliwić wyprzedzenie. Tu niejako okrężną drogą dojdziemy do wniosku, że najlepiej jeśli osoba wyprzedzana będzie poruszać się swoim torem marszu, nie zmieniając go w sposób nagły i niespodziewany, ani pod wpływem okrzyków ani bez nich.

Kopia_po_prawejczasem znajdzie się miejsce z lewej bez okrzyków

Przytoczyłem zasady największych organizacji NW w Polsce, które mają długie tradycje w organizowaniu zawodów, opracowane własne przepisy, swoich sędziów. Czyje są więc zasady "lewa wolna"? Jeśli wystartuję w zawodach, gdzie taka będzie obowiązywać, będę starał się do niej zastosować, ale póki co, polecam "królom nordikowych ścieżek" przeczytać przepisy.

I na koniec taka rada dla wyprzedzających. Jeśli chcecie to zrobić bezpiecznie, bezkolizyjnie i bezkonfliktowo to raczej uprzedźcie osobę wyprzedzaną, z której strony ją "bierzecie" zawołaniem "wyprzedzam z lewej", "wyprzedzam z prawej" w zależności od tego z której strony jest miejsce i możliwość wykonania tego manewru, niż przeganiajcie z jednej strony ścieżki na drugą. 

 PS W sytuacjach zamieszczonych na zdjęciach domniemywam, że nie miały miejsca okrzyki "lewa wolna", zostały wybrane jednak nieprzypadkowo obrazując miejsca i sytuacje, w których można sobie poradzić bez przeganiania innych na boki.

Puchar Pomorza Nordic Walking - Jarosławiec 2016

mk130363

W nocy padało, a może nawet była burza. Rankiem wyjeżdżaliśmy jednak ze słonecznego Poznania i wyglądało na to, że dzień będzie przyjemnie ciepły, ale nie upalny. Można powiedzieć, że byłaby chyba pogoda bliska ideału na zawody na nadmorskiej plaży. Spałem w nocy tylko 2 godziny i ponad 4 godzinna jazda samochodem w końcu mnie zmorzyła. Zdrzemnąłem się pół godziny i obudziłem się tuż przez Sławnem. Pogoda zmieniła się, robiło się coraz pochmurniej. Gdy dotarliśmy do Jarosławca ciemne chmury całkowicie przykrywały niebo. Zrobiło się bardzo chłodno, poniżej 20 stopni. Do tego bryza morska powodowała wrażenie bardzo delikatnej mżawki. Wiatr powodował uczucie przejmującego zimna. W nocy padało również nad morzem, więc piasek był lekko zawilgocony. Jednak niewiele to nam pomogło w kwestii trudów maszerowania po nim. Gdyby sztorm spowodował duży przypływ, a następnie odpływ morza, mielibyśmy choć nad brzegiem dobre warunki. Bywa nad morzem, że brzeg jest na sporej szerokości twardy ubity falami morskimi. Niestety mogliśmy liczyć tylko na wąski pasek nieustannie zresztą zalewany wodą. Marsz nad samym brzegiem powodował jednak pewne wydłużenie trasy bo trzeba było do niego dojść i z niego następnie odejść. Nominalnie trasa wiodła plażą tuż przy wydmie.

 

 

 

Start zlokalizowany był tuż przy plaży. Pierwszy odcinek wzdłuż wydmy wydał mi się już w czasie marszu niemiłosiernie długi. Za długi był zdecydowanie, bo właściwie umiejscowienie pierwszego nawrotu warunkowało długość całej trasy.  Pokazuje to wyrysowana przeze mnie trasa nominalna czyli po najkrótszej linii.

 

Zdaję sobie sprawę, że precyzja rysunku nie jest idealna i może mylę się i nawet jeśli o 40 m, to przynajmniej te dodatkowe 100 m jest dla mnie zagadką. Jakoś w Pucharach Regionalnych nie mamy szczęścia w tym roku do trasy mierzącej dokładnie 10 km. O ile w innych lokalizacjach mogło to być spowodowane warunkami terenowymi, o tyle w tym przypadku wystarczyło nawrót zrobić 70 m bliżej i byłoby dobrze. Zresztą organizatorzy mogli przewidzieć, że i tak wszyscy pójdą brzegiem i nawet mogli to wkalkulować w dystans. Było kilku śmiałków, którzy spróbowali w drugą stronę po nawrocie iść przy wydmie, ale zrobili to pierwszy i ostatni raz. Na kolejnych pętlach nie widziałem tak idącego nikogo. Trasa tuż przy brzegu była nieco dłuższa. O ile dłuższa, zależało od skosu w jakim dążyliśmy do brzegu lub do zejścia z plaży. W przybliżeniu wyglądało to tak. 

 

Nadłożenie dystansu wyszło, wiec w istocie niewielkie. Dodam, że dochodziliśmy do brzegu dużym skosem i okazało się to nawet uzasadnione, bowiem i tak nie od razu trafialiśmy na twardszy brzeg. Chyba że ktoś od razu ryzykował marsz w wodzie. Natomiast pokonując pętlę aż 4 razy stwierdziłem, że schodzić do wyjścia z plaży opłacało się niemal prostopadle, tzn opłacało się jak najdłużej iść twardszym brzegiem i opuszczać plażę bardzo małym skosem. Na jednej pętli mieliśmy do pokonania plażą ponad 1700 m z tego przynajmniej około 700 w kopnym piachu, a 1000 m podłożem mieszanym: głównie lekko utwardzonym brzegiem nieustannie zalewanym przez fale, także kopnym piachem krótkimi odcinkami, nawodnionym mułem. Idąc brzegiem trzeba było liczyć się z tym, że prędzej czy później, któraś z fal nas dogoni i co gorsza trudno było przed nią uciec, gdyż odskok mógłby być potraktowany jako podbieganie. Było wiele osób, które od początku zdecydowały się nie unikać zamoczenia i chyba było to dobra decyzja. Pozostała cześć trasy to była ścieżka leśna lub trawiasta.   

Po dotarciu do Jarosławca i odbiorze pakietów startowych natychmiast dokonaliśmy lustracji trasy i decyzja była od początku iść brzegiem plaży nakładając nieco dystansu.

Kopia_0015

Parking  i "szatnie" znajdowały się w pewnym oddaleniu od miejsca startu. Przebraliśmy się w stroje startowe, zamontowaliśmy numery startowe i chipy i zameldowaliśmy się w pobliżu startu. Kilka ćwiczeń musiało mi wystarczyć za rozgrzewkę. Od momentu, gdy w Poznaniu przećwiczyłem marsz po piasku, nastawiony byłem, żeby to po prostu przejść. Ściganie w pełnym tego słowa znaczeniu mogło dotyczyć tylko niespełna kilometra twardszej części pętli. Startowaliśmy podobnie jak w Czaplinku kategoriami wiekowymi. W mojej jak zwykle najwięcej zawodników. Pierwszy odcinek 630 m w kopnym piachu wlókł się niemiłosiernie długo. Spoglądałem w przód nie mogąc doczekać się aż zobaczę, że ktoś zawrócił. Wtedy myślałem jeszcze, że ten odcinek to będzie tylko pół kilometra, ale okazało się, że organizatorzy dopieścili nas dodatkowymi 130 metrami. I dlatego to tak długo trwało. Po nawrocie skosem jeszcze kilkadziesiąt metrów bez zmiany podłoża. Niestety po dojściu do brzegu wcale nie od razu było lepiej. Dopiero po kilkunastu kolejnych krokach trafiało się na nieco twardsze podłoże nie zalane całkowicie przez fale morskie. I teraz szło się właściwie do pierwszego zalania. Krzyknąłem, gdy to się stało pierwszy raz, woda była bowiem bardzo zimna. Oczywiście wszystko było od razu kompletnie przemoczone, ale miałem też wrażenie, że woda tak łatwo jak się dostawała do butów tak samo szybko je opuszczała. Oczywiście wszystko zostało nasączone morską wodą, ale wszystko ponad to przelatywało przez buty. Stąd nie miałem nawet wrażenia chlupotania wody w butach. Wydawało mi się też, że piasek lepiący się do tych mokrych butów niejako zakleja otwory siateczki i stąd mniej dostawało się suchego piasku do ich środka. Moje własnej roboty ochraniacze sprawiały też że żaden piasek nie dostawał się w zapiętki. Przed wodą oczywiście w żaden sposób nie chroniły, ale przed piaskiem tak.

 

Kopia_0016

Trasa ponownie nie miała oznaczeń poszczególnych kilometrów. Moje endomondo złapało fixa chyba dopiero po około stu metrach marszu, ale trudno to było potem skorelować z tym co pokazywał mój stoper. Kontrola tempa była więc bardzo utrudniona ale prawdę mówiąc i tak była niemożliwa z uwagi na to, że odcinek po plaży pokonywało się znacznie wolniejszym tempem niż odcinek twardszy. Pozostawało jedynie kontrolować tempo na poszczególnych okrążeniach. Ja odniosę swoje tempo na poszczególnych okrążeniach do rzeczywiście pokonywanej trasy, czyli tej o pętli długości 2680 m.

Okrążenie/km czas okrążenia tempo okrążenia min/km czas narastająco
1 okr / 2,68 km 26:28 9:53 26:28
2 okr. / 5,36 km 26:25 9:51 52:53
3 okr. / 8,04 km 25:30 9:31 1:18:23
4 okr. / 10,72 km 25:04 9:21 1:43:27

Średnie tempo dla całego dystansu wyszło 9:39/km. Pierwsze okrążenie było pilotażowe i wyznaczało jakiś cel na kolejne okrążenia. Drugie okrążenie pokonałem niemal w identycznym czasie jak pierwsze uszczknąwszy nawet 3 s. Potem już było tylko lepiej. Nauczyłem się trochę plaży. Przede wszystkim nieco dalej szedłem po twardszym brzegu przed zejściem z plaży. Ale też zacząłem wykorzystywać ślady innych. Okazało się, że mokre buty i lekko zwilgotniały piasek powodował, że niektóre ślady idących przed nami odciskały się wyraźniej w podłożu i te miejsca były nieco twardsze dla odepchnięcia się palcami. Ale oczywiście nie zawsze długość kroku pasowała idealnie i były też fragmenty suchsze, gdzie gubiło się ślad, a jego poszukiwanie wybijało by nas z rytmu marszu. Ale niewątpliwie parę razy udało mi się zrobić po kilka kroków w takich ubitych śladach. Na trzecim okrążeniu poprawiłem się o minutę, a na czwartym dołożyłem jeszcze odjęciem kolejnej pół minuty. Jestem zadowolony, że nie osłabłem na tej wyczerpującej trasie. Zliczając wszystko to dystans 10,72 km,w tym 6,8 km po plaży i przynajmniej 2,8 km w kopnym piachu. Przyznam, że przed startem szacowałem wynik na zbliżony do około 1 godz. 45 minut i przyznam, że na ostatnim okrążeniu, zwłaszcza na twardszej końcówce ,powalczyłem o to, by się w tym czasie zmieścić. 

Po dojściu na metę duża ulga, że nie muszę iść już dłużej w tym kopnym piachu. Trud takiego wysiłku jest nieporównywalny do zwykłej trasy i wielu uczestników ta trasa złamała. Nie ukończyli swego startu mimo że mieli do pokonania najczęściej dystans o połowę krótszy. Stąd wielkie gratulacje dla tych, którzy dali radę i pokonali swe słabości. Za mną kończyli dystans już nieliczni uczestnicy zawodów. Przychodziliśmy na metę już tak pojedynczo, że wolontariusz wręczający medale znudzony długim oczekiwaniem pewnie nie zauważał już nas kończących dystans. Bliski już byłem wzięcia sobie medalu ze stojaka, gdy nagle wyrósł spod ziemi wolontariusz wieszający       mi go na szyi.

Kopia_0027

Sprawdziłem swój wynik i międzyczasy okrążeń na ekranie komputera. Zjadłem grochówkę ze strażackiego kotła, dobrze doprawiona była - na ostro. Potem jak zwykle ciasteczkowy drużynowy poczęstunek. W stopy było mi bardzo zimno, do kolan było wszystko przemoczone na wskróś, więc nie czekałem już na dekoracje.

Kopia_0039Kopia_0046Kopia_00__00310

Poszedłem na parking przebrać się i dlatego nie ma mnie na drużynowym zdjęciu. Nie było tym razem losowania nagród, które bym tym razem nawet przegapił, gdyby było. Ale najbardziej brak mi w Pucharach Regionalnych fotoreporterów, którzy pstrykaliby wszystko co się na trasie rusza i potem udostępniali to wszystkim. Gdyby nie drużynowi fotografowie, którzy po ukończeniu swojego dystansu mieli chęć i siły, by pozostałym jeszcze robić zdjęcia, było by bardzo źle i nie miałbym czym okrasić tego wpisu. 

Kopia_0055

Gdy zbieraliśmy się do wyjazdu zaczęło się przejaśniać. Pojechaliśmy do centrum Jarosławca, a właściwie nad przystań rybacką by zjeść obiad w poleconej knajpce (czytaj smażalni). W czasie posiłku słońce wyszło na dobre, a do plaży mieliśmy bardzo blisko.

 

Kopia_0073

Kopia_0082

Kopia_0083

Wypoczynek na kocu był bardzo przyjemny, zwłaszcza że można było uciąć sobie małą drzemkę. Na kąpiel w morzu nie miałem ochoty, dostatecznie wymoczyłem nogi w lodowatej wodzie w czasie zawodów. Przyznam, że gdyby nie te 1,5 godziny na słonecznej plaży czułbym pewien niedosyt z tego wyjazdu. No cóż, w końcu trzeba było wracać.

Wszystkie zdjęcia w galerii:

Puchar Pomorza Nordic Walking - Jarosławiec 2016

© Nordic Walking mk
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci